Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agroleśnictwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agroleśnictwo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 października 2010

Leśny ogród cz.13 Jak zapobiegać chorobom drzew i krzewów owocowych?

Jednym z największych wyzwań dla każdego ogrodnika nie chcącego używać chemii w swoim ogrodzie są choroby roślin. Gryzonie, mszyce i inne szkodniki nie są zwykle aż tak trudne do zwalczenia jak niektóre wirusy, bakterie czy choroby grzybowe. Ich zwalczanie w sadzie konwencjonalnym nie nastręcza większych trudności, choć i to może być problemem w roku z niesprzyjającą pogodą (np. taką jak w tym). Jednemu z moich przyjaciół mimo ochrony chemicznej uschło większość śliw z powodu jakiejś choroby grzybowej albo wirusowej - (pamięć już nie ta co za młodu, więc nie pamiętam szczegółów ;).

Mączniak - jedna z wielu chorób grzybowych roślin. Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii.

Rolnicy konwencjonalni korzystając z wielu różnych środków chemicznych (np. fungicydów - środków grzybobójczych) radzą sobie z problemem chorób zwykle poprzez zniszczenie patogenu (czynnika chorobotwórczego).

O ile konwencjonalni sadownicy również stosują różne środki zapobiegawcze, to oni mogą zawsze polegać na środkach chemicznych. Zwykle również stosują rutynowe opryski zgodne z tzw. programami ochrony roślin - sady czy pola konwencjonalne opryskiwane są według pewnego harmonogramu (nawet gdy nie ma śladów danej choroby). Nie oceniam w tej chwili czy to dobrze czy źle (choć Czytelnicy pewnie mają w tej kwestii zdanie wyrobione) - tak po prostu jest.

Osoby chcące mieć ogród ekologiczny lub prowadzące komercyjną uprawę ekologiczną  nie dysponują jednak tak potężnymi a zwłaszcza szybko działającymi środkami chemicznymi i muszą radzić sobie z chorobami innymi sposobami.

Większość z nich polega na wzmocnieniu "odporności" roślin.

W pewnym zakresie sposoby, które stosują sadownicy i ogrodnicy konwencjonalni wykluczają się z tymi stosowanymi przez ekologicznych. Nie chodzi nawet o to, że ogrodnicy ekologiczni za bardzo nie powinni używać Roundup'u (herbicydu totalnego produkcji firmy Monsanto). Nie w tym rzecz również, że ogrodnicy konwencjonalni by nie chcieli stosować pewnych przydatnych praktyk, których używają niektórzy postępowi ogrodnicy ekologiczni. Nie jest tego przyczyną również to, że "konwencjonalni" są źli i sprawia im przyjemność zatruwanie ludzi i środowiska"chemią" i nawozami sztucznymi.
Po prostu sposób w jaki użytkują swoje sady/ogrody wyklucza stosowanie innych. Podobnie jak nie można zjeść ciastko i mieć ciastko (no chyba, że mamy dwa, ale taka sytuacja psuje założenie filozoficzne tego przysłowia :). Przykładowo stosowanie wszelkiego rodzaju fungicydów przeciwko chorobom grzybowym owoców uszkadza (a częściej nawet całkowicie niszczy) grzybnie pożytecznych (zazwyczaj) grzybów mikoryzowych. Drzewo czy krzew bez grzyba mikoryzowego traci "ochronę" (przed innymi grzybami i chorobami) jaką ten grzyb mikoryzowy mu w pewnym stopniu zapewniał - powoduje to więc jeszcze większą potrzebę stosowania  fungicydów w przyszłości...
Podobnie jest ze stosowaniem insektycydów do zwalczania szkodników - jeśli dokona się niektórych skutecznych oprysków na mszyce to giną również pasożytnicze osy, biedronki, złotooki i inne stworzenia, które żywią się (lub pasożytują) na mszycach. A jak już wcześniej pisałem drapieżniki nie są w stanie pokonać konsumentów pierwszego rzędu (w tym przypadku mszyce) w tempie rozmnażania.

Zatem co należy czyni, żeby w naszym leśnym ogrodzie czy na wzniesionej grządce nie było chorób? Co zrobić by mieć ogród bez chemii? Jak ten stan uzyskać najkrócej będzie używając starego, brytyjskiego  powiedzenia (w oryginale "nieeuropejscy" Brytyjczycy ciągle używają wstecznych jednostek imperialnych)

Dekagram zapobiegania wart jest więcej niż kilograma leczenia.
Truizmem będzie napisanie, że chorobom lepiej jest zapobiegać niż je leczyć. Mimo wszystko to napisałem ;) Często jednak zapominamy o tym, że zasada ta dotyczy również chorób roślin. Jak zatem zapobiegać chorobom roślin? Należy kierować się podanymi niżej wskazówkami (i pewnie kilkoma innymi o których nie napisałem):

Zadbaj o mikroelementy w glebie
Zarówno ludzie, zwierzęta jak i rośliny lepiej się mają gdy mają dostęp do wszystkich potrzebnych im mikroelementów. Niedobór żelaza w diecie ludzi będzie prowadził do anemii, niedobory cynku m.in. do wolniejszego gojenia się ran, pogorszenia kondycji włosów, paznokci i skóry. Jak myślicie, który człowiek przy innych czynnikach takich samych będzie bardziej podatny na choroby? Ten, który niedoborów nie posiada czy ten którego skóra jest w kiepskim stanie, sucha;  leży w szpitalu z powodu anemii i skarży się pielęgniarce, że pościel go przygniata?

W świecie roślin jest podobnie, z tym, że poszczególne pierwiastki i mikroelementy pełnią inne funkcje. Czy wiesz, że budowa chlorofilu (zielonego barwnika w roślinach, które umożliwia przeprowadzanie procesu fotosyntezy) jest niemal identyczna jak budowa hemoglobiny (substancji, która umożliwia transport tlenu we krwi). Jedyna różnica to obecność w chlorofilu magnezu zamiast żelaza. Ponownie zapytam : Jak uważasz, że wpłynąłby na zdrowie kobiety w ciąży niedobór żelaza w diecie? Jak myślisz, że wpływ na zdrowie roślin niedobór magnezu w glebie lub występowanie go w formie niedostępnej dla roślin?
Zauważ proszę, że to co chcemy osiągnąć z większością drzew i krzewów owocowych to ułatwić im wydanie na świat ich "dzieci" (które my w pewnym momencie zjadamy). :/ 

Wysiłek jaki ma przed sobą jabłoń owocowa w pewnym sensie przypomina ciążę. Naszym celem jako ogrodników jest by była to ciąża możliwie mnoga.:) Im lepiej zaspokoimy potrzeby naszej "matki" (w mikro i makroelementy) tym większy plon wyda i tym mniej osłabiona będzie (co zapewni obfite plonowanie również w następnym roku). Dobrymi sposobami by pomóc zaspokoić zapotrzebowanie na mikroelementy jest stosowanie mączki bazaltowej i soli morskiej. Czasami trzeba również doprowadzić pH gleby do odpowiedniego poziomu by mikro i makroelementy były dostępne dla roślin. Zwykle w warunkach Polski to pH trzeba podnosić poprzez np. wapnowanie. Zdarzają się przypadki a nawet jest to dość częste, że danego pierwiastka w glebie jest w bród, niestety z powodu pH jest on dla roślin praktycznie bezużyteczny. Idealne pH gleby dla większości roślin to 6,4 - wtedy większość pierwiastków potrzebnych roślinom jest dla nich dostępna. Wyższe pH zapobiega również przed pobieraniem przez rośliny pierwiastków toksycznych  (metali ciężkich) dla człowieka (glin-Al, ołów-Pb, kadm-Cd...)

Tabela przedstawiająca dostępność poszczególnych pierwiastków dla roślin w zależności od pH gleby. Pozyskane na zasadzie fair use ze strony Uniwersytetu Południowej Walii.

Dbanie o grzyby mikoryzowe w glebie również powinno pomóc, gdyż mogą one dostarczać substancje mineralne (i wodę) roślinom w sytuacji gdy one (bez grzybów) nie dałyby sobie rady. Grzyby produkują silne enzymy, które są w stanie rozpuszczać skały oraz związki które powstały z powodu zakwaszenia gleby (a które są niedostępne dla roślin). Punktem wyjścia w kwestii dbania o grzyby mikoryzowe jest nie używanie środków grzybobójczych, w miarę możliwości pozostawianie sporej ilości martwej materii organicznej na powierzchni gleby, nie oranie czy może szerzej nie wzruszanie gleby (czyli należy ograniczyć również używanie np. glebogryzarki).

Jeśli wykonamy analizę gleby i okaże się, że jakiegoś mikroelementu brakuje, może potrzebne będzie użycie nawozu sztucznego, który dany składnik zawiera? Niektórymi pierwiastkami śladowymi nawozi się pola czy sady w ilości kilkudziesięciu - kilkuset g na ha, raz na kilka lat. Uważam, że to uzasadnione użycie techniki i energii nieodnawialnej o czym pisałem więcej w permakulturowym credo. Jakby nie było przecież zasoby nieodnawialne zostaną na coś zużyte, to czy nie lepiej by zostały przeznaczone na długoterminową poprawę gleby a nie jakieś nowe gadżety, które po roku zmienią się w śmieci?
Taka "wybrakowana" gleba będzie dawać plony deficytowe w dany składnik (lub składniki), co może powodować różne niemiłe problemy zdrowotne u roślin, ludzi i zwierząt. Tego typu działanie jest szczególnie pożądane jeśli chcemy większość żywności produkować u siebie na posesji a ograniczyć spożywanie jedzenia z zewnątrz. W takim przypadku większość żywności którą byśmy spożywali byłaby deficytowa, więc jej długotrwałe konsumowanie na pewno odbiłoby się negatywnie na naszym zdrowiu, a tego przecież nie chcemy, prawda?

Dobrymi, naturalnymi i uniwersalnym środkami do nawożenia mikroelementami jest mączka bazaltowa i woda lub sól morska.

