Pokazywanie postów oznaczonych etykietą leśny ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą leśny ogród. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 października 2010

Leśny ogród cz.13 Jak zapobiegać chorobom drzew i krzewów owocowych?

Jednym z największych wyzwań dla każdego ogrodnika nie chcącego używać chemii w swoim ogrodzie są choroby roślin. Gryzonie, mszyce i inne szkodniki nie są zwykle aż tak trudne do zwalczenia jak niektóre wirusy, bakterie czy choroby grzybowe. Ich zwalczanie w sadzie konwencjonalnym nie nastręcza większych trudności, choć i to może być problemem w roku z niesprzyjającą pogodą (np. taką jak w tym). Jednemu z moich przyjaciół mimo ochrony chemicznej uschło większość śliw z powodu jakiejś choroby grzybowej albo wirusowej - (pamięć już nie ta co za młodu, więc nie pamiętam szczegółów ;).

Mączniak - jedna z wielu chorób grzybowych roślin. Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii.

Rolnicy konwencjonalni korzystając z wielu różnych środków chemicznych (np. fungicydów - środków grzybobójczych) radzą sobie z problemem chorób zwykle poprzez zniszczenie patogenu (czynnika chorobotwórczego).

O ile konwencjonalni sadownicy również stosują różne środki zapobiegawcze, to oni mogą zawsze polegać na środkach chemicznych. Zwykle również stosują rutynowe opryski zgodne z tzw. programami ochrony roślin - sady czy pola konwencjonalne opryskiwane są według pewnego harmonogramu (nawet gdy nie ma śladów danej choroby). Nie oceniam w tej chwili czy to dobrze czy źle (choć Czytelnicy pewnie mają w tej kwestii zdanie wyrobione) - tak po prostu jest.

Osoby chcące mieć ogród ekologiczny lub prowadzące komercyjną uprawę ekologiczną  nie dysponują jednak tak potężnymi a zwłaszcza szybko działającymi środkami chemicznymi i muszą radzić sobie z chorobami innymi sposobami.

Większość z nich polega na wzmocnieniu "odporności" roślin.

W pewnym zakresie sposoby, które stosują sadownicy i ogrodnicy konwencjonalni wykluczają się z tymi stosowanymi przez ekologicznych. Nie chodzi nawet o to, że ogrodnicy ekologiczni za bardzo nie powinni używać Roundup'u (herbicydu totalnego produkcji firmy Monsanto). Nie w tym rzecz również, że ogrodnicy konwencjonalni by nie chcieli stosować pewnych przydatnych praktyk, których używają niektórzy postępowi ogrodnicy ekologiczni. Nie jest tego przyczyną również to, że "konwencjonalni" są źli i sprawia im przyjemność zatruwanie ludzi i środowiska"chemią" i nawozami sztucznymi.
Po prostu sposób w jaki użytkują swoje sady/ogrody wyklucza stosowanie innych. Podobnie jak nie można zjeść ciastko i mieć ciastko (no chyba, że mamy dwa, ale taka sytuacja psuje założenie filozoficzne tego przysłowia :). Przykładowo stosowanie wszelkiego rodzaju fungicydów przeciwko chorobom grzybowym owoców uszkadza (a częściej nawet całkowicie niszczy) grzybnie pożytecznych (zazwyczaj) grzybów mikoryzowych. Drzewo czy krzew bez grzyba mikoryzowego traci "ochronę" (przed innymi grzybami i chorobami) jaką ten grzyb mikoryzowy mu w pewnym stopniu zapewniał - powoduje to więc jeszcze większą potrzebę stosowania  fungicydów w przyszłości...
Podobnie jest ze stosowaniem insektycydów do zwalczania szkodników - jeśli dokona się niektórych skutecznych oprysków na mszyce to giną również pasożytnicze osy, biedronki, złotooki i inne stworzenia, które żywią się (lub pasożytują) na mszycach. A jak już wcześniej pisałem drapieżniki nie są w stanie pokonać konsumentów pierwszego rzędu (w tym przypadku mszyce) w tempie rozmnażania.

Zatem co należy czyni, żeby w naszym leśnym ogrodzie czy na wzniesionej grządce nie było chorób? Co zrobić by mieć ogród bez chemii? Jak ten stan uzyskać najkrócej będzie używając starego, brytyjskiego  powiedzenia (w oryginale "nieeuropejscy" Brytyjczycy ciągle używają wstecznych jednostek imperialnych)

Dekagram zapobiegania wart jest więcej niż kilograma leczenia.
Truizmem będzie napisanie, że chorobom lepiej jest zapobiegać niż je leczyć. Mimo wszystko to napisałem ;) Często jednak zapominamy o tym, że zasada ta dotyczy również chorób roślin. Jak zatem zapobiegać chorobom roślin? Należy kierować się podanymi niżej wskazówkami (i pewnie kilkoma innymi o których nie napisałem):

Zadbaj o mikroelementy w glebie
Zarówno ludzie, zwierzęta jak i rośliny lepiej się mają gdy mają dostęp do wszystkich potrzebnych im mikroelementów. Niedobór żelaza w diecie ludzi będzie prowadził do anemii, niedobory cynku m.in. do wolniejszego gojenia się ran, pogorszenia kondycji włosów, paznokci i skóry. Jak myślicie, który człowiek przy innych czynnikach takich samych będzie bardziej podatny na choroby? Ten, który niedoborów nie posiada czy ten którego skóra jest w kiepskim stanie, sucha;  leży w szpitalu z powodu anemii i skarży się pielęgniarce, że pościel go przygniata?

W świecie roślin jest podobnie, z tym, że poszczególne pierwiastki i mikroelementy pełnią inne funkcje. Czy wiesz, że budowa chlorofilu (zielonego barwnika w roślinach, które umożliwia przeprowadzanie procesu fotosyntezy) jest niemal identyczna jak budowa hemoglobiny (substancji, która umożliwia transport tlenu we krwi). Jedyna różnica to obecność w chlorofilu magnezu zamiast żelaza. Ponownie zapytam : Jak uważasz, że wpłynąłby na zdrowie kobiety w ciąży niedobór żelaza w diecie? Jak myślisz, że wpływ na zdrowie roślin niedobór magnezu w glebie lub występowanie go w formie niedostępnej dla roślin?
Zauważ proszę, że to co chcemy osiągnąć z większością drzew i krzewów owocowych to ułatwić im wydanie na świat ich "dzieci" (które my w pewnym momencie zjadamy). :/ 

Wysiłek jaki ma przed sobą jabłoń owocowa w pewnym sensie przypomina ciążę. Naszym celem jako ogrodników jest by była to ciąża możliwie mnoga.:) Im lepiej zaspokoimy potrzeby naszej "matki" (w mikro i makroelementy) tym większy plon wyda i tym mniej osłabiona będzie (co zapewni obfite plonowanie również w następnym roku). Dobrymi sposobami by pomóc zaspokoić zapotrzebowanie na mikroelementy jest stosowanie mączki bazaltowej i soli morskiej. Czasami trzeba również doprowadzić pH gleby do odpowiedniego poziomu by mikro i makroelementy były dostępne dla roślin. Zwykle w warunkach Polski to pH trzeba podnosić poprzez np. wapnowanie. Zdarzają się przypadki a nawet jest to dość częste, że danego pierwiastka w glebie jest w bród, niestety z powodu pH jest on dla roślin praktycznie bezużyteczny. Idealne pH gleby dla większości roślin to 6,4 - wtedy większość pierwiastków potrzebnych roślinom jest dla nich dostępna. Wyższe pH zapobiega również przed pobieraniem przez rośliny pierwiastków toksycznych  (metali ciężkich) dla człowieka (glin-Al, ołów-Pb, kadm-Cd...)

Tabela przedstawiająca dostępność poszczególnych pierwiastków dla roślin w zależności od pH gleby. Pozyskane na zasadzie fair use ze strony Uniwersytetu Południowej Walii.

Dbanie o grzyby mikoryzowe w glebie również powinno pomóc, gdyż mogą one dostarczać substancje mineralne (i wodę) roślinom w sytuacji gdy one (bez grzybów) nie dałyby sobie rady. Grzyby produkują silne enzymy, które są w stanie rozpuszczać skały oraz związki które powstały z powodu zakwaszenia gleby (a które są niedostępne dla roślin). Punktem wyjścia w kwestii dbania o grzyby mikoryzowe jest nie używanie środków grzybobójczych, w miarę możliwości pozostawianie sporej ilości martwej materii organicznej na powierzchni gleby, nie oranie czy może szerzej nie wzruszanie gleby (czyli należy ograniczyć również używanie np. glebogryzarki).

Jeśli wykonamy analizę gleby i okaże się, że jakiegoś mikroelementu brakuje, może potrzebne będzie użycie nawozu sztucznego, który dany składnik zawiera? Niektórymi pierwiastkami śladowymi nawozi się pola czy sady w ilości kilkudziesięciu - kilkuset g na ha, raz na kilka lat. Uważam, że to uzasadnione użycie techniki i energii nieodnawialnej o czym pisałem więcej w permakulturowym credo. Jakby nie było przecież zasoby nieodnawialne zostaną na coś zużyte, to czy nie lepiej by zostały przeznaczone na długoterminową poprawę gleby a nie jakieś nowe gadżety, które po roku zmienią się w śmieci?
Taka "wybrakowana" gleba będzie dawać plony deficytowe w dany składnik (lub składniki), co może powodować różne niemiłe problemy zdrowotne u roślin, ludzi i zwierząt. Tego typu działanie jest szczególnie pożądane jeśli chcemy większość żywności produkować u siebie na posesji a ograniczyć spożywanie jedzenia z zewnątrz. W takim przypadku większość żywności którą byśmy spożywali byłaby deficytowa, więc jej długotrwałe konsumowanie na pewno odbiłoby się negatywnie na naszym zdrowiu, a tego przecież nie chcemy, prawda?

Dobrymi, naturalnymi i uniwersalnym środkami do nawożenia mikroelementami jest mączka bazaltowa i woda lub sól morska.

