Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 września 2010

Dlaczego nie warto kupować "ekologicznych" środków czyszczących..?

Tradycyjny, nieekologiczny płyn do mycia naczyń - teraz również o zapachu rumiankowym.
Dlaczego nie warto kupować "ekologicznych" środków czyszczących, piorących, myjących jeżeli wykorzystuje się szarą wodę w swoim ogrodzie/gospodarstwie?

Substancją czynną w większości konwencjonalnych środków czyszczących są detergenty . Sprawiają one, że brud czy tłuszcz "odkleja się" od tkaniny/rzeczy. Większość detergentów zawiera w swoim składzie jakieś związki fosforu.

Fosfor to jeden z biogenów, który przyczynia się do przeżyźnienia wody (pisałem o tym więcej tutaj). Nieoczyszczone ścieki zawierające detergenty gdy trafią do wód powierzchniowych przyczyniają się do zakwitu glonów i w konsekwencji nawet do śmierci ryby. Z tego powodu producenci proszków do prania (przy hojnej "pomocy" rządowego bata!) dążą do obniżenia zawartości fosforu w proszkach do prania czy środkach czyszczących.

Niektórzy producenci wychodzą przed szereg i produkują środki czyszczące nie zwierające fosforanów. Zwykle żądając za swój ekologiczny - bo nie zanieczyszczający (?) środowiska - produkt ekstra zapłaty. Przy czym wg. mojego doświadczenia z używanie ekologicznych płynów do mycia naczyń mają one wydajność porównywalną do płynów "z Biedronki 5l tylko za 4.99zł".

Dlaczego zatem "potępiam" ekologiczne środki czyszczące?

Robię to z tego względu, że fosfor zawarty w normalnym płynie do mycia naczyń czy proszku do prania można później powtórnie wykorzystać jako nawóz np. do drzewek owocowych. A skoro w "ekologicznym" produkcie tego fosforu nie ma, to taki tzw. "ekologiczny" proszek nie spełnia permakulturowej zasady "niech każdy element pełni co najmniej dwie funkcje" to gdzie tu jego "ekologizm"?

Przy tej okazji chcę wspomnieć jeszcze o biodegradowalności, bo wiele "ekologicznych" i tych nie środków szczyci się, że są biodegradowalne. Biodegradacja oznacza, produkt ulega rozkładowi przy udziale organizmów żywych. Praktycznie wszystkie środki czyszczące ulegają biodegradacji. Nawet te "normalne, "nieekologiczne". Skoro producenci "ekologicznych" środków czyszczących chwalą się, że ich produkt nie zanieczyszcza środowiska, bo nie ma fosforanów, to można się domyślić, że środki czyszczące zawierające fosforany rozkładają się. Po rozkładzie, fosfor zawarty w tych środkach pobierany jest przez glony co doprowadza właśnie do zakwitu i zanieczyszczeniu wód.
Zanieczyszczenie to surowiec w nieodpowiednim miejscu i/lub stężeniu.

Pieniądze zaoszczędzone na nie kupowaniu tzw. "ekologicznych" środków czyszczących warto wydać w miejscu gdzie naprawdę zrobi to różnice dla nas i środowiska np. drzewa i krzewy owocowe do leśnego ogrodu czy na produktywny żywopłot, rekuperator, wydajny piec/kocioł czy dodatkową izolację do domu.

W trakcie tworzeni wpisu znalazłem sklep w którym sprzedają "ekologiczną" czystą sól warzoną... 20,99zł za 2 kg! Nie dziwi to, bo za wegański produkt z 2 certyfikatami, i posiadający jeden tytuł klient musi zapłacić. To zwykła sól sprzedawana 40 razy drożej - to się nazywa potęga marketingu - rolnicy powinni się tego nauczyć.

A Ty nadal zamierzasz kupować ekologiczne środki czystości?

poniedziałek, 13 września 2010

Dlaczego przygotowując ogród do zimy powinniśmy być leniwi?

Jesień to czas zbiorów i przygotowania ogrodu do zimy - często oznacza to wytężoną pracę. Chciałbym tym wpisem zainspirować Was do tego by pewne rzeczy sobie "odpuścić". Mam nadzieję, że przedstawię dlaczego takie leniwe podejście jest lepsze od bycia pracowitym. Zwykle bycie leniwym jest źle postrzegane, dlatego trzeba sobie do tego lenistwa dorobić jakąś ideologię ;) Myślę, że permakultura ma w tym momencie wiele do zaoferowania.

W naturalnych ekosystemach w klimacie umiarkowanym gleba nie bywa odkryta praktycznie nigdy. Naturalne pożary to wyjątki a wiatrołomy są w dużej mierze konsekwencja złej gospodarki (nie tylko) leśnej z czasów gdy tzw. "plan" był ważniejszy niż  jakieś tam lokalne warunki glebowe czy klimatyczne. :) A nie naturalnym i częstym zjawiskiem.

Kilka miesięcy temu widziałem przewróconą, starą wierzbę. Z ciekawości podszedłem by sprawdzić ile ziemi zostało odkryte, ile gleby było wystawione na erozję - na oko niecały metr kwadratowy. Mowa o około stuletniej wierzbie rosnącej nad jeziorem z przeżyźnioną wodą.
Zresztą określenie "goła ziemia" nie oddawałoby dokładnie sytuacji, ponieważ ziemia pokryta tam była warstwą liści, gałązek. Sama gleba była przerośnięta grzybnią grzybów mikoryzowych co dalej zabezpieczało ten mały obszar przed erozją.

Gdyby wierzba przewróciła się zimą to okrywa gleby składałaby się z jeszcze większej ilości liści co stanowiłoby również dobre zabezpieczenie.

Po 2 miesiącach poszedłem zobaczyć ten teren ponownie - nie było już śladu , że coś tam się stało (służby porządkowe drewno wywiozły). Gleba była szczelnie zakryta przez rożne krzewy i chwasty. Wzmożona erozja wodna na tym obszarze to ślad przeszłości - gleba została szybko zabezpieczona i warunki do akumulacji materii organicznej mogły znowu zachodzić.

Czy potrzeba schludności to... wymyślona potrzeba?

Zwykle ogrodnicy nie za bardzo lubią jesień - po pierwsze oznacza to koniec sezonu wegetacyjnego, po drugie zwykle trzeba grabić i palić liście. "Trzeba" to robić ponieważ w przeciwnym wypadku ogród może wyglądać na "zaniedbany". Czy aby na pewno taki ogród w którym liście są wygrabione jest bardziej zadbany? Osobom tak myślącym proponuję porównanie ogrodu do zdrowia. Czy osoba przyjmująca więcej lekarstw jest "bardziej zadbana" od tej, która przyjmuje mniej? W przypadku gdy osoba ta jest chora to może i tak, ale jeśli te lekarstwa są zbędne?

Nasza postagralna kultura bardzo nie lubi ludzi leniwych... zresztą czym jest lenistwo jak nie neolitycznym (powstałym w czasie po wymyśleniu rolnictwa)  wytworem? Właściciele niewolników czy chłopów wiele tracili gdy ich niewolnicy byli leniwi (patrz "Satyra na leniwych chłopów"). Łowcy-zbieracze z kolei na zaspokojenie swoich potrzeb pracowali po kilkanaście godzin tygodniowo - resztę czasu poświęcając na śpiewy, rozmowy, sztukę i wszystko inne co czyniło nas ludźmi.
"Schludny" wygląd ogrodu w dużej mierze powstał z potrzeby kontrolowania natury i pokazywania władzy. Bo czym innym jak nie ekstrawaganckim przejawem władzy jest Luwr z jego idealnie przyciętymi żywopłotami i wypielęgnowanymi trawnikami?

Jakich przygotowań do zimy unikać?

Wiele z powszechnie stosowanych praktyk ogrodniczych i rolniczych warto unikać oto kilka najpowszechniejszych:
  • Przekopywanie gleby i zostawianie skib ziemi by skruszały od mrozu. Może czas by pomyśleć o ściółkowanej wzniesionej grządce, której przekopywać nie trzeba? Przez jesień, zimę i początek wiosny sporo materii organicznej może się na takiej grządce rozłożyć dając początek żyznej glebie.
  • Grabienie liści - coroczny dodatek liści zabezpiecza glebę przed zimą dając schronienie wielu organizmom żywym
  • Palenie liści - czasami część liści trzeba zgrabić (np. z chodników by nie były śliskie). Liście zwykle usypuje się w "kupy" do czasu aż wyschną. Wtedy pali się je. Czy wiesz, że w takich liściach często zimują jeże? Jeże to wytrawni  pędrako i ślimakożercy. Chyba nie chcesz palić swoich sojuszników? Poza tym liście to świetny dodatek do gleby "przyciągający" grzyby mikoryzowe. By zabezpieczyć liście od rozwiewania można je przykryć siatką. Widziałem nie raz delikatne róże zabezpieczane przed zimą w ten sposób - nie dość, że liście stanowić będą swego rodzaju izolację przed mrozem,, to będą również żywić grzyby..
  • Usuwanie chwastów z zaniedbanych miejsc - uschnięte pokrzywy, chwasty, leżące na ziemi próchniejące gałęzie są miejscem zimowania wielu pożądanych gości w naszym ogrodzie. Jeżeli jest jakiś czas na porządkowanie "dzikich" czy "zaniedbanych" zakątków ogrodu to na pewno nie jest nim jesień gdy wiele pożytecznych owadów szykuje się do zimy. Szkodniki zresztą również, ale trzeba pamiętać, że te rozmnażają się dużo szybciej. W ogrodzie ekologicznym pożyteczne owady czy zwierzęta należy traktować jak rolnik traktuje swój inwentarz. Niszczenie im schronienia przed zimą nie stanowi najbardziej rozsądnego zachowania jeżeli zależy nam na ich dobru.

Biedronka na jednym z zasuszonych chwastów późną jesienią.

Korzyści z "nieprzygotowywania" ogrodu do zimy

  • Nie usuwając liści z ziemi zabezpieczamy ją przed erozją i poprawiamy żyzność gleby
  • Mamy więcej czasu dla siebie i rodziny
  • Nie niszczymy środowiska życia wielu organizmów
  • Ogród na wiosnę będzie wymagał mniejszej ilości przygotowania
  • Mniejsze problemy ze szkodnikami

Jakie prace warto wykonać przed zimą?

Niektóre zajęcia warto przed zimą wykonać. Należą do nich np.
  • Wysianie roślin na nawóz zielony jeżeli mamy gołą glebę. Często jednym z minusów (stosowanych na skalę rolniczą) nawozów zielonych jest wykorzystywanie przez nie wody, która później jest niedostępna w wystarczającej ilości dla głównego plonu wczesną wiosną. Ten rok jest wyjątkowo mokry, więc to będzie duży plus - nawóz zielony, który zużyje część wody  może pomóc w tym, że nasz ogród nie zmieni się w bagno.
  • Wygrabić liście chorych z chorych drzew. Zwłaszcza jeśli nie przewidujemy stosowania mączki bazaltowej lub soli morskiej w najbliższej przyszłości.
  • Sadzić drzewa i krzewy owocowe - na jesień są tańsze
  • Zabezpieczyć co delikatniejsze rośliny

Gdy następnym razem ktoś będzie Cię namawiał do tego by "zrobić zimowy porządek" w ogrodzie po prostu powiedz mu:

Nie

Teraz masz już nawet ideologię:)

środa, 8 września 2010

Jak wyhodować wysokiej wartości drewno w systemie agroleśniczym?

