środa, 13 stycznia 2010

Rolnictwo wspierane przez wspólnotę.


Na zdjęciu przykładowy tygodniowy koszyk produktów z CSA. Jak dla mnie trochę mało, ale to wszystko kwestia udziałów i dogadania się.

Dzisiejszy wpis nie będzie o tym, czy dopłaty do rolnictwa są małe, czy duże, słuszne, czy nie słuszne – przecież o to chodzi politykom, by poprzez system podatkowy i redystrybucji "napuszczać" jedną grupę zawodową/klasę na drugą. Jest to zasłona dymna ,która zarzucona została by przeciętny człowiek skupiał się na problemach nieistotnych a nie dostrzegał istotę problemu.
Kolejny rok dług publiczny RP będzie powiększony. Czyż nie lepiej jest zrucić winę na np. rolników? Gdyby tylko płacili ZUS a nie KRUS, gdyby tylko nie dostawali dopłat... O tym wszystkim dzisiejszy wpis nie będzie.

Będzie natomiast o prawdziwym rolnictwie wspieranym przez wspólnotę. Nie, tę biurokratyczno – totalitarną "Wspólnotę" Europejską, tylko taką prawdziwą, lokalną.

Termin rolnictwo wspierane przez wspólnotę (dalej po prostu RWPW)to dosłownie przetłumaczony termin angielski Community-supported agriculture (skrót CSA). CSA to system społeczno – ekonomiczny, który stanowi atrakcyjną alternatywą dla rolników. Dzięki temu systemowi nie uczestniczą oni w typowym "łańcuchu pokarmowym" żywności.
Konwencjonalny system zaopatrzenia w żywność przeciętnego człowieka wygląda mniej-więcej tak: rolnik-> hurtownia -> dystrybutor -> sklep. Co można powiedzieć o tym systemie to na pewno, nie to, że zapewnia on rolnikom ogromne profity. Jak w większości przypadków najwięcej zgarnia pośrednik.

Na zachodzie rolnicy organiczni (ekologiczni) doszli do wniosku, że jeśli skróci się maksymalnie ten łańcuch to zysk dla rolnika jest największy. CSA to jedna z konsekwencji tego "skracania".

Na czym RWPW polega?
Klient "wykupuje" udział w rocznej produkcji danego rolnika. Co tydzień dostaje w zamian pewien udział produkcji rolnej danego rolnika. Dodatkowo rolnik dostaje pieniądze z góry, dzięki czemu może uniezależnić się od kredytów bankowych. Eliminuje to kolejne koszta i zapewnia spokój umysłu.

Posiadanie "udziałów" w produkcji rolnej sprawia, że klient dostaje produkty, które są w sezonie. Jeśli pomidory nie udały się trudno, jest jeszcze kilka innych rzeczy jakie klient dostaje w "koszyku". Jeśli natomiast są obfite zbiory to klient również ma w nich udział.
Produkcja zatem powinna być rozłożona w czasie, stabilna – ludzie chcą przecież dostawać świeże jedzenie co tydzień w ilościach, które są w stanie zużytkować. Nie można przecież najeść się na zapas (wiem, ignoruję problem nadwagi;) Idealnie nadaje się zatem do "peramakulturowego" rolnictwa, zwłaszcza leśnego ogrodu.

Zwykle kwestie logistyczne załatwione są w ten sposób:
Rolnik wkłada do koszyków odpowiednie, różnorodne plony, co tydzień przyjeżdża jeden z członków CSA by odebrać od rolnika żywność. Ten człowiek zajmujący się dystrybucją to oczywiście pośrednik, jednak w przypadku CSA zadowala się on zwykle rabatem na udziały lub jeśli odległość jest większa, lub członków CSA jest więcej to ma on swoje udziały za darmo (tzn bez płacenia pieniędzy). Zmniejsza to dalej potrzebę zarabiania pieniędzy przez rolnika. Jeśli CSA jest większe, to takich osób co rozwożą jedzenia w zamian za udziały jest odpowiednio więcej.

Dodatkowo często udziałowcy przyjeżdżają na "swoją" farmę i pomagają w pracach na ziemi. W końcu przecież jeśli pomoże to będzie miał większe plony. Dla mieszczuchów taki wypad to jak wakacje pod gruszą...

