Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recykling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recykling. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 października 2010

Czym jest permakultura? Cz.1 Historia

Właśnie zdałem sobie sprawę (dzięki Ewie S. z Kresowej Zagrody), że mimo tego, że bloguję o permakulturze od ponad roku nie napisałem jednego konkretnego wpisu czym ta permakultura jest! Można na blogu przeczytać m.in. o:


Ale nie co to jest permakultura to już nie! Obiecuję się poprawić poświęcając resztę wpisu właśnie temu zagadnieniu a i myślę, że ciekawy cykl z tego powstanie.

Czym jest permakultura?
Permakultura to oparty o podstawy etyczne system świadomego projektowania samowystarczalnych i trwałych osiedli ludzkich. Samo słowo permakultura (w oryginale permaculture) powstało z połączenia słów permanent (trwałe) i agriculture (rolnictwo) lub permanent i culture (uprawa ale również kultura).
Celem projektowania permakulturowego jest zatem uczynienie danej posiadłości/osiedla/rejonu/kraju/ czy nawet świata bardziej trwałym... Bardziej trwałym i zamieszkiwalnym przez ludzi w dłuższej perspektywie czasowej.

Historia pojęcia permakultura i kontekst w jakim powstała.
Sformułowanie  permanent agriculture zostało po raz pierwszy użyte przez Franklina Hirama Kinga w książce Farmers of Fory Centuries: Or Permanent Agriculture in China Korea and Japan (Rolnicy czterdziestu stuleci: Trwałe Rolnictwo w Chinach, Korei i Japonii - tłumaczenie W.M.). Przedmiotem książki jest właśnie opis technik rolnych ww. krajów w których (w tamtych latach) rolnicto zdawało się móc wyżywić ludność swego obszaru w dłuższej perspektywie czasowej.

Panie na zdjęciu "kąpią się" w oprysku z DDT. Jakby nie było fajnie zabija komary i inne robaki (przy okazji ich płodność i tarczycę). Wiedza ta trafiła do ludzi jednak dopiero po ponad 30 latach powszechnego stosowania tego środka ochrony roślin. Zdrowy rozsądek i doświadczenie podpowiada zatem , że w przypadku wprowadzania nowych substancji do produkcji żywności należy zachować daleko idącą ostrożność. Zdolności poznawcze ludzi są ograniczone wrodzoną ludziom ułomnością, brakiem odpowiedniej technologii i doświadczenia. To nie jedyny przykład w który warto zachować daleko idący konserwatyzm... Zdjęcie ze zbiorów Biblioteki Kongresowej (USA)
Samo pojęcie permakultura zostało wymyślone na początku lat 70 ubiegłego wieku przez Billa Mollisona i Davida Holmgrena jako odpowiedź na postępującą w tamtym czasie degradację środowiska. Ci dwaj australijscy pionierzy byli zatroskani losami przyrody, ale również człowieka - ilość gleby, która w tamtym czasie ulegała bezpowrotnej degradacji* na skutek uprawy roślin i wypasu zwierząt była wręcz oszałamiająca. Mollison i Holmgren jakkolwiek pompatycznie to brzmi obawiali się o przyszłość ludzkości. Skoro produkcja żywności dla dynamicznie rosnącej populacji świata przyczyniała się do zniszczenia jednego z podstawowych surowców dzięki którym ta żywność mógł być produkowana uznali oni, że coś jest nie tak. Jeśli ludzkość ma przetrwać to nie może pozwolić na to by setki tysięcy hektarów ziemi rolnej co roku ulegała pustynnieniu i zasoleniu a jakość gleby na pozostałych obszarach nie może systematycznie się obniżać. Jednocześnie lata siedemdziesiąte to czas gdy wyszły już na jaw pierwsze zdrowotne i ekosystemowe skutki uboczne chemizacji rolnictwa. To właśnie wtedy DDT okazał się substancją bardzo długo istniejącą)do kilkudziesięciu lat) i kumulującą się w ekosystemach. Ta kumulacja zaś przyczynia się do wielu nieprzyjemnych skutków ubocznych jak mięknięcie skorup jaj ptaków, wpływ na gospodarkę hormonalną ludzi... Z tego powodu DDT został zakazany w cywilizowanych państwach w latach siedemdziesiątych (w PRL i chyba całym ZSRR również, ale trudno nazwać te państwa cywilizowanymi..). Mleko przeciętnej Australijki nadawało się w latach 70-tych teoretycznie do utylizacji w ośrodków odpadów niebezpiecznych. Ci dwaj panowie mieli chyba coś na rzeczy...


Używając dosadnych słów... Mollison i Holmgren chcieli po prostu by ludzie przestali srać do własnego gniazda i postanowili znaleźć rozwiązanie gdzie to gówno rzucać. To chyba całkiem rozsądne podejście, nie uważacie?

Jakie obszary są w obrębach zainteresowania permakultury?
Z racji tego, że produkcja jedzenia nie jest jedynym wymaganiem do tego, by ludzie mogli na ziemi trwać w dłuższej perspektywie czasowej (trzeba się również w niektórych miejscach ubrać, obuć, ochłodzić, oziębić...) Mollison i Holmgren opracowali sposób jak te pozostałe potrzeby w sposób trwały zaspokajać. Zwykle wiąże się to ze stosowaniem źródeł odnawialnej energii i zmniejszeniu zapotrzebowania na energię nieodnawialną. Oczywiście nie jest to warunek jedyny czego szaleństwo biopaliwowe (wycinanie indonezyjskich lasów deszczowych by zakładać plantacje palmy olejowej na "ekologiczny" biodisel czy wycinanie brazylijskiej  dżunglii pod uprawę kukurydzy na "ekologiczny" przecież etanol do biopaliwa) jest najlepszym przykładem. By ludzie mogli przetrwać należało opracować system, który pozwoli obyć się społeczeństwu mniejszą ilością energii.
Przykładowo w klimacie śródziemnomorskim (basen Morza Śródziemnego, Kalifornia, cześć Australii, część RPA) można ochłodzić dom na dwa sposoby - z pomocą napędzanej energią elektryczną klimatyzacji (co zżera dużo kosztownej energii), a można posadzić drzewa, które ocienią część domu tworząc kilka stopni niższą temperaturę w domu. Niektóre drzewa (dostosowane do danego klimatu) rosną w danych warunkach i nie potrzeba do tego dużo energii - to przecież natura drzew.

