Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woda. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 października 2010

Jak zagospodarować południowy stok by nie musieć go podlewać?

Na jednym z portali Czytelnik mojego tekstu zadał mi pytanie dotyczącym permakulturowego rozwiązania problemu uprawy suchego, piaszczystego, południowego stoku "na którym bez podlewania nic nie rośnie". Myślę, że taki problem może mieć więcej Czytelników, dlatego warto odpowiedzi poświęcić więcej miejsca i czasu tu, na łamach naszego bloga.

Zacząć należy od tego co jest istotą problemu w tym przypadku, jaki czynnik najbardziej ogranicza plony. W tym przypadku jest to dość oczywiste - to woda. Głębsze przyjrzenie się sprawie ukazuje, że to nie tylko o wodę chodzi ale również o uciekające z tą wodą substancje mineralne. Nie mniej nadal tego przyczyną jest uciekająca szybko z posesji woda.
Nasze działania związane z zatrzymaniem wody dobrze jest rozpocząć od zapoznania się ze skali trwałości Keyline oraz 8 zasad skutecznego i efektywnego zbierania deszczówki.

Dla przypomnienia...

Skala trwałości poszczególnych komponentów systemu w którym przychodź nam żyć:

  1.   Klimat
  2.   Rzeźba terenu
  3.   Woda
  4.   Drogi 
  5.   Drzewa
  6.   Budynki
  7.   Inne podziały np.płoty, własność
  8.   Gleba

Najtrudniejszą do zmiany (wg. skali) rzeczą na jaką mamy realny wpływ jest rzeźba terenu. W tym przypadku jest to stok (z którego zapewne łatwo spływa woda, co jest istotą problemu). Byłoby "dość" kosztowne by nie napisać niemożliwe wyrównanie całego (nawet małego) stoku i przenoszenie ziemi w jakieś inne miejsce. Zresztą też całkowicie bezsensowne, bo odpowiednio wykorzystany stok południowy może być bardziej produktywny niż teren płaski (z racji tego, że stok południowy jest cieplejszy i bardziej słoneczny - to zaś oznacza, że na takim stoku dysponujemy większa ilością energii). Nie chcemy przecież pozbywać się przy okazji rozwiązywania "problemu wody" - jednej z największych korzyści posiadania stoku południowego, prawda? 5% nachylenie terenu na południe  (czyli 0,9 stopnia) to odpowiednik posiadania płaskiego terenu około 50 km bardziej na południe.

Niezależnie od tego czy dany stok jest nieużytkiem, gruntem ornym czy pastwiskiem dobrze jest rozpocząć poprawianie "sytuacji wodnej" od tego co jest najwyżej na skali i na co mamy realny wpływ (jako jednostka). Rzeźby terenu nie trzeba zmieniać drastycznie (zrównywać gór) - wystarczy ją lekko zmodyfikować np. przez wykopanie swale'a.
Ten filmik pokazuje jego działanie:

Geoff Lawton tłumaczy działanie swale'a.

Jeśli teren o którym mówimy nie jest gruntem ornym, pastwiskiem czy nieużytkiem (świeżym) a lasem albo sadem, to oznacza, że:
  • Jednak coś tam rośnie :) 
  • Trzeba zastosować inne rozwiązanie ponieważ kopanie swale'a gdy mamy do czynienia z korzeniami drzew jest bardzo energochłonne i co się z tym wiąże kosztowne. Problematyczny może być również wjazd koparką, jeśli chcemy użyć ciężkiego sprzętu w takim zarośniętym terenie. Zwykle jednak w rosnącym lesie rowów kopać nie trzeba (w dopiero co sadzonym to co innego)...
Jeśli w lesie dochodzi do znacznej erozji wodnej, co może być spowodowane złym zarządzaniem terenem nad nami. W przypadku silnych epizodycznych potoków zbyt wiele nie możemy z tym zrobić, poza może sadzeniem w poprzek stoku (na poziomicy) krzewów, by te zatrzymały choć część materii organicznej wysyłanej nam przez "sąsiada z góry" oraz budową małych "tam kontrolnych" (z ang. check dam).

Tama kontrolna to struktura, która może być zbudowana z pniaków, gałęzi, kamieni, słomy, gruzu, siatki metalowej, żelbetu lub kombinacji tych materiałów. Jej celem jest spowolnienie odpływu wody z posesji, zmniejszenie erozji wodnej, zanieczyszczenia wód gruntowych i powierzchniowych. Tego typu tama może zatem pomagać nawodnić okoliczne tereny, gdyż woda zostaje dłużej na posesji, która taką tamę posiada. Na podobnej zasadzie działają również tamy bobrze*. Tama kontrolna to technika, którą używa się do kontroli małych potoków, lub różnych cieków epizodycznych (czyli takich, które przez cześć roku nie płyną). Teoretycznie gdybyśmy chcieli ją zbudować to pewnie należałoby występować o pozwolenie wodne (czy jakoś tak). Na małą skale nikt tego jednak nie zauważy (poza właścicielem posesji oczywiście)... nie trzeba oczywiście się ograniczać do jednej takiej tamy - lepiej nawet jest zbudować kilka a małych. 



Tama kontrolna, zwróć proszę uwagę na większą ilość wody gromadzącą się powyżej tamy. To jedna z technik mogąca służyć do pasywnego nawadniania stoków.

Sam w mojej okolicy "zbudowałem" (trochę za mocne słowo na określenie przesunięcia grubszych gałęzi i paru machnięć saperką) kilka takich tam.

Kolejnym sposobem, który może pomóc poprawić sytuację wodną na stoku to poprawa jakości gleby.
Gleby gliniaste lepiej "trzymają" wodę, ponieważ glina ma dużo lepsze właściwości sorpcyjne niż piasek. Na chłopski rozum cząsteczka gliny ma ładunek elektrostatyczny, który jest w stanie "utrzymać" wodę. Cząsteczka piasku natomiast takich właściwości nie posiada i woda po prostu "przelatuje w dół" z czasem stając się niedostępna dla korzeni roślin.
Teoretycznie do gleby piaszczystej warto dodać glinę - będzie wtedy niemal idealna, czyż nie? Niby tak, jednak znowu wszystko rozbija się o tą niedobrą ekonomię... górne 24cm gleby na hektarze waży około 3600 ton (gleba piaszczysta zwykle mniej, glina więcej...). Zatem by odczuwalnie poprawić jej jakość wypadałoby zwiększyć zawartość w niej gliny do około 30%. Zakładając zatem, że w górnych 24 cm gleby nie ma w ogóle gliny (raczej rzadko spotykane zjawisko, ale do potrzeb przykładu taka sytuacja mi bardzo odpowiada :) trzeba by przywieźć i rozrzucić powiedzmy 1000 ton gliny. Jakieś 100 - 200 ciężarówek? Widać zatem, że raczej nie tędy droga... Zwłaszcza jak się nie jest Billem Gatesem! Należy użyć innego, tańszego i wymagającego mniej roboty rozwiązania. Inna sprawa, że takie rozwiązanie jest bardziej przyjazne dla środowiska. Minimum wysiłku - maksimum efektu.

Na szczęście glina nie jest jedyną substancją, która charakteryzuje się właściwościami sorpcyjnymi. Można użyć również mączki bazaltowej.

Kolejna opcja (nie wykluczająca użycia wcześniejszych) to podnieść pH gleby, by pomóc wytworzyć się gruzełkowatej strukturze gleby. Taka budowa ""cząsteczki" gleby powoduje, że ziemia jest lepiej przygotowana na przyjęcie wody i ogranicza się spływ powierzchniowy wody.

Najważniejsze jest jednak by zwiększyć poziom materii organicznej w glebie, gdyż rożne formy materii organicznej w glebie charakteryzują się zwykle dobrymi właściwościami sorpcyjnymi (czyli woda będzie "utrzymywana" w glebie przez materię organiczną). Samo życie glebowe np. dżdżownice i podążające za nimi krety również sprawią, że gleba będzie bardziej "pulchna" i również poprawi się gotowość ziemi do przyjęcia wody (to raczej jest ważne na glebach ciężkich, gliniastych). Gleba o wysokim poziomie materii organicznej lepiej również podsiąka co, jeśli ukształtowanie warstwy płytko zalegającej wody jest korzystne również może mieć znaczenie dla zaopatrzenia roślin w wodę.

Następną techniką, którą można użyć również na stoku jest ściółkowanie. Najlepiej jest wyściółkować dno swale'a by zapobiec bezproduktywnemu wyparowaniu wody, inną opcją jeśli mamy wystarczającą ilość materiału na ściółkę (słoma, wióry, karton, trzcina, liście...) jest wyściółkowanie obszaru wokół nowo posadzonych roślin. Zapobiegnie to wyparowaniu wody z gleby.

Kolejnym rozwiązaniem, zwłaszcza jeśli dopiero co zakupiliśmy grunt orny i ta ziemia na stoku cały czas nie ma okrywy roślinnej jest jej (ostatni raz)  zaoranie w poprzek stoku. Dzięki temu każdy rów po przejściu pługa będzie działał jak mikro-swale. Gdy teren ten jest porośnięty trawą czy chwastami lepiej jest użyć kultywatora - również w poprzek stoku. Ważną rzeczą jest by nie robić tego na oko, a przyłożyć się do wypoziomowania. Na większa skalę można użyć np. poziomicy laserowej - przyrządu, który większość budujących się osób posiada. Jeśli ma się do wypoziomowania kilkaset m2 to w zupełności wystarczy poziomica wodna, tzw. szlaufwaga (przynajmniej w Wielkopolsce się tak na to mówi, a jak tam gdzie indziej to nie wiem). Zwinięta poziomica wodna wygląda np. tak. Można ja również zmontować domowym sposobem w 5 -10 minut.

Droższa wersja nawadniania. Finansowana w ramach "Projektu budowy infrastruktury rekreacyjnej Wyspy Młyńskiej i jej najbliższego otoczenia" (Bydgoszcz). Zwróć proszę uwagę na ubicie gleby u szczytu pagórka. Nie ma szans by taka gleba nie przejawiała objawów suszy bez nawodnienia. W tym przypadku nie trzeba było się liczyć z funduszami, bo to projekt współfinansowany ze środków UE. Nie o to przecież chodzi by coś było tanie, skoro może być drogie...