Wpis dotyczyć będzie głównie pozyskiwania wartościowego (w sensie finansowym) drewna z systemów agroleśniczych i tego co zrobić by uzyskać za drewno możliwie najwyższą cenę.

Dlaczego drewno z jednego drzewa jest warte mniej niż drewno z innego?

Wpływ na cenę drewna ma wiele czynników. Oto cześć z nich:
  • Gatunek drzewa
  • Brak uszkodzeń od szkodników czy chorób
  • Ilość i wielkość sęków (im więcej tym niższa jakość drewna)
  • Koniunktura gospodarcza i moda (w mniejszym stopniu)
  • Rozmiary (im dłuższe i szersze deski, bale czy belki da się zrobić z danego kawałka drewna tym droższe jest to drewno) 
  • Potencjalne zanieczyszczenia w drewnie (np. wbite gwoździe)
  • Wiek drzewa z którego pozyskano drewno
To zapewne nie wszystkie czynniki, myślę jednak, że te najważniejsze.

Dwa drzewa tego samego gatunku posadzone tego samego roku mogą jednak osiągnąć kilkadziesiąt lat później rożna cenę. O ile na koniunkturę gospodarczą i modę mamy mały wpływ to na pozostałe czynniki już możemy wpływać dość istotnie.

Na naszym blogu promujemy (da się to chyba zauważyć:) agroleśnictwo czyli sposób użytkowania ziemi, który integruję hodowlę drzew i jakąś inną działalność rolniczą np. wypas gęsi. Taki rodzaj systemu agrloeśniczego nazywa się sylwopastoralizmem lub lasem pastwiskowym.

Ten dorodnie wyglądający dąb potencjalnie może dostarczyć dużej ilości drewna.


Jakie czynniki muszą być uwzględnione przy projektowaniu systemu agroleśniczego?
By na danym terenie można było wypasać zwierzęta i by było to w miarę opłacalne ruń pastwiskowa (poziom traw, roślin bobowatych i ziół) musi otrzymywać odpowiednio wysoki poziom nasłonecznienia. Oznacza to, że drzewa rosnące na pastwisku nie mogą rosnąć zbyt gęsto, gdyż powodowałoby to silne zacienienie i niską produkcję zielonki (paszy dla zwierząt) - by wyżywić 1 krowę przez rok (z zebraniem siana na zimę) potrzeba około 10-15 ha lasu lub około 1 ha dobrego pastwiska. Ponadto jeśli chcemy z danego terenu uzyskać drogie drewno to drzewa muszą mieć odpowiedni pokrój - muszą być długie i strzeliste.

Po dokładnym przyjrzeniu się można zauważyć, że nie da on  wysokiej jakości drewna, gdyż bardzo nisko jego pień "rozdwaja się". Najdłuższa deska jaką można uzyskać z tego drewna będzie stosunkowo krótka i cienka a więc tania.

Kolejną kwestią o której trzeba pamiętać jest należyte zabezpieczenie drzew jeśli chcemy wypasać w lesie pastwiskowym zwierzęta. Drzewa muszą być gotowe na obecność zwierząt. Przykładowo w pierwszym roku po posadzeniu może być lepiej pozyskiwać tylko siano lub uprawiać zboże. W drugim można się pokusić o wypas kur, w trzecim i czwartym wypas gęsi (drzewka muszą koniecznie być zabezpieczone przed ogryzaniem).  Starsze drzewka mogą znieść obecność świń, owiec i krów. Młode drzewko nawet dobrze zabezpieczone przed zgryzieniem kory i liści może nie wytrzymać ocierania się o nie krowy. To oczywiście tylko propozycje - systemy agroleśnicze można i trzeba dopasowywać do indywidualnych warunków.


Dlaczego najdroższe drewno pochodzi od drzew z lasu?
Drewno pochodzące z lasu jest na ogół droższe niż to pochodzące z przycinki rowów melioracyjnych czy drzew śródpolnych. Przyczyną różnicy w cenie jest jakość drewna - to pochodzące z lasu ma mniej sęków niż drzewo rosnące. Mniejsza ich ilość w drewnie z lasu jest spowodowana tym, że drzewa w lesie szybko "oczyszczają" pień z dolnych gałęzi. To zaś spowodowane jest tym, że leśne drzewa muszą walczyć o dostęp do światła - po kilku latach ilość światła, która dociera do dolnych gałęzi jest na tyle mała, ze drzewu nie opłaca się w ogóle podtrzymywać ich przy życiu. Dla leśnego drzewa dużo lepsza inwestycją energii jest wyprodukowanie nowych gałęzi u góry drzewa gdzie światła (chwilowo) jest pod dostatkiem. Wynikiem takich warunków wzrostu jest długi, prosty a więc cenny pień.

Drzewa śródpolne, takie rosnące "swobodnie", które nie muszą walczyć o światło nie mają potrzeby pięcia się w górę. W takim wypadku drzewo nie ma żadnego interesu w tym by odrzucać dolne gałęzie (skoro coś działa to po co to zmieniać?) Miejsca w  których długo rosną gałęzie a zwłaszcza gdy są grube i duże powodują pojawianie się na pniu sęków (jednej z wad drewna).
Drzewa swobodnie rosnące będą zatem zwykle produkować gorszej jakości drewno niż to pochodzące z lasu. Z racji mniejszej konkurencji (drzewa po kilku latach zaczynają dominować nad innymi roślinami na danym terenie) wzrost drzew wolno stojących jest szybszy. Z wolno stojących drzew uzyskujemy  zatem trochę więcej drewna, jest ono jednak zwykle gorszej jakości.

Jakie korzyści nad uprawą drzew w lesie niesie ze sobą hodowla drzew w systemie agroleśniczym?
Dwie główne korzyści w posiadaniu systemu agroleśniczego to:
  • Nie zamrażamy kapitału (ziemi) na kilkadziesiąt lat. W trakcie gdy drzewa rosną można na tym samym terenie np. wypasać zwierzęta, pozyskiwać siano, uprawiać zboże w międzyrzędach drzew, hodować cieniolubne zioła lub grzyby... Jest to zatem sposób na zwiększenie zadrzewienia kraju nawet bez państwowych dotacji.
  • Drzewa z racji mniejszej konkurencji rosną szybciej. Przykładowo wg. "Temperate Agroforestry Systems" orzech czarny w systemie agroleśniczym osiąga wiek rębny w wieku 30-50 lat a nie minimum 80 lat jak to jest na standardowej plantacji tego drzewa. Korzyść finansową z posadzenia drzew mogą zatem osiągnąć nawet osoby, które te drzewa sadziły  a nie dopiero ich dzieci czy wnuki. Hektar albo dwa takiego systemu agroleśniczego stanowić może obok dobrze odchowanych dzieci ;) prawdziwe zabezpieczenie emerytalne - nie to co piramidki finansowe typu ZUS czy OFE.
Czy w systemie agroleśniczym można produkować drewno wysokiej jakości?
Tak, należy jednak odpowiednio drzewa prowadzić (przycinać). Zwykle polega to na usuwaniu piłą dolnych gałęzi oraz dbaniu by drzewa nie miały różnych wad. Koniecznie trzeba pamiętać o zasadzie, że podczas jednego zabiegu nie usuwa się więcej niż 30% korony drzewa. Najlepiej drzewa przycinać w okresie spoczynku - w Polsce oznaczać to będzie zimę, w ciepłym i suchym klimacie (np. Włochy, Grecja, Kalifornia) latem czy może dokładniej mówiąc w czasie pory suchej.

Osobom myślącym poważniej o produkcji wysokiej jakości drewna konstrukcyjnego w systemie agroleśniczym polecam obejrzenie 10 minutowego filmu autorstwa Darrena Doherty - specjalisty od projektowania Keyline.

niedziela, 5 września 2010

Leśny ogród cz.11 - Jak zamienić zdziczały sad w produktywny leśny ogród?

Leśny ogród można założyć w wielu różnych miejscach. Zdarza się, że jednym z punktów  wyjścia jest sad. Często mocno zdziczały i zarośnięty. Oznacza to, że ekosystem tego sadu jest już na dalszym etapie sukcesji ekologicznej niż byśmy tego chcieli. Nierozsądne byłoby wycinanie wszystkich drzew i sadzenie w ich miejsce nowych - przecież na pierwsze plony trzeba by czekać sporo czasu. Zresztą oznaczałoby to więcej pracy...

Co należy uczynić jeśli posiadamy zdziczały sad?
Powycinać sporo drzew i krzewów. Brzmi bardzo prosto. Zanim jednak tego dokonamy warto mieć jakąś wizję danego miejsca. Jednak by nasza wizja nie zmieniła się w przyszłości w ogrodniczą marę senną warto zachować odpowiednie odległość miedzy drzewami i krzewami. Tak by każde tego wymagające drzewo czy  krzew miał wystarczającą ilość światła, by zmniejszyć konkurencję o wodę i substancje mineralne. Drzew (nawet tych  owocowych) zwykle trzeba usunąć sporo. Więcej roślin owocowych wcale nie oznacza więcej owoców...

W klimacie umiarkowanym drzewa w leśnym ogrodzie powinny zajmować około 40% powierzchni. Dąży się do tego po to, by móc posadzić na niższych piętrach krzewy i rośliny zielne, nawet te światłolubne. Zapewne Czytelnicy zauważyli, że drzewa rodzą najlepiej owoce i orzechy jeśli korony drzew nie stykają się ze sobą. Co innego jeśli zależy nam na produkcji biomasy na opał/podłoże dla grzybów/paszę dla zwierząt - w tych miejscach drzewka i krzewy mogą rosnąć trochę gęściej.

W zdziczałych sadach nierzadko rośnie mnóstwo chwastów. Niektóre z nich są bardzo wysokie (drzewa), może nawet wyższe niż drzewka owocowe. Wtedy to one w pierwszej kolejności powinny iść pod topór lub sekator. Zwykle takie drzewa pionierskie mają rozległy system korzeniowy i są bardzo "zachłanne" na wodę i substancje mineralne. Drzewa i krzewy owocowe z ich słabszymi korzeniami (zwłaszcza na podkładkach skarlających) taką konkurencję będą przegrywać, co objawia się w mniejszej ilości owoców i gorszej ich jakości.