Podobnie my na zimnej północy musimy zwykle ogrzewać nasze domy zużywając przeciętnie około 3000zł na rok/rodzinę. Dlaczego aż tyle? Bo w niedawnej przeszłości mieliśmy mniejszą populację oraz dostęp do taniej energii i mogliśmy sobie na to pozwolić. Domy w przeszłości mogły być niewydajne energetycznie, bo populacja ludzka była niższa a ludzie żyli w mniejszych domach z większą liczbą ludzi. Gdybyśmy w dniu dzisiejszym przestawili się jako kraj na biomasę (i to tylko do pozyskiwania ciepła) to wkrótce nasze lasy byłyby wspomnieniem, nie mówiąc już nawet o tym, że grunty orne i łąki zubożały by w materię organiczną, bo wszelka słoma czy siano poszłaby do pieca... Budynki użytkowe należy budować tak, by zużywały mało energii, jak np. dom mojego przyjaciela, który (srogą przecież!) zimą 2009/2010 zużył na ogrzewanie 100m2 domu opału za około 250zł. Jednocześnie dom ten jest bardzo przyjemny do przebywania (jego dom i wiedza jaką posiada jest dla mnie źródłem wielkiej inspiracji), jego produktywny żywopłot nie osiągnął jeszcze takich rozmiarów, by chronił cały dom przed wiatrem a posadzony w zeszłym roku bluszcz z powodu mrozu niestety się nie przyjął. Z czasem jego potrzeby energetyczne będą jeszcze mniejsze a on i jego rodzina będą cieszyć się jeszcze większą jakością życia (np. brak nieprzyjemnych wiatrów po wyjściu z domu).

Permakulturowy dom, wersja high - tech (wentylacja mechaniczna z odzyskiem ciepła, gruba izolacja, ogrzewanie podłogowe..). Mimo zastosowania nowoczesnych technik budowlanych stosuje się również sporo "starodawnych"sposobów poprawy komfortu i energooszczędności domu (żywopłot jako wiatrochron, od północy stodoła, która nie musi być ogrzewana - stanowiąca dodatkową izolację części mieszkalnej,posadzony bluszcz (w miejscu gdzie skończono tynkować i malować). Widok mniej-więcej na południe. Właściciel  i architekt (zarazem) tego domu zanim rozpoczął siębudować nie słyszał o pojęciu permakultury, nie mniej zastosował sporo z jej zasad...

Kolejnym obszarem "zainteresowania" projektanta permakulturowego są odpady. Również nasi przodkowie aż tak bardzo nie musieli się tym przejmować - miasta, które były w przeszłości stosunkowo małe mogły wylewać je do rzek i rzeki zwykle sobie z tym radziły. To w sumie wbrew pozorom zupełnie naturalne zjawisko - niedźwiedzie, sarny czy dziki nie "oczyszczają" swoich odchodów. Po prostu robią swoje i idą dalej :) Niestety wraz ze zwiększeniem populacji ludzi procesy naturalne zdają się już nie wystarczać by poradzić sobie z ilością odchodów, które ludność przebywająca nad rzekami produkuje. Większość ludzi naprawdę nie chciałaby się kąpać w Tybrze za czasów świetności Rzymu, w Tamizie jeszcze 100 lat temu (w Wiśle nadal to niespecjalnie przyjemne jest, zwłaszcza poniżej Warszawy).
Odpady to rzecz, która potencjalnie może być bardzo niebezpieczna, ale może być również świetnym surowcem (co technicznie rzecz biorąc sprawia, że odpady zmieniają się w "plon" i odpadami być przestają). Projektując posiadłość wg. zasad permakultury projektant stara się przewidzieć jakie mogą być "odpady" w danym miejscu i jak je można wykorzystać. W przeciętnym domu zwykle są to odchody mieszkańców. Rozwiązaniem jest użycie (stałych najlepiej dopiero po przekompostowaniu) do nawożenia roślin. Podobne zasady stosuje się również do zastosowań przemysłowych czy na większą skalę.

Podsumowując trzy główne obszary zainteresowania permakultury to:
  • produkcja żywności i potrzebnych surowców
  • zaspokajanie potrzeb energetycznych ludzi
  • radzenie sobie z odpadami 
Zadaniem projektanta permakulturowego jest zintegrowanie wyżej wymienionych obszarów zainteresowania  w jedną, spójną, produktywną całość. Wykorzystując przykłady podane powyżej może wyglądać to tak:
W energooszczędnym, pasywnym domu (energia)  ocienianym  od palącego, śródziemnomorskiego słońca przez kasztana jadalnego(energia) produkowana jest duża część kalorii (żywność). Odchody  mieszkańców są kompostowane (pan domu i jego synowie zasilają drzewa i krzewy bezpośrednio płynnym złotem). Te odchody powodują, że rośliny produkujące żywność lepiej rosną. Cały cykl się zamyka z czasem poprawiając produktywność i odporność całego systemu.

Czym dzisiaj jest permakultura?
Choć większość ludzi słysząc permakultura utożsamia ją z ogrodem czy nawet jeszcze konkretniej z leśnym ogrodem to permakultura jak wcześniej wspomniałem to sposób projektowania. Leśny ogród, biodynamika to poszczególne elementy, które można (choć nie trzeba) w projektowaniu permakulturowym wykorzystać.