Podsumowując... można sprawić dzięki kompleksowemu działaniu na wielu poziomach (delikatna zmiana rzeźby terenu, sposobu użytkowania stoku i poprawie gleby), że południowy stok stanie się miejscem o produktywności przekraczającej teren płaski.

Na zakończenie wpisu trochę humoru. Słynny bobrzy list - ponoć autentyczny a nawet jeśli to tylko miejska legenda to i tak ta korespondencja jest bardzo absurdalno-zabawna.

This is a copy of an actual letter sent to Ryan DeVries, from the
 Michigan Department of Environmental Quality, State of Michigan. Wait
 till you read this guy's response - but read the entire letter before
 you get to the response.

 Mr. Ryan DeVries
 2088 Dagget
 Pierson, MI 49339
 SUBJECT: DEQ File No. 97-59-0023; T11N; R10W, Sec. 20;

 Site Location: Montcalm County

 Dear Mr. DeVries:

 It has come to the attention of the Department of Environmental Quality
 that there has been recent unauthorized activity on the above referenced
 parcel of property. You have been certified as the legal landowner
 and/or contractor who did the following unauthorized activity:

 Construction and maintenance of two wood debris dams across the outlet
 stream of Spring Pond.

 A permit must be issued prior to the start of this type of activity. A
 review of the Department's files shows that no permits have been issued.

 Therefore, the Department has determined that this activity is in
 violation of Part 301, Inland Lakes and Streams, of the Natural Resource
 and Environmental Protection Act, Act 451 of the Public Acts of 1994,
 being sections 324.30101 to 324.30113 of the Michigan Compiled Laws
 annotated.

 The Department has been informed that one or both of the dams partially
 failed during a recent rain event, causing debris and flooding at
 downstream locations. We find that dams of this nature are inherently
 hazardous and cannot be permitted.

 The Department therefore orders you to cease and desist all activities
 at this location, and to restore the stream to a free-flow condition by
 removing all wood and brush forming the dams from the stream channel.
 All restoration work shall be completed no later than January 31, 2002.

 Please notify this office when the restoration has been completed so
 that a follow-up site inspection may be scheduled by our staff. Failure
 to comply with this request or any further unauthorized activity on the
 site may result in this case being referred for elevated enforcement
 action.

 We anticipate and would appreciate your full cooperation in this matter.
 Please feel free to contact me at this office if you have any questions.

 Sincerely,
 David L. Price
 District Representative
 Land and Water Management Division
    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

    RESPONSE:

 Dear Mr. Price,

 Re: DEQ File No. 97-59-0023; T11N; R10W, Sec. 20;
 Montcalm County

 Reference your certified letter dated 12/17/2000 has been referred to me
 to respond to. First of all, Mr. Ryan De Vries is not the legal
 landowner and/or contractor at 2088 Dagget, Pierson, Michigan.

 I am the legal owner and a couple of beavers are in the (State
 unauthorized) process of constructing and maintaining two wood "debris"
 dams across the outlet stream of my Spring Pond.

 While I did not pay for, authorize, nor supervise their dam project, I
 think they would be highly offended that you call their skillful use of
 natural building materials "debris." I would like to challenge your
 department to attempt to emulate their dam project any time and/or any
 place you choose. I believe I can safely state there is no way you could
 ever match their dam skills, their dam resourcefulness, their dam
 ingenuity, their dam persistence, their dam determination and/or their
 dam work ethic.

 As to your request, I do not think the beavers are aware that they must
 first fill out a dam permit prior to the start of this type of dam
 activity. My first dam question to you is:
 (1) Are you trying to discriminate against my Spring Pond Beavers? or,
 (2) do you require all beavers throughout this State to conform to said
 dam request?

 If you are not discriminating against these particular beavers, through
 the Freedom of Information Act I request completed copies of all those
 other applicable beaver dam permits that have been issued. Perhaps we
 will see if there really is a dam violation of P! art 301, Inland Lakes
 and Streams, of the Natural Resource and Environmental Protection Act,
 Act 451 of the Public Acts of 1994, being sections 324.3010,1 to
 324.30113 of the Michigan Compiled Laws, annotated. I have several
 concerns. My first concern is aren't the beavers entitled to legal
 representation?

 The Spring Pond Beavers are financially destitute and are unable to pay
 for said representation - so the State will have to provide them with a
 lawyer.

 The Department's dam concern that either one or both of the dams failed
 during a recent rain event causing flooding is proof that this is a
 natural occurrence, which the Department is required to protect. In
 other words, we should leave the Spring Pond Beavers alone rather than
 harrass them and call their dam names. If you want the stream "restored"
 to a dam free-flow condition - please contact the beavers - but if you
 are going to arrest them they obviously did not pay any attention to
 your dam letter (being unable to read English).

 In my humble ! opinion, the Spring Pond Beavers have a right to build
 their unauthorized dams as long as the sky is blue, the grass is green
 and water flows downstream. They have more dam right than I do to live
 and enjoy Spring Pond. If the Department of Natural Resources and
 Environmental Protection lives up to its name, it should protect the
 natural resources
 (Beavers) and the environment (Beavers' Dams).

 So, as far as the beavers and I are concerned, this dam case can be
 referred for more elevated enforcement action right now. Why wait until
 1/31/2002 The Spring Pond Beavers may be under the dam ice then, and
 there will be no way for you or your dam staff to contact/harass them
 then.

 In conclusion, I would like to bring to your attention a real
 environmental quality (health) problem in the area. It is the bears.
 Bears are actually defecating in our woods. I definitely believe you
 should be persecuting the defecating bears and leave the beavers alone.

 If you are going to investigate the beaver dam, watch your step! (The
 bears are not careful where they dump!)

 Being unable to comply with your dam request, and being unable to
 contact you on your answering machine, I am sending this response to
 your office via another government organization - the USPS. Maybe,
 someday, it will get there.

 Sincerely,
 Stephen L. Tvedten
 The University of Texas at: Austin
 Office Community Relations/Accounting unit
 P.O. Box 7367
 Austin, TX 78713

 O thus be it ever, when free men shall stand; Between their loved homes
 and the war's desolation; Blessed with victory and peace, may the
 heaven's rescued land; Praise the power that hath made, and preserved us
 a nation. Then conquer we must, when our cause it is just; And this be
 our motto,

 "In God is our Trust"; And the Star Spangled Banner in triumph shall
 wave, O'er the land of the free & the home of the brave. (last verse of
 the National
 Anthem)

sobota, 25 września 2010

Dlaczego nie warto kupować "ekologicznych" środków czyszczących..?

Tradycyjny, nieekologiczny płyn do mycia naczyń - teraz również o zapachu rumiankowym.
Dlaczego nie warto kupować "ekologicznych" środków czyszczących, piorących, myjących jeżeli wykorzystuje się szarą wodę w swoim ogrodzie/gospodarstwie?

Substancją czynną w większości konwencjonalnych środków czyszczących są detergenty . Sprawiają one, że brud czy tłuszcz "odkleja się" od tkaniny/rzeczy. Większość detergentów zawiera w swoim składzie jakieś związki fosforu.

Fosfor to jeden z biogenów, który przyczynia się do przeżyźnienia wody (pisałem o tym więcej tutaj). Nieoczyszczone ścieki zawierające detergenty gdy trafią do wód powierzchniowych przyczyniają się do zakwitu glonów i w konsekwencji nawet do śmierci ryby. Z tego powodu producenci proszków do prania (przy hojnej "pomocy" rządowego bata!) dążą do obniżenia zawartości fosforu w proszkach do prania czy środkach czyszczących.

Niektórzy producenci wychodzą przed szereg i produkują środki czyszczące nie zwierające fosforanów. Zwykle żądając za swój ekologiczny - bo nie zanieczyszczający (?) środowiska - produkt ekstra zapłaty. Przy czym wg. mojego doświadczenia z używanie ekologicznych płynów do mycia naczyń mają one wydajność porównywalną do płynów "z Biedronki 5l tylko za 4.99zł".

Dlaczego zatem "potępiam" ekologiczne środki czyszczące?

Robię to z tego względu, że fosfor zawarty w normalnym płynie do mycia naczyń czy proszku do prania można później powtórnie wykorzystać jako nawóz np. do drzewek owocowych. A skoro w "ekologicznym" produkcie tego fosforu nie ma, to taki tzw. "ekologiczny" proszek nie spełnia permakulturowej zasady "niech każdy element pełni co najmniej dwie funkcje" to gdzie tu jego "ekologizm"?

Przy tej okazji chcę wspomnieć jeszcze o biodegradowalności, bo wiele "ekologicznych" i tych nie środków szczyci się, że są biodegradowalne. Biodegradacja oznacza, produkt ulega rozkładowi przy udziale organizmów żywych. Praktycznie wszystkie środki czyszczące ulegają biodegradacji. Nawet te "normalne, "nieekologiczne". Skoro producenci "ekologicznych" środków czyszczących chwalą się, że ich produkt nie zanieczyszcza środowiska, bo nie ma fosforanów, to można się domyślić, że środki czyszczące zawierające fosforany rozkładają się. Po rozkładzie, fosfor zawarty w tych środkach pobierany jest przez glony co doprowadza właśnie do zakwitu i zanieczyszczeniu wód.
Zanieczyszczenie to surowiec w nieodpowiednim miejscu i/lub stężeniu.

Pieniądze zaoszczędzone na nie kupowaniu tzw. "ekologicznych" środków czyszczących warto wydać w miejscu gdzie naprawdę zrobi to różnice dla nas i środowiska np. drzewa i krzewy owocowe do leśnego ogrodu czy na produktywny żywopłot, rekuperator, wydajny piec/kocioł czy dodatkową izolację do domu.

W trakcie tworzeni wpisu znalazłem sklep w którym sprzedają "ekologiczną" czystą sól warzoną... 20,99zł za 2 kg! Nie dziwi to, bo za wegański produkt z 2 certyfikatami, i posiadający jeden tytuł klient musi zapłacić. To zwykła sól sprzedawana 40 razy drożej - to się nazywa potęga marketingu - rolnicy powinni się tego nauczyć.

A Ty nadal zamierzasz kupować ekologiczne środki czystości?

poniedziałek, 13 września 2010

Dlaczego przygotowując ogród do zimy powinniśmy być leniwi?