Zminimalizuj stres swoich roślin
W tym przypadku chodzi o stres roślin, choć oczywiście "wyluzowanie" w życiu również jest pożądane. Przyczyną stresu u roślin (a u nas z powodu chorób tychże!) mogą być następujące czynniki - od razu piszę jak dany czynnik zminimalizować:
  • Nieodpowiednie warunki wodno-glebowe - roślina może rosnąć w zbyt suchym/wilgotnym miejscu. Może rośnie w zbyt lekkiej glebie, może w zbyt ciężkiej? Jeśli gleba jest zbyt sucha to może warto wykopać swale'a albo rów zapobiegający erozji wodnej?
    W prawie każdym wypadku w razie wątpliwości warto zwiększyć poziom materii organicznej czy to na małym czy to na dużym obszarze. Zaszkodzi nie zaszkodzić a może pomóc...
  • Nieodpowiednie warunki świetlne -  tu rozwiązanie jest proste albo za gęsto się posadziło albo za rzadko. Jeśli za gęsto to sekator/piła w dłoń (czasami trzeba pamiętać o metryce drzew...), jeśli za rzadko (za dużo światła) to może warto pomyśleć o jakichś roślinach na wyższe piętra do produktywnego leśnego ogrodu?
  • Nadmiar/niedobór nawożenia - opisane zostanie w osobnym  punkcie poniżej
  • Nieodpowiednie sąsiedztwo roślin (np. jabłoń posadzona nieopodal orzecha włoskiego). Może warto poczytać o dobrym sąsiedztwie roślin (tzw uprawie współrzędnej)  i o gildiach roślinnych?
  • Nadmierna konkurencja wśród roślin (rośliny posadzone są zbyt gęsto) - po solidnym zastanowieniu wyciąć część drzew/krzewów/roślin lub jeśli to możliwe przesadzić je w inne miejsce. Stres ten często występuje w starych, zdziczałych sadach.
  • Wilgotne, "duszne" stanowisko - możliwe, że nasz żywopłot jest zbyt gęsty i nie przepuszcza odpowiedniej ilości powietrza. Zwykle produktywny żywopłot mający chronić uprawy wystarczy by zatrzymywał 80-90% siły wiatru. Niemal nieprzepuszczalne żywopłoty (np. z tuj) lepiej zostawić by ochraniać zimą zwierzęta, dom czy budynki gospodarcze od zimnych wiatrów czy hałasu (np. od torów czy ruchliwej drogi).
  • Zastoisko mrozowe - w tym przypadku dużo nie można zrobić poza doborem odpowiednich gatunków roślin. Inna opcja (nie zawsze możliwa do zrealizowania) to odpowiedni żywopłot, który sprawi, że mróz "spłynie" w dół (jakby mogło być inaczej ;), po skośnie (względem stoku) posadzonym żywopłocie. Z drugiej strony źle zaprojektowany może sprawiać, że w miejscu w którym wcześniej nie było zastoiska może się takowe tworzyć.
  • Ataki szkodników owadzich - opisane zostaną również w osobnym punkcie
  • Uszkodzenia mechaniczne spowodowane np. silnym wiatrem (co może nastąpić gdy sad czy ogród nie są otoczone produktywnym żywopłotem lub gdy drzewa czy krzewy zostaną uszkodzone przez dzikie bądź domowe zwierzęta.

Podobnie jak u ludzi stres roślin ma zwykle niekorzystny wpływ na produktywność. Minimalny jego poziom jest korzystny w przypadku roślin również (to jednak temat na cały osobny wpis). Zwykle jednak tego stresu nasze rośliny mają aż nadto, więc lepiej zrobić wszystko by nasze rośliny miały lepiej. Nie zawsze jednak to lepiej oznacza łatwiej, co opisałem we wpisie dotyczącym "trenowania korzeni" w produktywnym leśnym ogrodzie.


Nawożenie we właściwym czasie i odpowiedniej dawce.
Wcześniej wspomniałem już o nawożeniu mikroelementami, teraz czas skupić się na nawożeniu "głównymi" pierwiastkami - tymi, które potrzebne są roślinom w większych ilościach. Wiele chorób jeśli nawet nie spowodowanych jest przez szeroko pojęte złe nawożenie, to to złe nawożenie bardzo mocno przyczynia się do chorób roślin. Jednym z takich przypadków jest późne (w przypadku nawozów szybko działających jak np. mocz to sierpień i później) nawożenie azotowe drzew i krzewów. Takie działanie pobudza roślinę do wzrostu wegetatywnego (gałęzie i liście). Powoduje to, że na zimę roślina ma sporo młodych, niezdrewniałych części, które są bardzo podatne na uszkodzenia mrozowe. Te rany powstałe w wyniku zimy są później wrotami zakażenia (miejscem w który do organizmu wdzierają się) patogenów. Porównując rośliny do człowieka raczej kiepskie są rokowania człowieka, który bez dostępu do fachowej opieki medycznej ma wiele odmrozin. Nie lepiej po prostu "założyć rękawiczki" czyli nie nawozić późno roślin nawozami bogatymi w azot?

Kolejnym przypadkiem w którym zbyt intensywne nawożenie może wpływać negatywnie na zdrowie roślin jest zbyt intensywne nawożenie nawozami azotowymi (obornikiem, kurzeńcem, gnojówką, gnojowicą, gnojówką z bogatych w azot roślin..). O ile samo w sobie zwykle to nawożenie nie wywołuje jakiejś strasznej choroby (czasem można rośliny "spalić", ale chyba zgodzimy się, że to nie jest choroba a stan (przed)śmiertelny :) roślin. To nadmierne nawożenie bardzo lubią mszyce, które roznoszą choroby, o czym przeczytasz poniżej.

Czasami grzyby np.antraktoza orzecha atakuje dorosłe drzewa. Jeśli to się stanie to za bardzo nie można już wyplenić tej choroby. To co można jednak zdziałać to odpowiednio nawozić (dość obficie np. do 17g azotu na m2 na rok). Większość tej dawki powinna zostać zaaplikowana na wiosnę. Stosując ponownie odniesienie do człowieka to zachowanie przypomina podawanie nieuleczalnie choremu człowiekowi odpowiedniej ilości wysokiej jakości żywności bogatej w witaminy, białko i tłuszcz, by ten mógł lepiej i dłużej znosić walkę ze śmiertelną chorobą do końca swych dni.

Weź się za kontrolę szkodników osobiście lub zatrudnij robotników, którzy będą to robić za mniej niż miskę ryżu dziennie.
Chodzi o zmniejszenie populacji różnych szkodników np. Mszyc. Same mszyce oprócz tego, że mogą zeżreć część naszych upraw to przenoszą jeszcze różne choroby. Przypomina to sytuację gdy umawia się na kolacje ze śniadaniem z (za)bardzo nowo poznaną osobą. Samo takie spotkanie może być niebezpieczne (możemy zostać okradnięć, otumanieni narkotykami... To zagrożenia bezpośrednie. Drugą grupą zagrożeń związanych z takim postępowaniem mogą być właśnie rożnego rodzaju choroby francuskie. Niektóre z nich mogą  mieć bardzo nieprzyjemne i długofalowe konsekwencje. Z roślinami jest podobnie - jeśli ograniczy się tego typu niebezpieczne "wypady" poprzez zmniejszenie ilości szkodników to i chorób przez nie przenoszonych będzie mniej.

To oczywiście nie wszystkie sposoby w jakie można zapobiegać chorobom roślin w leśnym ogrodzie i na permakulturowej grządce. Nie mniej myślę, że może stanowić jakiś punkt odniesienia.

piątek, 24 września 2010

Co to jest LER - Land Equivalent Ratio?

 Dzisiejszy wpis będzie przydatny głównie dla osób, które uprawą chcą zająć się na skalę komercyjną, gdzie dbanie o wydajność ekonomiczną jest jednym z priorytetowych zadań.
LER to angielski akronim (rodzaj skrótu) powstały ze słów Land Equivalent Ratio lub Land Equivalent Rate co w wolnym (i moim) tłumaczeniu oznacza "Współczynnik Odpowiednika Ziemi" (jestem otwarty na sugestie jak to tłumaczenie zmienić). LER został wymyślony by mierzyć wzrost (lub spadek) wielkości plonów gdy są one uprawiane w sposób inny niż monokulturowy i by porównywać tą wydajność do plonów, które uzyskano by z uprawy monokulturowej... Szczególnie często stosuje się LER w przypadku upraw agroleśniczych i uprawy współrzędowej. Przykładowo jeżeli uprawiamy gildię roślinną typu indiańskie trzy siostry czyli kukurydzę, fasolę i kabaczek to później mierzymy ile ziemi potrzeba by by uzyskać podobne plony uprawiając w monokulturze (czyli każdą z roślin osobno) poszczególne rośliny.
Zatem jeżeli z ha uprawy trzech sióstr uzyskuje się tyle plonów, że trzeba by poświęcić 1,3 ha ziemi (wartość wymyślona) tych trzech roślin uprawianych w monokulturze to LER wynosi 1,3. Proste prawda?

LER został wymyślony by mierzyć wydajność plonów na skalę komercyjną - w przydomowym, nawet produktywnym ogrodzie nikt nie chodzi z wagą czy suwmiarką...
W tym młodym sadzie wypasają się gęsi przyczyniając się do wzrostu LER'u wieloletniego. Murawa dzięki temu jest idealnie przystrzyżona.

Jak intuicyjnie większość ludzi czuje a ci, co jeszcze pamiętają początek swojej przygody z ogrodnictwem wiedzą, nie jest tak dobrze, że wszystkie uprawy współrzędne (czy ogólnie uprawiane nie w monokulturze) zawsze owocują zwiększeniem plonów. Naszym zadaniem jest odkrycie, które kombinacje powodują zwiększeniem plonów a których kombinacji lepiej unikać (np.cebulowatych i warzyw strączkowych).

LER to bardzo fajna teoria, pora jednak na jakieś dowody, że to co opisuję to nie tylko mój wymysł. A i praktyczne zastosowania tej wiedzy by się przydało, bo przecież to jest esencją permakultury.




Przeprowadzono doświadczenie nad wpływem robinii akacjowej (Robinia pseudoacacia)
na zawartość azotu w jęczmieniu. Badanie polegało na mierzeniu wielkości i jakości plonów w zależności od gleby (dwa rodzaje) i poziomu nawożenia azotem (trzy różne wielkości). Okazało się, że plony obu roślin były o 53% wyższe niż gdyby te dwie rośliny uprawiano osobno. Nie tylko wielkość plonów była wyższa, ale również jakość jęczmienia była lepsza. W drugim roku po posadzeniu robinii zawartość azotu w ziarnie i słomie jęczmienia była wyższa niż tego jęczmienia uprawianego w monokulturze o 11%*. W kolejnym roku eksperymentu wycięto drzewa co spowodowało znaczny wzrost zawartości azotu w ziarnie(najprawdopodobniej na skutek rozkładu korzeni robinii, na których licznie występują bakterie wiążące azot). Średnio ziarno jęczmienia uprawianego w międzyrzędach robinii akacjowej zawierało 23%* więcej azotu niż jęczmień uprawiany w monokulturze.

*Zwiększona zawartość azotu w ziarnie i słomie zwykle oznacza większa zawartość białka - jęczmień rosnący między rzędami robinii miał zatem wyższą wartość użytkową (białko to najdroższy element paszy).

Uprawa alejowa służy nie tylko jęczmieniowi, ale również środowisku - gdybyśmy chcieli pozyskiwać drewno robinii akacjowej na monokulturowej plantacji doprowadzilibyśmy do przedostawania się azotanów do wód gruntowych (efekt podobny jak rolnik nadmiernie czy nieodpowiednio używający nawozów azotowych). Wynika to z tego, że robinia jest wydajną rośliną wiążącą azot - tak wydajną, że aż może zanieczyszczać środowisko! (gdy rośnie w monokulturze i nie ma w okolicy innych roślin, które mogą zużytkować związany przez nią azot). Efekt ten opisany jest w tym badaniu.

