wtorek, 16 listopada 2010

Żywność w dobie Peak Oil

Produkcja żywności to jedno z bardzie istotnych zagadnień związanych z Peak Oil – jakby nie było każdy jeść musi a „jak powszechnie wiadomo by wyżywić rosnącą populację ludzi, ropa naftowa i nawozy sztuczne są niezbędne”.  Zdanie to jest nieprawdziwe – bardziej odpowiadające stanu aktualnemu byłoby stwierdzenie „by wyżywić rosnącą populację ludzi w chwili obecnej najbardziej ekonomicznie opłacalne jest używanie ropy naftowej oraz nawozów sztucznych”.  W Polsce dysponujemy znacznymi możliwościami zwiększenia produkcji żywności czy trochę szerzej sprawę ujmując powiększenia ilości kalorii jedzenia dostępnego ludziom. Większość z tych metod wcale nie wymaga większych nakładów paliw kopalnianych czy energii ze źródeł nieodnawialnych.


 
Nowoczesne maszyny rolnicze są stosowane głównie z powodów ekonomicznych. Nie da się również zaprzeczyć, że wygodniej jest siedzieć w klimatyzowanej kabinie oglądając film na DVD niż kilka dni tyrać z kosą. Trzeba przyznać, że to  drugie co prawda wygląda bardziej uroczo na zdjęciach...

Resztę wpisu o rolnictwie w czasie Peak Oil przeczytasz na stronie projektu Agepo.pl

5 komentarzy:

  1. Witaj Wojtku! Od kilku dni wchłonęła mnie tematyka związana z GMO http://dxnpolska.ning.com/video/chemiagmostrefatajemnicwonetpl-1#axzz1EmRcIIRa
    i dalej poszło samo:
    http://www.paranormalne.pl/index.php?showtopic=12486&st=0
    http://www.youtube.com/watch?gl=PL&feature=related&hl=pl&v=MFW7kvLU9ws
    http://www.youtube.com/watch?v=B4XKU2wRemw&eurl=http%3A%2F%2Fwolnemedia.net%2F%3Fp%3D14723&feature=player_embedded#t=20

    i wiele wiele innych.
    Wobec powyższego jak się może mieć ekologicznie uprawiana żywność do faktu, który z teorią spiskową nie ma nic wspólnego! Co robić, by uchronić swoje roślinki przed tym g..wnem sypanym nam na głowy? I czy w ogóle w tej sytuacji możliwe jest hodowanie zdrowej, wolnej od toksycznej chemii żywności? Do czego to wszystko zmierza? Co sądzisz o tych informacjach?

    OdpowiedzUsuń
  2. Oster, nikt Cię jeszcze nie zmusza do jedzenia roślin zmodyfikowanych genetycznie (zakładając, że jesteś wolnym człowiekiem żyjącym w Polsce). Najczęściej modyfikowane genetycznie rośliny są tymi uprawianymi na wielkich obszarach, czyli soja, rzepak, kukurydza.

    Produkty te i z nich pochodzące (olej rzepakowy, sojowy, płatki kukurydziane, sojowe imitacje mięsa, śmieciowate jedzenie, ciasteczka...) IMO w zdrowej diecie są zupełnie zbędne. Jeśli się je spożywa w małych ilościach - np. słodycze od czasu do czasu to myślę, że też mniej zaszkodzą niż jakby się je spożywało codziennie. Zdecydowanie nie jestem zwolennikiem poglądu, że wszystko ekologiczne albo nic.

    Jeżeli chodzi o chemitrials to się nie wypowiadam, bo dużo o nich nie wiem. Jeśli to rzeczywiście jest to co ludzie podejrzewają, to chyba nie zostaje nam nic innego jak po prostu umrzeć.

    Jeżeli chodzi o odporność i zdrowie roślin a w konsekwencji spożywających je ludzi to pozostaje zadbać o dobre nawożenie naturalnymi nawozami i mikroelementami np. mączką bazaltową. Wysoki poziom materii organicznej w glebie oraz odpowiednie pH (trochę poniżej neutralnego) są w stanie zapobiec wchłanianiu się np. glinu czy ołowiu.

    Więcej raczej nie jesteśmy (zwykli ludzie) w stanie zrobić.

    W każdym razie nie przejmowałbym się zbytnio - jeśli to jest nieszkodliwe to niepotrzebnie człowiek się będzie stresował, co źle wpływa na zdrowie równie źle jak coś naprawdę szkodliwego.

    Jeśli jest to o czym piszą jest prawdziwe i szkodliwe to nic nie będziemy w stanie zrobić.