Na tym zdjęciu (kliknij w zdjęcie, żeby powiększyć) zrobionym w około południa jeden z dużych chwastów (jesion) zasłania jabłoń, która co prawda produkuje smaczne owoce, ale w dość małej ilości i niewielkiego rozmiaru. Gdyby pozwolić mu rosnąć jeszcze kilka sezonów zapewne spowodowałoby to zmniejszenie ilość owoców produkowanych przez jabłoń i pogorszyłoby to ich jakość. Możliwe nawet, że całkiem zagłuszyłby jabłoń. Nie dość, że jesion konkuruje z jabłonią o wodę i sole mineralne, to jeszcze pozbawia jej światła.  Jest zatem idealnym kandydatem do "odstrzału". Jego usunięcie/przycięcie przyczyni się do znacznego wzrostu ilości produkowanych jabłek. Efektem ubocznym rozkładu korzeni drzew może być wysyp grzybów szlachetnych (jak to miało miejsce u Pana Jacka).

Czy można posadzić po takiej wycince drzew produktywne rośliny?

Takie oczyszczanie zdziczałego sadu to doskonały moment na sadzenie różnego rodzaju krzewów i ziół do leśnego ogrodu. Wynika to z tego, że zwykle (zależy od tego jak bardzo zdziczały taki sad jest) rosnące tam drzewa i krzewy powodują całkowite zacienienie gleby, co sprawia, że nie rosną tam prawie w ogóle żadne trawy,  rośliny zielne czy chwasty. Warto ten moment wykorzystać. Jeśli nie mamy akurat czasu lub odpowiednich roślin w odpowiedniej ilości, to dobrze jest teren wyściółkować (sugeruję karton na dół + jakaś warstwa estetycznej ściółki na górę) by nie dopuścić do jego zachwaszczenia. Zaniechanie tego działania spowoduje kiełkowanie nasion znajdujących się na pewno w dostatku w glebie - one tylko czekają aż będą miały trochę słońca...W leśnym ogrodzie również obowiązuje zasada, że lepiej zapobiegać niż leczyć!




Jesion z poprzedniego zdjęcia po przycince. Jego korona została zredukowana o ponad 50%. Jest to raczej niezdrowe dla drzewa. Nie zależy mi jednak na jego zdrowiu, wręcz przeciwnie... Występowanie o zgodę na pozwolenie na wycięcie na nie moim terenie byłoby stratą czasu. Dzięki takiemu postępowaniu część niedojrzałych jeszcze jabłek na jabłonce z tyłu będzie lepiej nasłoneczniona i jeszcze smaczniejsza. Proszę zwrócić uwagę na ilość liści i gałęzi u podnóża ogołoconego drzewa. Ten jesion służył zatem jako dużych rozmiarów dynamiczny akumulator i roślina wiążąca węgiel (zwiększająca ilość materii organicznej w glebie).




Czy czas w jakim dokonujemy porządkowania zdziczałego sadu ma znaczenie?
Tak, czas oczyszczania ma znaczenie. Jeżeli oczyszczania dokonywalibyśmy zimą czy późną jesienią, gdy na drzewach nie ma już liści, to na wiosnę w ogrodzie mielibyśmy pełno odrostów korzeniowych. Przyczyną tego zjawiska byłaby duża ilość energii zgromadzona przez drzewa w korzeniach roślin. Przycięcie w okresie późnego lata pobudzi drzewa do wytworzenia odrostów korzeniowych na jesień. Zwykle ujemne temperatury przeszkodzą w zdrewnieniu takich odrostów. Dodatkowo drzewa i krzewy będą miały mniej niż gdyby mogły "zmagazynować" energię z liści jak to ma miejsce zwykle na jesień. Z drugiej strony drzewo ścięte zimą ma mniejszą wilgotność, niż to ścięte w pełni sezonu wegetacyjnego.

Miłośnicy hodowli grzybów jadalnych będą chcieli z kolei oczyszczać sad bardzo wczesną wiosną, gdy drzewa transportują soki z korzeni do liści. Drewno z drzewa ściętego w tym czasie daje grzyby lepszej jakości.


Co zrobić ze "odpadami" z przycinki drzew w takim sadzie?
Ścinki z przycinki najlepiej jest rzucić pod drzewka, które postanowiliśmy zostawić. Dzięki temu:
  • zwiększymy poziom materii organicznej wokół drzewa
  • dostarczymy substancji odżywczych drzewku
  • stworzymy przyjazne warunki dla rozwoju grzybów mikoryzowych
  • utrudnimy wzrost chwastom
 Ta wcześniej zasłonięta przez jesion jabłoń została obłożona dużą ilością ścinków z tego jesionu. W ten sposób zawarte w nim składniki odżywcze przyczynią się do lepszego plonowania. Utrudnią również wzrost chwastów. Na przyszły rok drzewko to powinno dać dużo większą ilość owoców lepszej jakości. Będzie to zapłata za te kilka chwil poświęconych na poprawę jego środowiska.



Można również ścinki drzew kompostować. Zwykle jednak szkoda marnować na kompostowanie czas.

sobota, 28 sierpnia 2010

Jak wytwarzać domowym sposobem naturalne suplementy diety cz.1 Witamina D.

Człowiek "tworzył się" przez większość czasu w miejscu dość słonecznym - w Afryce. O ile historia naszego gatunku (Homo sapiens sapiens) sięga około 200 tys. lat, to człowiek nie wyskoczył z konopi, ale powstał z innego gatunku zwierząt czy... istot. Nasz powstały około 2 mln lat temu prawdopodobny  przodek - człowiek zręczny (Homo habilis) również zamieszkiwał słoneczny Czarny Ląd.

Eksodus ludzi z Afryki nastąpił prawdopodobnie około 100 tys. lat temu. Początkowo również zajmowaliśmy  miejsca słoneczne Bliski Wschód, Azję, Australię. Europa została skolonizowana przez ludzi stosunkowo późno - około 40 tys. lat temu.

Po co te wszystkie dane i wyliczenia?
Chciałem Czytelnikom pokazać, że przez większość czasu człowiek przebywał w miejscach o wysokim nasłonecznieniu. Wysokie naświetlenie półnagich ciał powodowało wysoką dzienną produkcję witaminy D przez skórę. Ta zaś potrzebna jest  m.in. do wchłaniania wapnia z pożywienia (ochrona przed krzywicą i osteoporozą), prawidłowego działania systemu immunologicznego (obronnego), ochrony przed chorobami autoimmunologicznymi (artretyzm, toczeń, stwardnienie rozsiane) i chorobami degeneratywnymi (próchnica, osteoporoza..). W skrócie witamina D jest bardzo ważna dla zdrowia.

Ile witaminy D jest wytwarzane podczas opalania?

Ta sympatycznie wyglądająca kobieta cieszy się z syntezy witaminy D
Skóra białej kobiety w bikini w ciągu 15 - 30 minutowego opalania w lecie w okolicach godziny 12 w południe wytwarza około 10.000 (dziesięć tys.) I.U. witaminy D. Warunkiem prawidłowej syntezy witaminy D przez skórę jest nie używanie kremów do opalania.

Ile wynosi okres półtrwania witaminy D?
Czas połowicznego rozpadu (czas jaki mija aż poziom witaminy D we krwi zmniejszy się o połowę) wynosi od 15 dni do miesiąca.

Czy człowiek jest w stanie wytworzyć odpowiednią ilość witaminy D w okresie od jesieni do wiosny opalając się? W Polsce jest to niemal niemożliwe (chyba, że kilkanaście dni w każdym miesiącu spędzamy pod równikiem lub na
południowej półkuli) gdyż intensywność promieniowania słonecznego jest niewystarczająca a kąt padania promieni słonecznych bardzo niekorzystny.

Jakie dawki witaminy D są zalecane przez główny nurt medycyny i dietetyki?

Współcześnie zalecana dawka 400 I.U.(jednostek międzynarodowych) witaminy D dziennie wystarcza by zapobiec krzywicy u dzieci. Jednak nie jest to odpowiednia dawka by osiągnąć pełnię korzyści z posiadania wysokiego poziomu tej witaminy. Wiele badań wskazuje, że dzienną zalecaną dawkę powinno się podnieść nawet kilkunastokrotnie.


Dość ciekawe jest spostrzeżenie, że dzienna zalecana dawka witaminy D wynosi 1/25 tego co nasz organizm wytwarza podczas krótkiego opalania. Jeśli doda się do tego, fakt, że nasi przodkowie spędzali pod afrykańskim słońcem kilka godzin dziennie to zdrowy rozsądek każe kwestionować zalecaną przez główny nurt dawkę uznaną za pożądaną. To nie pierwszy i ostatni raz gdy mainstreamowe zalecenia są delikatnie mówiąc... nieoparte na racjonalnych przesłankach. Podobnie jest w przypadku jedzenia "zdrowego" chleba z pełnego przemiału oraz roślin strączkowych.

Pokarmy bogate w witaminę D
Właściwie to "normalna" żywność nie jest szczególnie bogatym źródłem witaminy D. Nie może to dziwić, ponieważ człowiek i jego przodkowie większość (w ewolucyjnej skali) czasu spędził w słonecznej Afryce i nie musiał polegać na jedzeniu jako źródle witaminy D. Miejsce zamieszkania oraz dieta przeciętnego Polaka nie zapewnia większości ludzi odpowiedniego poziomu witaminy D.


Oto kilka polecanych produktów stosunkowo bogatych w witaminę D. Pełną listę przebadanych, bogatych w witaminę D produktów znajdziesz tutaj.
  • 1 łyżeczka od herbaty (4g) oleju z wątroby dorsza - 414 I.U.
  • 100 g makreli - 345 I.U.
  • 1 śledź (28g) - 460 I.U.
  • 1 jajko - 25 I.U.
  • 100 g pieczarek - 14 I.U.*
*Grzyby to jedyne wegańskie źródlo witaminy D, choc występuje ona tam w formie D2 a nie w lepiej przyswajalnej formie D3. O grzybach napiszę dalszej części artykułu.


Jak zwiększyć ilość witaminy D w pożywieniu?
Mimo, że żywność nie jest najlepszy źródłem witaminy D istnieją sposoby by wyprodukować żywność o większej jej zawartości. By zwiększyć zawartość witaminy D w zwierzętach czy produktach zwierzęcych, które potem my będziemy spożywać należy:
Widać zatem, że jednym z lepszych sposobów na produkcję żywności bogatej w witaminę D jest chowanie zwierząt na pastwisku. Przykładowo kury z wypasu pastwiskowego dają jajka trzy do sześciu razy  bogatsze niż kury z chowu przemysłowego.Skoro kura większość dnia spędza na słońcu a nie w "fabryce jajek", to nic dziwnego, że wartość biologiczna takich jajek jest wyższa.

Mleko od krów, które przebywają na pastwisku jest również nieznacznie bogatsze w witaminę D niż mleko od krów przebywających cały dzień w oborze. Jednak najlepszy sposób na podniesienie zawartości witaminy D (bez innych skutków ubocznych) w mleku krów polega na napromieniowaniu drożdży promieniami UV B i żywieniu tymi drożdżami krów.

Jak drastycznie zwiększyć zawartość witaminy D w grzybach?

