środa, 13 października 2010

Permakulturowe credo

Czasami zadziwia mnie jak podobne toczą się moje i Pana Jacka blogowe dzieje. Kilka dni temu Pan Jacek był zmuszony napisać wpis pt. "Credo". Dziś podobne okoliczności zmuszają również mnie (komentarze) bym i ja swą wiarę na łamach bloga publicznie wyznał...

Również podobnie do prowadzącego bloga Konie achałtekińskie i... inne sprawy! użyte zostały wobec mnie różne, czasem sprzeczne i wykluczające się epitety (nie wszystkie oczywiście od tych samych osób).
Byłem/jestem:
  • ekologicznym utopistą
  • lewakiem
  • agentem NWO - New Word Order  (z ang. Nowego Porządku Świata)
  • ignorantem rolniczym
  • teoretykiem
  • krwiożerczym kapitalistą, którego sposób myślenia hańbi rolnictwo ekologiczne
Wcale ciekawa kombinacja, nieprawdaż?
Nie zajmowałbym jednak Waszego cennego czasu, gdybym nie miał czegoś do powiedzenia (w końcu poplotkować lepiej jest np. o Michale Żebrowskim - jest słynniejszy i przystojniejszy niż ja a i życie uczuciowe pewnie ma bogatsze..).

Myślę, że przedstawienie mojego punktu widzenia najpierw na rolnictwo ekologiczne a później na inne spraw (światopoglądowe) pozwoli lepiej zrozumieć co mną kieruje a Czytelnikom tego bloga lepiej filtrować wiadomości/opinie które tu głoszę. Może nie chcecie czytać moich wpisów bo tyle w nich piszę o pieniądzach a jesteście przeciwnikami pieniądza?

Tzw. uprawa ekologiczna w Kalifornii (podpis pod zdjęciem na Wiki tak przynajmniej twierdził ;).

Jakie jest moje podejście do rolnictwa ekologicznego i ekonomii?

W kwestii rolnictwa ekologicznego również jestem agnostykiem - wiele rolników posiadających tzw. certyfikat ekologiczny ma go głównie dzięki znajomościom wśród osób dokonujących inspekcji ekologicznej (jak dane gospodarstwo jest prowadzone) czy/i wykonywaniu większości (konwencjonalnych) zabiegów ochrony roślin w godzinach nocnych. Uważam, że papier łyknie wszystko - nawet zaświadczenie z pieczątką, że dany produkt jest ekologiczny. Chcesz mieć ekologiczną żywność? Wyprodukuj ja sam lub dobrze poznaj rolnika, który tą żywność produkuje, od czasu do czasu go kontroluj. Znajomych jakoś głupio oszukiwać, nie uważasz?
Pieniądze nie są złe - to jedno z nielicznych narzędzi chroniących słabych przed wyzyskiem przez silnych. Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii


Na ramach bloga bardzo dużo miejsca poświęcam kwestii produktywności poszczególnych technik czy metod. Uważam, że jeśli żywność produkowana przez rolników ma być zdrowsza, to ta zdrowsza produkcja musi być dla rolnika opłacalna. Chyba Czytelnicy bloga nie uważają, że rolnicy to psychole, którzy używają tzw. "chemii", żeby zabić swój naród? Rolnicy w chwili obecnej używają "chemii" ponieważ to się opłaca. Rozwijając myśl to dlatego oficjalne uprawy ekologiczne zajmują tylko około 1% powierzchni wszystkich upraw. Najprawdopodobniej z powodu tego, że Polacy są zbyt biedni by kupować droższą żywność bo rolnik musi zarobić na jednostce jedzenia więcej niż rolnik konwencjonalny  (wydajność z ha większości upraw ekologicznych jest mniejsza niż ta z upraw konwencjonalnych). Jako, że znane jest mi podstawowe prawo ekonomii - prawo popytu i podaży uważam, że zwiększenie wydajności produkcji żywności ekologicznej z ha spowoduje obniżenie cen tych produktów. To chyba jasne?