Niestety nie ma wielu badań na temat LER poszczególnych kombinacji różnych upraw z klimatu umiarkowanego. Te z cieplejszych rejonów są jednak obiecujące np. pszenica + topola LER 1,52 - 1,74.

Zapewne ciekawy efekt zwiększający wydajność uzyskano by gdyby sadzić drzewa na poziomicach (w poprzek spadku terenu) co ograniczyłoby erozję wodną oraz gdyby drzewa stanowiły żywopłoty chroniący uprawy od niszczycielskiej siły wiatru. W przypadku sadów  czy plantacji drzew w wielu przypadkach dodanie elementu zwierzęcego znacznie podnosi LER. Chociażby jeżeli kontrolujemy chwasty za pomocą kurzych, gęsich czy króliczych traktorów. Inna sprawa czy nam się chce i czy możemy ten system dopasować do naszych indywidualnych warunków. Technicznie rzecz biorąc z chwilą wprowadzenia zwierząt gospodarskich do sadu nasz sad zmienia się w system sylwopastoralny.

Znacie może jakieś inne kombinacje upraw, które zwiększają LER? Jeśli tak to podzielcie się proszę wiedzą pisząc w komentarzu.

czwartek, 16 września 2010

Permakultura i zwierzęta cz.4 - Króliki - mięso z przydomowego ogródka.

Wielu osobom wydaje się, że w przydomowym leśnym ogrodzie można produkować tylko rośliny, no może jeszcze kilka jajek dziennie - by produkować własne mięso, trzeba mieć naprawdę spory obszar ziemi idący co najmniej  w hektary. Mam nadzieję, że uda mi się przekonać Was, że do "produkcji mięsnej" (jakie mocne słowa) nie trzeba mieć hektarów...

Jakie zwierzęta najbardziej nadają się do hodowli w przydomowym ogrodzie?

Zwierzęta, które byłyby przydatne do ogródkowej produkcji mięsa powinny charakteryzować się przynajmniej częścią z wymienionych tu cech:
  • szybko i łatwo się rozmnażać
  • szybko dorastać
  • mieć dobry współczynnik konwersji paszy (potrzebować małą ilość jedzenia do wyprodukowania danej ilości mięsa)
  • nie być hałaśliwe 
  • być łatwe w obsłudze
  • dawać zdrowe mięso
  • być oczywiście smaczne!
Mój pierwszy typ to króliki

Króliki to zwierzęta typowo roślinożerne potrzebują do optymalnego wzrostu paszę roślinną o zawartości białka około 16-18%. Komercyjna produkcja mięsa króliczego opiera się na stosowaniu granulatów paszowych i pasz gospodarczych (takich, które można wyprodukować we własnym gospodarstwie).

Standardowo na zaspokojenie potrzeby przeciętnej rodziny zwykle wystarcza mieć 4-5 króliki, będą służyć za stado podstawowe (które będzie służyć do dalszego rozrodu). Z tych 4-5 królików oczywiście jeden musi być samcem. Oznacza to, że będzie można mieć 3-4 samice.

Przeciętna samica dostarcza (w hodowli komercyjnej) około 36, gotowych na rynek królików na rok. Oznacza to, że w skali roku można uzyskać z jednej samicy (i samca oczywiście :) około 100 kg królików czyli około 50 kg mięsa. Wartości te należy w przypadku chowu przydomowego, braku wiedzy i doświadczenia w hodowli królików obniżyć. Zwłaszcza jeżeli naszym priorytetem nie jest hodowla królików najbardziej ekonomicznie a najbardziej zdrowo dla nas i środowiska (czyli z ograniczeniem zbóż, nasion roślin strączkowych, odpadów piekarniczych...). Z 3-4 samic można zatem przy odrobinie szczęścia uzyskać około 120-150 kg mięsa króliczego lub około 2 króliki na tydzień. To sporo.

Ile paszy potrzebują króliki i co jedzą?

Jedna samica z młodymi odchowanymi do wagi rzeźnej (około 2,5 kg) zjada około 100 kg wartościowej, suchej paszy (siano + granulat). Odpowiednio więcej gdy podaje się zielonkę (świeże rośliny) - siano ma wilgotność kilkunastu procent , zielonka zwykle 75-90%. Ilość ta dotyczy hodowli komercyjnej - w przypadku chowu przydomowego z racji możliwego wolniejszego wzrostu królików ilość paszy do odchowania królików może ulec zwiększeniu.

Dzikie króliki to zwierzęta przystosowane do jedzenia paszy o stosunkowo niskiej wartości odżywczej - trawy, zioła, liście, gałęzie.. Wykorzystują również bakterie do zwiększania wartości odżywczej swego pokarmu.

Jeśli jednak nie chcemy hodować królika do wagi rzeźnej rok musimy zadbać o to by miał odpowiednią paszę - stosunkowo bogatą w białko i kalorie. Wspomniałem wcześniej, że pasza dla królika powinna zawierać około 16-18% białka by szybko rósł. Znalazłem spis roślin, którymi można karmić króliki wraz z opisem właściwości leczniczych poszczególnych rodzajów roślin. Proszę tylko pamiętać, że opisane tam rośliny są przedstawiane pod katem żywienia królika-zwierzaka domowego a nie królika przeznaczonego na cele spożywcze. Nie widzę przeciwwskazań by karmić królika np. orzechami włoskimi pod koniec tuczu, by obrósł w tłuszcz.

Króliki mogą spożywać produkty, które w innym przypadku musiałyby wylądować w śmieciach lub w najlepszym przypadku na pryzmie kompostowej. Na zdjęciu w jednym wiadrze obierzyny od słodkiej kukurydzy, w drugim wiadrze liście i łykowate głąby od kalafiora. Dzięki królikom te "odpady" zostaną przemienione w smaczne i pożywne mięso. 
W trakcie tworzenia wpisu znalazłem również ciekawe informacje o eksperymencie przeprowadzonym w Nigerii. Eksperyment polegał na zamianie przemysłowo wytworzonego koncentratu paszowego na liście morwy i badaniu jakie króliki będą miały przyrosty. Okazało się, że można liśćmi morwy zastąpić do 50% koncentratu paszowego bez różnicy w tempie wzrostu królików. Warto również rozważyć stosowanie innych drzew i krzewów paszowych w diecie królika np. jesionu, karagany syberyjskiej, wierzby... W połączeniu z zielonką z różnych jadalnych chwastów taka dieta zapewni królikom pełnowartościową i zdrową dietę. To zaś sprawi, że zjadane przez nas króliki będą zdrowe, bogate w witaminy i mikroelementy.

Dlaczego króliki wpasowują się dobrze w koncepcję samowystarczalnego, permakulturowego gospodarstwa?

Króliki bardzo dobrze wpisują się w koncepcję samowystarczalnego gospodarstwa chociażby z tego powodu, że mogą zjadać chwasty czy produkty dla nas niejadalne lub takie, których my jeść już nie chcemy np. sałata, która zaczęła kwitnąć, nać marchwi, stary kalafior... Dzięki temu jesteśmy w stanie produktywnie wykorzystać większą cześć produktów z naszego ogrodu, co jest szczególnie istotne jeżeli ten ogród nie jest zbyt duży...

Oczywiście w pozyskiwaniu paszy dla królików nie musimy ograniczać się tylko do naszej posesji - od sąsiadów można pozyskać np. ścinki trawy a z terenów publicznych czyli bezpańskich :) różne odżywcze rośliny typu pokrzywy, mniszek lekarski, cykorię czy łopian.

Dodatkową korzyścią z posiadania królików jest króliczy nawóz, który zaliczany jest do nawozów "ciepłych", nadaje się wiec dobrze do inspektów. Jest również bogaty w azot - może więc służyć za substancję, która dodana do materiałów bogatych w węgiel przyspieszy ich rozkład i zwiększy produkcję ciepła w procesie kompostowania.

Króliki można wykorzystać również do kontroli chwastów w sadzie - trzeba umieścić je w króliczym traktorze. W ten sposób niepozorny sad zmieni się w produktywny system agroleśniczy w którym to co było problemem (chwasty i trawa) zmienia się w plon - paszę dla królików.

środa, 8 września 2010

Jak wyhodować wysokiej wartości drewno w systemie agroleśniczym?

Wpis dotyczyć będzie głównie pozyskiwania wartościowego (w sensie finansowym) drewna z systemów agroleśniczych i tego co zrobić by uzyskać za drewno możliwie najwyższą cenę.

Dlaczego drewno z jednego drzewa jest warte mniej niż drewno z innego?

Wpływ na cenę drewna ma wiele czynników. Oto cześć z nich:
  • Gatunek drzewa
  • Brak uszkodzeń od szkodników czy chorób
  • Ilość i wielkość sęków (im więcej tym niższa jakość drewna)
  • Koniunktura gospodarcza i moda (w mniejszym stopniu)
  • Rozmiary (im dłuższe i szersze deski, bale czy belki da się zrobić z danego kawałka drewna tym droższe jest to drewno) 
  • Potencjalne zanieczyszczenia w drewnie (np. wbite gwoździe)
  • Wiek drzewa z którego pozyskano drewno
To zapewne nie wszystkie czynniki, myślę jednak, że te najważniejsze.

Dwa drzewa tego samego gatunku posadzone tego samego roku mogą jednak osiągnąć kilkadziesiąt lat później rożna cenę. O ile na koniunkturę gospodarczą i modę mamy mały wpływ to na pozostałe czynniki już możemy wpływać dość istotnie.

Na naszym blogu promujemy (da się to chyba zauważyć:) agroleśnictwo czyli sposób użytkowania ziemi, który integruję hodowlę drzew i jakąś inną działalność rolniczą np. wypas gęsi. Taki rodzaj systemu agrloeśniczego nazywa się sylwopastoralizmem lub lasem pastwiskowym.

Ten dorodnie wyglądający dąb potencjalnie może dostarczyć dużej ilości drewna.


Jakie czynniki muszą być uwzględnione przy projektowaniu systemu agroleśniczego?
By na danym terenie można było wypasać zwierzęta i by było to w miarę opłacalne ruń pastwiskowa (poziom traw, roślin bobowatych i ziół) musi otrzymywać odpowiednio wysoki poziom nasłonecznienia. Oznacza to, że drzewa rosnące na pastwisku nie mogą rosnąć zbyt gęsto, gdyż powodowałoby to silne zacienienie i niską produkcję zielonki (paszy dla zwierząt) - by wyżywić 1 krowę przez rok (z zebraniem siana na zimę) potrzeba około 10-15 ha lasu lub około 1 ha dobrego pastwiska. Ponadto jeśli chcemy z danego terenu uzyskać drogie drewno to drzewa muszą mieć odpowiedni pokrój - muszą być długie i strzeliste.