Projektowanie permakulturowe jest zatem pozytywną i produktywną odpowiedzią na problemy związane z rozwojem populacji ludzi i towarzyszącej mu cywilizacji. By przetrwać (co jest przecież wartością) i wieść życie wysokiej jakości musimy po prostu zmodyfikować sposób w jaki żyjemy na tej jedynej dostępnej nam w najbliższej przyszłości planecie.

W tym sensie permakultura jest ruchem szanującym rozum (część definicji o świadomym projektowaniu),  godność i wartość ludzi. Czego nie można powiedzieć o niektórych ruchach związanych z ideologią ekologizmu, które postulują by populację tego pasożyta jakim jest ludzkość obniżyć gdzieś tak z 20 krotnie...

W następnym wpisie poświęconym temu czym jest permakultura postaram się Wam przybliżyć sylwetki kilku innych pionierów permakultury, wliczając w to tych, którzy tego pojęcia nie znali, gdy tworzyli swoje systemy permakulturowe.

środa, 6 października 2010

Jak mniej czyścić kurnik i poprawić zdrowie kur z tego powodu?

Zacząć trzeba od tego, że brud to pojęcie względne. W przeszłości właściwie tylko dzięki niemu kury mogły w ogóle przeżyć zimę...

Dzisiejszy wpis poświęcę pewnej metodzie, która może poprawić komfort i zdrowie zwierząt zimujących w pomieszczeniach, zmniejszyć koszty ogrzewania, nakład pracy na utrzymanie pomieszczeń dla zwierząt oraz wytworzyć materiał, który będzie można użyć później do nawożenia roślin w ogrodzie czy na większa skalę na polu. Krótko pisząc spełnić kilka pożytecznych funkcji naraz czyli to co permakulturnik lubi najbardziej. Wpis odnosić się będzie głównie do kur, choć metody tu wspomniane odnoszą się w równym stopniu również do świń. W mniejszym także do zwierząt roślinożernych (kóz, krów, owiec).

Metoda ta opisywana jest przez niektórych zachodnich (zwłaszcza bardziej "ekologicznych") hodowców kur jako największy "kurzy" wynalazek XX wieku. Ta metoda to trzymanie zwierząt "na głębokiej ściółce" (z ang. deep litter). Czyż nie prawda, że brzmi ekscytująco i rewolucyjnie? ;)
Świnie trzymane na głębokiej ściółce. Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii.

W klimacie umiarkowanym musimy (a przynajmniej w chwili obecnej jest to najbardziej ekonomicznie opłacalne) przez pewien czas w roku trzymać większość zwierząt w zamknięciu. Mimo wszystkich korzyści zdrowotnych jakie zwierzętom niesie wypas pastwiskowy, strata energii jaką niesie ze sobą przebywanie przez dłuższy czas zimą na dworze jest nie do przecenienia.

Takie kury co prawda latem również spędzają sporo czasu w kurniku (nocą), ale zimą czas ten wydłuża się dużo bardziej - często gdy jest kiepska pogoda kury nie wychodzą z kurnika przez kilka dni (w tym momencie pomijam fermy przemysłowe na których kury w ogóle światła dziennego nie widza).

Powoduje to proporcjonalnie zwiększenie ilości procesów fizjologicznych, które zachodzą wewnątrz kurnika... Jednym z tych procesów fizjologicznych jest wydalanie. Dla nas oznacza to, że zimą kury produkują więcej kurzeńca - skoro więcej s...ą w kurniku to i logiczne jest, że więcej mamy tego silnego, "gorącego" (bo bogatego w azot i szybko działającego) nawozu. Ma to swoje zalety np.
  • Możemy więcej upraw nawozić - Pan Jacek z Boskiej Woli opisał na swoim blogu, że chów alkierzowy (zwierząt w zamknięciu) to jeden z podstawowych mechanizmów jaki umożliwił powstanie płodozmianu i zaniechanie mało wydajnej trójpolówki.
  • Nawóz skoncentrowany jest w jednym miejscu - nie musimy biegać po podwórku z szufelką i zeskrobywać z ziemi jeśli chcemy małą ilością tego "dobra" zasilić rośliny. 
  • Kury (czy inne zwierzęta) nie niszczą zimą pastwiska, o co przy wysokiej obsadzie zwierząt zimą nie trudno - ruń pastwiskowa przecież zimą się nie regeneruje a wilgotna ziemia bardzo jest podatna na ubijanie...
Zwiększony czas przebywanie kur w kurniku ma jednak również swoje minusy:
  • Kury skoncentrowane są na małej przestrzeni co może wpływać negatywnie wpłynąć na ich zdrowie...
  • Niedobory wit. D - Jeśli nie suplementujemy jej w paszy (co przejawiać się będzie gorszą jakością jajek i mniejszą odpornością kur).
  • Co chyba najważniejsze częstsze sprzątanie kurnika, obowiązek, który trudno uznać za przyjemny.
Jak już wcześniej napisałem głębokie ściółkowanie (w kurniku) może poprawić komfort nasz i zwierząt...

Co to jest głębokie ściółkowanie?

Głębokie ściółkowanie to po prostu ściółkowanie dużą ilością materiału do ściółkowania. Dużą ilość określa się jako minimum 20 cm i więcej - nawet do 1 czy 2 metrów! W pewnym momencie (np. raz do roku) zwykle będzie trzeba wybrać część materiału, gdyż poruszanie się w takim kurniku (czy chlewie) może być utrudnione lub ilość przestrzeni życiowej dla zwierząt zbyt mała.