Zysk nie jest zły!
Dobrym przykładem są m.in. inspiratorzy tego wpisu - Los alpaqueros. Z mojej pobieżnej analizy ich bloga wywnioskowałem (proszę o sprostowanie jeśli się mylę), że Los alpaqueros żyją ze sprzedaży produktów z wełny alpak. Wełna alpak charakteryzuje się wieloma bardzo korzystnymi właściwościami. Jednak z racji niskiej wydajności produkcji tej wełny produkty te są bardzo drogie. Cena czapki zaczyna się od 100 zł, "szal pięknie ręcznie utkany to 500-600 złotych" (dane od Los alpaqueros). Zapewne te czapki i szaliki są świetne, sposób w jaki traktowane są zwierzęta na pewno wzorcowy, a gleba z każdym rokiem na takim alpaczanym pastwisku staje się coraz lepsza, jednak... nie każdego na nie stać! W Biedronce można kupić komplet czapka + szal za 20 zł. Uwzględniając, że bawełna (której użyto do produkcji czapki) to roślina wymagająca używania ogromne ilości pestycydów,  nawozów sztucznych i wody wydaje się oczywiste, że kupowanie szalików i czapek z ekologicznej wełny alpaki jest dla środowiska lepsze niż zakup tejże odzieży z bawełny.
Niestety właśnie z racji wydajności  ubieranie się w świetną pod każdym względem (poza finansowym) w wełnę z alpaki przez osoby zaopatrujące się w Biedronce należy w chwili obecnej do krainy fantazji. Realia ekonomiczne wpływają zatem fatalnie na stan środowiska... Jeśli wydajność produkcji wełny z alpaki wzrosłaby w przeciągu 10 lat  np. dziesięciokrotnie (również fantazja) to zapewne cena poszłaby w dół, więc i biedny "biedronkowy" lud mógłby cieszyć się tym świetnym produktem. Poprawa produktywności produkcji wełny z alpaki przyczyniłaby się do zmniejszenia popytu na bawełnę (zakładając na potrzeby przykładu, że to substytut) to zaś spowodowałoby zmniejszenie zużycia "chemii" na Ziemi. To znowuż zastosowanie prawa popytu i podaży. Kiedyś takim luksusem był również samochód, telewizor, komputer... Może kiedyś produkty z alpaki trafią pod strzechy (dachówki czy papy ;) ? Czas pokaże.

Oczywiście nie potępiam tego, że wytwarzają produkt luksusowy a nie np. jajka, jabłka czy kapustę dla ludu - Los alpaqueros znaleźli swoją niszę i to ich sprawa jak zarabiają na życie. Osobiście również  zamierzam sprzedawać jeden lub dwa bardzo drogie produkty roślinne... (teraz nie napisze jakie, bo chcę się najpierw w mojej niszy "ustawić" jako pierwszy - bycie pierwszym  to świetna pozycja marketingowa :) Sami Los alpaqueros podkreślają ten atrybut (chociażby względem mnie), co jeśli produkowałbym wyroby z wełny alpaka byłoby rzeczywiście ich dużym plusem w oczach klientów tego luksusowego dobra.

Co zrobić z tymi, których interesuje tylko kasa?
Należy również zauważyć, że część rolników (jak i ludzi w każdej innej branży) nie kieruje się wzniosłymi hasłami o miłości do ziemi, zwierząt, ekologii i ochrony środowiska, tylko patrzy na zysk. Tak, ten "zły" wyrażony w pieniądzach! Logiczne jest zatem, że jeśli produkcja choć trochę bardziej zgodna z naturą i przyjazna dla środowiska będzie dla nich bardziej zyskowna, to skorzystają na tym również konsumenci (spożywający żywność w których zawartość pestycydów będzie np. o 40% mniejsza niż w innej "konwencjonalnej" żywności). Nie jestem ekologicznym trockistą*, który uważa, że "rewolucja permakulturowa" musi zwyciężyć na całym świecie i nie ma innej opcji (swoją drogą Trocki miał rację - to jednak nie temat na tego bloga..). Dobrym i bardziej realnym oczekiwaniem jest wprowadzenie do mainstreamu (głównego nurtu) choć części "permakulturowych" technik. Jak chociażby agroleśnictwo w którym czasami stosuje się nawozy sztuczne (nie jest to reguła). Są one wtedy lepiej wykorzystywane niż na normalnych gruntach ornych. To chyba dobrze, jeśli mniej nawozu trafi do rzek, jezior i wód gruntowych a więcej zostanie wykorzystane do tego celu w jakim ten nawóz został stworzony?
Jak również łatwo się domyślić im większy zysk (ceteris paribus) tym więcej do branży ekologicznej przyciągnie się ludzi nie myślących o wspomnianej wcześniej miłości do ziemi a o pieniądzach. Statystycznie rzecz biorąc pewnie część z tych ludzi nie będzie konsumentów oszukiwać, jak to się często słyszy "w branży"...