Jak zatem CSA przyciągają klientów, którzy są skłonni wyłożyć kasę za jedzenia na cały rok z góry? Stosują zazwyczaj strategię, niskich cen. Koszt żywności ekologicznej w supermarketach są z reguły o kilkanaście-kilkadziesiąt procent wyższe jak zwykłej żywności. Rolnik z CSA może zaoferować klientom cenę niższą za żywność ekologiczną, jak supermarket za zwykłą żywność.
Dodatkowo częst tworzą na swoich farmach place zabaw dla dzieci, miejsca gdzie mieszczuchy mogą zrobić ognisko (i kupić drewno) lub np grilla(i kupić węgiel drzewny). Rolnicy z CSA wykorzystują zatem zasadę marketingową, że nie sprzedają zwykłego produktu a sprzedają styl życia (zdrowy, ekologiczny, zgodny z naturą, gdzie zwierzęta są dobrze traktowane). Zachodnie CSA mocno przyczyniły się do propagowania nowych warzyw i owoców. Po prostu klient dostaje pewnego razu w koszyku dziwnie wyglądającą roślinę wraz z karteczką z instrukcją "jak to się je".

Dodatkowym plusem jest możliwość kupowania strasznego, złego, potępianego przez UE i inne SANEPIDY surowego mleka. Właściwie to się tego mleka nie kupuje, tylko odbiera, przecież ma się udziały... No nie?

Oczywiście pewnie z połowa z tych rzeczy nie jest w Polsce legalna (barter np.), ale przecież jesteśmy Polakami (większość czytelników przynajmniej) więc umiemy kombinować:) Czerwonych komuchów pokonaliśmy (załóżmy) to mamy się teraz dać niebieskim?

A Ty co o tym myślisz?

16 komentarzy:

  1. Znam te tematy :) Po pierwsze w Polsce barter jest legalny tylko trzeba zapłacić podatek. Sam nawet myślałem żeby założyć jakieś stowarzyszenie ale o szerszym zakresie tak aby pomóc zwykłym ludziom w zmniejszeniu wydatków. Np takie proszki można zastąpić zwykłym proszkiem technologicznym czyli tym samym ale w hurcie i kilkakrotnie tańszym, i tak można zrobić wiele żeczy. Tylko z doświadczenia wiem że niestety Polacy mają tylko żądania i najlepiej żeby im za darmo dali i pod drzwi przywieźli...

    Ale to był by bardzo dobry sposób promocji monarchizmu i normalnego stylu życia.

    Piotr

    OdpowiedzUsuń
  2. Koncepcja interesująca, ale z punktu widzenia inwestora indywidualnego jest to straszna ruletka - to tak naprawdę spółka płacąca dużą, ale nadzwyczajnie nieprzewidywalną dywidendę... Nie sądzę, żeby kiedykolwiek taki system mógł uzyskać popularność. Od średniowiecza trendem jest centralizacja transportu, dystrybucji i przechowania żywności - i ma to swój bardzo głęboki sens ekonomiczny, podział pracy prowadzi do wysokiej efektywności, której skutkiem ubocznym jest, fakt, spadek cen żywności, ale argumentować za odwróceniem tego trendu to trochę jak argumentować za tłuczeniem szyb, by dawać pracę szklarzom (Ce qu'on voit et ce qu'on ne voit pas Bastiata się kłania...)

    OdpowiedzUsuń
  3. @ Piotr w jaki sposób można by przy pomocy RWPW promować monarchizm, bo związku przyczynowo-skutkowego nie widzę za bardzo?