Jesień to czas zbiorów i przygotowania ogrodu do zimy - często oznacza to wytężoną pracę. Chciałbym tym wpisem zainspirować Was do tego by pewne rzeczy sobie "odpuścić". Mam nadzieję, że przedstawię dlaczego takie leniwe podejście jest lepsze od bycia pracowitym. Zwykle bycie leniwym jest źle postrzegane, dlatego trzeba sobie do tego lenistwa dorobić jakąś ideologię ;) Myślę, że permakultura ma w tym momencie wiele do zaoferowania.

W naturalnych ekosystemach w klimacie umiarkowanym gleba nie bywa odkryta praktycznie nigdy. Naturalne pożary to wyjątki a wiatrołomy są w dużej mierze konsekwencja złej gospodarki (nie tylko) leśnej z czasów gdy tzw. "plan" był ważniejszy niż  jakieś tam lokalne warunki glebowe czy klimatyczne. :) A nie naturalnym i częstym zjawiskiem.

Kilka miesięcy temu widziałem przewróconą, starą wierzbę. Z ciekawości podszedłem by sprawdzić ile ziemi zostało odkryte, ile gleby było wystawione na erozję - na oko niecały metr kwadratowy. Mowa o około stuletniej wierzbie rosnącej nad jeziorem z przeżyźnioną wodą.
Zresztą określenie "goła ziemia" nie oddawałoby dokładnie sytuacji, ponieważ ziemia pokryta tam była warstwą liści, gałązek. Sama gleba była przerośnięta grzybnią grzybów mikoryzowych co dalej zabezpieczało ten mały obszar przed erozją.

Gdyby wierzba przewróciła się zimą to okrywa gleby składałaby się z jeszcze większej ilości liści co stanowiłoby również dobre zabezpieczenie.

Po 2 miesiącach poszedłem zobaczyć ten teren ponownie - nie było już śladu , że coś tam się stało (służby porządkowe drewno wywiozły). Gleba była szczelnie zakryta przez rożne krzewy i chwasty. Wzmożona erozja wodna na tym obszarze to ślad przeszłości - gleba została szybko zabezpieczona i warunki do akumulacji materii organicznej mogły znowu zachodzić.

Czy potrzeba schludności to... wymyślona potrzeba?

Zwykle ogrodnicy nie za bardzo lubią jesień - po pierwsze oznacza to koniec sezonu wegetacyjnego, po drugie zwykle trzeba grabić i palić liście. "Trzeba" to robić ponieważ w przeciwnym wypadku ogród może wyglądać na "zaniedbany". Czy aby na pewno taki ogród w którym liście są wygrabione jest bardziej zadbany? Osobom tak myślącym proponuję porównanie ogrodu do zdrowia. Czy osoba przyjmująca więcej lekarstw jest "bardziej zadbana" od tej, która przyjmuje mniej? W przypadku gdy osoba ta jest chora to może i tak, ale jeśli te lekarstwa są zbędne?

Nasza postagralna kultura bardzo nie lubi ludzi leniwych... zresztą czym jest lenistwo jak nie neolitycznym (powstałym w czasie po wymyśleniu rolnictwa)  wytworem? Właściciele niewolników czy chłopów wiele tracili gdy ich niewolnicy byli leniwi (patrz "Satyra na leniwych chłopów"). Łowcy-zbieracze z kolei na zaspokojenie swoich potrzeb pracowali po kilkanaście godzin tygodniowo - resztę czasu poświęcając na śpiewy, rozmowy, sztukę i wszystko inne co czyniło nas ludźmi.
"Schludny" wygląd ogrodu w dużej mierze powstał z potrzeby kontrolowania natury i pokazywania władzy. Bo czym innym jak nie ekstrawaganckim przejawem władzy jest Luwr z jego idealnie przyciętymi żywopłotami i wypielęgnowanymi trawnikami?

Jakich przygotowań do zimy unikać?

Wiele z powszechnie stosowanych praktyk ogrodniczych i rolniczych warto unikać oto kilka najpowszechniejszych:
  • Przekopywanie gleby i zostawianie skib ziemi by skruszały od mrozu. Może czas by pomyśleć o ściółkowanej wzniesionej grządce, której przekopywać nie trzeba? Przez jesień, zimę i początek wiosny sporo materii organicznej może się na takiej grządce rozłożyć dając początek żyznej glebie.
  • Grabienie liści - coroczny dodatek liści zabezpiecza glebę przed zimą dając schronienie wielu organizmom żywym
  • Palenie liści - czasami część liści trzeba zgrabić (np. z chodników by nie były śliskie). Liście zwykle usypuje się w "kupy" do czasu aż wyschną. Wtedy pali się je. Czy wiesz, że w takich liściach często zimują jeże? Jeże to wytrawni  pędrako i ślimakożercy. Chyba nie chcesz palić swoich sojuszników? Poza tym liście to świetny dodatek do gleby "przyciągający" grzyby mikoryzowe. By zabezpieczyć liście od rozwiewania można je przykryć siatką. Widziałem nie raz delikatne róże zabezpieczane przed zimą w ten sposób - nie dość, że liście stanowić będą swego rodzaju izolację przed mrozem,, to będą również żywić grzyby..
  • Usuwanie chwastów z zaniedbanych miejsc - uschnięte pokrzywy, chwasty, leżące na ziemi próchniejące gałęzie są miejscem zimowania wielu pożądanych gości w naszym ogrodzie. Jeżeli jest jakiś czas na porządkowanie "dzikich" czy "zaniedbanych" zakątków ogrodu to na pewno nie jest nim jesień gdy wiele pożytecznych owadów szykuje się do zimy. Szkodniki zresztą również, ale trzeba pamiętać, że te rozmnażają się dużo szybciej. W ogrodzie ekologicznym pożyteczne owady czy zwierzęta należy traktować jak rolnik traktuje swój inwentarz. Niszczenie im schronienia przed zimą nie stanowi najbardziej rozsądnego zachowania jeżeli zależy nam na ich dobru.

Biedronka na jednym z zasuszonych chwastów późną jesienią.

Korzyści z "nieprzygotowywania" ogrodu do zimy

  • Nie usuwając liści z ziemi zabezpieczamy ją przed erozją i poprawiamy żyzność gleby
  • Mamy więcej czasu dla siebie i rodziny
  • Nie niszczymy środowiska życia wielu organizmów
  • Ogród na wiosnę będzie wymagał mniejszej ilości przygotowania
  • Mniejsze problemy ze szkodnikami

Jakie prace warto wykonać przed zimą?

Niektóre zajęcia warto przed zimą wykonać. Należą do nich np.
  • Wysianie roślin na nawóz zielony jeżeli mamy gołą glebę. Często jednym z minusów (stosowanych na skalę rolniczą) nawozów zielonych jest wykorzystywanie przez nie wody, która później jest niedostępna w wystarczającej ilości dla głównego plonu wczesną wiosną. Ten rok jest wyjątkowo mokry, więc to będzie duży plus - nawóz zielony, który zużyje część wody  może pomóc w tym, że nasz ogród nie zmieni się w bagno.
  • Wygrabić liście chorych z chorych drzew. Zwłaszcza jeśli nie przewidujemy stosowania mączki bazaltowej lub soli morskiej w najbliższej przyszłości.
  • Sadzić drzewa i krzewy owocowe - na jesień są tańsze
  • Zabezpieczyć co delikatniejsze rośliny

Gdy następnym razem ktoś będzie Cię namawiał do tego by "zrobić zimowy porządek" w ogrodzie po prostu powiedz mu:

Nie

Teraz masz już nawet ideologię:)

niedziela, 5 września 2010

Leśny ogród cz.11 - Jak zamienić zdziczały sad w produktywny leśny ogród?

Leśny ogród można założyć w wielu różnych miejscach. Zdarza się, że jednym z punktów  wyjścia jest sad. Często mocno zdziczały i zarośnięty. Oznacza to, że ekosystem tego sadu jest już na dalszym etapie sukcesji ekologicznej niż byśmy tego chcieli. Nierozsądne byłoby wycinanie wszystkich drzew i sadzenie w ich miejsce nowych - przecież na pierwsze plony trzeba by czekać sporo czasu. Zresztą oznaczałoby to więcej pracy...

Co należy uczynić jeśli posiadamy zdziczały sad?
Powycinać sporo drzew i krzewów. Brzmi bardzo prosto. Zanim jednak tego dokonamy warto mieć jakąś wizję danego miejsca. Jednak by nasza wizja nie zmieniła się w przyszłości w ogrodniczą marę senną warto zachować odpowiednie odległość miedzy drzewami i krzewami. Tak by każde tego wymagające drzewo czy  krzew miał wystarczającą ilość światła, by zmniejszyć konkurencję o wodę i substancje mineralne. Drzew (nawet tych  owocowych) zwykle trzeba usunąć sporo. Więcej roślin owocowych wcale nie oznacza więcej owoców...

W klimacie umiarkowanym drzewa w leśnym ogrodzie powinny zajmować około 40% powierzchni. Dąży się do tego po to, by móc posadzić na niższych piętrach krzewy i rośliny zielne, nawet te światłolubne. Zapewne Czytelnicy zauważyli, że drzewa rodzą najlepiej owoce i orzechy jeśli korony drzew nie stykają się ze sobą. Co innego jeśli zależy nam na produkcji biomasy na opał/podłoże dla grzybów/paszę dla zwierząt - w tych miejscach drzewka i krzewy mogą rosnąć trochę gęściej.

W zdziczałych sadach nierzadko rośnie mnóstwo chwastów. Niektóre z nich są bardzo wysokie (drzewa), może nawet wyższe niż drzewka owocowe. Wtedy to one w pierwszej kolejności powinny iść pod topór lub sekator. Zwykle takie drzewa pionierskie mają rozległy system korzeniowy i są bardzo "zachłanne" na wodę i substancje mineralne. Drzewa i krzewy owocowe z ich słabszymi korzeniami (zwłaszcza na podkładkach skarlających) taką konkurencję będą przegrywać, co objawia się w mniejszej ilości owoców i gorszej ich jakości.


