piątek, 8 stycznia 2010

Zboża wieloletnie i Monsanto w permakulturze


Próba stworzenia produktywnego słonecznika wieloletniego, to jeden z wielu projektów nad którymi pracują naukowcy z The Land Institute. Wszystko to bez modyfikacji genetycznej (GM).

Permakultura to sposób projektowania oraz utrzymywania trwałych siedlisk ludzkich. Niemożliwe jest natomiast istnienie jakiegokolwiek trwałego siedliska ludzkiego bez zapewnieniu tymże ludziom prawdziwie trwałego i zgodnego z naturą sposobu pozyskiwania żywności.
Współczesny model rolnictwa przy uwzględnieniu skali i tempa utraty gleby trudno takim nazwać. Aktualnie jako protezy pozwalającej ludzkości iść dalej używa się energii z paliw kopalnianych. Dodam tylko, że proteza ta coraz bardziej koroduje a i ludzi potrzebujących jej używać jest coraz więcej (około października 2012 roku populacja ludzi na Ziemi osiągnie 7 mld). Dodatkowo prawa noga zaczyna dość poważnie niedomagać co jeszcze bardziej zwiększa obciążenie protezy (wiele łowisk jest nadmiernie eksploatowanych, załamały się populacje wielu ryb morskich - źródła białka dla dużej części ludności). Sytuacja wygląda nie ciekawie.

Na szczęście jest permakultura:) z jej wywrotowym podejściem do produkcji żywności i zapewniania potrzeb ludzkich.

Jednym z takich lekarstw dla ludzkości jest zmiana gatunków zbóż jakie się uprawia. Z jednorocznych na wieloletnie. Lekarstwo to nie jest może najlepsze określenie, gdyż do określenia skali czasowej jakiej potrzeba na dokonanie tej zmiany lepiej pasuje słowo rehabilitacja. Rehabilitacja około dwudziestopięcioletnia (na tyle szacuje organizacj o której za chwilę, uczynienie zbóż wieloletnich równie produktywnymi jak zboża jednoroczne).

Właśnie tą działalnością zajmuje się The Land Institute, z ang. Instytut Ziemi(od ziemi rolnej a nie Ziemi-planety) z Kanzas (USA). Celem Instytutu Ziemi jest wytworzenie polikultury wieloletnich zbóż i roślin motylkowych, których plon ziaren (i nasion) będzie porównywalny z uprawą jednoroczną. Inspiracją do tego jest naturalna preria(formacja roślinna podobna do stepu). Dlaczego akurat preria? Ponieważ w czasie kilkudziesięciu - stu kilkudziesięciu lat uprawy roślin jednorocznych na tych preriach doszło do olbrzymiej erozji gleby. Swego czasu "standardem" była utrata przez farmera około 40 ton gleby/rok/ha (w naturalnych warunkach gleba wytwarza się w tempie około 0,2 t/rok, na prerii możliwe, że trochę szybciej). Z czasem farmerzy zaczęli odczuwać konsekwencje (głównie ekonomiczne) zmniejszenie poziomu materii organicznej i miąższości (głębokości) gleby...
W warunkach naturalnej prerii, gleba zamiast ubywać w tempie 40 ton na hektar na rok, jest wytwarzana. To właśnie dzięki prerii, wypasającym się na niej bizonom i zarządzającymi nią Indianami powstały żyzne czarnoziemy.
Instytut Ziemi dąży zatem do tego by uprawa zbóż (ale nie tylko!) przypominała prerię.
Jakie cechy ma preria? Oto one:
-Różne trawy, rośliny zielne, bobowate (dawniej motylkowe) maja korzenie na różnej głebokości. Dzięki temu zasoby gleby są lepiej wykorzystywane i gleba jest odporna na erozję. Korzenie niektórych roślin dochodzą do głębokości ponad 2 m.
-Jest bogata w gatunki roślin. Na naturalnej prerii w Kanzas można doliczyć się około 270 gatunków roślin.
-Jest odporna na różne warunki pogodowe. Jeśli jeden rok jest suchy to lepiej będą rosły rośliny sucholubne, jeśli rok jest wilgotny to lepiej będą rosły potrafiące tą wilgoć wykorzystać.
-Jest odporna na ataki szkodników - duża bioróżnorodność roślin zapewnia bogactwo różnych owadów, które trzymają szkodniki w szachu.