Zminimalizuj stres swoich roślin
W tym przypadku chodzi o stres roślin, choć oczywiście "wyluzowanie" w życiu również jest pożądane. Przyczyną stresu u roślin (a u nas z powodu chorób tychże!) mogą być następujące czynniki - od razu piszę jak dany czynnik zminimalizować:
  • Nieodpowiednie warunki wodno-glebowe - roślina może rosnąć w zbyt suchym/wilgotnym miejscu. Może rośnie w zbyt lekkiej glebie, może w zbyt ciężkiej? Jeśli gleba jest zbyt sucha to może warto wykopać swale'a albo rów zapobiegający erozji wodnej?
    W prawie każdym wypadku w razie wątpliwości warto zwiększyć poziom materii organicznej czy to na małym czy to na dużym obszarze. Zaszkodzi nie zaszkodzić a może pomóc...
  • Nieodpowiednie warunki świetlne -  tu rozwiązanie jest proste albo za gęsto się posadziło albo za rzadko. Jeśli za gęsto to sekator/piła w dłoń (czasami trzeba pamiętać o metryce drzew...), jeśli za rzadko (za dużo światła) to może warto pomyśleć o jakichś roślinach na wyższe piętra do produktywnego leśnego ogrodu?
  • Nadmiar/niedobór nawożenia - opisane zostanie w osobnym  punkcie poniżej
  • Nieodpowiednie sąsiedztwo roślin (np. jabłoń posadzona nieopodal orzecha włoskiego). Może warto poczytać o dobrym sąsiedztwie roślin (tzw uprawie współrzędnej)  i o gildiach roślinnych?
  • Nadmierna konkurencja wśród roślin (rośliny posadzone są zbyt gęsto) - po solidnym zastanowieniu wyciąć część drzew/krzewów/roślin lub jeśli to możliwe przesadzić je w inne miejsce. Stres ten często występuje w starych, zdziczałych sadach.
  • Wilgotne, "duszne" stanowisko - możliwe, że nasz żywopłot jest zbyt gęsty i nie przepuszcza odpowiedniej ilości powietrza. Zwykle produktywny żywopłot mający chronić uprawy wystarczy by zatrzymywał 80-90% siły wiatru. Niemal nieprzepuszczalne żywopłoty (np. z tuj) lepiej zostawić by ochraniać zimą zwierzęta, dom czy budynki gospodarcze od zimnych wiatrów czy hałasu (np. od torów czy ruchliwej drogi).
  • Zastoisko mrozowe - w tym przypadku dużo nie można zrobić poza doborem odpowiednich gatunków roślin. Inna opcja (nie zawsze możliwa do zrealizowania) to odpowiedni żywopłot, który sprawi, że mróz "spłynie" w dół (jakby mogło być inaczej ;), po skośnie (względem stoku) posadzonym żywopłocie. Z drugiej strony źle zaprojektowany może sprawiać, że w miejscu w którym wcześniej nie było zastoiska może się takowe tworzyć.
  • Ataki szkodników owadzich - opisane zostaną również w osobnym punkcie
  • Uszkodzenia mechaniczne spowodowane np. silnym wiatrem (co może nastąpić gdy sad czy ogród nie są otoczone produktywnym żywopłotem lub gdy drzewa czy krzewy zostaną uszkodzone przez dzikie bądź domowe zwierzęta.

Podobnie jak u ludzi stres roślin ma zwykle niekorzystny wpływ na produktywność. Minimalny jego poziom jest korzystny w przypadku roślin również (to jednak temat na cały osobny wpis). Zwykle jednak tego stresu nasze rośliny mają aż nadto, więc lepiej zrobić wszystko by nasze rośliny miały lepiej. Nie zawsze jednak to lepiej oznacza łatwiej, co opisałem we wpisie dotyczącym "trenowania korzeni" w produktywnym leśnym ogrodzie.


Nawożenie we właściwym czasie i odpowiedniej dawce.
Wcześniej wspomniałem już o nawożeniu mikroelementami, teraz czas skupić się na nawożeniu "głównymi" pierwiastkami - tymi, które potrzebne są roślinom w większych ilościach. Wiele chorób jeśli nawet nie spowodowanych jest przez szeroko pojęte złe nawożenie, to to złe nawożenie bardzo mocno przyczynia się do chorób roślin. Jednym z takich przypadków jest późne (w przypadku nawozów szybko działających jak np. mocz to sierpień i później) nawożenie azotowe drzew i krzewów. Takie działanie pobudza roślinę do wzrostu wegetatywnego (gałęzie i liście). Powoduje to, że na zimę roślina ma sporo młodych, niezdrewniałych części, które są bardzo podatne na uszkodzenia mrozowe. Te rany powstałe w wyniku zimy są później wrotami zakażenia (miejscem w który do organizmu wdzierają się) patogenów. Porównując rośliny do człowieka raczej kiepskie są rokowania człowieka, który bez dostępu do fachowej opieki medycznej ma wiele odmrozin. Nie lepiej po prostu "założyć rękawiczki" czyli nie nawozić późno roślin nawozami bogatymi w azot?

Kolejnym przypadkiem w którym zbyt intensywne nawożenie może wpływać negatywnie na zdrowie roślin jest zbyt intensywne nawożenie nawozami azotowymi (obornikiem, kurzeńcem, gnojówką, gnojowicą, gnojówką z bogatych w azot roślin..). O ile samo w sobie zwykle to nawożenie nie wywołuje jakiejś strasznej choroby (czasem można rośliny "spalić", ale chyba zgodzimy się, że to nie jest choroba a stan (przed)śmiertelny :) roślin. To nadmierne nawożenie bardzo lubią mszyce, które roznoszą choroby, o czym przeczytasz poniżej.

Czasami grzyby np.antraktoza orzecha atakuje dorosłe drzewa. Jeśli to się stanie to za bardzo nie można już wyplenić tej choroby. To co można jednak zdziałać to odpowiednio nawozić (dość obficie np. do 17g azotu na m2 na rok). Większość tej dawki powinna zostać zaaplikowana na wiosnę. Stosując ponownie odniesienie do człowieka to zachowanie przypomina podawanie nieuleczalnie choremu człowiekowi odpowiedniej ilości wysokiej jakości żywności bogatej w witaminy, białko i tłuszcz, by ten mógł lepiej i dłużej znosić walkę ze śmiertelną chorobą do końca swych dni.

Weź się za kontrolę szkodników osobiście lub zatrudnij robotników, którzy będą to robić za mniej niż miskę ryżu dziennie.
Chodzi o zmniejszenie populacji różnych szkodników np. Mszyc. Same mszyce oprócz tego, że mogą zeżreć część naszych upraw to przenoszą jeszcze różne choroby. Przypomina to sytuację gdy umawia się na kolacje ze śniadaniem z (za)bardzo nowo poznaną osobą. Samo takie spotkanie może być niebezpieczne (możemy zostać okradnięć, otumanieni narkotykami... To zagrożenia bezpośrednie. Drugą grupą zagrożeń związanych z takim postępowaniem mogą być właśnie rożnego rodzaju choroby francuskie. Niektóre z nich mogą  mieć bardzo nieprzyjemne i długofalowe konsekwencje. Z roślinami jest podobnie - jeśli ograniczy się tego typu niebezpieczne "wypady" poprzez zmniejszenie ilości szkodników to i chorób przez nie przenoszonych będzie mniej.

To oczywiście nie wszystkie sposoby w jakie można zapobiegać chorobom roślin w leśnym ogrodzie i na permakulturowej grządce. Nie mniej myślę, że może stanowić jakiś punkt odniesienia.

sobota, 2 października 2010

Leśny ogród cz. 12 - Duże i małe drzewa na działce

Roślinność w produktywnym leśnym ogrodzie składać się może z 7 poziomów. Te piętra zaczynając od najwyższego to:
  1. Wysokie drzewa, korony drzew 
  2. Niskie drzewa i wysokie krzewy 
  3. Niskie krzewy zwykle cieniolubne
  4. Zioła i rośliny zielne
  5. Warstwa korzeni
  6. Niskie rośliny okrywowe
  7. Pnącza
Dzisiejszy wpis chciałbym poświęcić kwestii wysokości drzew i tego jakie konsekwencje ma stosowanie wysokich i  niskich drzew w leśnym ogrodzie.

We współczesnym sadownictwie odchodzi się od sadzenia wysokich drzew. Przyczyną tego trendu jest:
  • większa wygoda zbioru
  • lepsza wydajność zbioru (mniej roboczogodzin poświęca się na zbiór owoców)
  • łatwość przeprowadzania zabiegów pielęgnacyjnych na niskich drzewkach
  • trudności z pozyskaniem siły roboczej na wsi (przynajmniej w Polsce)
  • możliwość posadzenia większej ilości drzewek na jednostce powierzchni (ważne dla właścicieli małych ogródków, którzy cenią różnorodność)
  • szybciej uzyskuje się pierwsze plony
Mimo, że duże drzewa mają swój urok to mają również wady. W produktywnym leśnym ogrodzie również czasami lepiej jest sadzić drzewa mniejsze niż większe...

To potężne, porośnięte bluszczem drzewo zajmuje sporo miejsca.Podpatrując naturę widzimy, że przestrzeń pionową można wykorzystać do uprawy jadalnych pnączy, choć zbiór byłby pracochłonny. Starożytni Rzymianie uprawiali winorośl na topolach. Oni wykorzystywali do zbioru  niewolników! Jeśli jednak to Cię nie zniechęca można wykorzystać wysokie drzewa do uprawy np. mrozoodpornego kiwi. Zdjęcie zrobione w parku w Arcugowie.
Kiedy lepiej jest posadzić mniejsze drzewo owocowe, nawet jeżeli mamy miejsce na duże?
Główną wadą wysokich drzew produkujących owoce jest jakość owoców po tym jak te spadną na ziemię. Jabłka i gruszki (nie wszystkie odmiany) odbarwiają się i zaczynają gnić. O ile brzydki wygląd nie stanowi problemu gdy owoce chcemy jeść bezpośrednio, to nawet najmniejsze nadtłuczenie jabłka czy gruszy niemal uniemożliwia jego przechowywanie przez dłuższy czas.

Zależność jest zatem prosta - drzewa z niższego drzewa spadają z mniejszej wysokości, zatem wszelkie uszkodzenia owoców będą mniejsze lub ich wcale nie będzie. Owoce z niższych drzew łatwiej jest również zebrać w czasie gdy są bardzo dojrzałe a jeszcze nie spadły - znajdują się przecież zwykle niemal na wysokości naszego wzroku - nie musimy wchodzić na drzewo by ocenić ich dojrzałość.

Kolejnym przypadkiem, kiedy warto sadzić mniejsze drzewa, to jeżeli nasza sprawność fizyczna nie jest najlepsza lub jeżeli jesteśmy już w podeszłym wieku. Zwykle niestety ludzie na starość nie stają się sprawniejsi - zbiór z drabiny, nie mówiąc już nawet o wspinaniu po drzewach może być w podeszłym wieku bardzo utrudniony.

Ostatnim przykładem drzewa, które wygodniej jest by były niskie to drzewa dające liście na sałatki np lipy. W tym przypadku jednak dużo bardziej istotne jest jej regularne przycinanie (tak by liście rosły w zasięgu naszej ręki) niż stosowanie konkretnej skarlającej odmiany.

Jakie drzewa w leśnym ogrodzie mogą być wysokie?

Najlepszymi kandydatami do piętra wysokich drzew w leśnym ogrodzie są drzewa, które dają wszelkiego rodzaju orzechy (botanicznie rzecz biorąc) czyli orzech włoski, kasztany hybrydowe, pekany, dęby, miłorząb na orzechy (uwaga na smród!) czy inne drzewa produkujące dużo kalorii z ha.

Dodatkowo wszelkiego rodzaju drzewa, które mają stanowić żywność dla dzikich zwierząt nie muszą być niskie - ptaki czy wiewiórki mają czas i umiejętności by się do nich dobrać. Podobnie niektóre drzewa paszowe, które dają owoce jak np. morwy dla kur mogą być wysokie - dojrzałe owoce i tak spadną.

Nie widzę również powodu, by owoce przeznaczone na przetwory musiały być idealnie wyglądające. Dwa przykłady to jabłka i gruszki uprawiane na kompot, ocet, wino*, bimber czy cydr**.

Kolejną grupą drzew, które mogą być wysokie to drzewa wiążące azot jak np. olcha czy robinia akacjowa - im większe będą tym więcej azotu będą wiązać dla naszego leśnego ogrodu.