Witamina D w grzybach pełni rolę ochronną - grzyby zabezpieczają się przed zniszczeniem swojej plechy (grzyby nie mają tkanek). Zwykle grzyby rosną w miejscach ciemnych i wilgotnych zatem zbyt wiele tej witaminy nie produkują. Jednak jeśli wystawimy grzyby na działanie promieniowania UV (np. światło słoneczne) ilość witaminy D w nich zwiększa się nawet kilkaset razy. Jednym z najlepszych sposobów "domowej roboty" jest wystawienie grzybów shitake blaszkami do góry (czyli grzyby są "do góry nogami") na 6 godzin na słońce. Ilość witaminy D zwiększa się wtedy z 100 I.U. w 100 gramach do 46.000 (46 tys.)!
Całkiem przyzwoite efekty uzyskuje się również z naświetlania grzybów Reishi i Maitake.

Muszę wspomnieć, że grzyby nie zawierają witaminy D w formie najlepiej przyswajalnej dla człowieka czyli D3 (cholekalcyferol) tylko w formie witaminy D2 (ergokalcyferolu). Uważa się witaminę D3 za lepsze źródło witaminy D niż D2. Witamina D2 ma około trzy do dziesięciu razy słabsze działanie jak witamina D3.

Drugie informacja warta wspomnienia, to fakt zatrzymywania przez szkło większości promieniowania UV. Dlatego by zwiększyć zawartość witaminy D w grzybach należy je wystawić na słońce bezpośrednio a nie na

Myślę, że uzbrojeni w tę wiedzę damy radę przetrwać każdą, nawet najmniej słoneczne lato czy zimę. Może nawet tę nuklearną?  :)

czwartek, 26 sierpnia 2010

Czym jest ściółkowanie, jaki obszar wokół drzewka wyściółkować i czy lepiej jest ściółkować czy posadzić rośliny okrywowe?

Dostałem ostatnio od jednej z Czytelniczek bloga pytanie na maila. Myślę, że odpowiedź na nie może być tematem na całkiem ciekawy wpis.

Panie Wojciechu, chcemy na naszej działce o powierzchni 1,16 ha posadzić na jesień kilkanaście drzewek owocowych. Niestety nie mamy wystarczającej ilości słomy by wyściółkować całą działkę. Dodam jeszcze tylko, że w miejscu w którym będziemy sadzić drzewka mamy glebę piaszczystą V i VI klasy. W związku z tym mam dwa pytania:
  • Czy lepiej jest ziemię wokół drzewka wyściółkować czy lepiej jest pozwolić rosnąć dookoła drzewka roślinom wspierającym?
  • Jaka powierzchnię wokół drzewka owocowego należy wyściółkować?
Będę wdzięczna za odpowiedź.
Pozdrawiam Hania*
*Lekko przeredagowałem i skróciłem list Pani Hani
By Czytelnicy mogli lepiej zrozumieć odpowiedź, którą udzieliłem Pani Hani najpierw napiszę parę słów o ściółkach i dlaczego w ogóle się ściółkuje glebę.

Co to  jest ściółkowanie?

Ściółkowanie to nic innego jak stosowanie jakiegoś materiału w celu przykrycia gleby. Inna nazwa na ściółkowanie to mulczowanie lub (z angielska ;) mulchowanie.

Po co ściółkuje się glebę?
Zapewne powodów dla których ściółkuje się glebę jest tyle ile ogrodników, przedstawię jednak te najpopularniejsze:

  • ograniczenie wzrostu chwastów
  • zagłuszenie chwastów
  • ograniczenie wyparowania wody z gleby
  • zwiększanie poziomu materii organicznej w glebie (tylko ściółki pochodzenia organicznego)
  • zwiększenie poziomu minerałów w glebie (głównie ściółki z mączek skalnych)
  • zwiększenie żyzności gleby (ściółki pochodzenia naturalnego)
  • chęć posiadania grzybów jadalnych w ogrodzie
  • estetyka
Ściółkowanie zatem to bardzo przydatna technika. Ich działanie jest kompleksowe - działają na wielu poziomach.

Dlaczego ściółkowanie jest korzystne dla roślin?
Ściółka tworzy swego rodzaju warstwę izolacyjną przed słońcem - dzięki temu powierzchnia gleby tak szybko nie oddaje wody. Gdyby jednak powierzchnia gleby wyschła siły kapilarne podciągałyby wodę z głębszych poziomów gleby co sprawiłoby, że ilość wody dostępnej roślinom znacznie by się zmniejszyła. Uwzględniając fakt, że na większości obszaru Polski opady deszczu są niewystarczające dla optymalnego plonowania większości rośli, jest to istotny czynnik wpływający na szybkość i tempo wzrostu roślin.

Drugi sposób w jaki ściółka przyczynia się do lepszego plonowania roślin to ograniczenie ilości chwastów. Mimo, że większość chwastów to dynamiczne akumulatory i są w sadzie czy ogrodzie na dłuższą metę przydatne, to ich nadmierny wzrost przyczynia się do ograniczenia wzrostu roślin i w konsekwencji plonów. Przyczyną tego zjawiska jest zmniejszenie dostępnej ilości wody oraz łatwo przyswajalnych minerałów dla roślin "produktywnych". Przykładowo bujnie rosnący mniszek lekarski na 1 ha sadu posiada w swojej biomasie około 64kg azotu. To około 1/2 rocznego nawożenia azotem stosowanego w komercyjnych sadach jabłoniowych. Jeśli ten azot będzie w okresie od marca - czerwca niedostępny dla roślin "produktywnych" (czyli nie będzie w glebie w łatwo dostępnej dla pożądanych przez nas roślin formie a będzie w tkankach mniszka) to tempo wzrostu wegetatywnego (gałęzi i liści) młodych jabłoni obniży się.

Kolejną korzyścią ze stosowania ściółek, tym razem dotyczy to mulczy organicznych (pochodzących od żywych składników przyrody i posiadających w swoim składzie węgiel np. wióry czy słoma) jest zwiększenie poziomu materii organicznej w glebie. Ściółkowanie to po prostu najlepszy sposób na zrobienie tego w szybki sposób na małej powierzchni.

Jeśli do ściółkowania użyjemy różnego rodzaju tłucznia lub grysu bazaltowego to powoli uwalniane z niego mikroelementy zasilą glebę w potrzebne roślinom do prawidłowego wzrostu składniki.


To drzewko owocowe skorzystałoby bardzo na ograniczeniu konkurencji wokół niego. Ścięcie większości roślin wokół niego, wyściółkowanie kartonem i słomą pomogłoby bardzo w jego wzroście.

Jaki obszar wokół drzew i krzewów owocowych należy ściółkować?
Obszar wokół drzewa czy krzewu, który musimy wyściółkować zależy od gleby w jakiej sadzimy nasze drzewa. Skoro celem ściółkowania jest zapobieżenie wyparowaniu wody ze strefy korzeni roślin musimy wiedzieć jak daleko sięgają korzenie roślin. W glebach ciężkich i tych bardziej żyznych korzenie drzew sięgają zwykle do około 1,5 raza promienia korony. Przekładając to na konkretny przypadek... Jeśli sadzimy drzewko o promieniu  korony 0,5m (dość spore drzewko) to dobrze jest wyściółkować glebę wokół drzewka w promieniu 0,75 m. Na glebach lżejszych (piaszczystych) i mniej żyznych lepiej korzenie roślin sięgają nawet od 3 do 7 razy promienia korony! Teoretycznie zatem dobrze byłoby drzewko z poprzedniego przykładu wyściółkować w promieniu około 1,5 m.


Dlaczego drzewa i krzewy owocowe na glebach piaszczystych trzeba mocniej ściółkować?

Drzewa i krzewy na glebach lekkich wymagają więcej ściółkowania gdyż ich system korzeniowy jest rozleglejszy. Jest on taki ponieważ gleby lekkie gorzej "trzymają" wodę i substancje mineralne niż gleby cięższe. Rośliny muszą zatem więcej energii zainwestować w budowę rozległego systemu korzeniowego by zrekompensować sobie to, że rosną na gorszym stanowisku. Dzięki takiemu rozległemu ściółkowaniu stworzymy korzystne warunki do rozwoju grzybów mikoryzowych - niezwykle ważnym sprzymierzeńcom ogrodnika ekologicznego na słabych glebach.
Kukurydza uprawiana bezorkowo.
Czy drzewa owocowe zawsze muszą być ściółkowane?
Generalnie nie. Zresztą na ściółkowanie dwudziestoletniego orzecha włoskiego, kasztana jadalnego lub jabłoni na siewce antonówce wymagałoby posiadania niezwykle dużej ilości materiału na ściółkę. Ściółka jest najbardziej pożądana w pierwszych kilku latach życia drzewa. Z czasem drzewa będą wytwarzać swoją własną ściółkę. Starszym i większym osobnikom trawa i chwasty aż tak bardzo nie szkodzą, choć zawsze ograniczają w jakimś stopniu plony owoców/orzechów.

Zatem odpowiadając na pytanie czy lepiej jest ściółkować czy pozwolić rosnąć roślinom wspierającym muszę udzielić wymijającej odpowiedzi: to zależy. Od bardzo wielu czynników. Przykładowo jeśli naszym celem jest uzyskiwanie wysokich plonów z danego obszaru (nie tylko roślin) i mieć pewność jakiś "plonów", to możemy chcieć mieć niektóre chwasty. Rosnący w sadzie czy leśnym ogrodzie mniszek lekarski czy perz może być wartościową i wysoce pożądaną paszą dla zwierzą a nie jakimś chwastem. A że obniży to trochę tempo wzrostu drzewek owocowych? No cóż... bezpieczeństwo, zdrowie i różnorodność "kosztują".

Z czasem, gdy drzewka i krzewy już trochę podrosną można dodać więcej roślin, które będą teoretycznie konkurować z dojrzałymi drzewami i krzewami. Dzięki temu, ze stworzymy gildie roślinne leśny ogród będzie bardziej przypominał naturalny ekosystem.

Mam nadzieję, że ten wpis choć trochę pozwolił zrozumieć tę dość niejednoznaczną i skomplikowaną kwestię.


A Ty co o tym myślisz?

niedziela, 22 sierpnia 2010

Uprawa ogrodu na wzór Indian.

Niektóre plemiona i państwa Indian zarówno północnoamerykańskich jak i tych z Ameryki Południowej miało specyficzne podejście do uprawy ziemi. Właściwie to według europejskich standardów wiele plemion Indian ziemi nie uprawiali - między innymi dlatego zwani byli przez białych dzikusami, bo jakże to można być cywilizowanym nie uprawiając ziemi?

Podejście Indian charakteryzowało się poprawianiem warunków wzrostu przydatnym im (pośrednio lub bezpośrednio) dziko rosnącym roślinom.  W ten sposób zarządzane były całe ekosystemy...

W tym wpisie będę zbiorczo mieszkańców obu Ameryk nazywał Indianami, "trochę" rzecz upraszczając ponieważ różnice w rozwoju cywilizacyjnym między poszczególnymi państwami i plemionami były ogromne. Podobnie jak dzisiaj Europejczycy (w sensie mieszkańcy Europy a nie miłośnicy Unii Europejskiej ;) wykazują różny poziom rozwoju cywilizacyjnego. Japiszon z Londynu jak i chłop z mołdawskiej wsi "zabitej dechami" to dwie współcześnie występujące skrajności. W niektórych rejonach Nowego Świata rozwinięte było również typowe rolnictw.