    @panika2008
    Nie twierdzę, że ten system stanie się dominującym w Polsce sposobem pozyskiwania przez ludzi żywności żywności. Nie argumentuję żebyśmy zamknęli supermarkety - przedstawiam jak już pisałem alternatywę, dzięki czemu zwłaszcza gospodarstwa permakulturowe prosperują. Może "supermarketowy" łańcuch żywności jest ekonomicznie wydajny - nie da się ukryć, skoro od tylu lat rozwija się i przejmuje coraz większą część rynku żywności.
    Jednak część ludzi ma go dość - CSA stanowi właśnie rozwiązanie. W Tesco i Sommerfild'dzie, w którym kupowałem (źródło jedynej żywności organicznej w miasteczku w którym mieszkałem) takie śliwki (te z uprawy ekologicznej) były zbierane gdzieś na 2-3 tygodnie przed osiągnięciem dojrzałości konsumpcyjnej. Teoretycznie więc śliwka nawet ta "ekologiczna" nie była bardzo smaczna. Najlepsze owoce jakie jadłem w Anglii to były jeżyny, mirabelki i fuksje, cisy, które rosły na drodze z domu do pracy. Jako osoba, która przyjechała zebrać kapitał nie było mnie stać na żywność organiczną, która i tak nie była zbyt smaczna. Ta "ekonomiczność" ma zatem niewymierną cenę, która zostaje przerzucona na klienta.

    Gdyby nie fakt, że dowiedziałem się o tym systemie późno i to, że byłem w UK tylko rok, to na pewno bym w to wszedł - to po prostu się opłaca, zwłaszcza jak chce się zdrowo odżywiać.


    Na zachodzi ten system bardzo prężnie się rozwija. Dodatkowo umożliwia on życie z ziemi na bardzo małym obszarze.

    W sumie to dochodzę do wniosku, że jednak argumentuję za odwróceniem tego trendu. Nie po to by dawać prace szklarzom, tylko po to by szkło było dobrej jakości, nie miało przebarwień i nikomu nie spadło na głowę podczas silniejszego podmuchu wiatru. Do osiągnięcia tego celu prawdopodobnie będziemy potrzebować więcej szklarzy...

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Piotr
    Praca organiczna, u podstaw nie jest łatwa. Nie mniej nie należy się zniechęcać.
    Co do proszków do prania, to większość proszku to dosłownie "proszek" (chyba różne sole sodu) który sprawiają, że proszku jest więcej, są one zatem "wypełniaczem", Klientowi gorzej by było pogodzić się z myślą, że płaci za tak małą ilość substancji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wojtku takiego związku nie zjandziesz w żadnej organizacjii parapolitycznejtrudnioacej się szeroko pojęta pomocą ( jest ich dość sporo na świecie o zgroza najwięcej lewicowych). Poprostu polega to na zasadzie my jesteśmy tacy i tacy, ludek otrzymuje jakąś korzyść i wtedy mówi się o widzisz ile możesz z nami skorzystać! Takie przekupstwo polityczne ale w dzisiejszych czasach w polityce bez przekupstwa nie ujedziesz, a idea monarchizmu jest dość egzotyczna jak na Polskę. Prędzej w Brazylii doszło by do monarchii wojując ideami i argumentami ( poparcie tam wachca sie nawet pod 20% a to jest naprawde sporo).

    Piotr

    OdpowiedzUsuń
  6. @WM: w proszkach duża część to balast - borany i fosforany, ale one mają jednak sens; poza tym, który wymieniłeś (optycznie "dużo", ale też ułatwia to dozowanie), mają one wpływ na rozpuszczalność innych składników i ich efektywność kompleksującą, pH wody (m.in. własności buforujące) i skuteczność środków powierzchniowo czynnych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę, że będę musiał się dokształcić z chemii, dzięki za info.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Panika2008 mysle ze peak oil moze nas wrecz zmusic do takiego modelu - ale tak powoli - jak dobiera sie nam wladza do gardla - by przynajmniej zywnosc byla wytwarzana lokalnie - niestety bez drastycznej zmiany diety sie nie obejdzie ...
    Co do ROI vs risk inwestycji - z tego co autor nam tutaj prezentuje na blogu - permanenta - stala gospodarka ziemia ma byc z zalozenia odporna na niurodzaj i plagi. Wiec i ryzyko i potencjalne profity raczej sa stale, z malymi odchyleniami - mysle ze w porownaniu ze spolkami S.A. to raczej blizej mu obligacjom i to nawet nie tym smieciowym.
    @autor. Mysle ze taki model to tworzenie permanentnej gospodarki - gdy na danym obszarze jest zrodlo super jakosci niedrogiej zywnosci - sadze ze w miare wzrostu ceny ropy w dluzszym terminie - nawet taniej - siedliska ludzi stana sie trwalsze. Czekam na wiecej o lesnych ogrodach bo trzeba dzialac na swoim placu:) a nie ogladac sie na innych.
    Co do posta to mysle ze w naszym tubylczej prowincji bezprawia taki system moze sie sprawdzac na zasadzie sasiedzkiej - sasiadka opowie sasiadce jakie jej dobre orzechy dostarczasz i jakas masz super marchew na abonament. Na wzor tej rodziny z Californi o ktorej film zlinkowales. Pozatym sasiada ciezko orznac i nei ma sensu - poopowiada innym sasiadom i biznes lezy.
    pozdrawiam
    m.