Na tym zdjęciu (kliknij w zdjęcie, żeby powiększyć) zrobionym w około południa jeden z dużych chwastów (jesion) zasłania jabłoń, która co prawda produkuje smaczne owoce, ale w dość małej ilości i niewielkiego rozmiaru. Gdyby pozwolić mu rosnąć jeszcze kilka sezonów zapewne spowodowałoby to zmniejszenie ilość owoców produkowanych przez jabłoń i pogorszyłoby to ich jakość. Możliwe nawet, że całkiem zagłuszyłby jabłoń. Nie dość, że jesion konkuruje z jabłonią o wodę i sole mineralne, to jeszcze pozbawia jej światła.  Jest zatem idealnym kandydatem do "odstrzału". Jego usunięcie/przycięcie przyczyni się do znacznego wzrostu ilości produkowanych jabłek. Efektem ubocznym rozkładu korzeni drzew może być wysyp grzybów szlachetnych (jak to miało miejsce u Pana Jacka).

Czy można posadzić po takiej wycince drzew produktywne rośliny?

Takie oczyszczanie zdziczałego sadu to doskonały moment na sadzenie różnego rodzaju krzewów i ziół do leśnego ogrodu. Wynika to z tego, że zwykle (zależy od tego jak bardzo zdziczały taki sad jest) rosnące tam drzewa i krzewy powodują całkowite zacienienie gleby, co sprawia, że nie rosną tam prawie w ogóle żadne trawy,  rośliny zielne czy chwasty. Warto ten moment wykorzystać. Jeśli nie mamy akurat czasu lub odpowiednich roślin w odpowiedniej ilości, to dobrze jest teren wyściółkować (sugeruję karton na dół + jakaś warstwa estetycznej ściółki na górę) by nie dopuścić do jego zachwaszczenia. Zaniechanie tego działania spowoduje kiełkowanie nasion znajdujących się na pewno w dostatku w glebie - one tylko czekają aż będą miały trochę słońca...W leśnym ogrodzie również obowiązuje zasada, że lepiej zapobiegać niż leczyć!




Jesion z poprzedniego zdjęcia po przycince. Jego korona została zredukowana o ponad 50%. Jest to raczej niezdrowe dla drzewa. Nie zależy mi jednak na jego zdrowiu, wręcz przeciwnie... Występowanie o zgodę na pozwolenie na wycięcie na nie moim terenie byłoby stratą czasu. Dzięki takiemu postępowaniu część niedojrzałych jeszcze jabłek na jabłonce z tyłu będzie lepiej nasłoneczniona i jeszcze smaczniejsza. Proszę zwrócić uwagę na ilość liści i gałęzi u podnóża ogołoconego drzewa. Ten jesion służył zatem jako dużych rozmiarów dynamiczny akumulator i roślina wiążąca węgiel (zwiększająca ilość materii organicznej w glebie).




Czy czas w jakim dokonujemy porządkowania zdziczałego sadu ma znaczenie?
Tak, czas oczyszczania ma znaczenie. Jeżeli oczyszczania dokonywalibyśmy zimą czy późną jesienią, gdy na drzewach nie ma już liści, to na wiosnę w ogrodzie mielibyśmy pełno odrostów korzeniowych. Przyczyną tego zjawiska byłaby duża ilość energii zgromadzona przez drzewa w korzeniach roślin. Przycięcie w okresie późnego lata pobudzi drzewa do wytworzenia odrostów korzeniowych na jesień. Zwykle ujemne temperatury przeszkodzą w zdrewnieniu takich odrostów. Dodatkowo drzewa i krzewy będą miały mniej niż gdyby mogły "zmagazynować" energię z liści jak to ma miejsce zwykle na jesień. Z drugiej strony drzewo ścięte zimą ma mniejszą wilgotność, niż to ścięte w pełni sezonu wegetacyjnego.

Miłośnicy hodowli grzybów jadalnych będą chcieli z kolei oczyszczać sad bardzo wczesną wiosną, gdy drzewa transportują soki z korzeni do liści. Drewno z drzewa ściętego w tym czasie daje grzyby lepszej jakości.


Co zrobić ze "odpadami" z przycinki drzew w takim sadzie?
Ścinki z przycinki najlepiej jest rzucić pod drzewka, które postanowiliśmy zostawić. Dzięki temu:
  • zwiększymy poziom materii organicznej wokół drzewa
  • dostarczymy substancji odżywczych drzewku
  • stworzymy przyjazne warunki dla rozwoju grzybów mikoryzowych
  • utrudnimy wzrost chwastom
 Ta wcześniej zasłonięta przez jesion jabłoń została obłożona dużą ilością ścinków z tego jesionu. W ten sposób zawarte w nim składniki odżywcze przyczynią się do lepszego plonowania. Utrudnią również wzrost chwastów. Na przyszły rok drzewko to powinno dać dużo większą ilość owoców lepszej jakości. Będzie to zapłata za te kilka chwil poświęconych na poprawę jego środowiska.



Można również ścinki drzew kompostować. Zwykle jednak szkoda marnować na kompostowanie czas.

niedziela, 29 sierpnia 2010

Czy powinno nam zależeć na szybklim rozkładzie ściółki?

Jednym z często spotykanych zjawisk jeżeli chodzi o ściółkowanie jest martwienie się o to, że ściółka nie rozkłada się zbyt szybko. Dostałem nawet kilka maili z pytaniem typu "jak temu zaradzić".

Muszę od razu zaznaczyć, że jeśli chcemy trwale podnieść żyzność gleby to powinniśmy dążyć do tego by rozkład materii organicznej w glebie spowolnić (ściółka to jedna z początkowych forma materii organicznej). Dalsza część wpisu będzie właściwie tłumaczyć dlaczego chcemy ten stan "spowolnienia" osiągnąć.

Ilość materii organicznej (M.O.) w glebie z roku na rok może pozostać niezmieniona, zmniejszać się lub zwiększać się (niezbyt odkrywcze spostrzeżenie).

Wzrost poziom M.O. w glebie osiąga się poprzez dostarczenie większej ilości materii organicznej niż jest tracone (dość logiczne, nieprawdaż)?

Jakie działania zmniejszają poziom materii organicznej w glebie?
Przede wszystkim wszelkie zabiegi dążące do napowietrzenia gleby (oranie, przekopywanie, używanie kultywatora..). Część materii organicznej utleniana jest w procesie chemicznym większość jednak zostaje rozłożona przy pomocy mikroorganizmów tlenowych. Każdego roku część materii organicznej zostaje spalona ("zjedzona") przez organizmy glebowe nawet w lesie, stepie czy innym ekosystemie w który człowiek nie ingeruje.

Stosowanie zbyt dużej ilości nawozów zwłaszcza azotowych przyczynia się również do zużycia węgla organicznego w glebie...Co interesujące nie jest zbyt istotne czy jest to nawóz naturalny (np. gnojowica) czy nawóz sztuczny (np. saletra amonowa). Liczy się stosunek węgla do azotu w glebie.

Następnym czynnikiem, który sprawia, że poziom materii organicznej spada jest nie dodawanie co roku odpowiedniej ilości materii organicznej do gleby. Jak wcześniej wspomniałem martwa materia organiczna jest cały czas "zużywana" przez życie glebowe. Jeśli więc nic nie zostawiamy bo np. sprzedajemy zboże a słomę używamy do palenia w piecu lub uprawiamy rzepę na paszę dla świń a zielonką skarmiamy krowy to z czasem zapasy M.O. zostaną zużyte. Długofalową konsekwencją takiego działania będzie spadek żyzności gleby (w wyniku obniżenia się poziomu materii organicznej w glebie).

Poziom materii organicznej w różnych glebach na różnej głębokości. Od lewej gleba leśna, gleba użytkowana rolniczo będąca początkowo lasem, gleba preriowa, gleba użytkowana rolniczo będąca kiedyś prerią. Zwróć uwagę na różnicę w skali między glebami pochodzenia leśnego a preriowego. 1 stopa ( ft )to 30 cm. Kliknij w rysunek żeby powiększyć.

Jak zwiększyć poziom materii organicznej w glebie?

Jeśli chcemy zwiększyć poziom materii organicznej w glebie to najszybszą drogą jest zmaksymalizowanie  produkcji biomasy, zlikwidowanie jej eksportu (czyli nie wywożenie z gleby żadnych plonów). To opis działań na dużą skalę. Jeśli zwiększyć poziom M.O. chcemy na małym teren to do bilansu zysków i strat dodać możemy również ściółkę nabytą poza miejscem ściółkowania. Dzięki temu szybko zwiększymy poziom materii organiczne w glebie.

Dlaczego trudniej zwiększyć poziom materii organicznej w glebie na glebach lekkich?
Na glebach lekkich trudniej jest osiągnąć wysoki poziom materii organicznej niż na glebach ciężkich. Wynika to z tego, że gleby te są dobrze natlenione i trudniej jest stworzyć odpowiednią gruzełkowatą strukturę, która "chroni" materię organiczną przed działaniem organizmów glebowych. Mączka bazaltowa pomaga w wytworzeniu się odpowiedniej struktury gleby na glebach piaszczystych.

Czy trwalej podnoszą poziom materii organicznej w glebie części podziemne czy nadziemne roślin?

"Korzenie roślin, są od razu lepiej rozmieszczone pod ziemią (niż części nadziemne), ponadto składają się w większym stopniu z lignin czyli materiału trudno się rozkładającego i w większym stopniu zmieniającego się w związki humusowe niż części nadziemne. W jednym z badań okazało się, że tylko 1/3 nadziemnych części owsa zostało po roku podczas gdy 42% części podziemnej. Inny eksperyment pokazał, że po 5 miesiącach od przyorania wyki na nawóz zielony pozostało tylko 13% (początkowego) węgla zawartego w częściach nadziemnych a aż 50% początkowego węgla z części podziemnych. Obydwa eksperymenty udowodniły, że pozostałości korzeni przyczyniają się bardziej do zwiększenia poziomu materii organicznej w glebie."
 Fred Magdoff i Harold van Es "Building Soils  for Better Crops: Sustainable Soil Management"


Między innymi dlatego bardziej produktywnymi glebami pod kątem rolniczym są gleby preriowo-stepowe a nie leśne. Na stepie kilka razy w roku do gleby "dodawane są" korzenie do gleby, w lesie właściwie tylko raz w roku - na jesień. Dlatego w rolnictwie ekologicznym tak ważną częścią płodozmianu jest tymczasowe pastwisko - w czasie gdy dany teren jest pastwiskiem rośnie poziom materii organicznej w glebie. Zwłaszcza gdy pastwisko zarządzane jest w odpowiedni sposób.