Co szczególnego robili Indianie co odróżniało ich sposób "uprawy" ziemi od europejskiego?

Wiele ludów nie uprawiało ziemi w tradycyjnym tego słowa znaczeniu (nie orali itp.) tylko poprawiało warunki życia produktywnych roślinom. Jak tego dokonywali?
Zwiększali np. dostęp do światła dla roślin owocowych, orzechowych czy dających bulwy jeśli te tego wymagały. Zwykle dokonywali tego poprzez usunięcie roślin nieproduktywnych czy takich, które nie dawały im bezpośrednio korzyści.

Zdjęcie zaniedbanej gildii roślinnej przed.

Zdjęcie tej samej gildii po "odchwaszczeniu" i rzuceniu chwastów jako ściółkę na ziemię.
Kolejnym sposobem w jaki Indianie zarządzali ziemią jest poprawa warunków wodnych dla produktywnych roślin. Zwykle robili to poprzez usypywanie drobnych wałów ziemnych lub układaniu gałęzi czy pni drzew w ten sposób, że spowalniany zostawał spływ powierzchniowy wody. Na podobnej zasadzie jak

Indianie w wielu miejscach wypalali w odpowiednim czasie (zwykle na początku pory suchej) podszyt w lesie. Sprawiało to, że pożar dotykał tylko podszyt i runo leśne a nie niszczył drzew. Po takim pożarze odrastała bujnie roślinność, co zapewniało wysokiej jakości paszę dla "jedzenia jedzenia" czyli wszelkiej maści jeleniom, łosiom, dzikom... Młode rośliny są bardziej pożywne, zawierają chociażby dużo więcej białka niż te stare, zdrewniałe. Oprócz tego, że stwarzali w ten sposób środowisko dobre dla dziczyzny to jeszcze łatwiej było im polować, gdyż nie musieli przedzierać się przez cierniste zarośla.Czerwonoskórzy robili zatem coś w rodzaju ekstensywnie (niskonakładowo) zarządzanych leśnych pastwisk dla dzikich zwierząt.

W jaki sposób można wykorzystać wiedzę o indiańskim zarządzaniu ziemią we współczesnym świecie?
Rdzenni mieszkańcy obu Ameryk stosowali rożne techniki i metody, które były stosunkowo mało czasochłonne a dawały przyzwoite efekty. My również możemy nauczyć się czerpać z ich wiedzy. Większość z tych sposobów nadaje się raczej do permakulturowej strefy 3 i 4. Przykładowo jeśli w lesie rosną dzikie maliny a wiemy, że maliny obradzają najlepiej na zeszłorocznych pędach, to po owocowaniu w lipcu-sierpniu można je przyciąć - w przyszłym roku będą owocować dużo lepiej. Podobnie można przycinać opuszczone, zdziczałe jabłonie, grusze... Sam zacząłem się tak opiekować kilkunastoma drzewami i nieokreśloną liczbą krzewów w mojej okolicy  (3 orzechy włoskie, z 5 mirabelek, 7 jabłoni, 3 grusze i z 6 wiśni/czereśni.)
Kolejną korzyścią z dbania o dzikie drzewka, to zdobycie doświadczenia w przycinaniu. Lepiej ćwiczyć jest na darmowym materiale, niż zdobywać wiedzę kosztem zdrowia drogich drzewek owocowych.

Indianie również wycinali drzewa i krzewy, które zagłuszały rośliny produktywne. Warto ścinki, gałęzie z takiej przycinki rzucić pod drzewo produktywne - dzięki temu poza zmniejszeniu konkurencji ze strony silniejszego, "bezużytecznego" drzewa czy krzewu dostarczymy roślinie trochę substancji odżywczych a grzybom mikoryzowym dobrego pokarmu i środowiska.

Można zatem powiedzieć, że rdzenni mieszkańcy obu Ameryk zarządzali sukcesją ekologiczną - na swoją, zwierząt i natury korzyść.


Na koniec ładna, wpadająca w ucho piosenka :)

czwartek, 19 sierpnia 2010

O krowie żywicielce, świniach i aminokwasach

Mimo, że wpis jest w gruncie rzeczy o krowach najpierw zacznę od świń i małego przypomnienia z dziedziny biologii. :)

Czego świnie potrzebują do wydajnego wzrostu?
Organizmy zwierzęce by rosnąć potrzebują materiału budulcowego - białka. Właściwie to niedokładnie się wyraziłem - zwierzęta (i ludzie) potrzebują nie białka, a substancji z których to białko jest zbudowane - aminokwasów. Część z tych tych aminokwasów ludzie i zwierzęta są w stanie "wyprodukować" we własnym zakresie. Te aminokwasy nazywamy endogennymi. Ciało człowieka i świni wytwarza je głównie z węglowodanów i innych aminokwasów.

Taką muskulaturę trudno osiągnąć w naturalny sposób przyjmując nawet najlepszy zestaw aminokwasów. Umieszczenie tej fotografii w części wpisu o świniach to całkowity zbieg okoliczności ;)

Aminokwasy, których ludzie i świnie nie są w stanie syntetyzować (wytwarzać we własnym organizmie) nazywamy aminokwasami egzogennymi.
Aminokwasy egzogenne:
  1. fenyloalanina (phenylalanine, Phe)
  2. izoleucyna (isoleucine, Ile)
  3. leucyna (leucine, Leu)
  4. lizyna (lysine, Lys)
  5. metionina (methionine, Met)
  6. treonina (threonine, Thr)
  7. tryptofan (tryptophan, Trp)
  8. walina (valine, Val)
U dziecka należy jeszcze wymienić dwa aminokwasy:
  1. histydyna (histidine, His)
  2. arginina (arginine, Arg)

Jeśli nie będziemy dostarczać ich naszemu organizmowi możemy nabawić się rożnych, nieprzyjemnych chorób i symptomów zaczynając od zawału mięśnia sercowego (serce nie będzie miało odpowiednich aminokwasów by się regenerować) na wypadaniu włosów i depresji kończąc... W cywilizowanym świecie ludziom niedobór tych aminokwasów nie grozi, chyba, że są na dietach w których ilość białka jest zbyt mała, jakość tego białka (zawartość aminokwasów egzogennych jest nieodpowiednia) lub dany człowiek ma jakieś inne problemy zdrowotne związane z trawieniem i przyswajaniem białka.


Bieszczadzka krowa uzupełniająca swą dietę w liście i gałęzie krzewu.
U świń jest podobnie, jednak uwzględniając, że żywot przeciętnej świni jest krótszy jakieś 70-140 razy niż żywot człowieka problemów z niedoborem białka aż tak nie widać... Czy może widać, ale objawia się to zwiększoną ilością tłuszczu w ogólnej wadze świni i pogorszeniem współczynnika konwersji paszy (ile kg jedzenia musi świnia spożyć by przybrać kg na wadze). Jeśli w paszy świń brakuje chociażby jednego z aminokwasów egzogennych do tego by zostało wytworzone białko strukturalne (np. mięśnie) to większość paszy zostanie przetworzona na tłuszcz (słoninę). Oczywiście nie ma w tym nic złego jeśli produkujemy świnie na swoje potrzeby - słonina od świń z wypasu pastwiskowego to tradycyjny, zdrowy tłuszcz używany przez naszych przodków od wieków. Jednak jeśli produkujemy świnie na skalę komercyjną, to duża ilość słoniny nie jest pożądana. Po pierwsze spada tzw. mięsność świni co obniża cenę mięsa w skupie. Jako konsumenci wiemy, że słonina kosztuje około 1-3 zł za 1kg a 1 kg "mięsa" około 12 zł i więcej. Jeśli dodać do tego, że wytworzenie tłuszczu u świni jest bardziej kosztowne niż "mięsa" to wiemy już dlaczego komercyjni hodowcy unikają otłuszczenia świni jak ognia.Wynika to z tego, że  tłuszcz zawiera 9kcal na g a białko zawiera 4kcal na g. Co więcej pasze zawierające dużo białka są dużo droższe niż te węglowodanowe a ich kaloryczność jest przecież taka sama. Hodowca na otłuszczonej świni traci zatem potrójnie...

W przypadku aminokwasów egzogennych wszystkie potrzebne są naraz - jeśli będzie brakować choćby jednego, białko z pokarmu nie zostanie wykorzystane efektywnie. Starszej daty podręczniki do biologii, dietetyki czy hodowli zwierząt dzielą białko na pełnowartościowe (zwierzęce) i niepełnowartościowe (roślinne). Z tymi aminokwasami jest jak z drewnianą beczką do przetrzymywania wody. Może być w 99% "sprawna" ale jeśli będzie brakować jednej, wąskiej deski cała konstrukcja nie spełni powierzonego jej zdania. Wartość białka będzie liczona do najmniejszego wspólnego mianownika - do tego aminokwasu egzogennego, którego brakuje. Dalej porównując aminokwasy do beczki... Woda może być magazynowana tylko do poziomu najniższej dziury w tejże beczce. Nie jest istotne, że beczka ma pojemność 500 l (dostarczamy dużej ilości białka w ogóle) co natomiast jest ważne, to jak nisko jest najniższa dziura (którego aminokwasu egzogennego świni brakuje).

Jeśli chcemy hodować świnie na pastwisku, to zwykle te aminokwasy, które są czynnikiem ograniczającym wzrost świń (bo brakuje ich w runi pastwiskowej) to: lizyna, metionina, treonina i tryptofan. Teoretycznie można by suplementować żywiąc świnie śrutą rzepakową lub soją, jednak ich sposób produkcji pozostawia wiele do życzenia jeżeli chodzi o wartość odżywczą tych dwóch roślin.

Krowa - potencjalne źródło wartościowej paszy dla świń
Co mają te wszystkie wywody o aminokwasach i świniach mają do krów?
Krowy mogą dostarczyć w bardzo dużych ilościach brakujących świniom aminokwasów oraz dostarczyć lekkostrawnego pokarmu.

We wpisie o drogich świniach wspomniałem o tym jak hodowane są świnie na szynkę parmeńską - mają dostęp do pastwiska oraz dostają kasztany jadalne oraz serwatkę. Zapewnia im to pełnowartościową paszę a oprócz tego smak uznawany przez znawców za wyborny, bardzo słodki.

Zapewne Czytelnikom powoli krystalizuje się już pewien obraz. Krowa daje mleko, z mleka człowiek robi sobie masło i sery. Resztki z produkcji (maślankę i serwatkę) daje się świniom do zjedzenia - stanowi to pełnowartościową paszę - nie potrzeba już soi GMO...

Jedna krowa może dostarczać kilkadziesiąt kilogramów paszy dla świń dziennie.
Wbrew pozorom mleko, maślanka i serwatka nie są jedynym pożywienie dla świń, którego może dostarczać krowa. Inne potencjalne źródło jadła dla tych świńskich wszystkożerców to... krowie odchody.