Równie wysokie mogą być drzewa tworzące żywopłot. Zależność jest prosta - im wyższe drzewa, tym większy teren dana grupa drzew będzie chronić.

Wyższe drzewa możemy również sadzić, gdy mamy dzieci, które będą mogły wspinać się po nich i zbierać z nich plony. Z moich obserwacji i pamięci wynika, że najlepiej nadają się do tego dzieci w wiek 7-15 lat. Powyżej tego wieku nastolatkowie często uważają, że chodzenie po drzewach jest "dla dzieciaków" i wykonywać tej czynności nie chcą.

Oczywiście wielkość drzew trzeba dostosować do indywidualnej sytuacji - w małym ogródku raczej nie warto jest sadzić kasztana jadalnego czy orzecha włoskiego. Lepiej to miejsce poświęcić na 5 innych, owocowych drzew na podkładkach półkarłowych lub karłowych...

Napisz proszę swoje przemyślenia dotyczące stosowania niskich i wysokich drzew w leśnym ogrodzie.

*wiem, że wg wytycznych UE wino robi się tylko z winogron - dlatego celowo używam tego określenia :)
**cydr gruszkowy istnieje, również go piłem

czwartek, 16 września 2010

Permakultura i zwierzęta cz.4 - Króliki - mięso z przydomowego ogródka.

Wielu osobom wydaje się, że w przydomowym leśnym ogrodzie można produkować tylko rośliny, no może jeszcze kilka jajek dziennie - by produkować własne mięso, trzeba mieć naprawdę spory obszar ziemi idący co najmniej  w hektary. Mam nadzieję, że uda mi się przekonać Was, że do "produkcji mięsnej" (jakie mocne słowa) nie trzeba mieć hektarów...

Jakie zwierzęta najbardziej nadają się do hodowli w przydomowym ogrodzie?

Zwierzęta, które byłyby przydatne do ogródkowej produkcji mięsa powinny charakteryzować się przynajmniej częścią z wymienionych tu cech:
  • szybko i łatwo się rozmnażać
  • szybko dorastać
  • mieć dobry współczynnik konwersji paszy (potrzebować małą ilość jedzenia do wyprodukowania danej ilości mięsa)
  • nie być hałaśliwe 
  • być łatwe w obsłudze
  • dawać zdrowe mięso
  • być oczywiście smaczne!
Mój pierwszy typ to króliki

Króliki to zwierzęta typowo roślinożerne potrzebują do optymalnego wzrostu paszę roślinną o zawartości białka około 16-18%. Komercyjna produkcja mięsa króliczego opiera się na stosowaniu granulatów paszowych i pasz gospodarczych (takich, które można wyprodukować we własnym gospodarstwie).

Standardowo na zaspokojenie potrzeby przeciętnej rodziny zwykle wystarcza mieć 4-5 króliki, będą służyć za stado podstawowe (które będzie służyć do dalszego rozrodu). Z tych 4-5 królików oczywiście jeden musi być samcem. Oznacza to, że będzie można mieć 3-4 samice.

Przeciętna samica dostarcza (w hodowli komercyjnej) około 36, gotowych na rynek królików na rok. Oznacza to, że w skali roku można uzyskać z jednej samicy (i samca oczywiście :) około 100 kg królików czyli około 50 kg mięsa. Wartości te należy w przypadku chowu przydomowego, braku wiedzy i doświadczenia w hodowli królików obniżyć. Zwłaszcza jeżeli naszym priorytetem nie jest hodowla królików najbardziej ekonomicznie a najbardziej zdrowo dla nas i środowiska (czyli z ograniczeniem zbóż, nasion roślin strączkowych, odpadów piekarniczych...). Z 3-4 samic można zatem przy odrobinie szczęścia uzyskać około 120-150 kg mięsa króliczego lub około 2 króliki na tydzień. To sporo.

Ile paszy potrzebują króliki i co jedzą?

Jedna samica z młodymi odchowanymi do wagi rzeźnej (około 2,5 kg) zjada około 100 kg wartościowej, suchej paszy (siano + granulat). Odpowiednio więcej gdy podaje się zielonkę (świeże rośliny) - siano ma wilgotność kilkunastu procent , zielonka zwykle 75-90%. Ilość ta dotyczy hodowli komercyjnej - w przypadku chowu przydomowego z racji możliwego wolniejszego wzrostu królików ilość paszy do odchowania królików może ulec zwiększeniu.

Dzikie króliki to zwierzęta przystosowane do jedzenia paszy o stosunkowo niskiej wartości odżywczej - trawy, zioła, liście, gałęzie.. Wykorzystują również bakterie do zwiększania wartości odżywczej swego pokarmu.

Jeśli jednak nie chcemy hodować królika do wagi rzeźnej rok musimy zadbać o to by miał odpowiednią paszę - stosunkowo bogatą w białko i kalorie. Wspomniałem wcześniej, że pasza dla królika powinna zawierać około 16-18% białka by szybko rósł. Znalazłem spis roślin, którymi można karmić króliki wraz z opisem właściwości leczniczych poszczególnych rodzajów roślin. Proszę tylko pamiętać, że opisane tam rośliny są przedstawiane pod katem żywienia królika-zwierzaka domowego a nie królika przeznaczonego na cele spożywcze. Nie widzę przeciwwskazań by karmić królika np. orzechami włoskimi pod koniec tuczu, by obrósł w tłuszcz.

Króliki mogą spożywać produkty, które w innym przypadku musiałyby wylądować w śmieciach lub w najlepszym przypadku na pryzmie kompostowej. Na zdjęciu w jednym wiadrze obierzyny od słodkiej kukurydzy, w drugim wiadrze liście i łykowate głąby od kalafiora. Dzięki królikom te "odpady" zostaną przemienione w smaczne i pożywne mięso. 
W trakcie tworzenia wpisu znalazłem również ciekawe informacje o eksperymencie przeprowadzonym w Nigerii. Eksperyment polegał na zamianie przemysłowo wytworzonego koncentratu paszowego na liście morwy i badaniu jakie króliki będą miały przyrosty. Okazało się, że można liśćmi morwy zastąpić do 50% koncentratu paszowego bez różnicy w tempie wzrostu królików. Warto również rozważyć stosowanie innych drzew i krzewów paszowych w diecie królika np. jesionu, karagany syberyjskiej, wierzby... W połączeniu z zielonką z różnych jadalnych chwastów taka dieta zapewni królikom pełnowartościową i zdrową dietę. To zaś sprawi, że zjadane przez nas króliki będą zdrowe, bogate w witaminy i mikroelementy.

Dlaczego króliki wpasowują się dobrze w koncepcję samowystarczalnego, permakulturowego gospodarstwa?

Króliki bardzo dobrze wpisują się w koncepcję samowystarczalnego gospodarstwa chociażby z tego powodu, że mogą zjadać chwasty czy produkty dla nas niejadalne lub takie, których my jeść już nie chcemy np. sałata, która zaczęła kwitnąć, nać marchwi, stary kalafior... Dzięki temu jesteśmy w stanie produktywnie wykorzystać większą cześć produktów z naszego ogrodu, co jest szczególnie istotne jeżeli ten ogród nie jest zbyt duży...

Oczywiście w pozyskiwaniu paszy dla królików nie musimy ograniczać się tylko do naszej posesji - od sąsiadów można pozyskać np. ścinki trawy a z terenów publicznych czyli bezpańskich :) różne odżywcze rośliny typu pokrzywy, mniszek lekarski, cykorię czy łopian.

Dodatkową korzyścią z posiadania królików jest króliczy nawóz, który zaliczany jest do nawozów "ciepłych", nadaje się wiec dobrze do inspektów. Jest również bogaty w azot - może więc służyć za substancję, która dodana do materiałów bogatych w węgiel przyspieszy ich rozkład i zwiększy produkcję ciepła w procesie kompostowania.

Króliki można wykorzystać również do kontroli chwastów w sadzie - trzeba umieścić je w króliczym traktorze. W ten sposób niepozorny sad zmieni się w produktywny system agroleśniczy w którym to co było problemem (chwasty i trawa) zmienia się w plon - paszę dla królików.

poniedziałek, 13 września 2010

Dlaczego przygotowując ogród do zimy powinniśmy być leniwi?

Jesień to czas zbiorów i przygotowania ogrodu do zimy - często oznacza to wytężoną pracę. Chciałbym tym wpisem zainspirować Was do tego by pewne rzeczy sobie "odpuścić". Mam nadzieję, że przedstawię dlaczego takie leniwe podejście jest lepsze od bycia pracowitym. Zwykle bycie leniwym jest źle postrzegane, dlatego trzeba sobie do tego lenistwa dorobić jakąś ideologię ;) Myślę, że permakultura ma w tym momencie wiele do zaoferowania.

W naturalnych ekosystemach w klimacie umiarkowanym gleba nie bywa odkryta praktycznie nigdy. Naturalne pożary to wyjątki a wiatrołomy są w dużej mierze konsekwencja złej gospodarki (nie tylko) leśnej z czasów gdy tzw. "plan" był ważniejszy niż  jakieś tam lokalne warunki glebowe czy klimatyczne. :) A nie naturalnym i częstym zjawiskiem.

Kilka miesięcy temu widziałem przewróconą, starą wierzbę. Z ciekawości podszedłem by sprawdzić ile ziemi zostało odkryte, ile gleby było wystawione na erozję - na oko niecały metr kwadratowy. Mowa o około stuletniej wierzbie rosnącej nad jeziorem z przeżyźnioną wodą.
Zresztą określenie "goła ziemia" nie oddawałoby dokładnie sytuacji, ponieważ ziemia pokryta tam była warstwą liści, gałązek. Sama gleba była przerośnięta grzybnią grzybów mikoryzowych co dalej zabezpieczało ten mały obszar przed erozją.

Gdyby wierzba przewróciła się zimą to okrywa gleby składałaby się z jeszcze większej ilości liści co stanowiłoby również dobre zabezpieczenie.

Po 2 miesiącach poszedłem zobaczyć ten teren ponownie - nie było już śladu , że coś tam się stało (służby porządkowe drewno wywiozły). Gleba była szczelnie zakryta przez rożne krzewy i chwasty. Wzmożona erozja wodna na tym obszarze to ślad przeszłości - gleba została szybko zabezpieczona i warunki do akumulacji materii organicznej mogły znowu zachodzić.

Czy potrzeba schludności to... wymyślona potrzeba?

Zwykle ogrodnicy nie za bardzo lubią jesień - po pierwsze oznacza to koniec sezonu wegetacyjnego, po drugie zwykle trzeba grabić i palić liście. "Trzeba" to robić ponieważ w przeciwnym wypadku ogród może wyglądać na "zaniedbany". Czy aby na pewno taki ogród w którym liście są wygrabione jest bardziej zadbany? Osobom tak myślącym proponuję porównanie ogrodu do zdrowia. Czy osoba przyjmująca więcej lekarstw jest "bardziej zadbana" od tej, która przyjmuje mniej? W przypadku gdy osoba ta jest chora to może i tak, ale jeśli te lekarstwa są zbędne?