Gdy ściółka w takim kurniku zużyje się - nie będzie mogła chłonąć już więcej odchodów, będzie wilgotna lub w kurniku będzie śmierdzieć amoniakiem to ściółki tej nie wyrzuca się z kurnika, tylko dodaje nowej - na wierzch. Alternatywnie, gdy mamy już grubą warstwę przerobionej głębokiej ściółki można wierzchnią warstwę "zeskrobać" i rzucić w kąt kurnika by wyschła. Zwykle przed dodaniem nowej warstwy ściółki podłoże (zużyta ściółkę) zasypuje się również wapnem gaszonym (wodorotlenkiem wapnia - Ca(OH)2 ). Stosowanie wapna ogranicza rozwój bakterii chorobotwórczych i sprawia, że zwiększa się chłonność podłoża. Na wierzch rzuca się nową ściółkę i lekko miesza się ją z wapnem.
Ile wapna stosuje się na 10m2 kurnika? Jednorazowo od 5-8 kg wapna. Lub około 0,5 kg na kurę nioskę. Zwykle stosuje się je co 2-4 tygodni. Minusem stosowania wapnia są większe straty azotu. Możliwe, że dobre efekty uzyskałoby się stosując mączkę bazaltową. Niektórzy hodowcy amerykańscy nie stosują w swoich głęboko ściółkowanych kurnikach żadnego wapna.

Czy ten sposób trzymania kur oraz innych zwierząt nie jest niehigienicznych i niezdrowy dla zwierząt?  Co z bakteriami, pasożytami i innymi patogenami?

Nie, tego typu sposób trzymania kur nie jest niehigieniczny. W latach 40 ubiegłego wieku  przeprowadzono doświadczenie. Polegało ono na pomiarze śmiertelności kur w zależności od tego jak postępowano ze ściółką. W roku 1946 rozpoczęto użytkować kurnik. Przez pierwsze trzy lata, gdy regularnie usuwano zużytą ściółkę i rozkładano nową śmiertelność w kur wynosiła 19%. Było (następujących po sobie) 10 grup kur składała się łącznie z 18000 kurczaków (odchowanych od 1 dnia życia na fermie). W ciągu następnych trzech lat w których przestano usuwać ściółkę wyhodowana na tej samej fermie 10000 kur a ich śmiertelność wynosiła 7%. Zanim zaczęto stosować głębokie ściółkowanie rzadko kiedy w jakiejś grupie nie dochodziło do ataku kokcydiozy (choroby spowodowanej pasożytniczymi pierwotniakami). Po wychowaniu na głębokiej ściółce co najmniej dwóch grup kur nie było z tą chorobą żadnych zauważalnych problemów.

Przyczyn tego zjawiska jest kilka:

Najprawdopodobniej przebywanie kur na "starej" ściółce narażało kury już od małego (1 dnia życia) na małą ilość kokcydiów (i innych chorób) dzięki czemu kury nabywały odporność.

Kolejną prawdopodobną przyczyną lepszej odporności kur na dojrzałej głębokiej ściółce jest "większa dojrzałość" ekosystemu ściółki. Podobnie jak pierwotne lasy są bardziej odporne na presje szkodników niż grunty orne. Wynika to z racji tego, że w starym lesie jest więcej różnorodnych połączeń między poszczególnymi organizmami. By wytworzyły się te wszystkie korzystne połączenia (w lesie jaki i ściółce) potrzeba oczywiście czasu w którym ściółka (lub przynajmniej jej część) nie będzie ruszana. Intuicyjnie każdy wie, że nawet wielogatunkowy młodnik w lesie ustępuje pod kątem bioróżnorodności obszarowi Białowieży o podobnej powierzchni co wspomniany młodnik.

Nieruszana ściółka w kurniku to przykład ekosystemu detrytusowego w którym nie zachodzi produkcja pierwotna (czyli fotosynteza lub chemosynteza). Inne przykłady takich ekosystemów to część ciemnych jaskiń (czyli nie zachodzi proces fotosyntezy bo i jak bez światła?) w których podstawą łańcucha pokarmowego są np. odchody nietoperzy. Mimo, że nie ma roślin, to bioróżnorodność w tego typu miejscach jest  naprawdę niesamowita!

Co się niejako wiąże z poprzednim powodem dla którego na głębokiej ściółce kury mniej chorują to fakt, że w takiej ściółce zachodzi proces kompostowania. Proces kompostowania to tlenowy rozkład materii organicznej przy udziale organizmów żywych. To co się dzieje w kompoście to prawdziwa wojna o przetrwanie. Kompost wprost tętni życiem. Jeśli jesteś jakimś "zwykłym patogenem", który czeka sobie w ściółce to ma się pecha. Organizmy "nieruchome" i nie posiadające skutecznych mechanizmów jak przetrwać w takim środowisku padną najprawdopodobniej ofiarą jakiegoś innego organizmu, który żywi się takimi "ciapowatymi" organizmami jak kurzy patogen. Czy oznacza to, że ani jeden patogen nie przetrwa? Oczywiście, że tak nie jest. Nie w tym jednak rzeczy by nie przetrwał ani jeden patogen, tylko by nie został przekroczony próg zjadliwości dla danego patogenu (ilości bakterii/wirusów/pierwotniaków, która wywołuje chorobę). Przekładając to na bardziej przyziemny przykład... Człowiek może połknąć 1 pałeczkę Salmonelli i nic mu nie będzie, jednak jeśli spożyłby  100000 to już może być to problem. Podobnie można współżyć seksualnie z osobą będącą nosicielem wirusa HIV i się nie zarazić. Zwłaszcza mężczyzna odbywający stosunek heteroseksualny ma mniejszą szansę zarażenia mimo bycia wystawionym na działanie tego wirusa. Drugi, trzeci czy czwarty stosunek seksualny może jednak okazać się dla tego lekkomyślnego lub nieświadomego mężczyzny tragiczny w skutkach. Mała dawka patogenów jest nawet bardzo pożądana by pobudzać układ immunologiczny (odpornościowy).

Czy są jeszcze jakieś inne korzyści ze stosowania głębokiego ściółkowania?
Tak, po pierwsze wspomniałem, że gdy stosuje się głębokie ściółkowanie to również zachodzi proces kompostowania (raczej powoli, ale jednak). Skutkiem ubocznym a czasem i głównym "plonem" procesu kompostowania jest wytwarzanie ciepła. Zatem taka głęboka ściółka podwyższa temperaturę w kurniku - co zwłaszcza zimą, jesienią i wczesną wiosną jest bardzo pożądanym zjawiskiem.