Co dzieje się z roślinami, które krowa spożyje?
Z pokarmem połkniętym przez krowy dzieje się wiele ciekawych rzeczy. Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że dla krów rośliny nie są bezpośrednim źródłem pożywienia - by zwiększyć wartość odżywczą swej paszy krowy wykorzystują pośredników - bakterie. Krowy poprzez żucie roślin zwiększają powierzchnię na którą mogą działać bakterie. Te bakterie trawią pokarm roślinny po czym się rozmnażają. Następnie krowa zjada wstępnie przetrawiony pokarm roślinny wraz z wszystkimi bakteriami. Krowa (a raczej rolnik ją żywiący) w przeciwieństwie do świni nie musi się martwić o to by konsumowała ona jakieś aminokwasy egzogenne. Wystarczy, że będzie przyjmować odpowiednią ilość białka, włókna oraz węglowodanów. Właściwie to krowa nie musi nawet spożywać dużej ilości białka - częścią pożywienia, które bakterie w jej żołądkach są w stanie przerobić na białko może być mocznik (źródło azotu dla bakterii do produkcji białka). Znane są przypadki w których dużą część diety krowy stanowiły trociny, mocznik (źródło azotu do syntezy białka przez bakterie) oraz lizawka melasowo-mikroelementowa. Taka dieta (mocznikowo-trocinowo-melasowa) wpływa jednak negatywnie na zdrowie krowy, smak mięsa i mleka.

Dlaczego krowa może spożywać żywność niezawierającą wszystkich aminokwasów egzogennych?
Ponieważ krowa stwarza w swoim żołądku warunki do rozwoju bakterii, których pożywienie może nie zawierać kompletu aminokwasów. Te bakterie są w stanie jednak wytwarzać wszystkie aminokwasy egzogenne. Gdy te się namnożą krowa po prostu je "zjada" przenosząc treść pokarmową do następnego żołądka.

Krowie odchody stanowią cenną choć tanią paszę dla świń.

Dlaczego odchody krowy mogą stanowić paszę dla świń?
Świnie są zwierzętami wszystkożernymi. Natura dała im zadanie bycia czyścicielem środowiska. Oprócz tego, że jedzą roślin i zwierzęta, to świnie spożywają z wielkim uznaniem odchody innych zwierząt. Krowi obornik składa się w sporej części z niestrawionych części roślin oraz z bakterii. Te ostatnie zaś tak jak już wcześniej wspomniałem zawierają wszystkie aminokwasy egzogenne. Mogą zatem stanowić cenny "koncentrat paszowy". Dodatkowo jeśli krowy(czy konie) żywione są ziarnem, to część ziarna przechodzi przez przewód pokarmowy krów właściwie niestrawiona. W normalnych warunkach tego typu produkt by się zmarnował.

Korzyści ze stosowania odchodów krowich w żywieniu świń.
Pierwszą, dość oczywistą korzyścią jest stosowanie odchodów krowich jako źródło energii dla świni, drugie to wspomniane wcześniej białko i aminokwasy egzogenne. Trzecią korzyścią żywienia świń odchodami krów to dostarczanie im mikroelementów oraz witamin, głównie z grupy B (również B12).

Jaki procent świńskiej diety mogą stanowić odchody krów?

FAO (agencja ONZ zajmująca się wyżywieniem i rolnictwem) opublikowała dane o eksperymencie przeprowadzonym na Mauritiusie w 1976 r. w którym świnie karmione były w 40% krowimi odchodami w 40% melasą i w 20% komercyjną mieszanką paszową. Świnie na takiej mieszance co prawda rosły wolniej niż w grupie kontrolnej, ale  hodowcy i tak osiągnęli dobre wyniki ekonomiczne z powodu niskiej ceny takiej mieszanki...
.
W zależności od kilku czynników:
  • wieku i diety krowy
  • jaką części diety świń mają stanowić odchody
  • wieku świń 
Jedna krowa może dostarczać pokarmu w formie odchodów dla od 3 do 17 świń.

Jak zintegrować możliwość odżywiania się świń odchodami krów w szerszym systemie permakulturowym?
Jeśli chcemy hodować świnie i krowy na permakulturową modłę mogę zasugerować tego typu rozwiązanie.
W pierwszym dniu na pastwisku wypasana jest krowa/krowy. Na drugi dzień na pastwisko wchodzą świnie - będą jadły korzonki i część runi pastwiskowej. Trzeciego dnia można na daną kwaterę pastwiska wysłać kury - zjedzą one sporą cześć pasożytów występujących w odchodach świń i kur. Dodatkowo rozgrzebią je czym przyspieszą ich rozkład i dostarczenie zawartych w nich substancji roślinom. W ten sposób wykorzystywane jest wiedza dotycząca holistycznego wypasu zwierzą dzięki czemu nie dojdzie do nadmiernego wypasu roślin na pastwisku oraz ilość niedojadów będzie mała.
Samo pastwisko może być np. rzadkim lasem pastwiskowym na którym rosną orzechy włoskie, kasztany hybrydowe lub drzewka owocowe czy inne drzewa paszowe. Ten system agroleśniczy powinien być osłonięty od wiatru odpowiednio wysokim i gęstym żywopłotem.


Czy w ten sposób można utuczyć świnię bez zakupu paszy z zewnątrz?
W chwili obecnej trudno powiedzieć czy samo pastwisko + odchody krowie są w stanie zapewnić pełnię wyżywienia dla świń. Jestem skłonny przypuszczać, że jeśli dodamy do diety tych zwierząt orzechy włoskie i kasztany hybrydowe to świnie będą rosły całkiem przyzwoicie a my będziemy mogli cieszyć się tym, że wiemy co jadło nasze jedzenie. Jeśli sprzedajemy tak żywione świnie warto względem klientów podkreślać np. fakt, że nie były żywione koncentratami paszowymi (jeśli to prawda) lub soją GMO. Stanowi to zatem alternatywny do posiadania certyfikatu ekologicznego sposób na wytworzenie wartości dodanej w gospodarstwie.

Dla nas koński kał to odchody - dla świni smaczne i odżywcze śniadanie/obiad/kolacja ;)
Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii
Czy świnie można karmić odchodami innych zwierząt roślinożernych?
Tak, świnie można karmić odchodami innych zwierząt roślinożernych np. takich jak koni, kóz, królików... Bardzo dobrym źródłem żywności dla świń są odchody końskie, gdyż konie trawią mniej wydajnie niż krowy, więc "końskie jabłka" zawierają więcej nasion itp. bardziej  kalorycznych elementów paszy. Oczywiście mniej wydajne z naszego punktu widzenia - konie przetrwały do naszych czasów i mają się całkiem nieźle. One zatem z tą "niewydajnością" radzą sobie całkiem nieźle.

niedziela, 15 sierpnia 2010

Permakultura i woda cz.4 - jak szerokie powinny być swale i w jakiej odległości od siebie należy je kopać?

Dla przypomnienia swale to rów wykopany na warstwicy. Innymi słowy to rów wykopany dokładnie w poprzek spadku terenu (stoku). By swale był wykopany równo wykorzystuje się nawet poziomice (np. wodne i/lub laserowe).

Swale to struktura ziemna mająca na celu spowolnić spływ powierzchniowy wody. No ale ile właściwie tych rowów nam trzeba? Skoro wiemy już jakie dokładnie zadanie ma taki swale pełnić możemy przystąpić do ustalania wytycznych i obliczeń.

Jeżeli chcemy zatrzymać spływ powierzchniowy wody to musimy wiedzieć ile wody może z danej powierzchni spłynąć. Ile procent wody spływa z danego terenu:

  • Wybetonowana/wyasfaltowana powierzchnia 80-90%
  • Goła gleba 20 -75% (średnia to 35-55%)
  • Trawnik/obszary trawiaste 5-35% średnia 10-25%
  • Rdzenna preria amerykańska 6%
  • Las 15%

Zatem można się spodziewać, że z każdych 600 litrów wody spadających na m2 (średnia opadów dla Polski) około 150 litrów spłynie z naszego trawnika a około 500 litrów jeśli dany teren jest wybrukowany.

Ile wody może pomieścić swale?
To oczywiście zależy od jego wielkości. Zwykle swale mają kształt trapezu. Wzór na objętość swale to  to (a+b)*h*0,5 - to powierzchnia przekroju swale (trapezu). Następnie daną wielkość mnoży się razy długość swale. Najłatwiej jest operować w metrach...

Przykładowy swale o szerokości podstaw (1,5 m + 0,5 m) * 0,5 * 0,5 m . Po obliczeniach wychodzi, że metr bieżący takiego swale będzie w stanie zmagazynować około 0,5m3 wody. m3 wody to jest 500 litrów. Do to ilość wody zmagazynowana przez sam swale. Dodatkową ilość wody (choć mniejsze) może zmagazynować wał powstały z ziemi, którą wykopaliśmy...


Graficzne przedstawienie przekroju poprzecznego swalea.
Wcześniej wspomniałem już, że w tym rowie woda nie ma stać ciągle - on ma przechwycić i zatrzymać wodę, która spływa... Ostatnio w czasie tragicznych nawałnic spadło nawet 190mm deszczu w ciągu 24 godzin (niemal 1/3 średniej rocznej!). Zatem opisany wcześniej swale byłby w stanie zebrać całą wodę z około 10 metrów powyżej niego. W praktyce ilość przechwyconego przez niego wody byłaby większa, gdyż ta ilość wody spadłą w ciągu 24 godzin a nie minuty. Część wody znajdującej się w swaleu zdążyłaby wsiąknąć w głąb gleby dostarczający nowych możliwości przechwytywania wody.

Co jaką odległość kopać swale?
W zależności od klimatu swale kopie się co 10 - 20 szerokości samego swale. W klimatach umiarkowanych* można kopać co 20 szerokości w klimatach z deszczami monsunowymi lepiej co 10.
Jeśli swale jest węższy powiedzmy na szerokość szpadla (około 20 cm) to taki swale dobrze jest kopać co 2 - 4 metrów. Bardzo istotna jest również ilość materii organicznej w glebie - im jej więcej tym swale można kopać w większej odległości od siebie. Wynika to z tego, że materia organiczna ma spore właściwości sorpcyjne.

Wyściółkowana morela posadzona poniżej malego swale'a (szerokiego na jeden szpadel).

Kolejną sprawą jest kwestia czy możliwe i opłacalne jest przechwycenie całej wody, która spadanie na nasza posesję? Możliwe tak, opłacalne.. raczej nie. Kto zagwarantuje, że za 3 lata nie będzie nawałnicy tysiąclecia i nie spadnie 300 mm wody w ciągu 24h? Czy mam się przygotować na to? Owszem można, to kwestia tylko ceny. Lepiej jednak być gotowym na to by nasze swale były w stanie przyjąć wodę z maksymalnych opadów, które wystąpiły na danym terenie w ciągu ostatnich 100 lat. Resztę wody niech przechwyci materia organiczna w glebie, bo możliwości są duże.