Nasza postagralna kultura bardzo nie lubi ludzi leniwych... zresztą czym jest lenistwo jak nie neolitycznym (powstałym w czasie po wymyśleniu rolnictwa)  wytworem? Właściciele niewolników czy chłopów wiele tracili gdy ich niewolnicy byli leniwi (patrz "Satyra na leniwych chłopów"). Łowcy-zbieracze z kolei na zaspokojenie swoich potrzeb pracowali po kilkanaście godzin tygodniowo - resztę czasu poświęcając na śpiewy, rozmowy, sztukę i wszystko inne co czyniło nas ludźmi.
"Schludny" wygląd ogrodu w dużej mierze powstał z potrzeby kontrolowania natury i pokazywania władzy. Bo czym innym jak nie ekstrawaganckim przejawem władzy jest Luwr z jego idealnie przyciętymi żywopłotami i wypielęgnowanymi trawnikami?

Jakich przygotowań do zimy unikać?

Wiele z powszechnie stosowanych praktyk ogrodniczych i rolniczych warto unikać oto kilka najpowszechniejszych:
  • Przekopywanie gleby i zostawianie skib ziemi by skruszały od mrozu. Może czas by pomyśleć o ściółkowanej wzniesionej grządce, której przekopywać nie trzeba? Przez jesień, zimę i początek wiosny sporo materii organicznej może się na takiej grządce rozłożyć dając początek żyznej glebie.
  • Grabienie liści - coroczny dodatek liści zabezpiecza glebę przed zimą dając schronienie wielu organizmom żywym
  • Palenie liści - czasami część liści trzeba zgrabić (np. z chodników by nie były śliskie). Liście zwykle usypuje się w "kupy" do czasu aż wyschną. Wtedy pali się je. Czy wiesz, że w takich liściach często zimują jeże? Jeże to wytrawni  pędrako i ślimakożercy. Chyba nie chcesz palić swoich sojuszników? Poza tym liście to świetny dodatek do gleby "przyciągający" grzyby mikoryzowe. By zabezpieczyć liście od rozwiewania można je przykryć siatką. Widziałem nie raz delikatne róże zabezpieczane przed zimą w ten sposób - nie dość, że liście stanowić będą swego rodzaju izolację przed mrozem,, to będą również żywić grzyby..
  • Usuwanie chwastów z zaniedbanych miejsc - uschnięte pokrzywy, chwasty, leżące na ziemi próchniejące gałęzie są miejscem zimowania wielu pożądanych gości w naszym ogrodzie. Jeżeli jest jakiś czas na porządkowanie "dzikich" czy "zaniedbanych" zakątków ogrodu to na pewno nie jest nim jesień gdy wiele pożytecznych owadów szykuje się do zimy. Szkodniki zresztą również, ale trzeba pamiętać, że te rozmnażają się dużo szybciej. W ogrodzie ekologicznym pożyteczne owady czy zwierzęta należy traktować jak rolnik traktuje swój inwentarz. Niszczenie im schronienia przed zimą nie stanowi najbardziej rozsądnego zachowania jeżeli zależy nam na ich dobru.

Biedronka na jednym z zasuszonych chwastów późną jesienią.

Korzyści z "nieprzygotowywania" ogrodu do zimy

  • Nie usuwając liści z ziemi zabezpieczamy ją przed erozją i poprawiamy żyzność gleby
  • Mamy więcej czasu dla siebie i rodziny
  • Nie niszczymy środowiska życia wielu organizmów
  • Ogród na wiosnę będzie wymagał mniejszej ilości przygotowania
  • Mniejsze problemy ze szkodnikami

Jakie prace warto wykonać przed zimą?

Niektóre zajęcia warto przed zimą wykonać. Należą do nich np.
  • Wysianie roślin na nawóz zielony jeżeli mamy gołą glebę. Często jednym z minusów (stosowanych na skalę rolniczą) nawozów zielonych jest wykorzystywanie przez nie wody, która później jest niedostępna w wystarczającej ilości dla głównego plonu wczesną wiosną. Ten rok jest wyjątkowo mokry, więc to będzie duży plus - nawóz zielony, który zużyje część wody  może pomóc w tym, że nasz ogród nie zmieni się w bagno.
  • Wygrabić liście chorych z chorych drzew. Zwłaszcza jeśli nie przewidujemy stosowania mączki bazaltowej lub soli morskiej w najbliższej przyszłości.
  • Sadzić drzewa i krzewy owocowe - na jesień są tańsze
  • Zabezpieczyć co delikatniejsze rośliny

Gdy następnym razem ktoś będzie Cię namawiał do tego by "zrobić zimowy porządek" w ogrodzie po prostu powiedz mu:

Nie

Teraz masz już nawet ideologię:)

niedziela, 5 września 2010

Leśny ogród cz.11 - Jak zamienić zdziczały sad w produktywny leśny ogród?

Leśny ogród można założyć w wielu różnych miejscach. Zdarza się, że jednym z punktów  wyjścia jest sad. Często mocno zdziczały i zarośnięty. Oznacza to, że ekosystem tego sadu jest już na dalszym etapie sukcesji ekologicznej niż byśmy tego chcieli. Nierozsądne byłoby wycinanie wszystkich drzew i sadzenie w ich miejsce nowych - przecież na pierwsze plony trzeba by czekać sporo czasu. Zresztą oznaczałoby to więcej pracy...

Co należy uczynić jeśli posiadamy zdziczały sad?
Powycinać sporo drzew i krzewów. Brzmi bardzo prosto. Zanim jednak tego dokonamy warto mieć jakąś wizję danego miejsca. Jednak by nasza wizja nie zmieniła się w przyszłości w ogrodniczą marę senną warto zachować odpowiednie odległość miedzy drzewami i krzewami. Tak by każde tego wymagające drzewo czy  krzew miał wystarczającą ilość światła, by zmniejszyć konkurencję o wodę i substancje mineralne. Drzew (nawet tych  owocowych) zwykle trzeba usunąć sporo. Więcej roślin owocowych wcale nie oznacza więcej owoców...

W klimacie umiarkowanym drzewa w leśnym ogrodzie powinny zajmować około 40% powierzchni. Dąży się do tego po to, by móc posadzić na niższych piętrach krzewy i rośliny zielne, nawet te światłolubne. Zapewne Czytelnicy zauważyli, że drzewa rodzą najlepiej owoce i orzechy jeśli korony drzew nie stykają się ze sobą. Co innego jeśli zależy nam na produkcji biomasy na opał/podłoże dla grzybów/paszę dla zwierząt - w tych miejscach drzewka i krzewy mogą rosnąć trochę gęściej.

W zdziczałych sadach nierzadko rośnie mnóstwo chwastów. Niektóre z nich są bardzo wysokie (drzewa), może nawet wyższe niż drzewka owocowe. Wtedy to one w pierwszej kolejności powinny iść pod topór lub sekator. Zwykle takie drzewa pionierskie mają rozległy system korzeniowy i są bardzo "zachłanne" na wodę i substancje mineralne. Drzewa i krzewy owocowe z ich słabszymi korzeniami (zwłaszcza na podkładkach skarlających) taką konkurencję będą przegrywać, co objawia się w mniejszej ilości owoców i gorszej ich jakości.


Na tym zdjęciu (kliknij w zdjęcie, żeby powiększyć) zrobionym w około południa jeden z dużych chwastów (jesion) zasłania jabłoń, która co prawda produkuje smaczne owoce, ale w dość małej ilości i niewielkiego rozmiaru. Gdyby pozwolić mu rosnąć jeszcze kilka sezonów zapewne spowodowałoby to zmniejszenie ilość owoców produkowanych przez jabłoń i pogorszyłoby to ich jakość. Możliwe nawet, że całkiem zagłuszyłby jabłoń. Nie dość, że jesion konkuruje z jabłonią o wodę i sole mineralne, to jeszcze pozbawia jej światła.  Jest zatem idealnym kandydatem do "odstrzału". Jego usunięcie/przycięcie przyczyni się do znacznego wzrostu ilości produkowanych jabłek. Efektem ubocznym rozkładu korzeni drzew może być wysyp grzybów szlachetnych (jak to miało miejsce u Pana Jacka).

Czy można posadzić po takiej wycince drzew produktywne rośliny?

Takie oczyszczanie zdziczałego sadu to doskonały moment na sadzenie różnego rodzaju krzewów i ziół do leśnego ogrodu. Wynika to z tego, że zwykle (zależy od tego jak bardzo zdziczały taki sad jest) rosnące tam drzewa i krzewy powodują całkowite zacienienie gleby, co sprawia, że nie rosną tam prawie w ogóle żadne trawy,  rośliny zielne czy chwasty. Warto ten moment wykorzystać. Jeśli nie mamy akurat czasu lub odpowiednich roślin w odpowiedniej ilości, to dobrze jest teren wyściółkować (sugeruję karton na dół + jakaś warstwa estetycznej ściółki na górę) by nie dopuścić do jego zachwaszczenia. Zaniechanie tego działania spowoduje kiełkowanie nasion znajdujących się na pewno w dostatku w glebie - one tylko czekają aż będą miały trochę słońca...W leśnym ogrodzie również obowiązuje zasada, że lepiej zapobiegać niż leczyć!




Jesion z poprzedniego zdjęcia po przycince. Jego korona została zredukowana o ponad 50%. Jest to raczej niezdrowe dla drzewa. Nie zależy mi jednak na jego zdrowiu, wręcz przeciwnie... Występowanie o zgodę na pozwolenie na wycięcie na nie moim terenie byłoby stratą czasu. Dzięki takiemu postępowaniu część niedojrzałych jeszcze jabłek na jabłonce z tyłu będzie lepiej nasłoneczniona i jeszcze smaczniejsza. Proszę zwrócić uwagę na ilość liści i gałęzi u podnóża ogołoconego drzewa. Ten jesion służył zatem jako dużych rozmiarów dynamiczny akumulator i roślina wiążąca węgiel (zwiększająca ilość materii organicznej w glebie).




Czy czas w jakim dokonujemy porządkowania zdziczałego sadu ma znaczenie?
Tak, czas oczyszczania ma znaczenie. Jeżeli oczyszczania dokonywalibyśmy zimą czy późną jesienią, gdy na drzewach nie ma już liści, to na wiosnę w ogrodzie mielibyśmy pełno odrostów korzeniowych. Przyczyną tego zjawiska byłaby duża ilość energii zgromadzona przez drzewa w korzeniach roślin. Przycięcie w okresie późnego lata pobudzi drzewa do wytworzenia odrostów korzeniowych na jesień. Zwykle ujemne temperatury przeszkodzą w zdrewnieniu takich odrostów. Dodatkowo drzewa i krzewy będą miały mniej niż gdyby mogły "zmagazynować" energię z liści jak to ma miejsce zwykle na jesień. Z drugiej strony drzewo ścięte zimą ma mniejszą wilgotność, niż to ścięte w pełni sezonu wegetacyjnego.

Miłośnicy hodowli grzybów jadalnych będą chcieli z kolei oczyszczać sad bardzo wczesną wiosną, gdy drzewa transportują soki z korzeni do liści. Drewno z drzewa ściętego w tym czasie daje grzyby lepszej jakości.


Co zrobić ze "odpadami" z przycinki drzew w takim sadzie?
Ścinki z przycinki najlepiej jest rzucić pod drzewka, które postanowiliśmy zostawić. Dzięki temu:
  • zwiększymy poziom materii organicznej wokół drzewa
  • dostarczymy substancji odżywczych drzewku
  • stworzymy przyjazne warunki dla rozwoju grzybów mikoryzowych
  • utrudnimy wzrost chwastom
 Ta wcześniej zasłonięta przez jesion jabłoń została obłożona dużą ilością ścinków z tego jesionu. W ten sposób zawarte w nim składniki odżywcze przyczynią się do lepszego plonowania. Utrudnią również wzrost chwastów. Na przyszły rok drzewko to powinno dać dużo większą ilość owoców lepszej jakości. Będzie to zapłata za te kilka chwil poświęconych na poprawę jego środowiska.