Pośrednio można było poznać moje podejście do "tych" kwestii gdy pisałem o używaniu nawozów sztucznych w gospodarstwie permakulturowym. Nawozy sztuczne to nie jest diabeł wcielony - w pewnych okolicznościach mogą być bardzo przydatne. Stanowią one pewne narzędzie w repertuarze permakulturnika. Oczywiście jest to narzędzie kosztujące pieniądze (znowu ten krwiożerczy kapitalizm przeze mnie przemawia!) oraz nie pozbawione czasami skutków ubocznych dla środowiska i ludzi. Również nie widziałbym problemu w dodawaniu różnych nawet "sztucznych" mikroelementów czy pierwiastków śladowych do gleby jeśli sytuacja by tego wymagała**. Skoro rozprowadzenie kilkuset g jakiegoś pierwiastka na ha raz na kilka-kilkadziesiąt lat ma zwiększyć o kilka procent roczne plony z ha, zdrowie roślin, zwierząt i ludzi to czemu tego nie dokonać? W imię  ideologii ekologizmu czy certyfikatu ekologicznego? Socialismo o muerte!? Nie, dziękuję, nie skorzystam.

Również dlatego, że jestem zwolennikiem wolnego rynku poświęcam sporo miejsca różnym "pierdołom" typu współczynnik konwersji paszy czy projektowaniu produktywnego żywopłotu. To dlatego poruszam kwestie kontrowersyjne, które pewnie nie przynoszą mi splendoru u miłośników mainstremowej "ekologii" typu karmienie zwierząt odchodami czy trzymanie zwierzą zimą w głębokim gnoju ;)
Chcę, żeby rolnictwo ekologiczne (czy zbliżające się do tego ideału) było opłacalne nawet bez dopłat (bo nie lubię socjalizmu) z UE (których przyszłość jest nie do końca pewna).

Poza tym każdy zrównoważony system musi produkować nadwyżki (również jedna z permakulturowych zasad). Także te finansowe. Możemy na łamach bloga pisać o "kwiatkach, pszczółkach i jednorożcach", że są bardzo miłe, ekologiczne  i urocze, jednak jeśli ta wiedza nie będzie miała przełożenia na finanse, to skorzystają z niej najprawdopodobniej tylko przydomowi ogrodnicy. Ci zaś gospodarują na powierzchni mniejszej niż... 1% Polski? Rolnicy zajmują ponad 60%.
Pieniądze nie są najważniejsze (dla mnie), jednak dla niektórych tak, dlatego (pompatycznie pisząc) dla dobra Ziemi "permakultura i "ekologia" musi się opłacać.

Kim jestem?
Konserwatywnym libertarianinem (libertarianizm to taka skrajniejsza wersja liberalizmu), agnostykiem szanującym tradycję rzymsko-katolicką w której się wychowałem i chcący ją zachować w moim kraju. Mam firmę i wbrew pozorom z żądzy zysku nie wylewam do okolicznego jeziora toksycznych ścieków nocami - niektórzy krwiożerczy kapitaliści (z tym kapitałem to jeszcze aż tak wesoło nie jest  i w sumie to dla mnie komplement nazwanie mnie kapitalistą ;) też chcą żyć w czystym środowisku, jeść zdrową i smaczną żywność, pić dobre wina owocowe, cydr i nalewki (takie domowej roboty, nie z Lidla za 3 zł ;), spędzać czas z rodziną, chodzić po lasach, blogować, czytać książki... Chciałbym mieć jakąś dobrą broń palną by ludzie przynajmniej w moim otoczeniu byli bardziej sobie równi ;)
Autorytetom poddawać się nie lubię, chyba, że ten autorytet jest "autorytetem naturalnym" (posiada bogatą wiedzę z danej dziedziny, przymioty charakteru..).  Autorytetów "formalnych" (urzędników, nauczycieli w szkole...) nigdy nie lubiłem i staram się jak mogę spod ich władzy się wyzwolić.Byłbym zapomniał nie uznaję autorytetów ani "prawd objawionych" III RP.

Z tradycyjnej wiedzy często korzystam uważając, że po co na nowo wymyślać koło? Tradycyjny sposób gospodarowania jest dla mnie zwykle punktem wyjścia, wyszukuję jednak sposobu jak tą tradycję poprawić, by przyszłe pokolenia dysponowały jeszcze lepszą "tradycyjną" wiedzą.

Nie wierzę w magię, wróżki i te inne sprawy, choć jednocześnie rozum żadnym bogiem dla mnie również nie jest.

Z istotnych spraw to jestem sceptyczny wobec globalnego ocieplenia - wiele osób robi na tym dobre pieniądze. Nie byłoby w tym nic złego gdyby był to biznes do którego nie trzeba zmuszać ludzi. Ja w przeszłości również chciałem być w tej branży, ale sumienie jakoś mi nie pozwalało.
Aha i nie jestem wegetarianinem.