We wpisie o stabilności materii organicznej napisałem o tym jakie czynniki sprawiają, że materia organiczna rozkłada się szybciej albo wolniej. Tutaj szybko streszczę jakich materiałów najlepiej używać by dochodziło do akumulacji (gromadzenia) materii organicznej w glebie.

Jaka ściółka organiczna rozkłada się najwolniej?
Najwolniej rozkładowi podlega ściółka:
  • składająca się z dużych kawałków - im większe tym dłużnej się rozkładają, gdyż mniejsza jest powierzchnia na którą mogą działać mikroorganizmy (minimalizujemy efekt brzegu)
  • składająca się z materiałów o małej ilości azotu czyli drewno, papier, trociny, wióry a nie obornik, ścinki traw czy ususzone pokrzywy
  • dużej zawartości ligniny, małej zawartości cukrów prostych lignina jest "ciężkostrawna" więc rozkładają ją głównie grzyby (np. trwalsza ściółka będzie ze zdrewniałych łodyg bobu niż z łodyg młodych)
  • ściółka z materiałów, których mikroorganizmy nie trawią, jak np. węgiel drzewny, kamienny czy brunatny.
Zbierając te wszystkie czynniki "do kupy"... Bardzo trwałą ściółką będzie ściółka zrobiona zwęgla drzewnego,  wiórów, gałęzi czy nawet samych pniaków. Mało trwała będzie ściółka z rozdrobnionych ścinków traw czy posiekanej pokrzywy.

Jakie materiały nie są polecane by zwiększyć trwale poziom materii organicznej w glebie?
Próba zwiększania poziomu materii organicznej w glebie materiałami bogatymi w azot obornik, pokrzywy, ścinki traw czy nawet standardowy kompost to syzyfowa praca. Czy da to długofalowy efekt? Na pewno poprawi plonowanie w pierwszym i drugim roku zastosowania tych. Wiązać się to jednak będzie głównie z efektem nawozowym (zawartością substancji potrzebnych roślinom do wzrostu) a nie ze zwiększonego poziomu materii organicznej. Jeśli chcemy działać na dłuższą metę to lepiej jest użyć 300 kg słomy czy wiórów jak 300 kg obornika.


Kiedy warto przyspieszać rozkład ściółki?
Od niemal każdej reguły istnieje odstępstwo. Tak jest również w przypadku ściółek. Czasami chcemy by ściółka organiczna rozłożyła się szybciej. Jednym z takich przypadków jest jeśli zajmujemy się uprawą na skalę komercyjną. Wtedy może się okazać, że zależy nam na tym by ściółka się rozłożyła i uwolniła dostępne w niej mikro i makroelementy. Sytuacja a konkretnie rośliny uprawne mogą wymagać tych składników, które są w ściółce. W takich przypadkach jako środek przyspieszający rozkład materii organicznej  i aktywator życia glebowego można użyć Aktywnie Napowietrzoną Herbatkę Kompostową.



Dalsza lektura:
 "Building Soils  for Better Crops: Sustainable Soil Management" Fred Magdoff i Harold van Es
 "Managing Cover Crops Profitably" Published by the Sustainable Agriculture Network

czwartek, 26 sierpnia 2010

Czym jest ściółkowanie, jaki obszar wokół drzewka wyściółkować i czy lepiej jest ściółkować czy posadzić rośliny okrywowe?

Dostałem ostatnio od jednej z Czytelniczek bloga pytanie na maila. Myślę, że odpowiedź na nie może być tematem na całkiem ciekawy wpis.

Panie Wojciechu, chcemy na naszej działce o powierzchni 1,16 ha posadzić na jesień kilkanaście drzewek owocowych. Niestety nie mamy wystarczającej ilości słomy by wyściółkować całą działkę. Dodam jeszcze tylko, że w miejscu w którym będziemy sadzić drzewka mamy glebę piaszczystą V i VI klasy. W związku z tym mam dwa pytania:
  • Czy lepiej jest ziemię wokół drzewka wyściółkować czy lepiej jest pozwolić rosnąć dookoła drzewka roślinom wspierającym?
  • Jaka powierzchnię wokół drzewka owocowego należy wyściółkować?
Będę wdzięczna za odpowiedź.
Pozdrawiam Hania*
*Lekko przeredagowałem i skróciłem list Pani Hani
By Czytelnicy mogli lepiej zrozumieć odpowiedź, którą udzieliłem Pani Hani najpierw napiszę parę słów o ściółkach i dlaczego w ogóle się ściółkuje glebę.

Co to  jest ściółkowanie?

Ściółkowanie to nic innego jak stosowanie jakiegoś materiału w celu przykrycia gleby. Inna nazwa na ściółkowanie to mulczowanie lub (z angielska ;) mulchowanie.

Po co ściółkuje się glebę?
Zapewne powodów dla których ściółkuje się glebę jest tyle ile ogrodników, przedstawię jednak te najpopularniejsze:

  • ograniczenie wzrostu chwastów
  • zagłuszenie chwastów
  • ograniczenie wyparowania wody z gleby
  • zwiększanie poziomu materii organicznej w glebie (tylko ściółki pochodzenia organicznego)
  • zwiększenie poziomu minerałów w glebie (głównie ściółki z mączek skalnych)
  • zwiększenie żyzności gleby (ściółki pochodzenia naturalnego)
  • chęć posiadania grzybów jadalnych w ogrodzie
  • estetyka
Ściółkowanie zatem to bardzo przydatna technika. Ich działanie jest kompleksowe - działają na wielu poziomach.

Dlaczego ściółkowanie jest korzystne dla roślin?
Ściółka tworzy swego rodzaju warstwę izolacyjną przed słońcem - dzięki temu powierzchnia gleby tak szybko nie oddaje wody. Gdyby jednak powierzchnia gleby wyschła siły kapilarne podciągałyby wodę z głębszych poziomów gleby co sprawiłoby, że ilość wody dostępnej roślinom znacznie by się zmniejszyła. Uwzględniając fakt, że na większości obszaru Polski opady deszczu są niewystarczające dla optymalnego plonowania większości rośli, jest to istotny czynnik wpływający na szybkość i tempo wzrostu roślin.

Drugi sposób w jaki ściółka przyczynia się do lepszego plonowania roślin to ograniczenie ilości chwastów. Mimo, że większość chwastów to dynamiczne akumulatory i są w sadzie czy ogrodzie na dłuższą metę przydatne, to ich nadmierny wzrost przyczynia się do ograniczenia wzrostu roślin i w konsekwencji plonów. Przyczyną tego zjawiska jest zmniejszenie dostępnej ilości wody oraz łatwo przyswajalnych minerałów dla roślin "produktywnych". Przykładowo bujnie rosnący mniszek lekarski na 1 ha sadu posiada w swojej biomasie około 64kg azotu. To około 1/2 rocznego nawożenia azotem stosowanego w komercyjnych sadach jabłoniowych. Jeśli ten azot będzie w okresie od marca - czerwca niedostępny dla roślin "produktywnych" (czyli nie będzie w glebie w łatwo dostępnej dla pożądanych przez nas roślin formie a będzie w tkankach mniszka) to tempo wzrostu wegetatywnego (gałęzi i liści) młodych jabłoni obniży się.

Kolejną korzyścią ze stosowania ściółek, tym razem dotyczy to mulczy organicznych (pochodzących od żywych składników przyrody i posiadających w swoim składzie węgiel np. wióry czy słoma) jest zwiększenie poziomu materii organicznej w glebie. Ściółkowanie to po prostu najlepszy sposób na zrobienie tego w szybki sposób na małej powierzchni.

Jeśli do ściółkowania użyjemy różnego rodzaju tłucznia lub grysu bazaltowego to powoli uwalniane z niego mikroelementy zasilą glebę w potrzebne roślinom do prawidłowego wzrostu składniki.


To drzewko owocowe skorzystałoby bardzo na ograniczeniu konkurencji wokół niego. Ścięcie większości roślin wokół niego, wyściółkowanie kartonem i słomą pomogłoby bardzo w jego wzroście.

Jaki obszar wokół drzew i krzewów owocowych należy ściółkować?
Obszar wokół drzewa czy krzewu, który musimy wyściółkować zależy od gleby w jakiej sadzimy nasze drzewa. Skoro celem ściółkowania jest zapobieżenie wyparowaniu wody ze strefy korzeni roślin musimy wiedzieć jak daleko sięgają korzenie roślin. W glebach ciężkich i tych bardziej żyznych korzenie drzew sięgają zwykle do około 1,5 raza promienia korony. Przekładając to na konkretny przypadek... Jeśli sadzimy drzewko o promieniu  korony 0,5m (dość spore drzewko) to dobrze jest wyściółkować glebę wokół drzewka w promieniu 0,75 m. Na glebach lżejszych (piaszczystych) i mniej żyznych lepiej korzenie roślin sięgają nawet od 3 do 7 razy promienia korony! Teoretycznie zatem dobrze byłoby drzewko z poprzedniego przykładu wyściółkować w promieniu około 1,5 m.


Dlaczego drzewa i krzewy owocowe na glebach piaszczystych trzeba mocniej ściółkować?

Drzewa i krzewy na glebach lekkich wymagają więcej ściółkowania gdyż ich system korzeniowy jest rozleglejszy. Jest on taki ponieważ gleby lekkie gorzej "trzymają" wodę i substancje mineralne niż gleby cięższe. Rośliny muszą zatem więcej energii zainwestować w budowę rozległego systemu korzeniowego by zrekompensować sobie to, że rosną na gorszym stanowisku. Dzięki takiemu rozległemu ściółkowaniu stworzymy korzystne warunki do rozwoju grzybów mikoryzowych - niezwykle ważnym sprzymierzeńcom ogrodnika ekologicznego na słabych glebach.
Kukurydza uprawiana bezorkowo.
Czy drzewa owocowe zawsze muszą być ściółkowane?
Generalnie nie. Zresztą na ściółkowanie dwudziestoletniego orzecha włoskiego, kasztana jadalnego lub jabłoni na siewce antonówce wymagałoby posiadania niezwykle dużej ilości materiału na ściółkę. Ściółka jest najbardziej pożądana w pierwszych kilku latach życia drzewa. Z czasem drzewa będą wytwarzać swoją własną ściółkę. Starszym i większym osobnikom trawa i chwasty aż tak bardzo nie szkodzą, choć zawsze ograniczają w jakimś stopniu plony owoców/orzechów.