Można również ścinki drzew kompostować. Zwykle jednak szkoda marnować na kompostowanie czas.

czwartek, 26 sierpnia 2010

Czym jest ściółkowanie, jaki obszar wokół drzewka wyściółkować i czy lepiej jest ściółkować czy posadzić rośliny okrywowe?

Dostałem ostatnio od jednej z Czytelniczek bloga pytanie na maila. Myślę, że odpowiedź na nie może być tematem na całkiem ciekawy wpis.

Panie Wojciechu, chcemy na naszej działce o powierzchni 1,16 ha posadzić na jesień kilkanaście drzewek owocowych. Niestety nie mamy wystarczającej ilości słomy by wyściółkować całą działkę. Dodam jeszcze tylko, że w miejscu w którym będziemy sadzić drzewka mamy glebę piaszczystą V i VI klasy. W związku z tym mam dwa pytania:
  • Czy lepiej jest ziemię wokół drzewka wyściółkować czy lepiej jest pozwolić rosnąć dookoła drzewka roślinom wspierającym?
  • Jaka powierzchnię wokół drzewka owocowego należy wyściółkować?
Będę wdzięczna za odpowiedź.
Pozdrawiam Hania*
*Lekko przeredagowałem i skróciłem list Pani Hani
By Czytelnicy mogli lepiej zrozumieć odpowiedź, którą udzieliłem Pani Hani najpierw napiszę parę słów o ściółkach i dlaczego w ogóle się ściółkuje glebę.

Co to  jest ściółkowanie?

Ściółkowanie to nic innego jak stosowanie jakiegoś materiału w celu przykrycia gleby. Inna nazwa na ściółkowanie to mulczowanie lub (z angielska ;) mulchowanie.

Po co ściółkuje się glebę?
Zapewne powodów dla których ściółkuje się glebę jest tyle ile ogrodników, przedstawię jednak te najpopularniejsze:

  • ograniczenie wzrostu chwastów
  • zagłuszenie chwastów
  • ograniczenie wyparowania wody z gleby
  • zwiększanie poziomu materii organicznej w glebie (tylko ściółki pochodzenia organicznego)
  • zwiększenie poziomu minerałów w glebie (głównie ściółki z mączek skalnych)
  • zwiększenie żyzności gleby (ściółki pochodzenia naturalnego)
  • chęć posiadania grzybów jadalnych w ogrodzie
  • estetyka
Ściółkowanie zatem to bardzo przydatna technika. Ich działanie jest kompleksowe - działają na wielu poziomach.

Dlaczego ściółkowanie jest korzystne dla roślin?
Ściółka tworzy swego rodzaju warstwę izolacyjną przed słońcem - dzięki temu powierzchnia gleby tak szybko nie oddaje wody. Gdyby jednak powierzchnia gleby wyschła siły kapilarne podciągałyby wodę z głębszych poziomów gleby co sprawiłoby, że ilość wody dostępnej roślinom znacznie by się zmniejszyła. Uwzględniając fakt, że na większości obszaru Polski opady deszczu są niewystarczające dla optymalnego plonowania większości rośli, jest to istotny czynnik wpływający na szybkość i tempo wzrostu roślin.

Drugi sposób w jaki ściółka przyczynia się do lepszego plonowania roślin to ograniczenie ilości chwastów. Mimo, że większość chwastów to dynamiczne akumulatory i są w sadzie czy ogrodzie na dłuższą metę przydatne, to ich nadmierny wzrost przyczynia się do ograniczenia wzrostu roślin i w konsekwencji plonów. Przyczyną tego zjawiska jest zmniejszenie dostępnej ilości wody oraz łatwo przyswajalnych minerałów dla roślin "produktywnych". Przykładowo bujnie rosnący mniszek lekarski na 1 ha sadu posiada w swojej biomasie około 64kg azotu. To około 1/2 rocznego nawożenia azotem stosowanego w komercyjnych sadach jabłoniowych. Jeśli ten azot będzie w okresie od marca - czerwca niedostępny dla roślin "produktywnych" (czyli nie będzie w glebie w łatwo dostępnej dla pożądanych przez nas roślin formie a będzie w tkankach mniszka) to tempo wzrostu wegetatywnego (gałęzi i liści) młodych jabłoni obniży się.

Kolejną korzyścią ze stosowania ściółek, tym razem dotyczy to mulczy organicznych (pochodzących od żywych składników przyrody i posiadających w swoim składzie węgiel np. wióry czy słoma) jest zwiększenie poziomu materii organicznej w glebie. Ściółkowanie to po prostu najlepszy sposób na zrobienie tego w szybki sposób na małej powierzchni.

Jeśli do ściółkowania użyjemy różnego rodzaju tłucznia lub grysu bazaltowego to powoli uwalniane z niego mikroelementy zasilą glebę w potrzebne roślinom do prawidłowego wzrostu składniki.


To drzewko owocowe skorzystałoby bardzo na ograniczeniu konkurencji wokół niego. Ścięcie większości roślin wokół niego, wyściółkowanie kartonem i słomą pomogłoby bardzo w jego wzroście.

Jaki obszar wokół drzew i krzewów owocowych należy ściółkować?
Obszar wokół drzewa czy krzewu, który musimy wyściółkować zależy od gleby w jakiej sadzimy nasze drzewa. Skoro celem ściółkowania jest zapobieżenie wyparowaniu wody ze strefy korzeni roślin musimy wiedzieć jak daleko sięgają korzenie roślin. W glebach ciężkich i tych bardziej żyznych korzenie drzew sięgają zwykle do około 1,5 raza promienia korony. Przekładając to na konkretny przypadek... Jeśli sadzimy drzewko o promieniu  korony 0,5m (dość spore drzewko) to dobrze jest wyściółkować glebę wokół drzewka w promieniu 0,75 m. Na glebach lżejszych (piaszczystych) i mniej żyznych lepiej korzenie roślin sięgają nawet od 3 do 7 razy promienia korony! Teoretycznie zatem dobrze byłoby drzewko z poprzedniego przykładu wyściółkować w promieniu około 1,5 m.


Dlaczego drzewa i krzewy owocowe na glebach piaszczystych trzeba mocniej ściółkować?

Drzewa i krzewy na glebach lekkich wymagają więcej ściółkowania gdyż ich system korzeniowy jest rozleglejszy. Jest on taki ponieważ gleby lekkie gorzej "trzymają" wodę i substancje mineralne niż gleby cięższe. Rośliny muszą zatem więcej energii zainwestować w budowę rozległego systemu korzeniowego by zrekompensować sobie to, że rosną na gorszym stanowisku. Dzięki takiemu rozległemu ściółkowaniu stworzymy korzystne warunki do rozwoju grzybów mikoryzowych - niezwykle ważnym sprzymierzeńcom ogrodnika ekologicznego na słabych glebach.
Kukurydza uprawiana bezorkowo.
Czy drzewa owocowe zawsze muszą być ściółkowane?
Generalnie nie. Zresztą na ściółkowanie dwudziestoletniego orzecha włoskiego, kasztana jadalnego lub jabłoni na siewce antonówce wymagałoby posiadania niezwykle dużej ilości materiału na ściółkę. Ściółka jest najbardziej pożądana w pierwszych kilku latach życia drzewa. Z czasem drzewa będą wytwarzać swoją własną ściółkę. Starszym i większym osobnikom trawa i chwasty aż tak bardzo nie szkodzą, choć zawsze ograniczają w jakimś stopniu plony owoców/orzechów.

Zatem odpowiadając na pytanie czy lepiej jest ściółkować czy pozwolić rosnąć roślinom wspierającym muszę udzielić wymijającej odpowiedzi: to zależy. Od bardzo wielu czynników. Przykładowo jeśli naszym celem jest uzyskiwanie wysokich plonów z danego obszaru (nie tylko roślin) i mieć pewność jakiś "plonów", to możemy chcieć mieć niektóre chwasty. Rosnący w sadzie czy leśnym ogrodzie mniszek lekarski czy perz może być wartościową i wysoce pożądaną paszą dla zwierzą a nie jakimś chwastem. A że obniży to trochę tempo wzrostu drzewek owocowych? No cóż... bezpieczeństwo, zdrowie i różnorodność "kosztują".

Z czasem, gdy drzewka i krzewy już trochę podrosną można dodać więcej roślin, które będą teoretycznie konkurować z dojrzałymi drzewami i krzewami. Dzięki temu, ze stworzymy gildie roślinne leśny ogród będzie bardziej przypominał naturalny ekosystem.

Mam nadzieję, że ten wpis choć trochę pozwolił zrozumieć tę dość niejednoznaczną i skomplikowaną kwestię.


A Ty co o tym myślisz?

niedziela, 20 czerwca 2010

Uprawa współrzędowa - jakie sadzić rośliny względem siebie?

Uprawa współrzędowa lub współrzędna (z ang. companion planting) to uprawa w bliskiej odległości od siebie różnych gatunków i odmian roślin. W teorii chodzi o to by roślin tak uprawiane:
  • nie konkurowały ze sobą tak mocno o dostęp do światła (np. cebula dymka posadzony z kapustą czy sałatą)
  • nie konkurowały ze sobą tak mocno o dostęp do składników mineralnych (dzięki posiadaniu różnego typu systemu korzeniowego i różnych potrzeb)
  • dostęp do wody (różne gatunki roślin mają różne wymagania wodne)
  • poprawiają zapylenie
  • poprawiały nawzajem swój smak 
  • dostarczały jedne drugim azot
  • chronią się od szkodników i chorób (np. czosnek niedaleko róż)

Przykład uprawy współrzędowej z wykorzystaniem aksamitek.

Niestety nie jest tak dobrze, że wystarczy zmieszać nasiona różnych gatunków roślin, wysiać je i już zaczną dobrze rosnąć. Niektóre rośliny działają na siebie negatywnie (przykładowo pomidory posadzone nieopodal pola ziemniaków mogą zostać zaatakowane przez stonkę ziemniaczaną).

Właśnie by pomóc ogrodnikom i rolnikom "ogarnąć" te wszystkie pozytywne połączenia tworzy się specjalne tabele. Takie np. jak ta tu (po polsku) oraz te dwie,  bogatsze po angielsku:
1 i 2



Z tych angielskich można się dowiedzieć, że ogórecznik oraz nasturcja większa są dobre "na wszystko" (i przy okazji jadalne).  Miłośnicy ogródków w stylu rustykalnym dowiedzą się, że wrotycz pospolity (popularny chwast łąkowy) i krwawnik pospolity (chyba nawet jeszcze bardziej popularny) odstrasza szkodliwe owady. Ten ostatni jest również dynamicznym akumulatorem i dobrą rośliną nektarodajną. Uprawa współrzędowa to dobra propozycja na permakulturowy warzywniak. By zmaksymalizować efekt ochrony dobrze by takie grządki były gdzieś w leśnym ogrodzie.

środa, 16 czerwca 2010

Czy warto robić kompost?