Kolejna korzyść związana ze stosowaniem głębokiego ściółkowania również wiąże się z procesem kompostowania a konkretnie z organizmami, które tego dokonują - m.in. dżdżownice i inne "robaki". Kury mogą wyjadać je ze ściółki czym zmniejszają swoje zapotrzebowanie na paszę, co oznacza również mniejsze koszty dla nas jak i środowiska. Sam fakt, że w tym "brudzie" kury mogą znaleźć różne smakołyki do zjedzenia oznacza, że mogą przetrwać spożywając niepełnowartościową paszę np. nie zawierającą wszystkich aminokwasów egzogennych, tłuszczu  lub chociażby witaminy B12 (brak produktów pochodzenia zwierzęcego lub bakteryjnego). Głębokie ściółkowanie to technika szczególnie użyteczna w ciężkich czasach (wojna, głód, katastrofy naturalne...), gdy możemy mieć problemy ze zdobyciem paszy dla kur zawierającej komplet aminokwasów. Pośrednio pokazuje to jak ważne w diecie kur są produkty pochodzenia zwierzęcego, lub z drugiej strony patrząc jak "nieoptymalne" jest karmienie kur czy innych zwierząt ziarnem.

Tabela obrazuje wyniki eksperymentu przeprowadzonego na 3000 kurach w roku 1947. Badano jak miał się przyrost masy  w zależności od tego jak karmione były kury i na jakiej ściółce je hodowane. Oznaczenia użyte w tabeli:
Nowa głęboka oznacza głęboką ściółkę, która była zakładana podczas pierwszego dnia eksperymentu.  Stara głęboka oznacza ściółkę, która już była używana przez inne kury w pierwszym dniu eksperymentu. Świeża oznacza, że ściółka była nowa i wymieniana co 2 tygodnie. Dieta pełnowartościowa oznaczała dietę zawierającą mączkę z lucerny. W diecie niepełnowartościowej nie było suszonej mączki z lucerny. Waga osiągnięta w 12 tygodniu hodowli (doświadczenie przeprowadzone ponad pół wieku temu, dziś tempo wzrostu brojlerów jest dużo szybsze). Funt to około 0,473 kg. Zwróć proszę uwagę na lepsze przyrosty masy ciała i niską śmiertelność kur na starej, głębokiej ściółce . Niezależnie od diety.
Ostatnią korzyścią ze stosowania głębokiego ściółkowania jest posiadanie w kurniku zapasu dojrzałego kompostu - wystarczy odgarnąć z wierzchu warstwę świeżej ściółki a pod spodem będzie roczny (czy kilkuletni) dojrzały kompost - bez specjalnego przewracania czy dodatkowego wysiłku z naszej strony. Wartościowe substancje nawozowe nie zostaną również wymyte, jak to czasem dzieje się z kompostem robionym na zewnątrz.




Filmik w którym jeden Amerykanin zachwala głębokie ściółkowanie w... kurzym traktorze.

Jakie materiały są najlepsze na głęboka  ściółkę?
Na głęboka ściółkę najbardziej przydatne będą materiały ubogie w azot - dzięki temu więcej odchodów będą mogły "zneutralizować". Kilka przykładów jakich materiałów ludzie używają do głębokiego ściółkowania kurników czy chlewów:
  • słoma
  • trociny
  • papier
  • gazety
  • wióry drzewne
  • igliwie sosnowe
  • suche liście
  • skorupy od orzechów (rozdrobnione i z dodatkiem innych materiałów)

Na zakończenie chciałbym jeszcze zaznaczyć, że ze ściółką jest jak z winem i kobietami - im starsza tym lepsza.** Jacyś chętni na wyrzucanie gnoju z kurnika? :)

Osoby szczególnie zainteresowane tą tematyką mogą  przeczytać również artykuł dotyczący komercyjnej hodowli kur w systemie głębokiego ściółkowania. Może to stanowić atrakcyjną alternatywę dla klatkowych ferm przemysłowych. O alternatywnych źródłach paszy za której odbiór można uzyskać nawet pieniądze możesz przeczytać tutaj.

*Drobnym odchyleniem od tej zasady są zwierzęta zapadające np. w sen zimowy. Stałocieplne zwierzęta gospodarcze jednak w ten sposób nie zimują...
**Starsze kobiety są lepsze niż młodsze, bo lepiej gotują ;)

sobota, 25 września 2010

Dlaczego nie warto kupować "ekologicznych" środków czyszczących..?

Tradycyjny, nieekologiczny płyn do mycia naczyń - teraz również o zapachu rumiankowym.
Dlaczego nie warto kupować "ekologicznych" środków czyszczących, piorących, myjących jeżeli wykorzystuje się szarą wodę w swoim ogrodzie/gospodarstwie?

Substancją czynną w większości konwencjonalnych środków czyszczących są detergenty . Sprawiają one, że brud czy tłuszcz "odkleja się" od tkaniny/rzeczy. Większość detergentów zawiera w swoim składzie jakieś związki fosforu.

Fosfor to jeden z biogenów, który przyczynia się do przeżyźnienia wody (pisałem o tym więcej tutaj). Nieoczyszczone ścieki zawierające detergenty gdy trafią do wód powierzchniowych przyczyniają się do zakwitu glonów i w konsekwencji nawet do śmierci ryby. Z tego powodu producenci proszków do prania (przy hojnej "pomocy" rządowego bata!) dążą do obniżenia zawartości fosforu w proszkach do prania czy środkach czyszczących.

Niektórzy producenci wychodzą przed szereg i produkują środki czyszczące nie zwierające fosforanów. Zwykle żądając za swój ekologiczny - bo nie zanieczyszczający (?) środowiska - produkt ekstra zapłaty. Przy czym wg. mojego doświadczenia z używanie ekologicznych płynów do mycia naczyń mają one wydajność porównywalną do płynów "z Biedronki 5l tylko za 4.99zł".