Zatem odpowiadając na pytanie czy lepiej jest ściółkować czy pozwolić rosnąć roślinom wspierającym muszę udzielić wymijającej odpowiedzi: to zależy. Od bardzo wielu czynników. Przykładowo jeśli naszym celem jest uzyskiwanie wysokich plonów z danego obszaru (nie tylko roślin) i mieć pewność jakiś "plonów", to możemy chcieć mieć niektóre chwasty. Rosnący w sadzie czy leśnym ogrodzie mniszek lekarski czy perz może być wartościową i wysoce pożądaną paszą dla zwierzą a nie jakimś chwastem. A że obniży to trochę tempo wzrostu drzewek owocowych? No cóż... bezpieczeństwo, zdrowie i różnorodność "kosztują".

Z czasem, gdy drzewka i krzewy już trochę podrosną można dodać więcej roślin, które będą teoretycznie konkurować z dojrzałymi drzewami i krzewami. Dzięki temu, ze stworzymy gildie roślinne leśny ogród będzie bardziej przypominał naturalny ekosystem.

Mam nadzieję, że ten wpis choć trochę pozwolił zrozumieć tę dość niejednoznaczną i skomplikowaną kwestię.


A Ty co o tym myślisz?

niedziela, 22 sierpnia 2010

Uprawa ogrodu na wzór Indian.

Niektóre plemiona i państwa Indian zarówno północnoamerykańskich jak i tych z Ameryki Południowej miało specyficzne podejście do uprawy ziemi. Właściwie to według europejskich standardów wiele plemion Indian ziemi nie uprawiali - między innymi dlatego zwani byli przez białych dzikusami, bo jakże to można być cywilizowanym nie uprawiając ziemi?

Podejście Indian charakteryzowało się poprawianiem warunków wzrostu przydatnym im (pośrednio lub bezpośrednio) dziko rosnącym roślinom.  W ten sposób zarządzane były całe ekosystemy...

W tym wpisie będę zbiorczo mieszkańców obu Ameryk nazywał Indianami, "trochę" rzecz upraszczając ponieważ różnice w rozwoju cywilizacyjnym między poszczególnymi państwami i plemionami były ogromne. Podobnie jak dzisiaj Europejczycy (w sensie mieszkańcy Europy a nie miłośnicy Unii Europejskiej ;) wykazują różny poziom rozwoju cywilizacyjnego. Japiszon z Londynu jak i chłop z mołdawskiej wsi "zabitej dechami" to dwie współcześnie występujące skrajności. W niektórych rejonach Nowego Świata rozwinięte było również typowe rolnictw.

Co szczególnego robili Indianie co odróżniało ich sposób "uprawy" ziemi od europejskiego?

Wiele ludów nie uprawiało ziemi w tradycyjnym tego słowa znaczeniu (nie orali itp.) tylko poprawiało warunki życia produktywnych roślinom. Jak tego dokonywali?
Zwiększali np. dostęp do światła dla roślin owocowych, orzechowych czy dających bulwy jeśli te tego wymagały. Zwykle dokonywali tego poprzez usunięcie roślin nieproduktywnych czy takich, które nie dawały im bezpośrednio korzyści.

Zdjęcie zaniedbanej gildii roślinnej przed.

Zdjęcie tej samej gildii po "odchwaszczeniu" i rzuceniu chwastów jako ściółkę na ziemię.
Kolejnym sposobem w jaki Indianie zarządzali ziemią jest poprawa warunków wodnych dla produktywnych roślin. Zwykle robili to poprzez usypywanie drobnych wałów ziemnych lub układaniu gałęzi czy pni drzew w ten sposób, że spowalniany zostawał spływ powierzchniowy wody. Na podobnej zasadzie jak

Indianie w wielu miejscach wypalali w odpowiednim czasie (zwykle na początku pory suchej) podszyt w lesie. Sprawiało to, że pożar dotykał tylko podszyt i runo leśne a nie niszczył drzew. Po takim pożarze odrastała bujnie roślinność, co zapewniało wysokiej jakości paszę dla "jedzenia jedzenia" czyli wszelkiej maści jeleniom, łosiom, dzikom... Młode rośliny są bardziej pożywne, zawierają chociażby dużo więcej białka niż te stare, zdrewniałe. Oprócz tego, że stwarzali w ten sposób środowisko dobre dla dziczyzny to jeszcze łatwiej było im polować, gdyż nie musieli przedzierać się przez cierniste zarośla.Czerwonoskórzy robili zatem coś w rodzaju ekstensywnie (niskonakładowo) zarządzanych leśnych pastwisk dla dzikich zwierząt.

W jaki sposób można wykorzystać wiedzę o indiańskim zarządzaniu ziemią we współczesnym świecie?
Rdzenni mieszkańcy obu Ameryk stosowali rożne techniki i metody, które były stosunkowo mało czasochłonne a dawały przyzwoite efekty. My również możemy nauczyć się czerpać z ich wiedzy. Większość z tych sposobów nadaje się raczej do permakulturowej strefy 3 i 4. Przykładowo jeśli w lesie rosną dzikie maliny a wiemy, że maliny obradzają najlepiej na zeszłorocznych pędach, to po owocowaniu w lipcu-sierpniu można je przyciąć - w przyszłym roku będą owocować dużo lepiej. Podobnie można przycinać opuszczone, zdziczałe jabłonie, grusze... Sam zacząłem się tak opiekować kilkunastoma drzewami i nieokreśloną liczbą krzewów w mojej okolicy  (3 orzechy włoskie, z 5 mirabelek, 7 jabłoni, 3 grusze i z 6 wiśni/czereśni.)
Kolejną korzyścią z dbania o dzikie drzewka, to zdobycie doświadczenia w przycinaniu. Lepiej ćwiczyć jest na darmowym materiale, niż zdobywać wiedzę kosztem zdrowia drogich drzewek owocowych.

Indianie również wycinali drzewa i krzewy, które zagłuszały rośliny produktywne. Warto ścinki, gałęzie z takiej przycinki rzucić pod drzewo produktywne - dzięki temu poza zmniejszeniu konkurencji ze strony silniejszego, "bezużytecznego" drzewa czy krzewu dostarczymy roślinie trochę substancji odżywczych a grzybom mikoryzowym dobrego pokarmu i środowiska.

Można zatem powiedzieć, że rdzenni mieszkańcy obu Ameryk zarządzali sukcesją ekologiczną - na swoją, zwierząt i natury korzyść.


Na koniec ładna, wpadająca w ucho piosenka :)

niedziela, 15 sierpnia 2010

Permakultura i woda cz.4 - jak szerokie powinny być swale i w jakiej odległości od siebie należy je kopać?

Dla przypomnienia swale to rów wykopany na warstwicy. Innymi słowy to rów wykopany dokładnie w poprzek spadku terenu (stoku). By swale był wykopany równo wykorzystuje się nawet poziomice (np. wodne i/lub laserowe).

Swale to struktura ziemna mająca na celu spowolnić spływ powierzchniowy wody. No ale ile właściwie tych rowów nam trzeba? Skoro wiemy już jakie dokładnie zadanie ma taki swale pełnić możemy przystąpić do ustalania wytycznych i obliczeń.

Jeżeli chcemy zatrzymać spływ powierzchniowy wody to musimy wiedzieć ile wody może z danej powierzchni spłynąć. Ile procent wody spływa z danego terenu:

  • Wybetonowana/wyasfaltowana powierzchnia 80-90%
  • Goła gleba 20 -75% (średnia to 35-55%)
  • Trawnik/obszary trawiaste 5-35% średnia 10-25%
  • Rdzenna preria amerykańska 6%
  • Las 15%

Zatem można się spodziewać, że z każdych 600 litrów wody spadających na m2 (średnia opadów dla Polski) około 150 litrów spłynie z naszego trawnika a około 500 litrów jeśli dany teren jest wybrukowany.

Ile wody może pomieścić swale?
To oczywiście zależy od jego wielkości. Zwykle swale mają kształt trapezu. Wzór na objętość swale to  to (a+b)*h*0,5 - to powierzchnia przekroju swale (trapezu). Następnie daną wielkość mnoży się razy długość swale. Najłatwiej jest operować w metrach...

Przykładowy swale o szerokości podstaw (1,5 m + 0,5 m) * 0,5 * 0,5 m . Po obliczeniach wychodzi, że metr bieżący takiego swale będzie w stanie zmagazynować około 0,5m3 wody. m3 wody to jest 500 litrów. Do to ilość wody zmagazynowana przez sam swale. Dodatkową ilość wody (choć mniejsze) może zmagazynować wał powstały z ziemi, którą wykopaliśmy...


Graficzne przedstawienie przekroju poprzecznego swalea.
Wcześniej wspomniałem już, że w tym rowie woda nie ma stać ciągle - on ma przechwycić i zatrzymać wodę, która spływa... Ostatnio w czasie tragicznych nawałnic spadło nawet 190mm deszczu w ciągu 24 godzin (niemal 1/3 średniej rocznej!). Zatem opisany wcześniej swale byłby w stanie zebrać całą wodę z około 10 metrów powyżej niego. W praktyce ilość przechwyconego przez niego wody byłaby większa, gdyż ta ilość wody spadłą w ciągu 24 godzin a nie minuty. Część wody znajdującej się w swaleu zdążyłaby wsiąknąć w głąb gleby dostarczający nowych możliwości przechwytywania wody.

Co jaką odległość kopać swale?
W zależności od klimatu swale kopie się co 10 - 20 szerokości samego swale. W klimatach umiarkowanych* można kopać co 20 szerokości w klimatach z deszczami monsunowymi lepiej co 10.
Jeśli swale jest węższy powiedzmy na szerokość szpadla (około 20 cm) to taki swale dobrze jest kopać co 2 - 4 metrów. Bardzo istotna jest również ilość materii organicznej w glebie - im jej więcej tym swale można kopać w większej odległości od siebie. Wynika to z tego, że materia organiczna ma spore właściwości sorpcyjne.