Instytut Ziemi skupia się zatem na tym, by "uwieloletnienie" produktywne zbóż jednorocznych oraz by zwiększyć plony ziaren traw wieloletnich. Dodatkowo próbuje skomponować taką kombinację roślin motylkowych i ziół, by rośliny nie wymagały nawozów sztucznych lub wymagały ich zdecydowanie mniej. Jak łatwo się domyślić używanie herbicydów jest wykluczone. Aktualnie polikultura uprawna Instytutu Ziemi składa się z około 8 gatunków roślin.

Jakie korzyści zboża wieloletnie będą dawały rolnikowi?
-wyeliminowanie corocznej orki
-wyeliminowanie corocznego siewu
-wyeliminowanie/zmniejszenie kosztów nawożenia

To wszystko składa się na konkretne oszczędności - po prostu więcej pieniędzy będzie zostawać w rękach rolnika. Wg amerykańskich danych 90% ceny produktów rolnych to koszta. Z tego powodu żeby się utrzymać z rolnictwa potrzeba coraz większej powierzchni pól. Jeśli nie powiększysz swojego areału, to niestety wkrótce nie jesteś w stanie się utrzymać z produkcji rolnej. Opis dotyczył sytuacji w USA. Jakże prawdziwy i trafny jest ten opis do warunków polskich.

Zapewne czytelnicy myślą, że Instytut Ziemi to prężnie działająca organizacja dotowana przez rząd, w końcu chodzi o przyszłość amerykańskiego rolnictwa, no nie?
No nie.
Instytut Ziemi z trudem zbiera środki na swoje cele statutowe. Jego roczny budżet to około 3 mln dolarów. Proszę to porównać z zyskiem ze sprzedaży herbicydu nr 1, firmy Monsanto.
W 2008 roku wyniósł on 1,8 mld (1,8 miliarda dolarów), czyli 1800 mln dolarów.

Jak czytelnicy bloga sądzą, że firma taka jak Monsanto, która kontroluje kilkadziesiąt procent rynku sprzedaży nasion soi, rzepaku, kukurydzy zapatruje się na działalność Instytutu Ziemi? Jako, że 90% ww. upraw w USA uprawy GMO (zmodyfikowane genetycznie). Nasiona są opatentowane przez Monsanto, rolnik zatem nie ma prawa ich oszczędzić na nastepny rok. Monsanto to korporacja która zamierza wprowadzić(już je wyprodukowała, teraz trzeba tylko załatwić sprawę od strony legislacyjnej!) nasiona GMO z genem terminacji, czyli takim, który uniemożliwi drugiemu pokoleniu roślin wzejście. Jak taka firma zapatruje się na działalność Instytutu Ziemi, który sprawi, że:
-zmniejszy się popyt na herbicydy
-rolnik nie będzie musiał kupować nasion co roku

Budżet Instytutu Ziemi to 3 mln dolarów na rok, budżet Monsanto w 2008 roku to 11,365 miliarda dolarów czyli 11365 mln dolarów. Zysk Monsanto to 2,02 miliarda dolarów. Teraz już wiesz Szanowny Czytelniku dlaczego o Instytucie Ziemi i permakulturze nikt prawie nie słyszał, a żywność zawierające produkty Monsanto zjadasz prawdopodobnie codziennie? Jaki interes mają firmy agrochemiczne w sprawieniu, że rolnik nie będzie potrzebował?

"Świat wg Monsanto" film ma napisy po polsku. Oto link do pierwszej części na youtubie(resztę części znajdziesz również na youtubie). Gorąco polecam.

Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii.

Wkrótce przenosiny na inną domenę, proszę się zatem nie obawiać przekierowywania. Osoby chcące pomóc w tym proszone są o kontakt. W zamian oferuję pół godziny konsultacji skypowej na wybrane przez osobę skłoną pomóc temat.


Link do opisu stewii rośliny - słodzika.

Zostaw proszę komentarz - to przecież ważna kwestia.