Po dokładnym przyjrzeniu się można zauważyć, że nie da on  wysokiej jakości drewna, gdyż bardzo nisko jego pień "rozdwaja się". Najdłuższa deska jaką można uzyskać z tego drewna będzie stosunkowo krótka i cienka a więc tania.

Kolejną kwestią o której trzeba pamiętać jest należyte zabezpieczenie drzew jeśli chcemy wypasać w lesie pastwiskowym zwierzęta. Drzewa muszą być gotowe na obecność zwierząt. Przykładowo w pierwszym roku po posadzeniu może być lepiej pozyskiwać tylko siano lub uprawiać zboże. W drugim można się pokusić o wypas kur, w trzecim i czwartym wypas gęsi (drzewka muszą koniecznie być zabezpieczone przed ogryzaniem).  Starsze drzewka mogą znieść obecność świń, owiec i krów. Młode drzewko nawet dobrze zabezpieczone przed zgryzieniem kory i liści może nie wytrzymać ocierania się o nie krowy. To oczywiście tylko propozycje - systemy agroleśnicze można i trzeba dopasowywać do indywidualnych warunków.


Dlaczego najdroższe drewno pochodzi od drzew z lasu?
Drewno pochodzące z lasu jest na ogół droższe niż to pochodzące z przycinki rowów melioracyjnych czy drzew śródpolnych. Przyczyną różnicy w cenie jest jakość drewna - to pochodzące z lasu ma mniej sęków niż drzewo rosnące. Mniejsza ich ilość w drewnie z lasu jest spowodowana tym, że drzewa w lesie szybko "oczyszczają" pień z dolnych gałęzi. To zaś spowodowane jest tym, że leśne drzewa muszą walczyć o dostęp do światła - po kilku latach ilość światła, która dociera do dolnych gałęzi jest na tyle mała, ze drzewu nie opłaca się w ogóle podtrzymywać ich przy życiu. Dla leśnego drzewa dużo lepsza inwestycją energii jest wyprodukowanie nowych gałęzi u góry drzewa gdzie światła (chwilowo) jest pod dostatkiem. Wynikiem takich warunków wzrostu jest długi, prosty a więc cenny pień.

Drzewa śródpolne, takie rosnące "swobodnie", które nie muszą walczyć o światło nie mają potrzeby pięcia się w górę. W takim wypadku drzewo nie ma żadnego interesu w tym by odrzucać dolne gałęzie (skoro coś działa to po co to zmieniać?) Miejsca w  których długo rosną gałęzie a zwłaszcza gdy są grube i duże powodują pojawianie się na pniu sęków (jednej z wad drewna).
Drzewa swobodnie rosnące będą zatem zwykle produkować gorszej jakości drewno niż to pochodzące z lasu. Z racji mniejszej konkurencji (drzewa po kilku latach zaczynają dominować nad innymi roślinami na danym terenie) wzrost drzew wolno stojących jest szybszy. Z wolno stojących drzew uzyskujemy  zatem trochę więcej drewna, jest ono jednak zwykle gorszej jakości.

Jakie korzyści nad uprawą drzew w lesie niesie ze sobą hodowla drzew w systemie agroleśniczym?
Dwie główne korzyści w posiadaniu systemu agroleśniczego to:
  • Nie zamrażamy kapitału (ziemi) na kilkadziesiąt lat. W trakcie gdy drzewa rosną można na tym samym terenie np. wypasać zwierzęta, pozyskiwać siano, uprawiać zboże w międzyrzędach drzew, hodować cieniolubne zioła lub grzyby... Jest to zatem sposób na zwiększenie zadrzewienia kraju nawet bez państwowych dotacji.
  • Drzewa z racji mniejszej konkurencji rosną szybciej. Przykładowo wg. "Temperate Agroforestry Systems" orzech czarny w systemie agroleśniczym osiąga wiek rębny w wieku 30-50 lat a nie minimum 80 lat jak to jest na standardowej plantacji tego drzewa. Korzyść finansową z posadzenia drzew mogą zatem osiągnąć nawet osoby, które te drzewa sadziły  a nie dopiero ich dzieci czy wnuki. Hektar albo dwa takiego systemu agroleśniczego stanowić może obok dobrze odchowanych dzieci ;) prawdziwe zabezpieczenie emerytalne - nie to co piramidki finansowe typu ZUS czy OFE.
Czy w systemie agroleśniczym można produkować drewno wysokiej jakości?
Tak, należy jednak odpowiednio drzewa prowadzić (przycinać). Zwykle polega to na usuwaniu piłą dolnych gałęzi oraz dbaniu by drzewa nie miały różnych wad. Koniecznie trzeba pamiętać o zasadzie, że podczas jednego zabiegu nie usuwa się więcej niż 30% korony drzewa. Najlepiej drzewa przycinać w okresie spoczynku - w Polsce oznaczać to będzie zimę, w ciepłym i suchym klimacie (np. Włochy, Grecja, Kalifornia) latem czy może dokładniej mówiąc w czasie pory suchej.

Osobom myślącym poważniej o produkcji wysokiej jakości drewna konstrukcyjnego w systemie agroleśniczym polecam obejrzenie 10 minutowego filmu autorstwa Darrena Doherty - specjalisty od projektowania Keyline.

czwartek, 26 sierpnia 2010

Czym jest ściółkowanie, jaki obszar wokół drzewka wyściółkować i czy lepiej jest ściółkować czy posadzić rośliny okrywowe?

Dostałem ostatnio od jednej z Czytelniczek bloga pytanie na maila. Myślę, że odpowiedź na nie może być tematem na całkiem ciekawy wpis.

Panie Wojciechu, chcemy na naszej działce o powierzchni 1,16 ha posadzić na jesień kilkanaście drzewek owocowych. Niestety nie mamy wystarczającej ilości słomy by wyściółkować całą działkę. Dodam jeszcze tylko, że w miejscu w którym będziemy sadzić drzewka mamy glebę piaszczystą V i VI klasy. W związku z tym mam dwa pytania:
  • Czy lepiej jest ziemię wokół drzewka wyściółkować czy lepiej jest pozwolić rosnąć dookoła drzewka roślinom wspierającym?
  • Jaka powierzchnię wokół drzewka owocowego należy wyściółkować?
Będę wdzięczna za odpowiedź.
Pozdrawiam Hania*
*Lekko przeredagowałem i skróciłem list Pani Hani
By Czytelnicy mogli lepiej zrozumieć odpowiedź, którą udzieliłem Pani Hani najpierw napiszę parę słów o ściółkach i dlaczego w ogóle się ściółkuje glebę.

Co to  jest ściółkowanie?

Ściółkowanie to nic innego jak stosowanie jakiegoś materiału w celu przykrycia gleby. Inna nazwa na ściółkowanie to mulczowanie lub (z angielska ;) mulchowanie.

Po co ściółkuje się glebę?
Zapewne powodów dla których ściółkuje się glebę jest tyle ile ogrodników, przedstawię jednak te najpopularniejsze:

  • ograniczenie wzrostu chwastów
  • zagłuszenie chwastów
  • ograniczenie wyparowania wody z gleby
  • zwiększanie poziomu materii organicznej w glebie (tylko ściółki pochodzenia organicznego)
  • zwiększenie poziomu minerałów w glebie (głównie ściółki z mączek skalnych)
  • zwiększenie żyzności gleby (ściółki pochodzenia naturalnego)
  • chęć posiadania grzybów jadalnych w ogrodzie
  • estetyka
Ściółkowanie zatem to bardzo przydatna technika. Ich działanie jest kompleksowe - działają na wielu poziomach.

Dlaczego ściółkowanie jest korzystne dla roślin?
Ściółka tworzy swego rodzaju warstwę izolacyjną przed słońcem - dzięki temu powierzchnia gleby tak szybko nie oddaje wody. Gdyby jednak powierzchnia gleby wyschła siły kapilarne podciągałyby wodę z głębszych poziomów gleby co sprawiłoby, że ilość wody dostępnej roślinom znacznie by się zmniejszyła. Uwzględniając fakt, że na większości obszaru Polski opady deszczu są niewystarczające dla optymalnego plonowania większości rośli, jest to istotny czynnik wpływający na szybkość i tempo wzrostu roślin.

Drugi sposób w jaki ściółka przyczynia się do lepszego plonowania roślin to ograniczenie ilości chwastów. Mimo, że większość chwastów to dynamiczne akumulatory i są w sadzie czy ogrodzie na dłuższą metę przydatne, to ich nadmierny wzrost przyczynia się do ograniczenia wzrostu roślin i w konsekwencji plonów. Przyczyną tego zjawiska jest zmniejszenie dostępnej ilości wody oraz łatwo przyswajalnych minerałów dla roślin "produktywnych". Przykładowo bujnie rosnący mniszek lekarski na 1 ha sadu posiada w swojej biomasie około 64kg azotu. To około 1/2 rocznego nawożenia azotem stosowanego w komercyjnych sadach jabłoniowych. Jeśli ten azot będzie w okresie od marca - czerwca niedostępny dla roślin "produktywnych" (czyli nie będzie w glebie w łatwo dostępnej dla pożądanych przez nas roślin formie a będzie w tkankach mniszka) to tempo wzrostu wegetatywnego (gałęzi i liści) młodych jabłoni obniży się.

Kolejną korzyścią ze stosowania ściółek, tym razem dotyczy to mulczy organicznych (pochodzących od żywych składników przyrody i posiadających w swoim składzie węgiel np. wióry czy słoma) jest zwiększenie poziomu materii organicznej w glebie. Ściółkowanie to po prostu najlepszy sposób na zrobienie tego w szybki sposób na małej powierzchni.

Jeśli do ściółkowania użyjemy różnego rodzaju tłucznia lub grysu bazaltowego to powoli uwalniane z niego mikroelementy zasilą glebę w potrzebne roślinom do prawidłowego wzrostu składniki.


To drzewko owocowe skorzystałoby bardzo na ograniczeniu konkurencji wokół niego. Ścięcie większości roślin wokół niego, wyściółkowanie kartonem i słomą pomogłoby bardzo w jego wzroście.

Jaki obszar wokół drzew i krzewów owocowych należy ściółkować?
Obszar wokół drzewa czy krzewu, który musimy wyściółkować zależy od gleby w jakiej sadzimy nasze drzewa. Skoro celem ściółkowania jest zapobieżenie wyparowaniu wody ze strefy korzeni roślin musimy wiedzieć jak daleko sięgają korzenie roślin. W glebach ciężkich i tych bardziej żyznych korzenie drzew sięgają zwykle do około 1,5 raza promienia korony. Przekładając to na konkretny przypadek... Jeśli sadzimy drzewko o promieniu  korony 0,5m (dość spore drzewko) to dobrze jest wyściółkować glebę wokół drzewka w promieniu 0,75 m. Na glebach lżejszych (piaszczystych) i mniej żyznych lepiej korzenie roślin sięgają nawet od 3 do 7 razy promienia korony! Teoretycznie zatem dobrze byłoby drzewko z poprzedniego przykładu wyściółkować w promieniu około 1,5 m.