Zapewne większość osób, które chce produkować zdrową, ekologiczną żywność w swoim własnym ogrodzie robi kompost.Całkiem możliwe, że w ten sposób niepotrzebnie traci się mnóstwo czasu i surowców!


Z żyznością gleby i kompostem jest jak z życiem - niekoniecznie ten który najwięcej "robi" ma najlepsze rezultaty.

Robienie kompostu to sposób na zmniejszenie objętości odpadów organicznych oraz (jeśli wykorzystamy kompost na miejscu) sposób na zamknięcie cyklu obiegu wielu pierwiastków. Kompost to również świetny produkt, który poprawia strukturę gleby.

Jak zatem można być przeciwko robieniu kompostu? To tak jakby było się przeciwko małym kotkom czy niewycinaniu pierwotnych puszczy.

Kompost wbrew pozorom ma również swoje ujemne strony. Dokładnie rzecz biorąc to nie sam kompost a proces jego tworzenia.
Po pierwsze proces kompostowania jest dość energochłonny- trzeba materiały na kompost przenieść na odpowiednie miejsce (kompostownik), potem jeszcze należy wszystko układać w odpowiednich proporcjach następnie od czasu do czasu wypadałoby taką pryzmę kompostową przerzucić. Na koniec trzeba gotowy kompost rozrzucić na grządki (czy tam gdzie jest potrzebny).
Konsekwencje zaniedbania (brak przerzucania) jest przeciągnięcie całego procesu kompostowania do roku a nawet dłużej i większe straty substancji nawozowych.

Jeśli natomiast  brak nam wiedzy dotyczącej odpowiedniego kompostowania to doprowadzamy do  nadmiernych strat różnych cennych substancji z kompostu (azot się ulatnia, fosfor jest wypłukiwany, a węgiel utleniany...) Sprawia to, że nasz kompost staje się gorszym nawozem. Przy okazji zanieczyszczamy wody gruntowe...

Zaniedbywanie i brak wiedzy dotyczące kompostowania to połączenie najgorsze. Niestety z moich obserwacji wynika, że również najbardziej popularne...

Jakie zatem są alternatywy?

Na skalę przydomowego leśnego ogrodu najlepiej jest wrzucić produkty, które normalnie byśmy chcieli kompostować na grządki, jako ściółka. W przypadku odpadów kuchennych najlepiej włożyć je pod ściółkę - w myśl przysłowia "co z oczu to z serca" (cienkie warstwy). Tego typu działanie ma dużo korzyści:
  • Ogranicza się nakład pracy - nie trzeba kompostu przerzucać, rozrzucać itp. Wystarczy raz położyć i już gotowe. 
  • Zwiększamy populację dżdżownic i innych pożytecznych organizmów na grządce (czyli tam gdzie są one naprawdę potrzebne) a nie 15 metrów dalej (na pryzmie kompostowej)
  • Nie dochodzi do strat substancji nawozowych - wszystko wykorzystywane jest od razu przez rośliny rosnące nieopodal.
  • Nie dochodzi do zanieczyszczenia wód gruntowych (z ww powodu).
  • Gleba i rośliny dostają substancje odżywcze stopniowo a nie dopiero wtedy gdy my będziemy mieć czas rozrzucić kompost na grządkach.
W niektórych sytuacjach kompostowania nie da się uniknąć i jest potrzebne przykładowo gdy:
  • potrzebujemy kompostu do wysiewania nasion/robienia sadzonek/aktywnie napowietrzanej herbatki kompostowej
  • dysponujemy dużą ilością odpadów o wysokiej zawartości azotu (np.odpady kochenne) przykładowo gdy odbieramy resztki kuchenne ze stołówek, internatów, sklepów...
  • chcemy zmniejszyć objętość obornika/odpadów (dużo łatwiej rozprowadzić 20 ton kompostu niż 40-50 ton obornika)
  • chcemy pozyskać energię z procesu kompostowania 
  • mamy toaletę kompostową
  • lubimy robić kompost i chcemy się odstresować
Czy jestem przeciwnikiem robienia kompostu? Nie, osobiście bardzo lubię to robić, jednak warto wiedzieć, że są inne mniej pracochłonne i nawet skuteczniejsze sposoby na zwiększenie żyzności gleby i wykorzystanie materii organicznej. Zwłaszcza jeśli nie mamy specjalnie chęci,  kondycji czy czasu by przerzucać pryzmę kompostową oraz nie wykorzystujemy kompostu czy procesu kompostowania do innych celów.

Masz może jeszcze inne spostrzeżenia na temat kompostu?

niedziela, 6 czerwca 2010

Permakultura i leśne ogrody cz. 9 - gryzonie w ogrodzie.

Jedną z niewielu wad ściółkowania jest zwiększenie się populacji gryzoni, którym taka ściółka zapewnia idealne warunki do życia i rozmnażania się. Problem ten jest szczególnie dotkliwy w sadach czy leśnym ogrodzie, gdzie gryzonie są w stanie podgryźć korzenie drzew i krzewów owocowych do tego stopnia, że rośliny te zamrą. Mogą one zatem spowodować duże straty - zarówno pieniędzy jak i co nawet cenniejsze - czasu.


W tym angielskim leśnym ogrodzie problemu z gryzoniami nie ma, gdyż występuje w nim bogactwo rożnego rodzaju roślin, których korzenie gryzonie preferują nad korzenie produktywnych drzew i krzewów. Inna sprawa, że tam zimą rzadko kiedy śnieg mają :)

By problem ten rozwiązać należy naszego "wroga" zrozumieć. Konkretnie trzeba dowiedzieć się dlaczego korzenie drzew i krzewów są podjadane przez gryzonie?



Należy zrozumieć, że myszy, nornice, karczowniki nie robią szkód specjalnie, żeby nam na złość zrobić, tylko robią to głównie z głodu. Drugi potencjalny powód to potrzeba stępienia zębów, które gryzoniom rosną przez całe życie.

Zatem jeśli wyściółkujemy  tradycyjny sad to stworzymy gryzoniom dobre warunki do życia i rozmnażania, jednocześnie niszcząc wszelkie inne rośliny niż nasze produktywne rośliny uprawne. To sprawi, że jedynym źródłem żywności dla zwiększonej populacji gryzoni zimą staną się... korzenie drzew i krzewów. Tych posadzonych przez nas.

Jak można zatem temu zaradzić?


Trzeba dosadzić jakichś innych roślin. najlepiej takich, które gryzonie lubią - różnego rodzaju bulwy czy rośliny o grubych i wartościowych (z punktu widzenia gryzonia) korzeniach. Najlepiej by korzenie te miały lepsze wartości odżywcze niż korzenie drzew.

Oto kilka propozycji:

Warto wiedzieć, że te "chwasty" są zwykle dobrymi dynamicznymi akumulatorami - sprawiają, że z głębszych warstw gleby wydobywane są niedostępne dla drzew i krzewów owocowych minerałów. Kolejną korzyścią są ich potencjalne właściwości zdrowotne i kulinarne dla właściciela leśnego ogrodu - takie "chwasty" stanowią ważną część naturalnej apteczki pierwszej i późniejszej pomocy.

Inną taktyką "na gryzonie" jest sadzenie roślin odstraszających te szkodniki, takich jak:
  • bazylia - raczej w słonecznej części leśnego ogrodu
  • cebula, czosnek czy czosnek niedźwiedzi
  • mięta
Kolejną propozycją jest wypas w okresie jesiennym kur i świń w danym fragmencie leśnego ogrodu. W tym przypadku "szkodniki" zmieniają się w ceną, bogatą w białko paszę. Przy okazji takiego wypasu zwierzęta zjedzą również spady co sprawi, że i innych szkodników w następnym roku będzie mniej.

środa, 26 maja 2010

Kurs permakultury - Jak założyć produktywny leśńy ogród

Dnia 7 i 8 sierpnia w Dziadowicach (województwo wielkopolskie) odbędą się warsztaty permakultury. Tematyką warsztatów jest „Jak założyć produktywny leśny ogród”. Celem kursu jest przekazanie uczestnikom podstawowej wiedzy na temat projektowania, tworzenia i utrzymywania leśnego ogrodu w polskim klimacie.

Leśny ogród jest to ogród w swej strukturze przypominający las, w którym produkcja żywności i ziół leczniczych odbywa się na wielu piętrach – zupełnie jak w lesie. Dzięki temu, że leśny ogród naśladuje naturalny ekosystem, jego utrzymanie wymaga dużo mniejszego nakładu pracy niż w przypadku konwencjonalnego ogrodu czy nawet trawnika.

Plan kursu:
Informacje wprowadzające i pojęcia:
  • · Las – naturalna forma roślinności w klimacie umiarkowanym
  • · Dlaczego leśny ogród – omówienie korzyści
  • · Sukcesja ekologiczna
  • · Nisza ekologiczna
  • · Znaczenie chwastów i dynamicznych akumulatorów
  • · Rośliny wiążące azot
  • · Znaczenie żywopłotów
  • · Efekt brzegu
Projektowanie:
  • · Zasady projektowania
  • · Zbieranie informacji o miejscu
  • · Projektowanie żywopłotu
  • · Uwzględnianie ścieżek
  • · Zaczynanie od zera
  • · Przerabianie konwencjonalnego sadu
  • · Konwencjonalne uprawy w leśnym ogrodzie
Praktyka:
  • · Uwzględnianie okrywy roślinnej – znaczenie i funkcja
  • · Rodzaje i znaczenie ściółek
  • · Swale – wytyczanie i kopanie
  • · Sadzenie roślin w zachwaszczonym miejscu
Ciekawe i nieznane gatunki roślin do użytku w leśnym ogrodzie:
  • · Drzewa i krzewy
  • · Pnącza
  • · Zioła
  • · Rośliny okrywowe
  • · Jadalne grzyby w leśnym ogrodzie

Zwierzęta w leśnym ogrodzie

Liczba miejsc ograniczona do 25. Decyduje kolejność zgłoszeń. Zgłoszenia proszę kierować na adres mailowy plpermaculture@gmail.com
Cena warsztatów to 170 zł.

W cenie wliczone jest:

· Wegetariańskie wyżywienie : obiad, kolacja (w sobotę) oraz śniadanie i obiad (w niedzielę)

· Nocleg we własnym namiocie.

· Materiały szkoleniowe w wersji elektronicznej

Zaczynamy już w sobotę o godzinie 9!

sobota, 17 kwietnia 2010

Zastosowanie moczu ludzkiego jako nawozu w ogrodzie.

Ostatnio duże zainteresowanie wśród Czytelników wzbudziło wykorzystywanie moczu jako nawozu.
Temat jest na tyle poważny ;), że postanowiłem poświęcić mu cały wpis.

Mocz w ogrodzie ekologicznym może pełnić wiele funkcji. Jedną z najważniejszych jest jego wartość nawozowa.