Najprawdopodobniej z umiłowania wolności i chęci robienia różnych eksperymentów nie będę się starał o uzyskanie certyfikatu ekologicznego.

Amen!

I co Wy na to?

P.S. Jeśli kiedyś będę miał takie ego jak Prezydent Lech Wałęsa czy Los alpaqueros to proszę zdzielić mnie w twarz z zaskoczenia. Jak zapytam "za co to?"  odeślijcie mnie do tego wpisu. Obiecuję, że nie oddam, bo będę wiedział, że zasłużyłem!

*Mam nadzieję, że to jednocześnie nie czyni mnie to ekologicznym stalinistą :)
**Niektóre gleby w Polsce i na świecie charakteryzują się naturalnym deficytem różnych pierwiastków. Wyłączne spożywanie żywności na takiej glebie doprowadza do różnych chorób zwierząt i ludzi.

18 komentarzy:

  1. Moim zdaniem w takim wyznaniu wiary powinny się znaleźć również odniesienia do tradycji rolniczej oraz stosunek do autorytetów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co wy sie tak czlowieka uczepiliscie? w poprzednim wpisie to samo. Dla informacji - Autor niczego NIE MUSI. W szczegolnosci wyznawac. To mi troche przypomina ten zart o Olisadebe (dla niewiedzacych - ciemnoskory pilkarz w polskich barwach) ze bedzie Polakiem gdy przeprosi za Jedwabne.
    Wojtek, daj sobie spokoj z udowadniamiem ze nie jestes wielbladem. Osoby rozsadne nastawione na rozwiazania beda czytaly Twoj blog, myslaly, sprawdzaly i swoje wiedzialy. Konkretna dyskusja zawsze jest dozwolona. A kurczowe trzymanie sie jakis sztywnych i sztucznych ram dla uspokojenia czyjegos ego na dluzsza mete zgasi dobre pomysly. A bez nich nadal bedzie tak samo jak jest. A powinno byc lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bez przesady z tymi brakami. Już to kiedys było i niestety jest - odnoszenie do Wartości, do Partii, do Klasyków, do Wielkiego Brata - bleee, jakoś mi sie to źle kojarzy.
    Blog nie jest po to, żeby wszyscy byli zadowoleni i usatysfakcjonowani. Jest po to, żeby wkładać kij w mrowisko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak napisałam - moim zdaniem. Zdaniem autora powyższego Credo - nie. I wystarczy.
    Dla mnie te dodatkowe odniesienia są akurat ważne, na nie zwróciłam uwagę w dyskusji, która sprowokowała Autora do określenia powyższych przekonań. Nie ja tu rządzę, ale komentować mogę, z czego skwapliwie korzystam. ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię czy nie lubię tego bloga, w sumie to nie ważne.
    Ważne jest że zasady sprawdzają się, jedna rada okazała się niezbyt skuteczna i sobie przez moment poużywałem na autorze ale w sumie większość działa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudzinka - ok. Ale wlasnie ta dyskusja jest w zasadzie o przyslowiowa pietruszke. Bo jedyne, co mozna Wojtkowi zarzucic to skrot myslowy lub co najwyzej semantyczne naduzycie. W zasadzie szkoda o tym gadac, prawda? A Twoja opinia zabrzmiala jakby teraz trzeba bylo kogos za cos przepraszac i sie kajać. Byc moze tez zle zroumialem Twoje intencje. Jezeli tak - to przepraszam.
    Tak w ogole to proponuje zebys Wojtku wzial sie za pisanie nowego wpisu, zamiast w stresie lub chocby dyskomforcie podczytywac teraz komentarze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem ilu fanów tym postem straciłeś, ale na pewno jednego zyskałeś ;)

    pozdrawiam

    P.S. Miło że jest w Polsce jeszcze ktoś poza mną kto słyszał o Weston A. Price. (to z linków po prawej)

    OdpowiedzUsuń
  8. @Cudzinka
    Dopisałem, możesz sprawdzić końcówkę jeszcze raz, bo i czemu nie miałbym pisać?

    @Anonimowy 1szy
    W sumie racja.

    Anonimowy2
    Też tak uważam, ze się wszystkim nie dogodzi. Jezus Chrystus był bez grzechu a ilu się naraził. A gdzież mi zwykłemu chłopo-robotnikowi do Niego się porównywać?