Dlaczego drzewa i krzewy owocowe na glebach piaszczystych trzeba mocniej ściółkować?

Drzewa i krzewy na glebach lekkich wymagają więcej ściółkowania gdyż ich system korzeniowy jest rozleglejszy. Jest on taki ponieważ gleby lekkie gorzej "trzymają" wodę i substancje mineralne niż gleby cięższe. Rośliny muszą zatem więcej energii zainwestować w budowę rozległego systemu korzeniowego by zrekompensować sobie to, że rosną na gorszym stanowisku. Dzięki takiemu rozległemu ściółkowaniu stworzymy korzystne warunki do rozwoju grzybów mikoryzowych - niezwykle ważnym sprzymierzeńcom ogrodnika ekologicznego na słabych glebach.
Kukurydza uprawiana bezorkowo.
Czy drzewa owocowe zawsze muszą być ściółkowane?
Generalnie nie. Zresztą na ściółkowanie dwudziestoletniego orzecha włoskiego, kasztana jadalnego lub jabłoni na siewce antonówce wymagałoby posiadania niezwykle dużej ilości materiału na ściółkę. Ściółka jest najbardziej pożądana w pierwszych kilku latach życia drzewa. Z czasem drzewa będą wytwarzać swoją własną ściółkę. Starszym i większym osobnikom trawa i chwasty aż tak bardzo nie szkodzą, choć zawsze ograniczają w jakimś stopniu plony owoców/orzechów.

Zatem odpowiadając na pytanie czy lepiej jest ściółkować czy pozwolić rosnąć roślinom wspierającym muszę udzielić wymijającej odpowiedzi: to zależy. Od bardzo wielu czynników. Przykładowo jeśli naszym celem jest uzyskiwanie wysokich plonów z danego obszaru (nie tylko roślin) i mieć pewność jakiś "plonów", to możemy chcieć mieć niektóre chwasty. Rosnący w sadzie czy leśnym ogrodzie mniszek lekarski czy perz może być wartościową i wysoce pożądaną paszą dla zwierzą a nie jakimś chwastem. A że obniży to trochę tempo wzrostu drzewek owocowych? No cóż... bezpieczeństwo, zdrowie i różnorodność "kosztują".

Z czasem, gdy drzewka i krzewy już trochę podrosną można dodać więcej roślin, które będą teoretycznie konkurować z dojrzałymi drzewami i krzewami. Dzięki temu, ze stworzymy gildie roślinne leśny ogród będzie bardziej przypominał naturalny ekosystem.

Mam nadzieję, że ten wpis choć trochę pozwolił zrozumieć tę dość niejednoznaczną i skomplikowaną kwestię.


A Ty co o tym myślisz?

niedziela, 22 sierpnia 2010

Uprawa ogrodu na wzór Indian.

Niektóre plemiona i państwa Indian zarówno północnoamerykańskich jak i tych z Ameryki Południowej miało specyficzne podejście do uprawy ziemi. Właściwie to według europejskich standardów wiele plemion Indian ziemi nie uprawiali - między innymi dlatego zwani byli przez białych dzikusami, bo jakże to można być cywilizowanym nie uprawiając ziemi?

Podejście Indian charakteryzowało się poprawianiem warunków wzrostu przydatnym im (pośrednio lub bezpośrednio) dziko rosnącym roślinom.  W ten sposób zarządzane były całe ekosystemy...

W tym wpisie będę zbiorczo mieszkańców obu Ameryk nazywał Indianami, "trochę" rzecz upraszczając ponieważ różnice w rozwoju cywilizacyjnym między poszczególnymi państwami i plemionami były ogromne. Podobnie jak dzisiaj Europejczycy (w sensie mieszkańcy Europy a nie miłośnicy Unii Europejskiej ;) wykazują różny poziom rozwoju cywilizacyjnego. Japiszon z Londynu jak i chłop z mołdawskiej wsi "zabitej dechami" to dwie współcześnie występujące skrajności. W niektórych rejonach Nowego Świata rozwinięte było również typowe rolnictw.

Co szczególnego robili Indianie co odróżniało ich sposób "uprawy" ziemi od europejskiego?

Wiele ludów nie uprawiało ziemi w tradycyjnym tego słowa znaczeniu (nie orali itp.) tylko poprawiało warunki życia produktywnych roślinom. Jak tego dokonywali?
Zwiększali np. dostęp do światła dla roślin owocowych, orzechowych czy dających bulwy jeśli te tego wymagały. Zwykle dokonywali tego poprzez usunięcie roślin nieproduktywnych czy takich, które nie dawały im bezpośrednio korzyści.

Zdjęcie zaniedbanej gildii roślinnej przed.

Zdjęcie tej samej gildii po "odchwaszczeniu" i rzuceniu chwastów jako ściółkę na ziemię.
Kolejnym sposobem w jaki Indianie zarządzali ziemią jest poprawa warunków wodnych dla produktywnych roślin. Zwykle robili to poprzez usypywanie drobnych wałów ziemnych lub układaniu gałęzi czy pni drzew w ten sposób, że spowalniany zostawał spływ powierzchniowy wody. Na podobnej zasadzie jak

Indianie w wielu miejscach wypalali w odpowiednim czasie (zwykle na początku pory suchej) podszyt w lesie. Sprawiało to, że pożar dotykał tylko podszyt i runo leśne a nie niszczył drzew. Po takim pożarze odrastała bujnie roślinność, co zapewniało wysokiej jakości paszę dla "jedzenia jedzenia" czyli wszelkiej maści jeleniom, łosiom, dzikom... Młode rośliny są bardziej pożywne, zawierają chociażby dużo więcej białka niż te stare, zdrewniałe. Oprócz tego, że stwarzali w ten sposób środowisko dobre dla dziczyzny to jeszcze łatwiej było im polować, gdyż nie musieli przedzierać się przez cierniste zarośla.Czerwonoskórzy robili zatem coś w rodzaju ekstensywnie (niskonakładowo) zarządzanych leśnych pastwisk dla dzikich zwierząt.

W jaki sposób można wykorzystać wiedzę o indiańskim zarządzaniu ziemią we współczesnym świecie?
Rdzenni mieszkańcy obu Ameryk stosowali rożne techniki i metody, które były stosunkowo mało czasochłonne a dawały przyzwoite efekty. My również możemy nauczyć się czerpać z ich wiedzy. Większość z tych sposobów nadaje się raczej do permakulturowej strefy 3 i 4. Przykładowo jeśli w lesie rosną dzikie maliny a wiemy, że maliny obradzają najlepiej na zeszłorocznych pędach, to po owocowaniu w lipcu-sierpniu można je przyciąć - w przyszłym roku będą owocować dużo lepiej. Podobnie można przycinać opuszczone, zdziczałe jabłonie, grusze... Sam zacząłem się tak opiekować kilkunastoma drzewami i nieokreśloną liczbą krzewów w mojej okolicy  (3 orzechy włoskie, z 5 mirabelek, 7 jabłoni, 3 grusze i z 6 wiśni/czereśni.)
Kolejną korzyścią z dbania o dzikie drzewka, to zdobycie doświadczenia w przycinaniu. Lepiej ćwiczyć jest na darmowym materiale, niż zdobywać wiedzę kosztem zdrowia drogich drzewek owocowych.

Indianie również wycinali drzewa i krzewy, które zagłuszały rośliny produktywne. Warto ścinki, gałęzie z takiej przycinki rzucić pod drzewo produktywne - dzięki temu poza zmniejszeniu konkurencji ze strony silniejszego, "bezużytecznego" drzewa czy krzewu dostarczymy roślinie trochę substancji odżywczych a grzybom mikoryzowym dobrego pokarmu i środowiska.

Można zatem powiedzieć, że rdzenni mieszkańcy obu Ameryk zarządzali sukcesją ekologiczną - na swoją, zwierząt i natury korzyść.


Na koniec ładna, wpadająca w ucho piosenka :)

czwartek, 19 sierpnia 2010

O krowie żywicielce, świniach i aminokwasach

Mimo, że wpis jest w gruncie rzeczy o krowach najpierw zacznę od świń i małego przypomnienia z dziedziny biologii. :)

Czego świnie potrzebują do wydajnego wzrostu?
Organizmy zwierzęce by rosnąć potrzebują materiału budulcowego - białka. Właściwie to niedokładnie się wyraziłem - zwierzęta (i ludzie) potrzebują nie białka, a substancji z których to białko jest zbudowane - aminokwasów. Część z tych tych aminokwasów ludzie i zwierzęta są w stanie "wyprodukować" we własnym zakresie. Te aminokwasy nazywamy endogennymi. Ciało człowieka i świni wytwarza je głównie z węglowodanów i innych aminokwasów.

Taką muskulaturę trudno osiągnąć w naturalny sposób przyjmując nawet najlepszy zestaw aminokwasów. Umieszczenie tej fotografii w części wpisu o świniach to całkowity zbieg okoliczności ;)

Aminokwasy, których ludzie i świnie nie są w stanie syntetyzować (wytwarzać we własnym organizmie) nazywamy aminokwasami egzogennymi.
Aminokwasy egzogenne:
  1. fenyloalanina (phenylalanine, Phe)
  2. izoleucyna (isoleucine, Ile)
  3. leucyna (leucine, Leu)
  4. lizyna (lysine, Lys)
  5. metionina (methionine, Met)
  6. treonina (threonine, Thr)
  7. tryptofan (tryptophan, Trp)
  8. walina (valine, Val)
U dziecka należy jeszcze wymienić dwa aminokwasy:
  1. histydyna (histidine, His)
  2. arginina (arginine, Arg)

Jeśli nie będziemy dostarczać ich naszemu organizmowi możemy nabawić się rożnych, nieprzyjemnych chorób i symptomów zaczynając od zawału mięśnia sercowego (serce nie będzie miało odpowiednich aminokwasów by się regenerować) na wypadaniu włosów i depresji kończąc... W cywilizowanym świecie ludziom niedobór tych aminokwasów nie grozi, chyba, że są na dietach w których ilość białka jest zbyt mała, jakość tego białka (zawartość aminokwasów egzogennych jest nieodpowiednia) lub dany człowiek ma jakieś inne problemy zdrowotne związane z trawieniem i przyswajaniem białka.