Dlaczego zatem "potępiam" ekologiczne środki czyszczące?

Robię to z tego względu, że fosfor zawarty w normalnym płynie do mycia naczyń czy proszku do prania można później powtórnie wykorzystać jako nawóz np. do drzewek owocowych. A skoro w "ekologicznym" produkcie tego fosforu nie ma, to taki tzw. "ekologiczny" proszek nie spełnia permakulturowej zasady "niech każdy element pełni co najmniej dwie funkcje" to gdzie tu jego "ekologizm"?

Przy tej okazji chcę wspomnieć jeszcze o biodegradowalności, bo wiele "ekologicznych" i tych nie środków szczyci się, że są biodegradowalne. Biodegradacja oznacza, produkt ulega rozkładowi przy udziale organizmów żywych. Praktycznie wszystkie środki czyszczące ulegają biodegradacji. Nawet te "normalne, "nieekologiczne". Skoro producenci "ekologicznych" środków czyszczących chwalą się, że ich produkt nie zanieczyszcza środowiska, bo nie ma fosforanów, to można się domyślić, że środki czyszczące zawierające fosforany rozkładają się. Po rozkładzie, fosfor zawarty w tych środkach pobierany jest przez glony co doprowadza właśnie do zakwitu i zanieczyszczeniu wód.
Zanieczyszczenie to surowiec w nieodpowiednim miejscu i/lub stężeniu.

Pieniądze zaoszczędzone na nie kupowaniu tzw. "ekologicznych" środków czyszczących warto wydać w miejscu gdzie naprawdę zrobi to różnice dla nas i środowiska np. drzewa i krzewy owocowe do leśnego ogrodu czy na produktywny żywopłot, rekuperator, wydajny piec/kocioł czy dodatkową izolację do domu.

W trakcie tworzeni wpisu znalazłem sklep w którym sprzedają "ekologiczną" czystą sól warzoną... 20,99zł za 2 kg! Nie dziwi to, bo za wegański produkt z 2 certyfikatami, i posiadający jeden tytuł klient musi zapłacić. To zwykła sól sprzedawana 40 razy drożej - to się nazywa potęga marketingu - rolnicy powinni się tego nauczyć.

A Ty nadal zamierzasz kupować ekologiczne środki czystości?

niedziela, 5 września 2010

Leśny ogród cz.11 - Jak zamienić zdziczały sad w produktywny leśny ogród?

Leśny ogród można założyć w wielu różnych miejscach. Zdarza się, że jednym z punktów  wyjścia jest sad. Często mocno zdziczały i zarośnięty. Oznacza to, że ekosystem tego sadu jest już na dalszym etapie sukcesji ekologicznej niż byśmy tego chcieli. Nierozsądne byłoby wycinanie wszystkich drzew i sadzenie w ich miejsce nowych - przecież na pierwsze plony trzeba by czekać sporo czasu. Zresztą oznaczałoby to więcej pracy...

Co należy uczynić jeśli posiadamy zdziczały sad?
Powycinać sporo drzew i krzewów. Brzmi bardzo prosto. Zanim jednak tego dokonamy warto mieć jakąś wizję danego miejsca. Jednak by nasza wizja nie zmieniła się w przyszłości w ogrodniczą marę senną warto zachować odpowiednie odległość miedzy drzewami i krzewami. Tak by każde tego wymagające drzewo czy  krzew miał wystarczającą ilość światła, by zmniejszyć konkurencję o wodę i substancje mineralne. Drzew (nawet tych  owocowych) zwykle trzeba usunąć sporo. Więcej roślin owocowych wcale nie oznacza więcej owoców...

W klimacie umiarkowanym drzewa w leśnym ogrodzie powinny zajmować około 40% powierzchni. Dąży się do tego po to, by móc posadzić na niższych piętrach krzewy i rośliny zielne, nawet te światłolubne. Zapewne Czytelnicy zauważyli, że drzewa rodzą najlepiej owoce i orzechy jeśli korony drzew nie stykają się ze sobą. Co innego jeśli zależy nam na produkcji biomasy na opał/podłoże dla grzybów/paszę dla zwierząt - w tych miejscach drzewka i krzewy mogą rosnąć trochę gęściej.

W zdziczałych sadach nierzadko rośnie mnóstwo chwastów. Niektóre z nich są bardzo wysokie (drzewa), może nawet wyższe niż drzewka owocowe. Wtedy to one w pierwszej kolejności powinny iść pod topór lub sekator. Zwykle takie drzewa pionierskie mają rozległy system korzeniowy i są bardzo "zachłanne" na wodę i substancje mineralne. Drzewa i krzewy owocowe z ich słabszymi korzeniami (zwłaszcza na podkładkach skarlających) taką konkurencję będą przegrywać, co objawia się w mniejszej ilości owoców i gorszej ich jakości.


Na tym zdjęciu (kliknij w zdjęcie, żeby powiększyć) zrobionym w około południa jeden z dużych chwastów (jesion) zasłania jabłoń, która co prawda produkuje smaczne owoce, ale w dość małej ilości i niewielkiego rozmiaru. Gdyby pozwolić mu rosnąć jeszcze kilka sezonów zapewne spowodowałoby to zmniejszenie ilość owoców produkowanych przez jabłoń i pogorszyłoby to ich jakość. Możliwe nawet, że całkiem zagłuszyłby jabłoń. Nie dość, że jesion konkuruje z jabłonią o wodę i sole mineralne, to jeszcze pozbawia jej światła.  Jest zatem idealnym kandydatem do "odstrzału". Jego usunięcie/przycięcie przyczyni się do znacznego wzrostu ilości produkowanych jabłek. Efektem ubocznym rozkładu korzeni drzew może być wysyp grzybów szlachetnych (jak to miało miejsce u Pana Jacka).