15 komentarzy:

  1. Gen terminacji ma swoje plusy, tak a propo GMO. Powoduje on brak skażenia środowiska ponieważ dana sekwencja genetyczna wymiera w 2 pokoleniu. Przyznam się że myślałem że ten gen wymyślił jakiś instytut państwowy w USA i jego patent jest darmowy właśnie na taki użytek. Widać się myliłem :) A z monsanto problem nie polega na tym że istnieje tylko na braku wolnego rynku, na tym że duże fermy są dofinansowywane przez rząd USA ( UE ma większe subsydia). Na wolnym rynku ten rolnik który zniszczy glebę i będzie miał niższe dochody z ha upadnie w wyniku konkurencji. Cały mit z tym że społeczeństwa są leniwe i wolą robić zakupy w supermarketach bo jest taniej jest za nasze pieniądze, dlaczego duże sklepy dostają zwolnienia podatkowe oraz DOFINANSOWANIA DO BUDOWY NOWYCH SKLEPÓW !!! jak masz mniejszy biznes to państwo najwyżej cię łaskawie zlicytuje ot i cały problem.

    Piotr

    OdpowiedzUsuń
  2. Piotrze problem jest jednak trochę bardziej skomplikowany, niż brak wolnego rynku i dotacje do rolnictwa. Działanie państwa jest w tej kwestii jednak kluczowe. Bez państwa nikt nie mógłby zabronić np.stosowania konkretnych naklejek na produktach. Lobbyści tej firmy a lobbing jest wrzucany w KOSZTA funkcjonowania firm!!!

    Problem z Monsanto polega między innymi na tym, że istnieje. Ta firma jest Złą przez duże "Z". To oni stoją za takimi rzeczami jak:
    -popularność aspartamu i zakaz używania stewii jako naturalnego słodzika.
    -Agent Orange
    -Roundup ready technology - technologia produkowania roślin "gotowych na Roundup". Rośliny GMO (tej firmy) są w stanie przetrwać oprysk herbicydem totalnym - Roundupem, co ma ponoć zwiększać wydajność.
    -to są ludzie, którzy POZYWAJĄ farmerów w USA i Kanadzie jeśli geny opatentowanych roślin znajdą się na Twoim polu a jesli w danym roku nie podpisałeś umowy na zakup nasion. Fakt, że Ty nie wysiewałeś ich nasion, tylko geny (z okolicznych pól poprzez pyłek) skaziły Twoją uprawę nie ma nic do rzeczy. Wielu farmerów zostało pozwanych. Koszt samego rozpoczęcia procesu jest wprost niewyobrażalny dla "average Joe, the farmer"(przeciętnego rolnika Józka). Proszę sobie wyobrazić, że czasami wydają (rolnicy) 25tyś dolarów, zanim jeszcze wejdzie do sali rozpraw. Kogo na to stać? Na kosztowną batalię prawną na pewno stać Monsanto.
    -Monsanto pośrednio odpowiada, za śmierć wielu plantatorów bawełny w Indiach. Naobiecywało rolnikom gruszki na wierzbie (dużo wyższe plony bawełny) jeśli tylko posadzą specjalną GMO odmianę "bawełny bt.", która jest odporna na atak jakiegoś szkodnika i oprysk Roundup'em. Rolnikom zostało powiedziane, że skoro nie będzie chwastów to i plon będzie wyższy. Rolnicy zadłużyli się u lokalnych lichwiarzy. Obliczyli, że skoro plon będzie dużo wyższy, to i tak będzie opłacać im się zakupić droższe niż zwykłe nasiona od Monsanto, Roundup od Monsanto i nawozy od Monsanto
    Niestety plony nie były jednak dużo wyższe niż zakładali rolnicy, były nawet niższe niż z uprawy tradycyjnej. Dodatkowo resztki pożniwne, którymi karmiono bydło(robiono tak od wieków) sprawiały, że bydło chorowało. Rolnikom zostaje kredyt do spłacenia, na którego spłatę nie mają pieniędzy, nie mają pieniędzy nawet na zakup "normalnych" nasion (nie mogą wykorzystać nasion z ich uprawy, gdyż byłoby to pogwałceniem umowy). Rolnicy w obliczu utraty ziemi i niemożności wykarmienia swojej rodziny popełniają samobójstwo. Wypijając Roundup.

    Teoretycznie wszystko "wolnorynkowo" się
    dzieje. Rolnik przecież przeczytał i zrozumiał umowę? No nie? Małym druczkiem było zapewne gdzieś napisane, że Monsanto nie gwarantuje wyższych plonów, tylko takie wyniki osiągnęło na polu doświadczalnym w takich i takich warunkach. A, że świadomość prawna małorolnego chłopa z indyjskiej prowincji jest delikatnie mówiąc niewielka, to jest jak jest. Prawdopodobnie nic z tego nie rozumiał, więc przedstawiciel handlowy mu to "objaśnił". Teoretycznie chłop sam sobie jest winny, przecież widziały gały co brały, mógł zrobić przecież "research". Sam podpisał, sam jest sobie winny. Czyżby?