    OdpowiedzUsuń
  9. Marketing wirusowy zdecydowanie jest najskuteczniejszym rodzajem reklamy. Gospodarstwa permakulturowe są bardziej odporne na niekorzystne czynniki atmosferyczno - biologiczne. Z prostej przyczyny - uwzględnia się takie rzeczy w projekcie...
    Jeśli w danym roku kompletnie nic by nie wzeszło w permakulturowym gospodarstwie CSA, to oznaczałoby, że mamy większy problem niż tylko finanse (jakaś bomba atomowa, albo wybuch wulkanu, taki jak np. w 1816:)

    Również pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie az tak na mysli finansow.Mialem raczej na mysli to ze z samej idei dajemy bardzo stabilna co do warunkow umowe z mala liczba zmiennych po stronie ryzyka. Do tego powinno sie to raczej traktowac jako headge dla obydwu stron - bardzo symetryczna, uczciwa i przynoszaca b.wiele korzysci dla obydwu stron umowa. W wykonaniu opisywanym w poscie - mysle od strony prawnej stosunkowo latwa ale moge sie mylicl;/ tutaj juz nic nie moze byc latwe i proste ;/
    pozdrawiam.
    m.

    OdpowiedzUsuń
  12. nawet juz nie poprawiam. Co za tydzien :(

    OdpowiedzUsuń
  13. @Piotr i mopel44 tu nawet nie chodzi o podatek dochodowy dla rolnika, że on ma zyski ze sprzedaży, tylko chodzi o to,że osoba rozwożąca żywność po domach w zamian za jedzenie prowadzi nielegalną działalność gospodarczą. Musiałaby zarejestrować firmę, płacić z 800 zł ZUS'u miesięcznie...

    Wydaje mi się, że szansa, że takiego rozwoziciela złapią jest bardzo mała, więc nie należy się tym przejmować. Chodzi mi tylko o to, że prawne rozwiązania mocno utrudniają wprowadzenie tego systemu.

    Państwo lubi przecież kontrolować wszystko...

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozwiazanie prostrze. Żywność rozwozi rolnik, albo okoliczni mieszkańcy przyjeżdżają do niego sami po jedzenie. Można też handlować na targowiskach. Teraz można będzie sprzedawać produkty przetworzone do 5000zł rocznie. Czyli pieczywo, dżemy, przetwory ważywne, mrożonki, wędliny, i inne(oprócz alkoholu). A gdyby założyć agroturystyke w gospodarstwie możnaby urządzać jakieś Eko-wakacje wczasowiczom, jakieś atrakcje, wycieczki po leśnym ogrodzie(dobra promocja nie musi kosztować wiele, a zachwyca konsumentów i przynosi zyski)

    Małorolny

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak mówisz Małorolny. Jak jest się kreatywnym i robotnym, to można coś wykombinować i zarobić. Może kokosy to nie będą, ale będzie się mieć wysoka jakość życia. Ważne jest też również, że człowiek się aż tak bardzo nie stresuje, bo nie musiał zaciągać kredyt na nawozy, maszyny itd...

    Ważne jest też to, że dywersyfikuje się źródła dochodu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jest taki projekt w trakcie realizacji. W Dolnośląskiej Fundacji Ekorozwoju prowadzi go (prowadziła?) Monika Onyszkiewicz i projekt ten nazywa się EkoPaczka. Przykład przyszedł z Niemiec; rolnik produkuje i dowozi odbiorcom, którzy u niego zamówili konkretne ilości produktów, które on akurat ma.
    www.eko.wroc.pl

    OdpowiedzUsuń

Podziel się wiedzą ze znajomymi!