Bieszczadzka krowa uzupełniająca swą dietę w liście i gałęzie krzewu.
U świń jest podobnie, jednak uwzględniając, że żywot przeciętnej świni jest krótszy jakieś 70-140 razy niż żywot człowieka problemów z niedoborem białka aż tak nie widać... Czy może widać, ale objawia się to zwiększoną ilością tłuszczu w ogólnej wadze świni i pogorszeniem współczynnika konwersji paszy (ile kg jedzenia musi świnia spożyć by przybrać kg na wadze). Jeśli w paszy świń brakuje chociażby jednego z aminokwasów egzogennych do tego by zostało wytworzone białko strukturalne (np. mięśnie) to większość paszy zostanie przetworzona na tłuszcz (słoninę). Oczywiście nie ma w tym nic złego jeśli produkujemy świnie na swoje potrzeby - słonina od świń z wypasu pastwiskowego to tradycyjny, zdrowy tłuszcz używany przez naszych przodków od wieków. Jednak jeśli produkujemy świnie na skalę komercyjną, to duża ilość słoniny nie jest pożądana. Po pierwsze spada tzw. mięsność świni co obniża cenę mięsa w skupie. Jako konsumenci wiemy, że słonina kosztuje około 1-3 zł za 1kg a 1 kg "mięsa" około 12 zł i więcej. Jeśli dodać do tego, że wytworzenie tłuszczu u świni jest bardziej kosztowne niż "mięsa" to wiemy już dlaczego komercyjni hodowcy unikają otłuszczenia świni jak ognia.Wynika to z tego, że  tłuszcz zawiera 9kcal na g a białko zawiera 4kcal na g. Co więcej pasze zawierające dużo białka są dużo droższe niż te węglowodanowe a ich kaloryczność jest przecież taka sama. Hodowca na otłuszczonej świni traci zatem potrójnie...

W przypadku aminokwasów egzogennych wszystkie potrzebne są naraz - jeśli będzie brakować choćby jednego, białko z pokarmu nie zostanie wykorzystane efektywnie. Starszej daty podręczniki do biologii, dietetyki czy hodowli zwierząt dzielą białko na pełnowartościowe (zwierzęce) i niepełnowartościowe (roślinne). Z tymi aminokwasami jest jak z drewnianą beczką do przetrzymywania wody. Może być w 99% "sprawna" ale jeśli będzie brakować jednej, wąskiej deski cała konstrukcja nie spełni powierzonego jej zdania. Wartość białka będzie liczona do najmniejszego wspólnego mianownika - do tego aminokwasu egzogennego, którego brakuje. Dalej porównując aminokwasy do beczki... Woda może być magazynowana tylko do poziomu najniższej dziury w tejże beczce. Nie jest istotne, że beczka ma pojemność 500 l (dostarczamy dużej ilości białka w ogóle) co natomiast jest ważne, to jak nisko jest najniższa dziura (którego aminokwasu egzogennego świni brakuje).

Jeśli chcemy hodować świnie na pastwisku, to zwykle te aminokwasy, które są czynnikiem ograniczającym wzrost świń (bo brakuje ich w runi pastwiskowej) to: lizyna, metionina, treonina i tryptofan. Teoretycznie można by suplementować żywiąc świnie śrutą rzepakową lub soją, jednak ich sposób produkcji pozostawia wiele do życzenia jeżeli chodzi o wartość odżywczą tych dwóch roślin.

Krowa - potencjalne źródło wartościowej paszy dla świń
Co mają te wszystkie wywody o aminokwasach i świniach mają do krów?
Krowy mogą dostarczyć w bardzo dużych ilościach brakujących świniom aminokwasów oraz dostarczyć lekkostrawnego pokarmu.

We wpisie o drogich świniach wspomniałem o tym jak hodowane są świnie na szynkę parmeńską - mają dostęp do pastwiska oraz dostają kasztany jadalne oraz serwatkę. Zapewnia im to pełnowartościową paszę a oprócz tego smak uznawany przez znawców za wyborny, bardzo słodki.

Zapewne Czytelnikom powoli krystalizuje się już pewien obraz. Krowa daje mleko, z mleka człowiek robi sobie masło i sery. Resztki z produkcji (maślankę i serwatkę) daje się świniom do zjedzenia - stanowi to pełnowartościową paszę - nie potrzeba już soi GMO...

Jedna krowa może dostarczać kilkadziesiąt kilogramów paszy dla świń dziennie.
Wbrew pozorom mleko, maślanka i serwatka nie są jedynym pożywienie dla świń, którego może dostarczać krowa. Inne potencjalne źródło jadła dla tych świńskich wszystkożerców to... krowie odchody.

Co dzieje się z roślinami, które krowa spożyje?
Z pokarmem połkniętym przez krowy dzieje się wiele ciekawych rzeczy. Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że dla krów rośliny nie są bezpośrednim źródłem pożywienia - by zwiększyć wartość odżywczą swej paszy krowy wykorzystują pośredników - bakterie. Krowy poprzez żucie roślin zwiększają powierzchnię na którą mogą działać bakterie. Te bakterie trawią pokarm roślinny po czym się rozmnażają. Następnie krowa zjada wstępnie przetrawiony pokarm roślinny wraz z wszystkimi bakteriami. Krowa (a raczej rolnik ją żywiący) w przeciwieństwie do świni nie musi się martwić o to by konsumowała ona jakieś aminokwasy egzogenne. Wystarczy, że będzie przyjmować odpowiednią ilość białka, włókna oraz węglowodanów. Właściwie to krowa nie musi nawet spożywać dużej ilości białka - częścią pożywienia, które bakterie w jej żołądkach są w stanie przerobić na białko może być mocznik (źródło azotu dla bakterii do produkcji białka). Znane są przypadki w których dużą część diety krowy stanowiły trociny, mocznik (źródło azotu do syntezy białka przez bakterie) oraz lizawka melasowo-mikroelementowa. Taka dieta (mocznikowo-trocinowo-melasowa) wpływa jednak negatywnie na zdrowie krowy, smak mięsa i mleka.

Dlaczego krowa może spożywać żywność niezawierającą wszystkich aminokwasów egzogennych?
Ponieważ krowa stwarza w swoim żołądku warunki do rozwoju bakterii, których pożywienie może nie zawierać kompletu aminokwasów. Te bakterie są w stanie jednak wytwarzać wszystkie aminokwasy egzogenne. Gdy te się namnożą krowa po prostu je "zjada" przenosząc treść pokarmową do następnego żołądka.

Krowie odchody stanowią cenną choć tanią paszę dla świń.

Dlaczego odchody krowy mogą stanowić paszę dla świń?
Świnie są zwierzętami wszystkożernymi. Natura dała im zadanie bycia czyścicielem środowiska. Oprócz tego, że jedzą roślin i zwierzęta, to świnie spożywają z wielkim uznaniem odchody innych zwierząt. Krowi obornik składa się w sporej części z niestrawionych części roślin oraz z bakterii. Te ostatnie zaś tak jak już wcześniej wspomniałem zawierają wszystkie aminokwasy egzogenne. Mogą zatem stanowić cenny "koncentrat paszowy". Dodatkowo jeśli krowy(czy konie) żywione są ziarnem, to część ziarna przechodzi przez przewód pokarmowy krów właściwie niestrawiona. W normalnych warunkach tego typu produkt by się zmarnował.

Korzyści ze stosowania odchodów krowich w żywieniu świń.
Pierwszą, dość oczywistą korzyścią jest stosowanie odchodów krowich jako źródło energii dla świni, drugie to wspomniane wcześniej białko i aminokwasy egzogenne. Trzecią korzyścią żywienia świń odchodami krów to dostarczanie im mikroelementów oraz witamin, głównie z grupy B (również B12).

Jaki procent świńskiej diety mogą stanowić odchody krów?

FAO (agencja ONZ zajmująca się wyżywieniem i rolnictwem) opublikowała dane o eksperymencie przeprowadzonym na Mauritiusie w 1976 r. w którym świnie karmione były w 40% krowimi odchodami w 40% melasą i w 20% komercyjną mieszanką paszową. Świnie na takiej mieszance co prawda rosły wolniej niż w grupie kontrolnej, ale  hodowcy i tak osiągnęli dobre wyniki ekonomiczne z powodu niskiej ceny takiej mieszanki...
.
W zależności od kilku czynników:
  • wieku i diety krowy
  • jaką części diety świń mają stanowić odchody
  • wieku świń 
Jedna krowa może dostarczać pokarmu w formie odchodów dla od 3 do 17 świń.

Jak zintegrować możliwość odżywiania się świń odchodami krów w szerszym systemie permakulturowym?
Jeśli chcemy hodować świnie i krowy na permakulturową modłę mogę zasugerować tego typu rozwiązanie.
W pierwszym dniu na pastwisku wypasana jest krowa/krowy. Na drugi dzień na pastwisko wchodzą świnie - będą jadły korzonki i część runi pastwiskowej. Trzeciego dnia można na daną kwaterę pastwiska wysłać kury - zjedzą one sporą cześć pasożytów występujących w odchodach świń i kur. Dodatkowo rozgrzebią je czym przyspieszą ich rozkład i dostarczenie zawartych w nich substancji roślinom. W ten sposób wykorzystywane jest wiedza dotycząca holistycznego wypasu zwierzą dzięki czemu nie dojdzie do nadmiernego wypasu roślin na pastwisku oraz ilość niedojadów będzie mała.
Samo pastwisko może być np. rzadkim lasem pastwiskowym na którym rosną orzechy włoskie, kasztany hybrydowe lub drzewka owocowe czy inne drzewa paszowe. Ten system agroleśniczy powinien być osłonięty od wiatru odpowiednio wysokim i gęstym żywopłotem.


Czy w ten sposób można utuczyć świnię bez zakupu paszy z zewnątrz?
W chwili obecnej trudno powiedzieć czy samo pastwisko + odchody krowie są w stanie zapewnić pełnię wyżywienia dla świń. Jestem skłonny przypuszczać, że jeśli dodamy do diety tych zwierząt orzechy włoskie i kasztany hybrydowe to świnie będą rosły całkiem przyzwoicie a my będziemy mogli cieszyć się tym, że wiemy co jadło nasze jedzenie. Jeśli sprzedajemy tak żywione świnie warto względem klientów podkreślać np. fakt, że nie były żywione koncentratami paszowymi (jeśli to prawda) lub soją GMO. Stanowi to zatem alternatywny do posiadania certyfikatu ekologicznego sposób na wytworzenie wartości dodanej w gospodarstwie.

Dla nas koński kał to odchody - dla świni smaczne i odżywcze śniadanie/obiad/kolacja ;)
Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii
Czy świnie można karmić odchodami innych zwierząt roślinożernych?
Tak, świnie można karmić odchodami innych zwierząt roślinożernych np. takich jak koni, kóz, królików... Bardzo dobrym źródłem żywności dla świń są odchody końskie, gdyż konie trawią mniej wydajnie niż krowy, więc "końskie jabłka" zawierają więcej nasion itp. bardziej  kalorycznych elementów paszy. Oczywiście mniej wydajne z naszego punktu widzenia - konie przetrwały do naszych czasów i mają się całkiem nieźle. One zatem z tą "niewydajnością" radzą sobie całkiem nieźle.

niedziela, 15 sierpnia 2010

Permakultura i woda cz.4 - jak szerokie powinny być swale i w jakiej odległości od siebie należy je kopać?