    O genie terminacji już za chwilę.

    OdpowiedzUsuń
  3. To o czym piszesz Piotrze to tylko pozorna jego zaleta. Dla środowiska może to i zaleta, ale dla ludzkości potencjalna katastrofa. Już tłumaczę na przykładzie:

    Murzynek bambo w Afryce mieszka, ładny ma domek ten nasz kolezka... Bambo postana zainwestować trochę pieniędzy w swoje gospodarstwo rolne. Usłyszał od Simby (przedstawiciela firmy Monsanto), że jest tak płyn co zabija chwasty. Interesujące pomyślał Bambo, Bambowa nie będzize musiała tak często wychodzi w pole plewić chwastów, będzie mogła ładniej wysprzątac dom. Simba powiedział, że na dodatek ta roślina daje wyższe plony. Co więcej Bambo będzie pionierem tego sposobu w jego kraju (będzie wymieniony na jakiejś "stronie internetowej")
    Minus jest taki, że trzeba kupić nasiona co roku, bo niby nie wzejdą w innym przypadku. No i trzeba kupić ten płyn.

    Bambo obliczył co trzeba było. W sumie się opłaca, nieźle na tym zarobi. Jak tak dalej pójdzie to za 2 lata kupi sobie samochód.

    Bambo wysiał nasiona sorgo z genem terminacji. Rzeczywiście były nawet trochę bardziej produktywne niż jakby miał normalnie uprawiać pole. No i Bambowa ma dużo czasu więcej na sprzątanie chaty! Bambo zakupił i wysiał nasiona w drugim roku również. Sąsiedzi Bambo mówili mu, że jak drugi rok bedzie miał taki urodzaj, to też wezmą kredyt i sobie kupią nasion i tego płynu.
    Nadchodzi pora deszczowa. Daje dużo dobrze rozłożonego w czasie deszczu. To będzie dobry rok dla rolników w wiosce Bambo....

    Nasiona Bambo kiełkują ładnie... Z nasionami sąsiadów Bambo jest coś nie tak. Nie kiełkuje około 80% nasion (jak to jest zwykle) tylko jakieś 30-50%. Ciekawe dlaczego? Czyżby bogowie nas pokarali za to, że o nich zapomnieliśmy i czcimy jedynego Boga Jahwe?

    Do wioski Bambo zagląda widmo głodu.

    To nie sprawka bogów. To konsekwencja ludzi sie w niego bawiących. To gen terminacji przeniósł się z pyłkiem z pola Bambo na pola sąsiadów i uniemożliwia skażenie środowiska genami terminacji poprzez uniemożli kiełkowania ziaren zawierających ten gen. Rozwiązanie tego problemu na szczęście jest bardzo proste - wystarczy, że wszyscy mieszkańcy wioski Bambo co roku kupią nasiona od Simby.

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz racje poza jednym ! Nie ma żadnego wolnego rynku. Ja chcę jeść to co mi się podoba a nie to co mi państwo pozwoli.

    Piotr

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też bym tak chciał, jednak bez obrazy Piotr, ale... chcieć to my maluczcy możemy sobie chcieć. Permakultura proponuje na szczęście praktyczne rozwiązania, które można zastosować mimo tego złego, korporacyjno - urzędniczego systemu w którym uczestniczymy.

    Inna sprawa, że w przypadku GMO nie ma kompromisu. Albo będzie możliwa ich uprawa i wszystkie uprawy danego gatunku roślin będą w mniejszym lub większym stopniu skażone genami GMO albo nie będziemy mieć ich wcale.

    Proszę sprawdź jeszcze raz posta, uaktualniłem go trochę dodając link do 1 cz. filmu z youtuba pt. "Świat wg Monsanto" Film ma napisy po polsku. Gorąco polecam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Stewia została zalegalizowana w USA w 2008, więc może nie wszystko spisek, co śmierdzi, parafrazując powiedzenie o złocie :)

    Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy wpisu, interesuje mnie to, jak w praktyce wyglądają takie "pomieszane" uprawy, w szczególności, jak wygląda zbiór plonów (jakoś mi to sobie trudno wyobrazić), kontrola chwastów/szkodników, jakie są w praktyce plony, i czy to się w ogóle stosuje do naszej strefy klimatycznej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Film widziałem. Jest ciekawy ale stronniczy niestety co odrzuca bo wygląda on jak propaganda za PRL...