Czy można posadzić po takiej wycince drzew produktywne rośliny?

Takie oczyszczanie zdziczałego sadu to doskonały moment na sadzenie różnego rodzaju krzewów i ziół do leśnego ogrodu. Wynika to z tego, że zwykle (zależy od tego jak bardzo zdziczały taki sad jest) rosnące tam drzewa i krzewy powodują całkowite zacienienie gleby, co sprawia, że nie rosną tam prawie w ogóle żadne trawy,  rośliny zielne czy chwasty. Warto ten moment wykorzystać. Jeśli nie mamy akurat czasu lub odpowiednich roślin w odpowiedniej ilości, to dobrze jest teren wyściółkować (sugeruję karton na dół + jakaś warstwa estetycznej ściółki na górę) by nie dopuścić do jego zachwaszczenia. Zaniechanie tego działania spowoduje kiełkowanie nasion znajdujących się na pewno w dostatku w glebie - one tylko czekają aż będą miały trochę słońca...W leśnym ogrodzie również obowiązuje zasada, że lepiej zapobiegać niż leczyć!




Jesion z poprzedniego zdjęcia po przycince. Jego korona została zredukowana o ponad 50%. Jest to raczej niezdrowe dla drzewa. Nie zależy mi jednak na jego zdrowiu, wręcz przeciwnie... Występowanie o zgodę na pozwolenie na wycięcie na nie moim terenie byłoby stratą czasu. Dzięki takiemu postępowaniu część niedojrzałych jeszcze jabłek na jabłonce z tyłu będzie lepiej nasłoneczniona i jeszcze smaczniejsza. Proszę zwrócić uwagę na ilość liści i gałęzi u podnóża ogołoconego drzewa. Ten jesion służył zatem jako dużych rozmiarów dynamiczny akumulator i roślina wiążąca węgiel (zwiększająca ilość materii organicznej w glebie).




Czy czas w jakim dokonujemy porządkowania zdziczałego sadu ma znaczenie?
Tak, czas oczyszczania ma znaczenie. Jeżeli oczyszczania dokonywalibyśmy zimą czy późną jesienią, gdy na drzewach nie ma już liści, to na wiosnę w ogrodzie mielibyśmy pełno odrostów korzeniowych. Przyczyną tego zjawiska byłaby duża ilość energii zgromadzona przez drzewa w korzeniach roślin. Przycięcie w okresie późnego lata pobudzi drzewa do wytworzenia odrostów korzeniowych na jesień. Zwykle ujemne temperatury przeszkodzą w zdrewnieniu takich odrostów. Dodatkowo drzewa i krzewy będą miały mniej niż gdyby mogły "zmagazynować" energię z liści jak to ma miejsce zwykle na jesień. Z drugiej strony drzewo ścięte zimą ma mniejszą wilgotność, niż to ścięte w pełni sezonu wegetacyjnego.

Miłośnicy hodowli grzybów jadalnych będą chcieli z kolei oczyszczać sad bardzo wczesną wiosną, gdy drzewa transportują soki z korzeni do liści. Drewno z drzewa ściętego w tym czasie daje grzyby lepszej jakości.


Co zrobić ze "odpadami" z przycinki drzew w takim sadzie?
Ścinki z przycinki najlepiej jest rzucić pod drzewka, które postanowiliśmy zostawić. Dzięki temu:
  • zwiększymy poziom materii organicznej wokół drzewa
  • dostarczymy substancji odżywczych drzewku
  • stworzymy przyjazne warunki dla rozwoju grzybów mikoryzowych
  • utrudnimy wzrost chwastom
 Ta wcześniej zasłonięta przez jesion jabłoń została obłożona dużą ilością ścinków z tego jesionu. W ten sposób zawarte w nim składniki odżywcze przyczynią się do lepszego plonowania. Utrudnią również wzrost chwastów. Na przyszły rok drzewko to powinno dać dużo większą ilość owoców lepszej jakości. Będzie to zapłata za te kilka chwil poświęconych na poprawę jego środowiska.



Można również ścinki drzew kompostować. Zwykle jednak szkoda marnować na kompostowanie czas.

czwartek, 19 sierpnia 2010

O krowie żywicielce, świniach i aminokwasach

Mimo, że wpis jest w gruncie rzeczy o krowach najpierw zacznę od świń i małego przypomnienia z dziedziny biologii. :)

Czego świnie potrzebują do wydajnego wzrostu?
Organizmy zwierzęce by rosnąć potrzebują materiału budulcowego - białka. Właściwie to niedokładnie się wyraziłem - zwierzęta (i ludzie) potrzebują nie białka, a substancji z których to białko jest zbudowane - aminokwasów. Część z tych tych aminokwasów ludzie i zwierzęta są w stanie "wyprodukować" we własnym zakresie. Te aminokwasy nazywamy endogennymi. Ciało człowieka i świni wytwarza je głównie z węglowodanów i innych aminokwasów.

Taką muskulaturę trudno osiągnąć w naturalny sposób przyjmując nawet najlepszy zestaw aminokwasów. Umieszczenie tej fotografii w części wpisu o świniach to całkowity zbieg okoliczności ;)

Aminokwasy, których ludzie i świnie nie są w stanie syntetyzować (wytwarzać we własnym organizmie) nazywamy aminokwasami egzogennymi.
Aminokwasy egzogenne:
  1. fenyloalanina (phenylalanine, Phe)
  2. izoleucyna (isoleucine, Ile)
  3. leucyna (leucine, Leu)
  4. lizyna (lysine, Lys)
  5. metionina (methionine, Met)
  6. treonina (threonine, Thr)
  7. tryptofan (tryptophan, Trp)
  8. walina (valine, Val)
U dziecka należy jeszcze wymienić dwa aminokwasy:
  1. histydyna (histidine, His)
  2. arginina (arginine, Arg)

Jeśli nie będziemy dostarczać ich naszemu organizmowi możemy nabawić się rożnych, nieprzyjemnych chorób i symptomów zaczynając od zawału mięśnia sercowego (serce nie będzie miało odpowiednich aminokwasów by się regenerować) na wypadaniu włosów i depresji kończąc... W cywilizowanym świecie ludziom niedobór tych aminokwasów nie grozi, chyba, że są na dietach w których ilość białka jest zbyt mała, jakość tego białka (zawartość aminokwasów egzogennych jest nieodpowiednia) lub dany człowiek ma jakieś inne problemy zdrowotne związane z trawieniem i przyswajaniem białka.