    @abc
    No życie :)

    @Anonimowy3
    13 wpis o leśnych ogrodach niemal już gotowy jest. Mam nadzieję, że nie okaże się pechowy ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. @ KubaSz

    jedną z książek, które czytam teraz to właśnie
    "Nutrition and Physical Degeneration". Obrazki już w niej wszystkie widziałem, one w sumie najwięcej mówią. Odżywiam się tak trochę wg. jego zaleceń.

    Niedługo nawet wkrótce wykorzystam jeden z artykułów ze strony fundacji jego imienia, bo tam wiele ciekawych artykułów nt. rolnictwa również jest.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jakbyś chciał więcej osób co słyszało o Dr. Westonie to wejdź na forum Dobra dieta - z boku również link jest.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Wojciech Majda
    Dzięki, zajrzę :)
    Ja o samej fundacji dowiedziałem się przy okazji słuchania http://undergroundwellness.com/radio/ Gość często zaprasza do swoich podcastów ludzi którzy coś z tą fundacją mieli wspólnego.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pozdro! :) b.dobry wpis. Ma Pan moje pelne popracie i nie przejmowac sie burakami , pamietam czyjs comment pelen oburzenia nawozami sztucznymi w perma. Przeciez to logiczne ze lepiej wsypac raz , dwa czy ile , nie wazne , azotu zeby permanentny system w ciagu 5 lat zaczal byc produktywny , niz jakby mial ten system biadolic przez 15 lat nim cos tam urosnie - w takim wypadku nawozy sztuczne sa w pelni kulturowe - dlatego tak cenie ten ruch/sposob na zycie gdyz nie jest jakas utopia czy jakims naszpikowanym jakimis dogmatami pseudo religijna sekta.
    Zapytam czy pestycyd jest dopuszczalny by ocalic zle zaprojektowany system czy jego dorodna , wymagajaca wielu lat do wytworzenia czesc w celu jego pozniejszej modyfikacji?
    Moim zdaniem jak najbardziej!
    jeszcze raz - prosze sie nie przejmowac i b.dobry blog - malo sie udzielam - zycie osobiste :/ pozdrawiam!
    mopel44

    OdpowiedzUsuń
  13. Panie Wojciechu! Zainspirowany tym blogiem kopię właśnie u siebie swala o długości 70 m, żeby zatrzymać wodę, która spływa na moją działkę z pola sąsiada. Tak więc Pana blog zapala światełko oświaty w narodzie, tylko na wszystko potrzeba czasu. Praca z ludźmi jest paskudna a kilku krzykaczy robi nieporównanie więcej hałasu niż 95% zadowolonych, którzy siedzą cicho bo i po co się odzywać jak wszystko gra.
    Życzę wytrwałości i powodzenia.
    Krzysztof

    OdpowiedzUsuń
  14. @Mopel44
    Dzięki

    @Krzysztof
    Również dziękuję za dobre słowo i gratuluję kopania swale'a. Dodam jeszcze, że aż tak źle to mi się z ludźmi nie pracuje:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Permakulturnik urósł, zaczął wpływać na istotną grupę ludzi. Każda dziedzina, gdy wychodzi ze swojej niszy, staje się obiektem ataków, bo gdy pewna 'porcja tortu' rośnie, to kosztem innych 'porcji'.

    To dobry znak - ja się cieszę.

    Mam też nadzieję, że uda mi się kiedyś osobiście 'wbić szpadel' w ziemię Wojtkowego gospodarstwa permakulturowego.

    OdpowiedzUsuń
  16. Przepraszamy że musiał pan tak długo czekać na odzew z naszej strony.Ale do rzeczy
    Zalecamy aby,zanim zaczniesz publicznie używać jakiś słów,sformułowań dowiedział się prawidłowej pisowni.Każdy kto wie o czym piszemy po przeczytaniu w/w wpisu powie o tobie kruciutko "ale burak"używając słownictwa mopel44.Jeszcze raz prosimy abyś nie pisał o czymś o czym nie masz pojęcia(w ten sposób wychodzisz jedynie na nieuka),mimo że tak bardzo starasz się być autorytetem.
    Pozdrawiamy,mając nadzieję że oszczędzisz nasz czas,którego nie chcemy więcej poświęcać na prostowanie twoich bredni.

    OdpowiedzUsuń
  17. Szczerze mówiąc liczyłem na to, że Wasze słowa:

    "Na tym skończyliśmy rozmowę z p.Majdą czy jakoś tam."

    były prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  18. B. Franklin powiedział kiedyś, że ludzi można podzielić na 3 grupy:
    "those that are immovable,
    those that are movable
    and those that move"
    Bardzo wartościowy blog i bardzo potrzebna twoja praca. Keep going and all the best!

    OdpowiedzUsuń

Podziel się wiedzą ze znajomymi!