Wyściółkowana morela posadzona poniżej malego swale'a (szerokiego na jeden szpadel).

Kolejną sprawą jest kwestia czy możliwe i opłacalne jest przechwycenie całej wody, która spadanie na nasza posesję? Możliwe tak, opłacalne.. raczej nie. Kto zagwarantuje, że za 3 lata nie będzie nawałnicy tysiąclecia i nie spadnie 300 mm wody w ciągu 24h? Czy mam się przygotować na to? Owszem można, to kwestia tylko ceny. Lepiej jednak być gotowym na to by nasze swale były w stanie przyjąć wodę z maksymalnych opadów, które wystąpiły na danym terenie w ciągu ostatnich 100 lat. Resztę wody niech przechwyci materia organiczna w glebie, bo możliwości są duże.

Na koniec parę linków:
Ciekawe badanie wskazujące, że to nie wiek lasu (przynajmniej w przypadku młodych lasów) a zawartość materii organicznej w glebie wpływa na wielkość spływu powierzchniowego.Drugie badanie dowodzące, że w 95-100letnim lesie świerkowym spływ powierzchniowy jest mniejszy niż w świeżo wyciętym lesie, ale większy niż w 45 lesie.

Te dwa badania potwierdzają moje wcześniejsze przypuszczenia - widne lasy (z dobrze rozwiniętym podszytem) są lepsze w retencjonowaniu wody niż te o gorzej rozwiniętym. najprawdopodobniej oznacza to, że dobrze zaprojektowane systemy agroleśnicze mogą być w tym wydajniejsze niż naturalne lasy!
*Nasz umiarkowany klimat ostatnimi czasy wcale tego umiarkowania jakoś nie ukazuje. :)

czwartek, 12 sierpnia 2010

Co zrobić jeśli mamy ściek...rów melioracyjny w pobliżu naszej działki?

Wielu właścicieli nieruchomości zapewne ma tę "przyjemność", że ich działka graniczy z rolniczym rowem melioracyjnym których inna nazwa z racji jakości wody to ściek. Możliwe nawet, że taki rów przebiega przez część naszej działki. Zwykle stanowi tylko wylęgarnie komarów...

Rów melioracyjny może stanowić cenny zasób - trzeba tylko umieć go wykorzystać.

Co można znaleźć w rowie melioracyjnym?
Woda w wielu rowach melioracyjnych zwykle jest mocno zanieczyszczona. W tym miejscu warto przytoczyć definicję zanieczyszczenia stworzoną przez Billa Mollisona - twórcy pojęcia permakultura.

Zanieczyszczenie to surowiec znajdujący się w nieodpowiednim miejscu lub nieodpowiednim stężeniu

Jakie zanieczyszczenia zawiera zwykle woda w takim rowie melioracyjnym?
  • azotany i azot w innych formach
  • fosforany
  • mikroelementy
  • materię organiczną
  • drobnoustroje chorobotwórcze
  • środki ochrony roślin (ŚOR) i ich pozostałości (herbicydy, insektycydy, fungicydy...)

Skąd w wodzie z rowu biorą się te wszystkie substancje?
Zwykle są one pochodzenia rolniczego - w czasie intensywnych opadów deszczu duża część z użytego przez rolnika nawozu jest wymywana z gleby i trafia do wód gruntowych lub rowów melioracyjnych.Drobnoustroje chorobotwórcze najczęściej dostają się do ścieków rolniczych z używanych przez rolnika nawozów typu gnojówka, gnojowica lub obornik.

Jak wykorzystać obecność rowu melioracyjnego z zanieczyszczoną wodą na nasza korzyść?

Z tego koktajlu trudno wykorzystać tylko ten ostatni składnik (ŚOR). Pozostałe mogą być cennymi zasobami - wystarczy tylko ustawić odpowiednie elementy w odpowiednim miejscu, co właściwie jest istotą projektowania permakulturowego :)

Tymi odpowiednimi elementami będą rośliny, które mają duże zapotrzebowanie na biogeny (pierwiastki takie jak azot i fosfor)... Jedną z lepszych roślin do tego celu będzie wierzba - można będzie ją później przerobić na ściółkę, opał, pożywkę dla grzybów jadalnych czy materiał do ogrzewania kompostowego. W ten sposób spełniona zostanie permakulturowa zasada - niech każdy element pełni co najmniej dwie funkcje.

Innymi roślinami które możemy uprawiać w okolicach rowu melioracyjnego to żywokost lekarski i pokrzywa - można nimi karmić zwierzęta, stosować jako szybko rozkładającą się ściółkę lub robić z nich herbatki przeciwko szkodnikom.

Jadalne rośliny, które możemy uprawiać w pobliżu rowu melioracyjnego.


Jest kilka roślin jadalnych, które mają duże zapotrzebowanie pokarmowe:

  • bez czarny (plantacje bzu czarnego nawozi się nawozami azotowymi w ilości dochodzących do 300 kg na ha/rok)
  • śliwy
Obficie owocujący czarny bez rosnący w pobliżu rowu melioracyjnego. Zasłania młodego orzecha włoskiego.

Dodam również, że zaobserwowałem kilka razy rosnący nieopodal rowów melioracyjnych dziczki orzecha włoskiego. Duża ilość wody i biogenów wpłynie zapewne korzystnie na tempo wzrostu, jednak najprawdopodobniej orzech włoski nie będzie owocować obficie.

Czy pestycydy w ściekach są groźne dla zdrowia?

Kwestią na którą trzeba zwrócić uwagę są środki ochrony roślin (pestycydy) i ich pozostałości. Jakkolwiek występują one ściekach, to nie stanowią one bardzo dużego zagrożenia. Zdecydowana większość środków ochrony roślin (ŚOR) stosowanych w rolnictwie dostaje się do roślin poprzez liście i inne części asymilacyjne roślin a nie korzenie. Jeśli jednak chcesz Drogi Czytelniku "dmuchać na zimne" uprawiaj wzdłuż rowów melioracyjnych rośliny, których nie będziesz bezpośrednio konsumował (wierzbę, pokrzywę, żywokost czy czarny bez na jedzenie dla dzikich zwierząt)


Jak zwalczać drobnoustroje chorobotwórcze w ściekach?
Paradoksalnie specjalnie nie trzeba ich zwalczać - znikną one w konsekwencji zmniejszenia ilości biogenów i zwiększenia ilości tlenu w wodzie. Oznacza to, że jeśli chcemy oczyścić wodę musimy spożytkować substancje, które sprawiają, że rośliny dobrze rosną.

Jakich roślin nie sadzić wokół rowów melioracyjnych?
Wokół rowów melioracyjnych z zanieczyszczoną wodą należy unikać sadzenia roślin wiążących azot (np. oliwników, robinii akacjowej, olch...) - tego pierwiastka i tak jest zbyt dużo w zeutrofizowanej (przeżyźnionej) wodzie.

Podsumowując ściek to dobre miejsce do uprawy wielu roślin o dużych wymaganiach wodno-pokarmowych. Nie dość, że będą nam lepiej rosły, to sadząc je nieopodal rowów melioracyjnych przyczynimy się do oczyszczenia środowiska wodnego.

Tysiące zanieczyszczonych rowów melioracyjnych czeka na Was! Nie każcie im czekać;)

sobota, 24 lipca 2010

Wodny paradoks - susza po powodzi i jak temu zapobiegać?

Susza - jej konsekwencje.
Pogoda jak na lipiec jest dość upalna*. Co ciekawe da się zauważyć (przynajmniej we wschodniej Wielkopolsce) pierwsze objawy suszy. Sporo drzew, nawet tych dojrzałych jest jakby "przywiędnięta". Trzeba wiedzieć, że jeśli jesteśmy w stanie gołym okiem zobaczyć, że roślinom brakuje wody, to ich szybkość wzrostu czy plonowanie obniżyło się na długo zanim my to dostrzegliśmy. Przywiędnięte liście sprawiają, że powierzchnia liści , które są wystawione na działanie promieni słonecznych zmniejsza się. Oznacza to oczywiście, że proces fotosyntezy jest spowolniony, czyli "produkcja energii" potrzebnej roślinie do wzrostu, kwitnienie, produkcji słodkich i tłustych (np. orzechy) plonów spada. Rośliny ograniczają proces fotosyntezy, ponieważ do tego procesu jak pamiętamy ze szkoły podstawowej :) potrzebna jest min. woda.




6H2O + 6CO2 + hν (energia świetlna) → C6H12O6 + 6O2; ΔE -2872 kJ/mol (-687 kcal/mol)

Więdnięcie jest tylko jednym z wielu sposobów w jaki rośliny chronią się przed utratą wody. Na długo wcześniej zanim rośliny zaczynają więdnąć rośliny zamykają część aparatów szparkowych, którymi do liścia dostaje się życiodajny (dla roślin) dwutlenek węgla) - jeden z najważniejszych substratów do produkcji glukozy (cukrów).


W czasie suszy spada wydajność nienawadnianych pastwisk, sadów, lasów i ogrodów.

Wszystko to brzmi dość dziwnie, zważywszy na fakt, że jeszcze dwa miesiące temu mieliśmy zupełnie inny problem - powódź.
Przyczyna tych dwóch zjawisk jest bardzo zbliżona - niski poziom materii organicznej w glebie. Oczywiście, to nie od poziomu próchnicy w glebie zależy wysokość opadów, ale od wysokości próchnicy zależy już to, ile wody jest dostępnej dla roślin w czasie sezonu wegetacyjnego. Materia organiczna w glebie działa jak gąbka, która wychwytuje wodę w czasie gdy jest jej nadmiar i powoli oddaje ją roślinom w czasie gdy opadów nie ma. To "przechwytywanie wody" w czasie jej nadmiaru również przyczynia się do dobrostanu większości roślin - w przypadku gleby o słabym drenażu nie powstają kałuże. Długo stojące kałuże mogą powodować powstanie warunków beztlenowych w strefie korzeni - to sprawia, że korzenie drzew i krzewów owocowych zaczynają gnić. Dzięki wysokiemu poziomowi materii organicznej w glebie woda po pierwsze szybko wsiąka w glebę a po drugie dzięki siłom kapilarnym jest równomiernie "rozprowadzona" po całym profilu glebowym (całej głębokości gleby).
Wysoki poziom materii organicznej powoduje również lepsze podsiąkanie wody. Oznacza to, że roślinom o płytkim systemie korzeniowym łatwiej jest zaspokoić swoje potrzeby wodne. Ta cecha materii organicznej najważniejsza jest na glebach piaszczystych, które gorzej "przewodzą" wodę niż gleby cięższe. Gleby zbyt lekkie są zatem podwójnie "upośledzone" - po pierwsze gorzej trzymają wodę która trafia do niej z opadów (czy nawadniania) by następnie gorzej podsiąkały.