Dla przypomnienia swale to rów wykopany na warstwicy. Innymi słowy to rów wykopany dokładnie w poprzek spadku terenu (stoku). By swale był wykopany równo wykorzystuje się nawet poziomice (np. wodne i/lub laserowe).

Swale to struktura ziemna mająca na celu spowolnić spływ powierzchniowy wody. No ale ile właściwie tych rowów nam trzeba? Skoro wiemy już jakie dokładnie zadanie ma taki swale pełnić możemy przystąpić do ustalania wytycznych i obliczeń.

Jeżeli chcemy zatrzymać spływ powierzchniowy wody to musimy wiedzieć ile wody może z danej powierzchni spłynąć. Ile procent wody spływa z danego terenu:

  • Wybetonowana/wyasfaltowana powierzchnia 80-90%
  • Goła gleba 20 -75% (średnia to 35-55%)
  • Trawnik/obszary trawiaste 5-35% średnia 10-25%
  • Rdzenna preria amerykańska 6%
  • Las 15%

Zatem można się spodziewać, że z każdych 600 litrów wody spadających na m2 (średnia opadów dla Polski) około 150 litrów spłynie z naszego trawnika a około 500 litrów jeśli dany teren jest wybrukowany.

Ile wody może pomieścić swale?
To oczywiście zależy od jego wielkości. Zwykle swale mają kształt trapezu. Wzór na objętość swale to  to (a+b)*h*0,5 - to powierzchnia przekroju swale (trapezu). Następnie daną wielkość mnoży się razy długość swale. Najłatwiej jest operować w metrach...

Przykładowy swale o szerokości podstaw (1,5 m + 0,5 m) * 0,5 * 0,5 m . Po obliczeniach wychodzi, że metr bieżący takiego swale będzie w stanie zmagazynować około 0,5m3 wody. m3 wody to jest 500 litrów. Do to ilość wody zmagazynowana przez sam swale. Dodatkową ilość wody (choć mniejsze) może zmagazynować wał powstały z ziemi, którą wykopaliśmy...


Graficzne przedstawienie przekroju poprzecznego swalea.
Wcześniej wspomniałem już, że w tym rowie woda nie ma stać ciągle - on ma przechwycić i zatrzymać wodę, która spływa... Ostatnio w czasie tragicznych nawałnic spadło nawet 190mm deszczu w ciągu 24 godzin (niemal 1/3 średniej rocznej!). Zatem opisany wcześniej swale byłby w stanie zebrać całą wodę z około 10 metrów powyżej niego. W praktyce ilość przechwyconego przez niego wody byłaby większa, gdyż ta ilość wody spadłą w ciągu 24 godzin a nie minuty. Część wody znajdującej się w swaleu zdążyłaby wsiąknąć w głąb gleby dostarczający nowych możliwości przechwytywania wody.

Co jaką odległość kopać swale?
W zależności od klimatu swale kopie się co 10 - 20 szerokości samego swale. W klimatach umiarkowanych* można kopać co 20 szerokości w klimatach z deszczami monsunowymi lepiej co 10.
Jeśli swale jest węższy powiedzmy na szerokość szpadla (około 20 cm) to taki swale dobrze jest kopać co 2 - 4 metrów. Bardzo istotna jest również ilość materii organicznej w glebie - im jej więcej tym swale można kopać w większej odległości od siebie. Wynika to z tego, że materia organiczna ma spore właściwości sorpcyjne.

Wyściółkowana morela posadzona poniżej malego swale'a (szerokiego na jeden szpadel).

Kolejną sprawą jest kwestia czy możliwe i opłacalne jest przechwycenie całej wody, która spadanie na nasza posesję? Możliwe tak, opłacalne.. raczej nie. Kto zagwarantuje, że za 3 lata nie będzie nawałnicy tysiąclecia i nie spadnie 300 mm wody w ciągu 24h? Czy mam się przygotować na to? Owszem można, to kwestia tylko ceny. Lepiej jednak być gotowym na to by nasze swale były w stanie przyjąć wodę z maksymalnych opadów, które wystąpiły na danym terenie w ciągu ostatnich 100 lat. Resztę wody niech przechwyci materia organiczna w glebie, bo możliwości są duże.

Na koniec parę linków:
Ciekawe badanie wskazujące, że to nie wiek lasu (przynajmniej w przypadku młodych lasów) a zawartość materii organicznej w glebie wpływa na wielkość spływu powierzchniowego.Drugie badanie dowodzące, że w 95-100letnim lesie świerkowym spływ powierzchniowy jest mniejszy niż w świeżo wyciętym lesie, ale większy niż w 45 lesie.

Te dwa badania potwierdzają moje wcześniejsze przypuszczenia - widne lasy (z dobrze rozwiniętym podszytem) są lepsze w retencjonowaniu wody niż te o gorzej rozwiniętym. najprawdopodobniej oznacza to, że dobrze zaprojektowane systemy agroleśnicze mogą być w tym wydajniejsze niż naturalne lasy!
*Nasz umiarkowany klimat ostatnimi czasy wcale tego umiarkowania jakoś nie ukazuje. :)

sobota, 24 lipca 2010

Wodny paradoks - susza po powodzi i jak temu zapobiegać?

Susza - jej konsekwencje.
Pogoda jak na lipiec jest dość upalna*. Co ciekawe da się zauważyć (przynajmniej we wschodniej Wielkopolsce) pierwsze objawy suszy. Sporo drzew, nawet tych dojrzałych jest jakby "przywiędnięta". Trzeba wiedzieć, że jeśli jesteśmy w stanie gołym okiem zobaczyć, że roślinom brakuje wody, to ich szybkość wzrostu czy plonowanie obniżyło się na długo zanim my to dostrzegliśmy. Przywiędnięte liście sprawiają, że powierzchnia liści , które są wystawione na działanie promieni słonecznych zmniejsza się. Oznacza to oczywiście, że proces fotosyntezy jest spowolniony, czyli "produkcja energii" potrzebnej roślinie do wzrostu, kwitnienie, produkcji słodkich i tłustych (np. orzechy) plonów spada. Rośliny ograniczają proces fotosyntezy, ponieważ do tego procesu jak pamiętamy ze szkoły podstawowej :) potrzebna jest min. woda.




6H2O + 6CO2 + hν (energia świetlna) → C6H12O6 + 6O2; ΔE -2872 kJ/mol (-687 kcal/mol)

Więdnięcie jest tylko jednym z wielu sposobów w jaki rośliny chronią się przed utratą wody. Na długo wcześniej zanim rośliny zaczynają więdnąć rośliny zamykają część aparatów szparkowych, którymi do liścia dostaje się życiodajny (dla roślin) dwutlenek węgla) - jeden z najważniejszych substratów do produkcji glukozy (cukrów).


W czasie suszy spada wydajność nienawadnianych pastwisk, sadów, lasów i ogrodów.

Wszystko to brzmi dość dziwnie, zważywszy na fakt, że jeszcze dwa miesiące temu mieliśmy zupełnie inny problem - powódź.
Przyczyna tych dwóch zjawisk jest bardzo zbliżona - niski poziom materii organicznej w glebie. Oczywiście, to nie od poziomu próchnicy w glebie zależy wysokość opadów, ale od wysokości próchnicy zależy już to, ile wody jest dostępnej dla roślin w czasie sezonu wegetacyjnego. Materia organiczna w glebie działa jak gąbka, która wychwytuje wodę w czasie gdy jest jej nadmiar i powoli oddaje ją roślinom w czasie gdy opadów nie ma. To "przechwytywanie wody" w czasie jej nadmiaru również przyczynia się do dobrostanu większości roślin - w przypadku gleby o słabym drenażu nie powstają kałuże. Długo stojące kałuże mogą powodować powstanie warunków beztlenowych w strefie korzeni - to sprawia, że korzenie drzew i krzewów owocowych zaczynają gnić. Dzięki wysokiemu poziomowi materii organicznej w glebie woda po pierwsze szybko wsiąka w glebę a po drugie dzięki siłom kapilarnym jest równomiernie "rozprowadzona" po całym profilu glebowym (całej głębokości gleby).
Wysoki poziom materii organicznej powoduje również lepsze podsiąkanie wody. Oznacza to, że roślinom o płytkim systemie korzeniowym łatwiej jest zaspokoić swoje potrzeby wodne. Ta cecha materii organicznej najważniejsza jest na glebach piaszczystych, które gorzej "przewodzą" wodę niż gleby cięższe. Gleby zbyt lekkie są zatem podwójnie "upośledzone" - po pierwsze gorzej trzymają wodę która trafia do niej z opadów (czy nawadniania) by następnie gorzej podsiąkały.

Obrazowo o co chodzi z tym całym "podsiąkaniem" tłumaczą poniższe fotografie.



Rolka papieru toaletowego włożona do miski w której poziom wody wynosił około 1 cm. Na tym zdjęciu widać jak materia organiczna (karton) przewodzi wodę. Kliknij w zdjęcie, żeby powiększyć.

Po kilku minutach siły kapilarne sprawiły, że woda podsiąknęła jeszcze wyżej. Po około godzinie od włożenia rolki do miski z wodą cała rolka była już mokra.


By woda skutecznie podsiąkała materia organiczna musi znajdować się dość głęboko. Nawet na głębokości 2 metrów. Oranie czy przekopywanie gleby na tą głębokość nie jest ani łatwe ani przyjemne ani ekonomicznie opłacalne (na dużą skalę). Jak zatem sprawić, że materia organiczna znajdzie się tam gdzie tego chcemy?

W tym miejscu warto zaznaczyć, że najżyźniejsze gleby wcale nie powstawały tam gdzie rósł las i w których materia organiczna była dostarczana "od góry" (poprzez opadające liście itp.) ale na obszarach gdzie materia organiczna była/jest dostarczana "od dołu" (poprzez zamierające na skutek zgryzania przez roślinożerców korzenie). Więcej na ten temat można przeczytać tutaj.

Jak zwiększyć poziom materii organicznej w glebie na dużej głębokości?
Należy użyć roślin o głębokim systemie korzeniowym i od czasu do czasu je przycinać. Określenie "od czasu do czasu" nie jest w tym przypadku zbyt trafne, gdyż jeśli chcemy zwiększyć poziom materii organicznej głęboko należy rośliny przycinać w momencie gdy osiągną największy możliwy wzrost wegetatywny (czyli w momencie gdy wytworzą najwięcej biomasy). Zwykle tą maksymalna biomasę  rośliny jednoroczne, zielne i trawy osiągają tuż przed kwitnieniem.

Jednym z najlepszych i najnaturalniejszych sposobów na dokonanie tego jest wykorzystanie zwierząt roślinożernych. Sposób ten szerzej opisany jest tutaj.