    No chyba, że człowiek się przeniesie w jakieś słabo zaludnione miejsce np. australijski busz, Amazonia... Tam chyba tego nie rozprowadzają, bo i po co, skoro bardziej opłaca się to robić nad miastami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wojtku! Chcę, byśmy się dobrze zrozumieli. Myślę, że nie masz racji, jeśli chodzi o świadomy wybór! Badania wykazują, że wysiane rośliny z grupy GMO mają zdolność samoczynnego rozpylania się na okoliczne pola, na których produkuje się kukurydzę organiczną. A więc nie należy do rzadkości fakt, że rolnik uprawiający tradycyjną kukurydzę zbiera z pola nieświadomie i tę genetycznie zmodyfikowaną. To jest problem ogólnoświatowy: wszędzie tam, gdzie monsanto wraziła za przeproszeniem swoje macki, obecność roślin zmodyfikowane stała się faktem. Stąd moje obawy wyrażone w poprzednim poście a mające swe uzasadnienie po lekturze wielu informacji zawartych w różnorodnych publikacjach. Gdyby sytuacja nie była podbramkowa, pewnie wstrząsnęłoby mną to, ale z upływem czasu (typu: prześpij się z tym!) pewnie by to zadziałało. Bo co na to można, jeśli stalibyśmy przed faktem. Moja niemal bezradna panika wzięła się z tego, że poszukuję od około pół roku tego, co zwiesz sam permakulturową uprawą i co za tym idzie - poszukuję dla mojej rodziny źródeł zdrowej, niechemicznie pozyskiwanej żywności. Zmobilizował mnie do tego przypadek: niestety, ciężka choroba mojej mamy, u której istnieje konieczność dostarczania układowi immunologicznemu odpowiednio zmodyfikowanej (nie mylić z MGO) diety opartej na surowym, organicznym pozyskiwaniu witamin i innych składników odżywczych po wyczerpującej chemii. Pościągałam już sporo do domu niezbędnych akcesoriów łącznie z ekoziemią, a tu przypadkiem wpadam na stronę, jedną, drugą i następne mówiące o tym, że właściwie niewiele można zrobić w tej dziedzinie, bo nawet jeśli wydaje nam się, że spełnimy niemal wszystkie warunki, to i tak nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nasze podstawowe potrzeby jak choćby względnie czyste powietrze wielokrotnie bardziej zagrażają nam, bo bezpośrednio - niż ta genetycznie zmodyfikowana żywność. Ręce mi opadły, bo jak ratować najbliższą mi osobę? Czy znasz może kogoś, kto produkuje pszenicę organiczną?
    Pozdrawiam serdecznie choć mniej optymistycznie. Mam jeszcze resztki ufności, że to tylko zły sen.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oster, w większości państw UE nie uprawia się jeszcze GMO kukurydzy czy rzepaku. To pierwszy punkt.

    Drugi (nawet ważniejszy) to: NIE TRZEBA JEŚĆ KUKURYDZY, RZEPAKU i innych upraw, w których może dojść do podejrzenia o to, że doszło do przeniesienia się pyłku roślin GMO na rośliny nie GMO. Można żyć zupełnie dobrze i zdrowo nie jedząc roślin w których mogło zajść podejrzenie o to, że są GMO. Podsumowując... Nikt Cię nie zmusza do tego, żebyś jadł kukurydzę, nawet ekologiczną. Sam kukurydzy zjadam bezpośrednio może z 2-3 kg rocznie, większość w sałatce z tuńczyka, mógłbym żyć bez tego, choć przyznam się, że nie byłoby tak smacznie.

    Monsanto jeszcze nie modyfikuje takich roślin jak większość warzyw, owoców, orzechów, dziczyzny. Można na takiej diecie się całkiem dobrze żywić się na surowo (ja bym się bał trochę surową dziczyznę... ale...)

    Innym rozwiązaniem jest spożywanie żywności ekologicznej, która może być zanieczyszczona genami GMO tylko za pośrednictwem zwierząt. W takim przypadku to zwierze bierze na swoją wątrobę trud rozkładania poszczególnych podejrzanych składników paszy. Zjadając to zwierzę minimalizuje się ryzyko wpływu niepożądanej substancji na organizm człowieka.

    Surowa wątroba jest bardzo zdrowa - pełno w niej witamin m.in. A, B12, żelaza, mikroelementów... Podobno wołowa najzdrowsza, no i żeby z pastwiska był.

    Właśnie o tym mówiłem, że nie możemy nic z tym (chemitrails - jeśli to prawda) zrobić. Lepiej zatem zrobić to co możemy - uprawiać/jeść żywność wyprodukowaną bez lub z mniejszą ilością chemii i nie przejmować się chemitraiis. Bo albo nie jest to prawda albo nic nie możemy z tym zrobić. Poza emigracją do australijskiego buszu, syberyjską tajgę lub do Amazonii.

    Na pytanie jak ratować najbliższą osobę nie potrafię odpowiedzieć. Niestety taki nasz człowieczy los, że pewne rzeczy na Ziemi nie są problemami z którymi ludzie mogą coś zrobić. Mimo wszystko mam nadzieję, że mama wydobrzeje.

    Niestety nie znam dostawców ekologcznej pszenicy. Mogę się zapytać jednych znajomych czy oni może uprawiają...

    OdpowiedzUsuń

Podziel się wiedzą ze znajomymi!