Na koniec parę linków:
Ciekawe badanie wskazujące, że to nie wiek lasu (przynajmniej w przypadku młodych lasów) a zawartość materii organicznej w glebie wpływa na wielkość spływu powierzchniowego.Drugie badanie dowodzące, że w 95-100letnim lesie świerkowym spływ powierzchniowy jest mniejszy niż w świeżo wyciętym lesie, ale większy niż w 45 lesie.

Te dwa badania potwierdzają moje wcześniejsze przypuszczenia - widne lasy (z dobrze rozwiniętym podszytem) są lepsze w retencjonowaniu wody niż te o gorzej rozwiniętym. najprawdopodobniej oznacza to, że dobrze zaprojektowane systemy agroleśnicze mogą być w tym wydajniejsze niż naturalne lasy!
*Nasz umiarkowany klimat ostatnimi czasy wcale tego umiarkowania jakoś nie ukazuje. :)

czwartek, 12 sierpnia 2010

Co zrobić jeśli mamy ściek...rów melioracyjny w pobliżu naszej działki?

Wielu właścicieli nieruchomości zapewne ma tę "przyjemność", że ich działka graniczy z rolniczym rowem melioracyjnym których inna nazwa z racji jakości wody to ściek. Możliwe nawet, że taki rów przebiega przez część naszej działki. Zwykle stanowi tylko wylęgarnie komarów...

Rów melioracyjny może stanowić cenny zasób - trzeba tylko umieć go wykorzystać.

Co można znaleźć w rowie melioracyjnym?
Woda w wielu rowach melioracyjnych zwykle jest mocno zanieczyszczona. W tym miejscu warto przytoczyć definicję zanieczyszczenia stworzoną przez Billa Mollisona - twórcy pojęcia permakultura.

Zanieczyszczenie to surowiec znajdujący się w nieodpowiednim miejscu lub nieodpowiednim stężeniu

Jakie zanieczyszczenia zawiera zwykle woda w takim rowie melioracyjnym?
  • azotany i azot w innych formach
  • fosforany
  • mikroelementy
  • materię organiczną
  • drobnoustroje chorobotwórcze
  • środki ochrony roślin (ŚOR) i ich pozostałości (herbicydy, insektycydy, fungicydy...)

Skąd w wodzie z rowu biorą się te wszystkie substancje?
Zwykle są one pochodzenia rolniczego - w czasie intensywnych opadów deszczu duża część z użytego przez rolnika nawozu jest wymywana z gleby i trafia do wód gruntowych lub rowów melioracyjnych.Drobnoustroje chorobotwórcze najczęściej dostają się do ścieków rolniczych z używanych przez rolnika nawozów typu gnojówka, gnojowica lub obornik.

Jak wykorzystać obecność rowu melioracyjnego z zanieczyszczoną wodą na nasza korzyść?

Z tego koktajlu trudno wykorzystać tylko ten ostatni składnik (ŚOR). Pozostałe mogą być cennymi zasobami - wystarczy tylko ustawić odpowiednie elementy w odpowiednim miejscu, co właściwie jest istotą projektowania permakulturowego :)

Tymi odpowiednimi elementami będą rośliny, które mają duże zapotrzebowanie na biogeny (pierwiastki takie jak azot i fosfor)... Jedną z lepszych roślin do tego celu będzie wierzba - można będzie ją później przerobić na ściółkę, opał, pożywkę dla grzybów jadalnych czy materiał do ogrzewania kompostowego. W ten sposób spełniona zostanie permakulturowa zasada - niech każdy element pełni co najmniej dwie funkcje.

Innymi roślinami które możemy uprawiać w okolicach rowu melioracyjnego to żywokost lekarski i pokrzywa - można nimi karmić zwierzęta, stosować jako szybko rozkładającą się ściółkę lub robić z nich herbatki przeciwko szkodnikom.

Jadalne rośliny, które możemy uprawiać w pobliżu rowu melioracyjnego.


Jest kilka roślin jadalnych, które mają duże zapotrzebowanie pokarmowe:

  • bez czarny (plantacje bzu czarnego nawozi się nawozami azotowymi w ilości dochodzących do 300 kg na ha/rok)
  • śliwy
Obficie owocujący czarny bez rosnący w pobliżu rowu melioracyjnego. Zasłania młodego orzecha włoskiego.

Dodam również, że zaobserwowałem kilka razy rosnący nieopodal rowów melioracyjnych dziczki orzecha włoskiego. Duża ilość wody i biogenów wpłynie zapewne korzystnie na tempo wzrostu, jednak najprawdopodobniej orzech włoski nie będzie owocować obficie.

Czy pestycydy w ściekach są groźne dla zdrowia?

Kwestią na którą trzeba zwrócić uwagę są środki ochrony roślin (pestycydy) i ich pozostałości. Jakkolwiek występują one ściekach, to nie stanowią one bardzo dużego zagrożenia. Zdecydowana większość środków ochrony roślin (ŚOR) stosowanych w rolnictwie dostaje się do roślin poprzez liście i inne części asymilacyjne roślin a nie korzenie. Jeśli jednak chcesz Drogi Czytelniku "dmuchać na zimne" uprawiaj wzdłuż rowów melioracyjnych rośliny, których nie będziesz bezpośrednio konsumował (wierzbę, pokrzywę, żywokost czy czarny bez na jedzenie dla dzikich zwierząt)


Jak zwalczać drobnoustroje chorobotwórcze w ściekach?
Paradoksalnie specjalnie nie trzeba ich zwalczać - znikną one w konsekwencji zmniejszenia ilości biogenów i zwiększenia ilości tlenu w wodzie. Oznacza to, że jeśli chcemy oczyścić wodę musimy spożytkować substancje, które sprawiają, że rośliny dobrze rosną.

Jakich roślin nie sadzić wokół rowów melioracyjnych?
Wokół rowów melioracyjnych z zanieczyszczoną wodą należy unikać sadzenia roślin wiążących azot (np. oliwników, robinii akacjowej, olch...) - tego pierwiastka i tak jest zbyt dużo w zeutrofizowanej (przeżyźnionej) wodzie.

Podsumowując ściek to dobre miejsce do uprawy wielu roślin o dużych wymaganiach wodno-pokarmowych. Nie dość, że będą nam lepiej rosły, to sadząc je nieopodal rowów melioracyjnych przyczynimy się do oczyszczenia środowiska wodnego.

Tysiące zanieczyszczonych rowów melioracyjnych czeka na Was! Nie każcie im czekać;)

wtorek, 10 sierpnia 2010

Mądrość przodków - wynalazek fermentacji i kiszenia.

Ponad tydzień temu, w weekend dla odmiany postanowiłem nie szwendać się po polach czy lasach a trochę socjalizować się udając na Plac Św.Wojciecha w Gnieźnie by uczestniczyć w festynie historycznym ku czci 1010 rocznicy Zjazdu Gnieźnieńskiego. Będąc sobą zainteresowały mnie skromne stoiska z jedzeniem :)

Podpłomyk z miodem i makiem - mało paleolityczne, nie mniej smaczne danie.

Wypytałem się pań przygotowujących podpłomyki czy mąka użyta do produkcji podpłomyków poddawana jest wcześniej zakiszeniu. One odpowiedziały, że nie - ciasto na podpłomyki to zwykła mąka wymieszana z wodą i szczyptą soli... Dlaczego to takie istotne? Tego można dowiedzieć się w dalszej części wpisu...

Według większości współczesnych naukowców podstawą diety ludzi powinny być węglowodany (zboża, owoce, warzywa, rośliny strączkowe). Główny nurt dietetyki głosi, że:
Niezdrowe są węglowodany przetworzone/rafinowane/oczyszczone np.
  • cukier
  • chleb biały, pszenny
  • biała mąka
  • biały ryż
Za pożądane dla zdrowia (wg. potocznej wiedzy) uważa się produkty typu chleb z pełnego przemiału - skoro produkt ten nie został przetworzony aż tak bardzo przez człowieka jak chleb "nierazowy", to przecież musi być zdrowszy?

Nie, gdyż ziarna zbóż nie są naturalnym pożywieniem człowieka (i większości zwierząt poza gryzoniami). Innym przykładem mniej przetworzonych produktów, których wartość odżywcza jest mniejsza bez przetwarzania to ziemniaki, owoce bzu czarnego czy rośliny strączkowe.

Tradycyjne społeczności w których używano zbóż jako podstawy wyżywienia zawsze poświęcały sporo czasu i wysiłku na ich odpowiednie przygotowanie. Te zabiegi powodują, że wartość odżywcza ziaren poprawia się.

Zwykle cały procedura rozpoczynała się od mielenia ziaren. Proces ten był albo czasochłonny albo kosztowny. Właśnie dlatego dawniej na wsi właściciel młyna czerpał z niego niezły dochód (zwłaszcza jeśli mieli prawnie usankcjonowany monopol). Biedacy swoje ziarna mielili w domu - ręcznie. Jeszcze do niedawna przykładowo w Tajlandii biedacy jedli nieoczyszczony ryż lub mielili go ręcznie. Powód był prozaiczny - młynarze zabierali bogate w białko otręby a to przecież potencjalne źródło paszy dla kur i świń. Wróćmy jednak do ludzi...

Czy rośliny chcą byśmy zjadali nasiona?
Ziarna zbóż zawierają dużą ilość różnych substancji  antyżywieniowych (z ang. antinutrient). Ta nazwa dość dobrze tłumaczy ich rolę... Mają po prostu spowodować, że ziarno/nasiono będzie niestrawne, niesmaczne, mało odżywcze lub spowoduje sensacje żołądkowo-jelitowe zwierzęciu (głównie chodzi o roślinożerców), które takie ziarno/nasiono spożyje. Celem takiej "polityki" jest "nauczenie" zwierząt by ziaren i nasion nie jadły. Ostatecznie jaki interes roślina ma w tym by ktoś lub coś zjadło jej nasiona - jej "dzieci"? Nie po to organizm ten poświęcił mnóstwo energii na wyprodukowanie nasion by teraz, gdy nasiona są już dojrzałe (czytaj roślina przeznaczyła na dane "dziecko" maksymalnie dużo energii jak to jest możliwe) jakieś zwierzę je zjadło. Dla większości roślin człowiek to taki sam szkodnik jak mysz czy jeleń, więc traktować trzeba go tak samo - truciznami.

Kto kogo wykorzystał?
Osobną kwestią, którą w tym wpisie nie będę się zajmował zbyt rozlegle jest to czy to człowiek udomowił zboża czy może to zboża wykorzystały człowieka do rozmnażania się? Ostatecznie przecież w "normalnych" warunkach dzika pszenica występuje tylko na Bliskim Wschodzie, soja w Azji Wschodniej a  kukurydza w Ameryce Centralnej i części Południowej. Dzisiaj te 3 uprawy rozprzestrzenione są na wszystkich kontynentach poza Antarktydą, człowiek pomaga im również w ten sposób, że dostarcza im substancje mineralne (nawożenie), zwalcza ich konkurentów (chwasty) i chroni ich zdrowie (ochrona przed grzybami i szkodnikami). To wszystko w zamian za możliwość przetrwania. Choroby cywilizacyjne takie jak próchnica, osteoporoza, reumatoidalne zapalenie stawów, toczeń, zawały mięśnia sercowego to bonusy z którymi przyszło nam żyć po przejściu na dietę w której dominują zboża i rośliny strączkowe. Wróćmy jednak do ludzi...