Obrazowo o co chodzi z tym całym "podsiąkaniem" tłumaczą poniższe fotografie.



Rolka papieru toaletowego włożona do miski w której poziom wody wynosił około 1 cm. Na tym zdjęciu widać jak materia organiczna (karton) przewodzi wodę. Kliknij w zdjęcie, żeby powiększyć.

Po kilku minutach siły kapilarne sprawiły, że woda podsiąknęła jeszcze wyżej. Po około godzinie od włożenia rolki do miski z wodą cała rolka była już mokra.


By woda skutecznie podsiąkała materia organiczna musi znajdować się dość głęboko. Nawet na głębokości 2 metrów. Oranie czy przekopywanie gleby na tą głębokość nie jest ani łatwe ani przyjemne ani ekonomicznie opłacalne (na dużą skalę). Jak zatem sprawić, że materia organiczna znajdzie się tam gdzie tego chcemy?

W tym miejscu warto zaznaczyć, że najżyźniejsze gleby wcale nie powstawały tam gdzie rósł las i w których materia organiczna była dostarczana "od góry" (poprzez opadające liście itp.) ale na obszarach gdzie materia organiczna była/jest dostarczana "od dołu" (poprzez zamierające na skutek zgryzania przez roślinożerców korzenie). Więcej na ten temat można przeczytać tutaj.

Jak zwiększyć poziom materii organicznej w glebie na dużej głębokości?
Należy użyć roślin o głębokim systemie korzeniowym i od czasu do czasu je przycinać. Określenie "od czasu do czasu" nie jest w tym przypadku zbyt trafne, gdyż jeśli chcemy zwiększyć poziom materii organicznej głęboko należy rośliny przycinać w momencie gdy osiągną największy możliwy wzrost wegetatywny (czyli w momencie gdy wytworzą najwięcej biomasy). Zwykle tą maksymalna biomasę  rośliny jednoroczne, zielne i trawy osiągają tuż przed kwitnieniem.

Jednym z najlepszych i najnaturalniejszych sposobów na dokonanie tego jest wykorzystanie zwierząt roślinożernych. Sposób ten szerzej opisany jest tutaj.

Osoby nie mające wystarczającej ilości miejsca by wypasać w ogrodzi stada krów ;) mogą przygotować glebę poprzez zastosowanie nawozów zielonych o głębokim systemie korzeniowym np. łubin, rzepak.

Innym sposobem, już bardziej trwałym jest zastosowanie wieloletnich dynamicznych akumulatorów i ich sukcesywne przycinanie. Jednym z najlepszych jest żywokost lekarski odmiany Bocking 14 (która charakteryzuje się lepszym wzrostem). Normalny żywokost jest niemal równie dobry choć trochę bardziej kłopotliwy, gdyż rozmnaża się również generatywnie (przez nasiona).

Podsumowując, żeby zapobiec suszy, mieć bardziej produktywny ogród czy pastwisko należy mieć lepszą glebę :). Słowo lepsza oznacza w wielu przypadkach głębszą i bogatszą w materię organiczną.

Zdjęcia dzięki uprzejmości Wikipedii.

*Tekst pisany był przed falą ulew jakie ponownie nawiedziły pierwszą stolicę Polski.  Nie zmienia to faktu, że niedobór wody zdążył spowodować obniżenie produktywności pól, sadów i  leśnych ogrodów.

czwartek, 20 maja 2010

Mała erozja wodna - mały problem. Duża erozja wodna - powódź.


Tabela pokazuje zmianę pojemność wodnej (tylko) w górnych 30 cm gleby w związku ze zmianą poziomu węgla organicznego w glebie. 1% węgla organicznego w glebie, to około 1,7% materii organicznej w glebie. Przykładowo 1m2 gleby o zawartości 4 % węgla organicznego (czyli około 7% materii organicznej) ma zdolność do zatrzymywania dodatkowo 57 litrów wody w porównaniu do gleby, która materii organicznej praktycznie nie posiada. Opady, które przyczyniły się do powodzi to 110 litrów na 1 m2 w ciągu kilkunastu godzin.

Historia to taki wredny stwór, który lubi się powtarzać. Wzorem Pana Jacka autora bloga Boska Wola - postanowiłem pomóc sobie chińskim powiedzonkiem:
Jeśli nie zmienimy kierunku to najprawdopodobniej dojdziemy tam gdzie zmierzamy (moje tłumaczenie z angielskiego - chińskim nie władam): If we don't change our direction we're likely to end up where we're headed.
Wiele razy wspominałem na blogu o erozji wodnej. O tym, że jest bardzo niepożądanym zjawiskiem, gdyż przyczynia się do utraty żyzności gleby, później rośliny mają tej wody niedostatek itd. To co ostatnio spotkało Polskę jest niczym innym jak skutkiem erozji wodnej i małej pojemności wodnej gleb powyżej zalanych terenów. Mała pojemność wodna i duże opady na wielkim obszarze spowodowały, że spływ powierzchniowy wody był gwałtowny i niezwykle niszczycielski. Brzmi to może mało wyszukanie ale to jest istotą i przyczyną tej tragedii.

Nie pracowaliśmy na to tylko my, ale również pokolenia przed nami, które wycięły lasy i zagospodarowały teren w sposób, który sprawił, że pojemność wodna gleb zmniejszyła się. Pojemność wodna zmniejszyła się... z powodu erozji wodnej. Ta zaś powstała na skutek wycinania lasów i pozostawiania gleby bez okrywy roślinnej (np. poprzez oranie gleby).
To również brzmi banalnie - Prawda zwykle bywa prosta i banalna.

Jeśli chcemy zapobiec tego typu tragediom w przyszłości to MUSIMY ograniczyć spływ powierzchniowy wody oraz zwiększyć pojemność wodną naszych gleb - to najtańsze i najskuteczniejsze rozwiązanie. Właściwie receptą na ten problem byłoby przestrzeganie 8 zasad skutecznego zbierania deszczówki. Na skalę państwa czy nawet na skalę większą - przy współpracy z Czechami i Słowakami.

Jeśli rolnicy zwiększą pojemność wodną gleb górskich (które nawet przed wycięciem lasów i tak była bardzo słaba) będzie można ograniczyć spływ powierzchniowy wody. To zaś sprawi, że do rzek na krótką metę trafi mniej wody. Przepływ wody w rzekach i strumieniach w ciągu roku będzie bardziej wyrównany. W ten sposób zapobiegnie się zarówno powodziom jak i suszom.

Najmniejszą pojemność wodną oraz najszybszym spływem powierzchniowym charakteryzują się grunty orne dlatego najbardziej przyczyniające się do powodzi (i suszy). Trochę lepsze są sady, sporo lepsze są trwałe użytki zielone a najlepsze są widne lasy w których warstwa podszytu jest dobrze rozwinięta.

Wskazanym rozwiązaniem jest zadrzewienie obszarów górskich. Jeśli chcemy użytkować gospodarczo rejon z którego spływ powierzchniowy jest znaczny należy zmienić sposób użytkowania gruntu z gruntów ornych w system agroleśniczy typu sylwopasturalnego. Sylwopastoralizm to sposób użytkowania terenu w którym rosną drzewa oraz wypasane są zwierzęta (inna nazwa to las pastwiskowy). Jeśli zwierzęta są wypasane w odpowiedni sposób przyczyniają się one do zwiększenia poziomu materii organicznej w glebie. Ta zaś sprawia, że pojemność wodna gleby oraz współczynnik infiltracji wody się zwiększa.

Więcej wody, która pozostanie w glebie oraz która wsiąknie oznacza, że spływ powierzchniowy jest mniejszy. Mniejszy spływ powierzchniowy to mniejsza powódź lub brak.

Wielkie i drogie zbiorniki retencyjne powinny stanowić uzupełnienie małej (małe tamy, małe stawy i małe tamy) i najmniejszej retencji wodnej, czyli tej w glebie...

Podsumowując co można zrobić by ograniczyć powodzie? Oto krótka lista:

  1. Kopać swale. Na terenach o znacznych opadach deszczu w odległości nawet 10 razy szerokości swale'a
  2. Stosować oranie Keyline, by zwiększyć współczynnik infiltracji wody
  3. Stosować intensywny, holistyczny sposób wypasu zwierząt by szybko zwiększyć poziom materii organicznej w glebie (która sprawi, że gleba będzie magazynować dużo więcej wody)
  4. Sadzić drzewa i krzewy na poziomicach (warstwicach/izohipsach) - dokładnie w poprzek stoku. To również spowolni spływ powierzchniowy wody.
  5. Okrywa roślinna na 100% powierzchni gleby 100% czasu. Jeśli musisz uprawiać rośliny jednoroczne to stosuj uprawę bezorkową.
  6. Odpowiednio głosować, by politycy którzy uznają inwestycje w zapobieganie powodziom za zbędne zostali odsunięci od władzy.
  7. Możliwe, że należy wprowadzić subsydia rolnicze w zależności od poziomu materii organicznej w glebie?
Jakie rady można mieć dla ludzi, którzy mają działki w górach? Jeśli zobaczysz na swojej posiadłości spływ powierzchniowy wody z Twojego terenu postaraj się coś z tym zrobić - uznaj go za niedopuszczalny. To sposób użytkowania gruntów powyżej zalewanych terenów mają największy wpływ na powstawanie powodzi. Nikt właścicielom działek pewnie nie zapłaci, ale tego typu działanie i tak jest opłacalne ekonomicznie.

Wracając do chińskiego powiedzonka - dokąd zmierza rząd w kwestii ochrony przeciwpowodziowej. Jestem skłonny myśleć, że w kierunku najbliższych wyborów - "po nich choćby potop" :/ zdają się myśleć politycy PO.

Masz może jeszcze jakieś pomysły na to jak możemy sprawić, że nie będziemy zalewać "tych z dołu"?