    Piotr

    OdpowiedzUsuń
  8. Panika2008 tu o żaden spisek nie chodzi, tylko zwykły biznes:) i kasę.

    Stewię można kupić legalnie w USA, jednak nie można jej używać jako słodzik:) Można ją sprzedawać jako suplement diety z racji jej walorów zdrowotnych (właściwości min. bakterio, grzybobójcze, leczenie cukrzycy typu II).Polecam mój wpis na ten temat, uaktualniłem posta, dodając na dole linka do artykułu o niej.

    Broń Boże nie można jej sprzedawać czy marketingować jako roślina słodzik albo wykorzystywać jej właściwości w tym celu, np. używając na masową skalę w produktach typu light. Po co mieć tanią, naturalną konkurencję (której nie można opatentować) skoro jest się właścicielem patentu na aspartam? Rynek słodzików to potężny biznes w USA.

    Zbiór wygląda normalnie. Przejeżdża się kombajnem i zbiera ziarno i słomę. Po czym rośliny częściowo odrastają przed zimą( dzięki temu energia słoneczna jest lepiej wykorzystywana) - pole nigdy nie jest puste. Zapobiega to również przed erozją.

    Zarządzanie tego typu systemem jest bardziej skomplikowane niż w przypadku upraw jednorocznych. Wykorzystuje się takie narzędzia jak: ogień, kontrolowany wypas zwierząt...

    Problem z chwastami jest zwalczany za pomocą odpowiedniej mieszanki nasion i temu, że na polu coś zawsze rośnie. Już tłumaczę na przykładzie:
    W uprawie roślin jednorocznych pole przez dużą część roku jest puste. Można to porównać to wojny. W momencie gdy dany teren jest wolny od wojsk przeciwnika przejąć jest go stosunkowo łatwo - oporu prawie nie ma. Natomiast gdy zostawi się na tym terenie jakiś, mały nawet oddział zdobycie takiego terenu jest dużo trudniejsze, gdyż oddział ten może się okopać, zbudować umocnienia.

    Tak samo dużo łatwiej jest chwastom zająć puste pole niż dojrzały ekosystem (jakim miejmy nadzieję będzie "jadalna" preria). Dochodzi do tego zajęcie wszystkich nisz ekologicznych jakie są możliwe w tym systemie przez rośliny jadalne.

    W ten sposób dochodzimy do tego czy uprawa takiej jadalnej prerii jest możliwa w naszym klimacie.
    Tak, to jest możliwe z uwzględnienie następującego czynnika:
    w naszej strefie klimatycznej ekosystemem klimaksowym (czyli takim do którego "dąży" natura) jest las. Zatem zawsze będzie tendencja do tego by nasza preria zmieniła się w las. Jednak koszt (energetyczny i finansowy) powstrzymywania tego procesu nie jest zbyt duży. Młode drzewka niezbyt dobrze rosną w 2-3 m trawie:) (taką wysokość ma preria). Dodatkowo drzewa bardzo nie lubią gleby zdominowanej przez bakterie (jak to jest w glebach na których rosną trawy)...

    Zatem takie rozwiązanie jest nawet w naszej strefie klimatycznej lepsze niż uprawa roślin jednorocznych. Zresztą ilość opadów na Kujawach wynosi około 450mm na rok. Jeszcze trochę spadnie, a globalne ocieplenie prawdopodobnie do tego doprowadzi, to na Kujawach ekosystemem klimaksowym będzie step (czyli z amerykańska preria;). Stepowienie Wielkopolski również daje się zauważyć (poprzez zmianę szaty roślinnej)

    Aktualnie "wydajność" takiej prerii wynosi 70% wydajności roślin jednorocznych. Kwestią do badań jest właśnie stworzenie takiej odpowiedniej mieszanki. Również trzeba zsynchronizować datę dojrzewania ziaren/nasion poszczególnych gatunków roślin, tak by wszystkie dojrzewały w możliwie tym samym okresie.

    Jak widzisz panika2008 temat jest ogromnie ciekawy i ogromnie rozległy. Na pewno nie jeden PhD dałoby się na ten temat napisać.