To w moczu zawarta jest większość biogenów (pierwiastków potrzebnych roślinom pobieranych z gleby w największych ilościach)wydzielanych przez człowieka. Średnio jeden człowiek dziennie w moczu wydala:
  • 8-11 g azotu
  • 2 g fosforu
  • 2 g potasu
Mocz zawiera również sporą ilość wapnia (2g) oraz dużą ilość innych mikro i makroelementów. Mocz jest bogatym w azot nawozem wieloskładnikowym.
Przykładowo nawóz płynny marki Florvit Eko uniwersalny zawiera w 1 kg:
  • 50g azotu
  • 14,1 g potasu
  • 16,6 g fosforu
Cena 1,5 kg opakowania tego "ekologicznego" nawozu to 8,20 zł. Zatem jeśli przez 7 dni będziemy sikami podlewać nasz ogród możemy zaoszczędzić tę sumę pieniędzy. Zamiast zanieczyszczać wodę pitną, obciążać środowisko i oczyszczalnie ścieków możemy tę wodę użyć do rozcieńczania moczu - będziemy podlewać i nawozić ogród zarazem. Takie rozwiązanie jest dużo bardziej "ekologiczne" niż nawet świetnie reklamowany "ekologiczny" nawóz komercyjny. Wykorzystanie moczu w ogrodzie stanowi zatem dość prostą i łatwą do zastosowania alternatywę dla toalety kompostowej.


Film o wykorzystaniu moczu w Afryce

Jak stosować mocz? 
Najlepiej rozcieńczony. Na jedną część moczu należy dawać od 5 do 10 części wody. Taka mikstura jest dobra do podlewania warzyw, roślin ozdobnych i trawnika. Drzewka (również te owocowe) można podlewać bezpośrednio, pod pień lub na ziemię pod drzewkiem.

Dawkowanie:
Na 1 ha przeciętnego sadu nawozi się azotem w ilości 100-200 kg (średnio) na rok. Na 1 m2 ogrodu przekłada się to zatem na dawkę 10-20 g azotu na m2. Dobrze jest rozłożyć całą ilość nawozu na kilka dawek.

W praktyce jeśli rozcieńczamy mocz w stosunku 1:5 to dziennie możemy wyprodukować około 7,5 - 10 litrów nawozu. Jeśli podlejemy takim roztworem tylko 1 m2 to możemy trochę przesadzić - część azotu zostanie wymyta. Dlatego lepiej jest podlać nim 5 m2. Wtedy jednorazowa dawka na m2 będzie wynosiła około 2g azotu, czyli nie za dużo. Jeśli nawożenie będziemy powtarzać w odstępie 2 tygodni możemy dostarczyć danemu fragmentowi sadu dostarczyć około 20 g azotu na m2. Nawożenie nawozami azotowymi (czyli np. moczem lub obornikiem) drzew i krzewów owocowych powinniśmy zakończyć pod koniec lipca by nie pobudzać nadmiernie wzrostu wegetatywnego drzew i krzewów późno w sezonie. Jeśli byśmy dalej kontynuowali nawożenie możemy sprawić, że część nowych gałęzi nie zdąży zdrewnieć przed zimą i stanie się podatne na uszkodzenia mrozowe. Od sierpnia można przeznaczać płynne złoto na trawniki, grządki z warzywami czy żywokostem.

Mocz 4 osobowej rodziny w sezonie wegetacyjnym w zupełności wystarczy do nawożenia 400 - 800m ogrodu. Jeśli dodatkowo posadzimy w ogrodzie rośliny wiążące azot nie bedziemy musieli się już więcej martwić (i kupować) o nawozy azotowe. Idealnie zatem wykorzystanie moczu wpisuje się w koncepcję samowystarczalnego, przydomowego leśnego ogrodu.

Jak aplikować mocz?



Sprawa jest najłatwiejsza w przypadku mężczyzn. Wystarczy butelka z odpowiednio grubym lejkiem. Najlepsze są plastikowe butelki po 5 l wodzie mineralnej. Po użyciu można ją odstawić w jakieś ustronne miejsce w toalecie.
Sam mieszkając przez dłuższy czas w domku jednorodzinnym z ogrodem ustawiałem butelkę w toalecie. Zwykle wieczorem gdy była już pełna po prostu szedłem do ogrodu i opróżniałem zawartość. Nie raz zdarzyło mi się wylać zawartość bezpośrednio na trawnik starając się "podlać" kilkanaście m2. Trawnik w miejscu w którym takie praktyki wykonywałem był niesamowicie zielony i odporniejszy na suszę.

Istnieje możliwość stosowania moczu w formie nawożenia dolistnego. Osobiście rozcieńczałem wtedy mocz z wodą w proporcjach 1:15. Efekty są (jak zwykle w przypadku nawożenia dolistnego) bardzo szybkie i w moim przypadku były bardzo dobre. Po 4 bezdeszczowych dniach od aplikacji na warzywa liściowe  i zioła nie wykrywa się żadnego zapachu czy smaku nawet bez mycia tych produktów. Okres karencji dla komercyjnego użycia jest jednak chyba trochę dłuższy;)

Od czego zależy skład moczu?


Zawartość składników nawozowych w moczu zależy przede wszystkim od naszej diety - im więcej w niej białka tym więcej mocznika (a zatem azotu) będzie posiadał nasz mocz. Jeśli nasza dieta bogata jest w produkty takie jak orzechy, pełne ziarna zbóż, nasiona, ryby, mięso, jajka  nasz mocz będzie bogatszy w fosfor. W przypadku przyjmowania leków typu antybiotyki nie powinniśmy się obawiać, że pojawią się one w naszych warzywach czy owocach. By mieć dodatkową pewność najlepiej nie uzywać moczu do nawożenia dolistnego w czasie choroby a aplikować go bezpośrednio na glebę.

Kwestie na które trzeba zwrócić uwagę:
Mocz zdrowego człowieka jest sterylny. W klimacie umiarkowanym nie ma żadnych chorób przenoszonych poprzez kontakt z moczem. Jeśli przyjmujemy leki typu antybiotyki nie powinniśmy się obawiać, że pojawią się one w naszych warzywach czy owocach.

Moczu lepiej nie przechowywać długo, bo zaczyna śmierdzieć - to oznaka ulatniania się amoniaku czyli strat azotu. Zużyć najlepiej w ciagu 24 godzin.

W przypadku choroby dróg moczowych, przyjmowania antybiotyków lub menstruacji lepiej nie stosować moczu do nawożenia dolistnego. Dużo bezpieczniej i higieniczniej użyć jest go wtedy do podlewania drzew i krzewów owocowych lub innych roślin, których jadalne części nie mają bezpośredniej styczności z ziemią.

Ostatecznie nie ma co panikować -  to nie są toksyczne ścieki tylko zwykłe siki...

A Ty co o tym myślisz? Stosujesz lub zamierzasz stosować mocz w swoim ogrodzie?

sobota, 10 kwietnia 2010

Projektowanie ekonomicznie opłacalnych systemów agroleśniczych cz.1

Na zdjęciu młody system agroleśniczy - las pastwiskowy. Posadzone drzewka zabezpieczone są przed zwierzętami. Posadzone na tym terenie drzewa to jabłonie, morwy czarne, grusze europejskie, czereśnie i wiśnie. Na tym terenie pasą się owce (niewidoczne teraz na zdjęciu), gęsi i kury. Zapewnia to dywersyfikację ryzyka i wyższe łączne plony. Zdjęcie zrobione w Devon w Anglii.

Nowym Czytelnikom przypomnę co to jest gildia - gildia to grupa roślin wzajemnie się wspierających rosnących w tym samym czasie na tym samym obszarze. Gildie roślinne to nie płodozmian. Rośliny nawzajem dostarczają sobie wzajemnie różnorodnych korzyści. Sztandarowym przykładem jest gildia zwana "trzy siostry". To połączenie kukurydzy, fasoli i kabaczka. Kukurydza służy za tyczkę, fasola wspina się po kukurydzy oraz dostarcza kabaczkowi i kukurydzy azotu. Kabaczek zaś swymi liśćmi ocienia glebę czym zmniejsza presję ze strony chwastów, ogranicza wyparowanie wody z gleby i ogranicza erozję wodną. Łączne plony tego typu mieszanki przewyższają plony konwencjonalne. Jeśli uprawy konwencjonalnej się nie nawozi (jak trzech sióstr) to trzy siostry wyglądają o niebo lepiej.

Największym minusem jest jednak to, że trudno w takim systemie pracować z maszynami. Trudno zebrać fasolę i kukurydzę nie rozjeżdżając kabaczków kombajnem. Również różnice w terminie dojrzewania poszczególnych komponentów nie ułatwiają sytuacji. Gildia ta zatem ma zastosowanie raczej na skalę ogródka, gdzie nie ma problemu z ręcznym zebraniem fasoli w lipcu, kukurydzy w sierpniu a kabaczków we wrześniu/październiku.

Czy można stosować gildie i permakulturę na skalę komercyjną?

Tak i robione jest to z dużymi sukcesami przez wielu ludzi na świecie. Gildie projektowane pod kątem komercyjnym muszą być prostsze w obsłudze. Z reguły oznacza to mniejszą liczbę roślin. Leśny ogród to przykład takiego systemu złożonego z bardzo dużej iloci rożnych gildii roślinnych. Możliwe, że ze zbyt dużej jak na skalę komercyjną. Dużo ekonomiczniej (pod kątem czasu na zbieranie) jest jeśli w danym miejscu jest duże zagęszczenie jednego typu plonów (np. jabłek). Ideałem pod tym względem jest monokultura.

Gdy do gildii doda się zwierzęta użytkowe to zaczynamy mieć całkiem konkretny ekosystem - to jest jednym z założeń permakultury.

W poprzednim wpisie o istocie holistycznego zarządzania ziemią podałem przykład systemu agroleśniczego w którym uprawiany jest kasztan chiński. W rzędach w których jest kasztan posadzone są pawpawy (asymina/urodlin). Pawpawy to drzewa niższe niż kasztany i są na dodatek cieniolubne. Wykorzystywana jest zatem światło, którego kasztany nie wykorzystują. Zarówno kasztany jak i pawpawy dają plony (kasztany i owoce) to dla Polaków produkty egzotyczne. Kasztany są trochę mniej egzotyczne, pawpawy to całkowita nowość. Dlatego będą stanowić produkt ryzykowny (trudno o rynek zbytu) ale też są to produkty, które mogą osiągać wysoką cenę. Są to zatem produkty dobre na czasy prosperity. Jeśli ich nie sprzedamy (ciężkie czasy), to mamy jedzenie dla siebie i rodziny oraz paszę dla zwierząt.

W rzędach między drzewami mogą wypasać się zwierzęta - krowy dając mleko, mięso oraz kontrolując chwasty i trawę. W tym samym czasie dostarczają drzewom nawozu. Krowy dają mięso i mleko czyli produkt na które zbyt raczej jest zawsze (inna sprawa to opłacalność). Jeśli jest się dobrym marketingowcem można przekonać klientów, że nasze mleko/mięso jest lepsze bo od krów wypasanych na ziołach (w cieniu drzew trawy rosną gorzej niż rośliny zielne) - to na czasy dobrobytu. W tym systemie możemy również wypasać świnie - zeżrą kasztany zakopane przez myszy (i same myszy) oraz spady pawpawów. Ograniczy to choroby drzew. Świnie możemy marketingować jako świetne świnie bo z wolnego wypasu i jeszcze kończone na kasztanach. Jeśli czasy będą ciężkie (recesja, wojna itp.) to ograniczymy koszta paszy dla świń. Nie widzę tez przeszkód by do tego systemu nie dorzucić też kury.