Osoby nie mające wystarczającej ilości miejsca by wypasać w ogrodzi stada krów ;) mogą przygotować glebę poprzez zastosowanie nawozów zielonych o głębokim systemie korzeniowym np. łubin, rzepak.

Innym sposobem, już bardziej trwałym jest zastosowanie wieloletnich dynamicznych akumulatorów i ich sukcesywne przycinanie. Jednym z najlepszych jest żywokost lekarski odmiany Bocking 14 (która charakteryzuje się lepszym wzrostem). Normalny żywokost jest niemal równie dobry choć trochę bardziej kłopotliwy, gdyż rozmnaża się również generatywnie (przez nasiona).

Podsumowując, żeby zapobiec suszy, mieć bardziej produktywny ogród czy pastwisko należy mieć lepszą glebę :). Słowo lepsza oznacza w wielu przypadkach głębszą i bogatszą w materię organiczną.

Zdjęcia dzięki uprzejmości Wikipedii.

*Tekst pisany był przed falą ulew jakie ponownie nawiedziły pierwszą stolicę Polski.  Nie zmienia to faktu, że niedobór wody zdążył spowodować obniżenie produktywności pól, sadów i  leśnych ogrodów.

niedziela, 6 czerwca 2010

Permakultura i leśne ogrody cz. 9 - gryzonie w ogrodzie.

Jedną z niewielu wad ściółkowania jest zwiększenie się populacji gryzoni, którym taka ściółka zapewnia idealne warunki do życia i rozmnażania się. Problem ten jest szczególnie dotkliwy w sadach czy leśnym ogrodzie, gdzie gryzonie są w stanie podgryźć korzenie drzew i krzewów owocowych do tego stopnia, że rośliny te zamrą. Mogą one zatem spowodować duże straty - zarówno pieniędzy jak i co nawet cenniejsze - czasu.


W tym angielskim leśnym ogrodzie problemu z gryzoniami nie ma, gdyż występuje w nim bogactwo rożnego rodzaju roślin, których korzenie gryzonie preferują nad korzenie produktywnych drzew i krzewów. Inna sprawa, że tam zimą rzadko kiedy śnieg mają :)

By problem ten rozwiązać należy naszego "wroga" zrozumieć. Konkretnie trzeba dowiedzieć się dlaczego korzenie drzew i krzewów są podjadane przez gryzonie?



Należy zrozumieć, że myszy, nornice, karczowniki nie robią szkód specjalnie, żeby nam na złość zrobić, tylko robią to głównie z głodu. Drugi potencjalny powód to potrzeba stępienia zębów, które gryzoniom rosną przez całe życie.

Zatem jeśli wyściółkujemy  tradycyjny sad to stworzymy gryzoniom dobre warunki do życia i rozmnażania, jednocześnie niszcząc wszelkie inne rośliny niż nasze produktywne rośliny uprawne. To sprawi, że jedynym źródłem żywności dla zwiększonej populacji gryzoni zimą staną się... korzenie drzew i krzewów. Tych posadzonych przez nas.

Jak można zatem temu zaradzić?


Trzeba dosadzić jakichś innych roślin. najlepiej takich, które gryzonie lubią - różnego rodzaju bulwy czy rośliny o grubych i wartościowych (z punktu widzenia gryzonia) korzeniach. Najlepiej by korzenie te miały lepsze wartości odżywcze niż korzenie drzew.

Oto kilka propozycji:

Warto wiedzieć, że te "chwasty" są zwykle dobrymi dynamicznymi akumulatorami - sprawiają, że z głębszych warstw gleby wydobywane są niedostępne dla drzew i krzewów owocowych minerałów. Kolejną korzyścią są ich potencjalne właściwości zdrowotne i kulinarne dla właściciela leśnego ogrodu - takie "chwasty" stanowią ważną część naturalnej apteczki pierwszej i późniejszej pomocy.

Inną taktyką "na gryzonie" jest sadzenie roślin odstraszających te szkodniki, takich jak:
  • bazylia - raczej w słonecznej części leśnego ogrodu
  • cebula, czosnek czy czosnek niedźwiedzi
  • mięta
Kolejną propozycją jest wypas w okresie jesiennym kur i świń w danym fragmencie leśnego ogrodu. W tym przypadku "szkodniki" zmieniają się w ceną, bogatą w białko paszę. Przy okazji takiego wypasu zwierzęta zjedzą również spady co sprawi, że i innych szkodników w następnym roku będzie mniej.

czwartek, 20 maja 2010

Mała erozja wodna - mały problem. Duża erozja wodna - powódź.


Tabela pokazuje zmianę pojemność wodnej (tylko) w górnych 30 cm gleby w związku ze zmianą poziomu węgla organicznego w glebie. 1% węgla organicznego w glebie, to około 1,7% materii organicznej w glebie. Przykładowo 1m2 gleby o zawartości 4 % węgla organicznego (czyli około 7% materii organicznej) ma zdolność do zatrzymywania dodatkowo 57 litrów wody w porównaniu do gleby, która materii organicznej praktycznie nie posiada. Opady, które przyczyniły się do powodzi to 110 litrów na 1 m2 w ciągu kilkunastu godzin.

Historia to taki wredny stwór, który lubi się powtarzać. Wzorem Pana Jacka autora bloga Boska Wola - postanowiłem pomóc sobie chińskim powiedzonkiem:
Jeśli nie zmienimy kierunku to najprawdopodobniej dojdziemy tam gdzie zmierzamy (moje tłumaczenie z angielskiego - chińskim nie władam): If we don't change our direction we're likely to end up where we're headed.
Wiele razy wspominałem na blogu o erozji wodnej. O tym, że jest bardzo niepożądanym zjawiskiem, gdyż przyczynia się do utraty żyzności gleby, później rośliny mają tej wody niedostatek itd. To co ostatnio spotkało Polskę jest niczym innym jak skutkiem erozji wodnej i małej pojemności wodnej gleb powyżej zalanych terenów. Mała pojemność wodna i duże opady na wielkim obszarze spowodowały, że spływ powierzchniowy wody był gwałtowny i niezwykle niszczycielski. Brzmi to może mało wyszukanie ale to jest istotą i przyczyną tej tragedii.

Nie pracowaliśmy na to tylko my, ale również pokolenia przed nami, które wycięły lasy i zagospodarowały teren w sposób, który sprawił, że pojemność wodna gleb zmniejszyła się. Pojemność wodna zmniejszyła się... z powodu erozji wodnej. Ta zaś powstała na skutek wycinania lasów i pozostawiania gleby bez okrywy roślinnej (np. poprzez oranie gleby).
To również brzmi banalnie - Prawda zwykle bywa prosta i banalna.

Jeśli chcemy zapobiec tego typu tragediom w przyszłości to MUSIMY ograniczyć spływ powierzchniowy wody oraz zwiększyć pojemność wodną naszych gleb - to najtańsze i najskuteczniejsze rozwiązanie. Właściwie receptą na ten problem byłoby przestrzeganie 8 zasad skutecznego zbierania deszczówki. Na skalę państwa czy nawet na skalę większą - przy współpracy z Czechami i Słowakami.

Jeśli rolnicy zwiększą pojemność wodną gleb górskich (które nawet przed wycięciem lasów i tak była bardzo słaba) będzie można ograniczyć spływ powierzchniowy wody. To zaś sprawi, że do rzek na krótką metę trafi mniej wody. Przepływ wody w rzekach i strumieniach w ciągu roku będzie bardziej wyrównany. W ten sposób zapobiegnie się zarówno powodziom jak i suszom.

Najmniejszą pojemność wodną oraz najszybszym spływem powierzchniowym charakteryzują się grunty orne dlatego najbardziej przyczyniające się do powodzi (i suszy). Trochę lepsze są sady, sporo lepsze są trwałe użytki zielone a najlepsze są widne lasy w których warstwa podszytu jest dobrze rozwinięta.

Wskazanym rozwiązaniem jest zadrzewienie obszarów górskich. Jeśli chcemy użytkować gospodarczo rejon z którego spływ powierzchniowy jest znaczny należy zmienić sposób użytkowania gruntu z gruntów ornych w system agroleśniczy typu sylwopasturalnego. Sylwopastoralizm to sposób użytkowania terenu w którym rosną drzewa oraz wypasane są zwierzęta (inna nazwa to las pastwiskowy). Jeśli zwierzęta są wypasane w odpowiedni sposób przyczyniają się one do zwiększenia poziomu materii organicznej w glebie. Ta zaś sprawia, że pojemność wodna gleby oraz współczynnik infiltracji wody się zwiększa.

Więcej wody, która pozostanie w glebie oraz która wsiąknie oznacza, że spływ powierzchniowy jest mniejszy. Mniejszy spływ powierzchniowy to mniejsza powódź lub brak.

Wielkie i drogie zbiorniki retencyjne powinny stanowić uzupełnienie małej (małe tamy, małe stawy i małe tamy) i najmniejszej retencji wodnej, czyli tej w glebie...

Podsumowując co można zrobić by ograniczyć powodzie? Oto krótka lista:

  1. Kopać swale. Na terenach o znacznych opadach deszczu w odległości nawet 10 razy szerokości swale'a
  2. Stosować oranie Keyline, by zwiększyć współczynnik infiltracji wody
  3. Stosować intensywny, holistyczny sposób wypasu zwierząt by szybko zwiększyć poziom materii organicznej w glebie (która sprawi, że gleba będzie magazynować dużo więcej wody)
  4. Sadzić drzewa i krzewy na poziomicach (warstwicach/izohipsach) - dokładnie w poprzek stoku. To również spowolni spływ powierzchniowy wody.
  5. Okrywa roślinna na 100% powierzchni gleby 100% czasu. Jeśli musisz uprawiać rośliny jednoroczne to stosuj uprawę bezorkową.
  6. Odpowiednio głosować, by politycy którzy uznają inwestycje w zapobieganie powodziom za zbędne zostali odsunięci od władzy.
  7. Możliwe, że należy wprowadzić subsydia rolnicze w zależności od poziomu materii organicznej w glebie?
Jakie rady można mieć dla ludzi, którzy mają działki w górach? Jeśli zobaczysz na swojej posiadłości spływ powierzchniowy wody z Twojego terenu postaraj się coś z tym zrobić - uznaj go za niedopuszczalny. To sposób użytkowania gruntów powyżej zalewanych terenów mają największy wpływ na powstawanie powodzi. Nikt właścicielom działek pewnie nie zapłaci, ale tego typu działanie i tak jest opłacalne ekonomicznie.

Wracając do chińskiego powiedzonka - dokąd zmierza rząd w kwestii ochrony przeciwpowodziowej. Jestem skłonny myśleć, że w kierunku najbliższych wyborów - "po nich choćby potop" :/ zdają się myśleć politycy PO.

Masz może jeszcze jakieś pomysły na to jak możemy sprawić, że nie będziemy zalewać "tych z dołu"?