    Instytut Ziemi istnieje od 30 lat, wymienione przeze mnie w poście 25 lat to czas jaki szacuje, że zajmie mu by wytworzyć naprawdę produktywną, ekonomicznie opłacalną alternatywę dla zbóż jednorocznych. Informują również, że możne być to dużo później. Nie da się jednak ukryć, że to kierunek w którym należy podążać, jeśli chcemy spożywać ziarna zbóż w czasach Peak Oil.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mógłbyś Piotrze wymienić na czym polega wg Ciebie stronniczość tego filmu? Oglądałem go już dawno temu, a niestety napięty grafik nie pozwala na obejrzenie go ponownie...

    OdpowiedzUsuń
  11. Po prostu przedstawia tylko jedną stronę konfliktu to po pierwsze. A po drugie taki klimat opisujący monsanto jak jakiegoś szatana:) na pewno większość informacji jest prawdziwa ale to wina przede wszystkim postępującego socjalizmu jak pisałem wyżej. Jakie masz uczucia jak widzisz film który albo coś wychwala pod niebiosa albo to demonizuje? Od razu podsuwa się skojarzenie z reklamą.

    Piotr

    OdpowiedzUsuń
  12. Kwestia tylko co reklamuje?
    IMO Monsanto w całej okazałości zasługuje na taką opinię. Szatanem nie jest, tylko firmą patrzącą jedynie na zysk właścicieli. Bez jakiegokolwiek zważania na takie duperele jak etyka, czy moralność. Rzeczywiście to postępująca faszyzacja ustroju USA (i UE) doprowadza do takich sytuacji. Jednak:

    Na wolnym rynku gracz, który posiada taką przewagę nad "indyjskim chłopem" jaką posiada Monsanto może robić z nim praktycznie co chce. I robi.

    "Władza demoralizuje, władza absolutna demoralizuje absolutnie"

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeszcze o stewii - wygląda jednak na to, że zakazana (niezaaprobowana przez FDA) jest tylko sama roślina jako słodzik, natomiast oczyszczone ekstrakty są zaaprobowane (od niedawna) i zaczynają być stosowane. W większości cywilizowanych krajów (m.in. Kanada, Australia) świata można stosować samą roślinę jako słodzik. Także nie jest do końca prawdą, że roślina jako źródło słodzika konkurencyjne dla syntetyków jest eliminowana - bo zezwalają na stosowanie ekstraktów, a ze względu na b. dużą słodkość glikozydów stewii (300x sacharoza), wysokie stężenie w liściach (do 10%) i prostą procedurę ekstrakcji (ekstr. wodna w temp. pok.), koszt w stosunku do pozyskanego ekstraktu jest mały. Potrafię sobie wyobrazić, że FDA nieaprobując stosowania nieoczyszczonej rośliny zasłania się domniemanym szkodliwym (teratogennym, były takie badania gdzieś chyba w latach 80) działaniem, które nie występuje dla czystych ekstraktów.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobrze słyszeć, że się coś zmienia. Ja sam będąc w UK zakupiłem 100g A-rebaudiozydu - jednej z substancji wpływającej na słodki smak stewii. Zainteresowałem się tym, gdyż nie mogę spożywać cukru, a byłem świadomy, czym jest aspartam. Mój "naturalny"
    ;) słodzik importowałem z Kanady. Proceder ten był widocznie tak popularny, że Kanadyjska firma miała wypozycjonowaną stronę na ebay'u kanadyjskim, w którym od razu podawąła cenę w funtach. Opis był również w brytyjskim angielskim. Z tego co pamiętam w UE sprzedaż stewii jest nie dopuszczalna do spożycia dla ludzi.

    Ludzie bardzo sprawnie obchodzą ten zakaz (i chwała im za to). Informują na wstępie, że nie jest to roślina przeznaczona do spożywania przez ludzi. Piszą, że jakbyś jednak PRZEZ PRZYPADEK;) spróbował te roślinę, to poczułbyś przyjemnie słodki smak... Również opisują jak jest używana w Japonii.

    OdpowiedzUsuń
  15. http://www.zytostuletnie.pl/zyto.htm

    http://www.zytostuletnie.pl/uprawy.htm

    http://www.raportrolny.pl/index.php/home/uprawy/zboa/95-jak-agodzi-skutki-duego-udziau-zbo-w-strukturze-zasiewow-.html

    OdpowiedzUsuń

Podziel się wiedzą ze znajomymi!