Inną opcją jest uprawa w cieniu kasztanów i pawpawów drogich, cieniolubnych ziół leczniczych np. żeń szeń amerykański lub gorzknik kanadyjski. Zioła te są trudne w uprawie, ale uzyskuje się za nie dobre pieniądze. W międzyrzędach, tam gdzie jest światło można uprawiać jeżówkę purpurową. Ta druga wersja jest chyba bardziej dochodowa jednak większość produktów będzie dobrze schodzić raczej tylko w czasie prosperity.

Jeden z komentatorów zwrócił mi uwagę, że ciągle męczę te kasztany chińskie. Dlaczego nie piszę o innych drzewach paszowych np. dębach, orzechach włoskich, cedrach(sosnach syberyjskich), bukach? Opiszę dlaczego nie uważam dębów, buków i sosen syberyjskich za najbardziej pożądane drzewa paszowe do systemów agroleśniczych:
  • dęby - silna tendencja do naprzemiennego owocowania - zwykle dobry rok występuje co kilka lat (przynajmniej u rodzimych gatunków). Pierwsze plony po kilkudziesięciu latach (50-60)
  • buki - nie mam danych dotyczących ilości plonów na ha. Zaczyna owocować po kilkudziesięciu latach (40-50), owocuje przemiennie
  • sosny syberyjskie (zwane przez wielu cedrami) - plony z ha dojrzałej plantacji to kilkadziesiąt kg na ha na rok. Pierwsze plony po 15 -20 latach (wersja optymistyczna)
Orzecha włoskiego rzeczywiście nie opisywałem :) Będzie trzeba mu wpis poświęcić.

Mam nadzieję, że Czytelnicy będą wiedzieć już czym kierować się w przypadku projektowania systemu agroleśniczego...

Polecam przeczytać również:

Dlaczego system agroleśniczy jest bardziej produktywny, niż "normalne" pole?
Jak zarobić na lesie zanim drzewa dorosną?
Rolnictwo wspierane przez wspólnotę.
A Ty co o tym myślisz?

sobota, 3 kwietnia 2010

pH i permakultura cz.1

Jeden z Czytelników poprosił bym napisał coś o zmianie pH gleby. Najpierw krótkie wprowadzenie czym pH jest i dlaczego jest tak ważne.

Skala pH – ilościowa skala kwasowości i zasadowości roztworów wodnych związków chemicznych.
Wikipedia

Najniższe pH (0) ma kwas solny, najwyższe (14) ma wodorotlenek sodu. 7 to odczyn obojętny.

Większość roślin uprawnych czuje się najlepiej w pH o przedziale 6-7.
Zapewnienie odpowiedniego pH roślinom uprawnym jest istotne, gdyż:
  • rośliny gorzej rosną w glebie o nieodpowiednim pH a niektóre nawet nie rosną wcale
  • spada jakość i ilość plonów
  • mogą występować niedobory mikroelementów w roślinach
  • przy zbyt niskim pH zwiększa się absorpcja metali ciężkich (ołów, kadm...) oraz szkodliwego w dużych ilościach glinu
  • makroelementy są słabiej przyswajane
  • na glebach o niskim pH obniża się wydajność procesu wiązania azotu z powietrza przez bakterie brodawkowe


W Polsce większość gleb jest zakwaszona lub silnie zakwaszona. Składa się na to kilka czynników:
  1. Skała macierzysta na większości terenów naszego kraju ma naturalnie niski odczyn.
  2. Na wielu terenach Polski opady deszczu są większe niż potencjalne wyparowanie co przyczynia się do wypłukiwania łatwo wymywanych pierwiastków zasadotwórczych (wapnia, potasu, magnezu) .
  3. Nawożenie sztucznymi nawozami azotowymi przyczynia się do obniżenia pH
  4. Uprawa roślin, które przyczyniają się do zakwaszenia gleby (głównie sosny i inne iglaki) poprzez wytwarzanie zakwaszającej ściółki
  5. Uprawa roślin na sprzedaż wiąże się z eksportem zasadotwórczych (zwiększających pH) pierwiastków - wapnia, potasu i magnezu
Wiemy już, że pH w Polsce mamy z reguły za niskie. Naszym zadaniem jest zatem sprawić, że pH się podniesie, albo chociaż nie będzie się obniżać. Odniosę się do poszczególnych punktów i dodam kilka innych spostrzeżeń:

1.O ile to pierwsze jest niemożliwe do zmiany (no chyba, że zmienimy miejsce zamieszkania), to z innymi czynnikami możemy już "pracować".

2. Wymywanie pierwiastków zasadotwórczych możemy w dość łatwy sposób ograniczyć. Wystarczy sprawić, że woda nie będzie tak szybko przepływać przez naszą glebę. Pierwszym sposobem jest odpowiednie ukształtowanie terenu, by zatrzymać erozję wodną. Jednym z takich sposobów jest wykopanie swalea. Drugim sposobem jest jest zwiększenie poziomu materii organicznej w glebie. Dzięki temu woda dłużej będzie w warstwie dostępnej dla korzeni roślin więc mniej pierwiastków zasadotwórczych zostanie wymyte. By ten efekt zwiększyć jeszcze bardziej dobrze jest łączyć rośliny o płytkim i głębokim systemie korzeniowym - wtedy jeszcze mniej wody (z rozpuszczonymi w niej pierwiastkami) zostanie wymyte poza zasięg korzeni roślin. Mączka bazaltowa jest przydatna do wiązania wody na terenie piaszczystym. Sama ma delikatne działanie zasadotwórcze.

3. Sztucznych nawozów azotowych nie musimy stosować w gospodarstwie permakulturowym. Przeczytaj dlaczego są one niepolecane w gospodarstwie permakulturowym.

4.Powinniśmy bardzo uważać jaką ściółkę stosujemy. Jako regułę można uznać, że ściółka organiczna, która mimo rozdrobienia materiału przyczynia się do zakwaszenia gleby. Z reguły materiały te są również ubogie w azot oraz bogate w różnego rodzaju woski (które utrudniają rozkład).
Najlepszym przykładem są ściółki pochodzące z sosny: kora lub igliwie. Do ich rozkładu potrzebne są grzyby, które wytwarzają silne kwasy by rozłożyć te ubogie w azot a bogate w woski substancje... Czasami warto tą właściwość wykorzystać - można ściółkować borówki ścinkami z przycinania tuj i sosen.

5.Jeśli sprzedajemy rośliny na sprzedaż warto zastanowić się czy nie sprzedajemy czasami biomasy. Sprzedawanie biomasy roślin jest najbardziej "kosztownym" rodzajem produkcji jaki możemy prowadzić. Oczywiście rozpatrując eksport pierwiastków z gleby. Dobrym przykładem jest wierzba energetyczna. Dochód z plantacji bardzo umiarkowany (jeśli w ogóle), eksport mikro i makroelementów ogromy. Sprzedaż ziół, dżemów czy agroturystyka pod tym względem nie jest aż tak kosztowna. Dobrym przykładem są producenci wełny z alpaków. Produkują wyrób którego nie jest dużo na rynku, ale który jest odpowiednio drogi.

6.Warto wykorzystywać dynamiczne akumulatory, które gromadzą wapń. Jednym z nich jest żywokost lekarski. Spełnia on co najmniej dwie funkcje w dostarczaniu wapnia roślinom. Po pierwsze magazynuje wapń w sobie. Po drugie ma głęboki system korzeniowy co zapobiega...wymywaniu wapnia poza zasięg korzeni naszych roślin.
Podobnie robinia akacjowa ma głęboki system korzeniowy i jest dynamicznym akumulatorem. Marc Bonfils opisuje, że popiół z niej zawiera 75% tlenku wapnia (nie wiem czy dobrze przetłumaczyłem - chalk). Jako, że robinia to drzewo rosnące bardzo dobrze na glebach suchych i piaszczystych, wiąże azot atmosferyczny z powietrza (nawet do 250 kg na ha) jest używana do rekultywacji gleby. Dobrze nadaje się zatem na gleby VI klasy.

7. Dobrym rozwiązaniem dla osób, które się budują a mają piaszczystą glebę jest wykorzystanie gruzy budowlanego - ma zasadowe pH. Podobnie stary cement. Pudełka plastikowe i różne chemikalia budowlane lepiej odkładać na inną kupkę.

Dla największego efektu najlepiej łączyć wszystkie te strategie.

wtorek, 30 marca 2010

Zasady projektowania produktywnego żywopłotu cz.2. Jak unikać przeciagów

W pierwszym wpisie o projektowaniu produktywnych żywopłotów dowiedzieliśmy się jakie pożyteczne funkcje może pełnić żywopłot oraz jaki teren taki żywopłot może chronić od wiatru.
Stalin planuje...sadzenie żywopłotów na stepach południowego ZSRR

Dla przypomnienia przytoczę fragment poprzedniego wpisu, gdyż dzisiaj skupiać się będziemy na przeciągach.
" Dobrze zaprojektowany żywopłot dzięki zmniejszeniu siły wiatru, ma na chroniony teren następujący efekt:
-zwiększa względną wilgotność powietrza
-łagodzi temperaturę gleby i powietrza
-ogranicza wyparowanie wody z gleby, czyli poprawia wilgotność gleby
-może zatrzymywać śnieg, czyli zwiększać ilość wilgoci dostępnej roślinom na wiosnę"

Czasami jednak nasz żywopłot może pogorszyć sprawę. Poniższy rysunek obrazowo pokazuje jak nie należy projektować żywopłotu. Pojedyncze drzewo, z "gołym" pniem może przyczynić się do zwiększenia prędkości wiatru przy ziemi. Dzieje się tak, ponieważ wiatr przemieszcza się po najmniejszej linii oporu. Część wiatru, która normalnie równomiernie by przemieszczała się na całej szerokości korony drzewa teraz zostaje podzielona. Część płynie powyżej korony drzewa. Spora jednak część płynie poniżej korony drzewa. Wiatr zamiast być zatrzymywany czy spowalniany zwiększa swoją prędkość. Ma to na okoliczne rośliny następujący negatywny wpływ:
  • mogą zwiększać się uszkodzenia mechaniczne
  • zwiększa się wyparowanie wody przez rośliny i glebę
  • większa szybkość wiatru może utrudniać zapylenie roślin przez owady
  • następuje "obniżenie temperatury odczuwalnej" dla roślin i zwierząt. Nasz sezon wegetacyjny zatem się skraca

Źle zaprojektowany żywopłot. Wolna przestrzeń pod koroną drzewa sprawia, że wiatr przy powierzchni zwiększa swoją prędkość.

By się przed tym efektem uchronić należy zaprojektować żywopłot w ten sposób by wiatr łagodnie ukierunkowywany był ponad korony drzewa.

Wiatr w łagodny sposób ukierunkowywany jest ponad koronę drzewa. Dzięki temu żywopłot jest bardziej produktywny i skutecznie chroni uprawy przed wiatrem.

Taki żywopłot wbrew pozorom nie służy tylko do ochrony delikatnych krzewów owocowych. Równie istotny będzie w lesie, leśnym ogrodzie czy na plantacji biomasy. Tego typu żywopłot w przypadku lasu zwany jest okrajkiem. Jako, że zapobiega przed dostaniem się wiatru do lasu zabezpiecza ten las przed nadmierną utratą wody. Przekłada się to na większe przyrosty  drewna. Okrajek stanowi również cenny habitat dla dzikiej przyrody. Może warto by stał się on naszą piątą strefą?