Czy produkty z mąki razowej są zdrowsze?

Zewsząd jesteśmy bombardowani informacjami o tym, że to chleb razowy jest zdrowszy niż ten biały. W końcu przecież w otrębach jest więcej substancji mineralnych białka i błonnika niż w bielmie i zarodku (to jest to co zostaje po oczyszczeniu ziarna z otrębów - to z tej części ziarna robi się białą mąkę). Niestety w otrębach jest również dużo więcej kwasu fitowego lub fityny (to inna nazwa dla kwasu fitowego) niż w wewnętrznej części ziarna. Kwas fitowy zaś to jedna z substancji antyżywieniowych, która sprawia, że wapno, magnez, żelazo i cynk są słabiej wchłaniane przez organizm ludzki. Dla zdrowia człowieka nie jest istotne to ile danych pierwiastków jest w pożywieniu ale jak bardzo są one przyswajalne. To dlatego lekarstwem na anemię (niedobór żelaza) nie są opiłki żelaza a dieta bogata w wątróbki, buraczki, rodzynki...

Jak zmniejszyć ilość substancji antyżywnościowych w cieście?
Jak już wcześniej wspomniałem tradycyjne społeczności poświęcały sporo czasu na to by swoje ziarno odpowiednio "przerobić" przed ich spożyciem. Nowoczesna nauka potwierdza, że te sposoby sprawiają, że ilość substancji antyżywnościowych zmniejsza się. Przykładowo świeżo zmielone ziarno pszenicy i żyta zawiera fitynazę - enzym który rozkłada fitynę (tą szkodliwą substancję antyżywnościową). Niestety (dla wartości odżywczych) większość mąk, które można uzyskać w sklepach to mąki z młynów stalowych w których mielenie zachodzi bardzo szybko a co się z tym wiąże w stosunkowo wysokiej temperaturze. To zaś sprawia, że fitynaza ulega denaturalizacji ( "ścina się" niczym białko jajka w czasie gotowania). Innymi słowy fitynaza staje się nieaktywna.
Efekt jest taki, że w przemysłowych warunkach nie jesteśmy w stanie uzyskać mąki z zawartością fitynaz - musielibyśmy ziarna mielić na niskich obrotach.

Odpowiednie zmielenie mąki to dopiero pierwszy krok do stworzenia chleba o wyższej wartości odżywczej. Drugą równie istotną kwestią jest zakwaszenie mąki, czyli dodanie wody. Fitynaza może działać na fitynę tylko warunkach wysokiej wilgotności.

Gluten - kłopotliwe białko

Następną kłopotliwą substancją w przeciętnej mące pszennej lub żytniej jest gluten. Gluten to białko występujące w wielu zbożach. Umożliwia on nadanie ciastu puszystości, gdyż dzięki niemu ciasto może zawierać więcej dwutlenku węgla i lepiej się lepi (gluten w czystej postaci przypomina konsystencją gumę do żucia). Wiele osób cierpi jednak na nietolerancję glutenu a większości osób gluten szkodzi choć niemal bezobjawowo. Skoro przy glutenie jesteśmy to warto wspomnieć, że przed XX w. zboża zawierały mniej tego białka. Po prostu w tym czasie zaczęto selekcjonować zboża pod kątem wartości do celów piekarniczych (a nie mylić z odżywczymi!). Wracając do naszego chleba...

Jak zmniejszyć ilość glutenu w chlebie?
Jeśli do mąki z niechlorowaną wodą dodamy zakwasu chlebowego (ja z baraku tego użyłem wody po ogórkach kiszonych) to zaszczepimy ciasto wieloma bakteriami i grzybami, które zaczną rozkładać znajdujące się w nim substancje. Jedną z takich rozkładanych przez te grzyby i bakterie substancji jest właśnie gluten. Podobno część osób cierpiących na celiakię (nietolerancję glutenu) może spożywać wysokiej jakości chleb na zakwasie.

Jak poprawić jakość białka w chlebie?
Kolejną ciekawą rzeczą, która dzieje się w czasie takiego zakwaszania ciasta jest zmiana profilu aminokwasów w tym chlebie - cześć mąki zmienia się w bakterie i grzyby, które to zawierają wszystkie aminokwasy egzogenne (takie których organizm człowieka nie jest w stanie sam wytwarzać). Innymi słowy taki chleb na zakwasie lepiej zaspokaja potrzeby białkowe człowieka.

By ciasto się "ukisiło" trzeba je zostawić w cieple na kilkanaście lub więcej godzin (ja zostawiłem moje na 2 dni w temperaturze pokojowej i był naprawdę wyborny).

Czy nasi przodkowie jedli białe pieczywo?
Nasi przodkowie (powiedzmy przed XX w.) najprawdopodobniej nie jedli chleba białego. Z dość prozaicznego powodu - nie było wtedy jeszcze tak dobrych i czystych kultur drożdżowych. Przed XX czy XIX wiekiem większość białego pieczywa (to było jedzenie zarezerwowane raczej dla bogatych) - bułki, biały chleb... i tak była przygotowywana w jakimś stopniu na zakwasie z dodatkiem sporej ilości drożdży.

Dlaczego chleb razowy ze sklepu nie może być zdrowy?
Na zakończenie opiszę dlaczego taki "chleb razowy" ze sklepu raczej nie może być bardzo zdrowy. Jak zwykle gdy nie wiadomo o co chodzi chodzi o pieniądze. Proszę pomyśleć ile musiałby kosztować mąka, która powstaje w młynie  posiadającym 3-4 razy mniejszą wydajność niż młyn o tym samym rozmiarze a stosujący szybsze mielenie? Następna sprawa to kwestia czasu. Chleb na drożdżach wyrasta w 2-3godziny. Miejsce w piekarni na to by przechowywać ciasto na chleb na zakwasie kilkanaście godzin również kosztuje...

piątek, 6 sierpnia 2010

Permakultura i zwierzęta cz.3 - pewność plonów.

W poprzednim wpisie z o zwierzętach w systemach permakulturowych skupiłem się na wytwarzaniu taniej paszy dla kur - z odpadów i odchodów. Ten wpis poświęcę temu dlaczego zwierzęta są istotnym składnikiem samowystarczalnego gospodarstwa. Zwłaszcza dla gospodarstw czy domów które chcą dążyć do bezpieczeństwa żywnościowego.

Bezpieczeństwo żywnościowe czy może samowystarczalność w produkcji żywności to dążenie i marzenie zapewne wielu Czytelników tego bloga. Nie ma się co dziwić - w powszechnym mniemaniu owoce i warzywa "z supermarketu" smakują gorzej niż te wyhodowane własnym sumptem.
Kolejną kwestią - dla wielu nawet ważniejszą niż smak jest wyższa wartość odżywcza i nieobecność w własnoręcznie wyhodowanej żywności różnych substancji, które przed XX w. w żywności nie występowały. Wiele z nich nie było nawet wtedy jeszcze na świecie.
Podczas mojego rocznego pobytu w Anglii najlepsze owoce, które miałem okazję jeść to były dzikie jeżyny, mirabelki i owoce fuksji. Owocom sprzedawanym w sklepie, nawet tym organicznym (z upraw ekologicznych) brakowało smaku.

Co niektórzy cenią sobie to, że we własnym ogrodzie można uprawiać takie gatunki roślin i takie odmiany, które w sklepach są niedostępne czy to z powodu braku popytu na nie, czy z powodu tego, że dana odmiana/gatunek nie przechowuje się dobrze. Kto z Was widział ostatnio (powiedzmy jesienią, gdy jest "sezon") świeże owoce rokitnika lub kto teraz widzi w sklepie morwy czy mirabelki (jedne z moich ulubionych owoców:) ?

Ten trochę przydługawy wstęp miał przedstawić różne powody dla których ludzie dążą do samowystarczalności żywnościowej przynajmniej w małym stopniu. Co jednak zwierzęta mają do do tego?

Zwierzęta po prostu dywersyfikują produkcję żywności. Dobrym przykładem na to, że opieranie się wyłącznie na roślinach jest ten rok. Przynajmniej we wschodniej Wielkopolsce maj był bardzo deszczowy i zimny. Spowodowało to słabą aktywność pszczół w okresie gdy drzewa i krzewy owocowe kwitną. W konsekwencji zawiązało się mało owoców/orzechów. Sądząc po cenach na lokalnych targowiskach dla innych upraw ten rok również nie był łaskawy - najpierw powódź, potem niemal susza. W przypadku hodowli zwierząt (zwłaszcza roślinożernych) ten rok można uznać za dość dobry - obficie padały deszcze więc i trawa rosła dobrze co oznacza możliwość wyżywienia dużej ilości zwierząt czy odłożenia dużej ilości pożywnego siana.

Całkiem prawdopodobne, że na nieszczęsną majową pogodę wpływ miał wybuch islandzkiego wulkanu Eyjafjallajokull. W przeszłości zdarzały się również nieszczęścia dużo większe z powodu wybuchu wulkanów i niższej aktywności słońca. Nieco zapomnianym wydarzeniem jest tzw. Rok bez lata - to historyczna nazwa na rok 1816 - rok w którym "nie było lata". No bo czy latem można nazwać lato jeśli w czerwcu są regularne przymrozki? Konsekwencją niskiej temperatury było zniszczenie niemal wszystkich upraw. Ceny owsa - ówczesnego odpowiednika ropy zwiększyły się ośmiokrotnie. W Ameryce Północnej, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Polsce i północnej Europie nastał głód.
By przeżyć ludzie zaczęli min. zjadać zwierzęta pociągowe.

Ofiara głodu wywołanego przez człowieka w latach 1932-1933. Głód made in ZSRR

Zwierząt roślinożerne mają tę przewagę, że mogą jeść jedzenie, którego człowiek jeść nie może - np. niedojrzałe żyto czy pszenicę. Zmarzniętą "zieleninę" można przerobić na sianokiszonkę i w ten sposób zgromadzić zapasy na ciężką i długą zimę. Jeśli umieścimy w jednym miejscu więcej "odpadów" organicznych możemy przerobić je na paszę dla kur. Te zaś mogą nam dostarczyć pożywnego białka. Ostatecznie owce, świnie czy krowy mogą trafić do garnka. Przeciętna krowa ważąca z pół tony dostarczy  około 250 kg mięsa plus sporo organów, łoju i kości, które również są bardzo pożywne.To wystarczająca ilość by wyżywić człowieka przez rok.

Już wkrótce opiszę indiański sposób na robienie "batonów energetycznych" ze zwierzą, które odpowiednio przechowywane praktycznie nie mają terminu ważności.