Bieszczadzka krowa uzupełniająca swą dietę w liście i gałęzie krzewu.
U świń jest podobnie, jednak uwzględniając, że żywot przeciętnej świni jest krótszy jakieś 70-140 razy niż żywot człowieka problemów z niedoborem białka aż tak nie widać... Czy może widać, ale objawia się to zwiększoną ilością tłuszczu w ogólnej wadze świni i pogorszeniem współczynnika konwersji paszy (ile kg jedzenia musi świnia spożyć by przybrać kg na wadze). Jeśli w paszy świń brakuje chociażby jednego z aminokwasów egzogennych do tego by zostało wytworzone białko strukturalne (np. mięśnie) to większość paszy zostanie przetworzona na tłuszcz (słoninę). Oczywiście nie ma w tym nic złego jeśli produkujemy świnie na swoje potrzeby - słonina od świń z wypasu pastwiskowego to tradycyjny, zdrowy tłuszcz używany przez naszych przodków od wieków. Jednak jeśli produkujemy świnie na skalę komercyjną, to duża ilość słoniny nie jest pożądana. Po pierwsze spada tzw. mięsność świni co obniża cenę mięsa w skupie. Jako konsumenci wiemy, że słonina kosztuje około 1-3 zł za 1kg a 1 kg "mięsa" około 12 zł i więcej. Jeśli dodać do tego, że wytworzenie tłuszczu u świni jest bardziej kosztowne niż "mięsa" to wiemy już dlaczego komercyjni hodowcy unikają otłuszczenia świni jak ognia.Wynika to z tego, że  tłuszcz zawiera 9kcal na g a białko zawiera 4kcal na g. Co więcej pasze zawierające dużo białka są dużo droższe niż te węglowodanowe a ich kaloryczność jest przecież taka sama. Hodowca na otłuszczonej świni traci zatem potrójnie...

W przypadku aminokwasów egzogennych wszystkie potrzebne są naraz - jeśli będzie brakować choćby jednego, białko z pokarmu nie zostanie wykorzystane efektywnie. Starszej daty podręczniki do biologii, dietetyki czy hodowli zwierząt dzielą białko na pełnowartościowe (zwierzęce) i niepełnowartościowe (roślinne). Z tymi aminokwasami jest jak z drewnianą beczką do przetrzymywania wody. Może być w 99% "sprawna" ale jeśli będzie brakować jednej, wąskiej deski cała konstrukcja nie spełni powierzonego jej zdania. Wartość białka będzie liczona do najmniejszego wspólnego mianownika - do tego aminokwasu egzogennego, którego brakuje. Dalej porównując aminokwasy do beczki... Woda może być magazynowana tylko do poziomu najniższej dziury w tejże beczce. Nie jest istotne, że beczka ma pojemność 500 l (dostarczamy dużej ilości białka w ogóle) co natomiast jest ważne, to jak nisko jest najniższa dziura (którego aminokwasu egzogennego świni brakuje).

Jeśli chcemy hodować świnie na pastwisku, to zwykle te aminokwasy, które są czynnikiem ograniczającym wzrost świń (bo brakuje ich w runi pastwiskowej) to: lizyna, metionina, treonina i tryptofan. Teoretycznie można by suplementować żywiąc świnie śrutą rzepakową lub soją, jednak ich sposób produkcji pozostawia wiele do życzenia jeżeli chodzi o wartość odżywczą tych dwóch roślin.

Krowa - potencjalne źródło wartościowej paszy dla świń
Co mają te wszystkie wywody o aminokwasach i świniach mają do krów?
Krowy mogą dostarczyć w bardzo dużych ilościach brakujących świniom aminokwasów oraz dostarczyć lekkostrawnego pokarmu.

We wpisie o drogich świniach wspomniałem o tym jak hodowane są świnie na szynkę parmeńską - mają dostęp do pastwiska oraz dostają kasztany jadalne oraz serwatkę. Zapewnia im to pełnowartościową paszę a oprócz tego smak uznawany przez znawców za wyborny, bardzo słodki.

Zapewne Czytelnikom powoli krystalizuje się już pewien obraz. Krowa daje mleko, z mleka człowiek robi sobie masło i sery. Resztki z produkcji (maślankę i serwatkę) daje się świniom do zjedzenia - stanowi to pełnowartościową paszę - nie potrzeba już soi GMO...

Jedna krowa może dostarczać kilkadziesiąt kilogramów paszy dla świń dziennie.
Wbrew pozorom mleko, maślanka i serwatka nie są jedynym pożywienie dla świń, którego może dostarczać krowa. Inne potencjalne źródło jadła dla tych świńskich wszystkożerców to... krowie odchody.

Co dzieje się z roślinami, które krowa spożyje?
Z pokarmem połkniętym przez krowy dzieje się wiele ciekawych rzeczy. Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że dla krów rośliny nie są bezpośrednim źródłem pożywienia - by zwiększyć wartość odżywczą swej paszy krowy wykorzystują pośredników - bakterie. Krowy poprzez żucie roślin zwiększają powierzchnię na którą mogą działać bakterie. Te bakterie trawią pokarm roślinny po czym się rozmnażają. Następnie krowa zjada wstępnie przetrawiony pokarm roślinny wraz z wszystkimi bakteriami. Krowa (a raczej rolnik ją żywiący) w przeciwieństwie do świni nie musi się martwić o to by konsumowała ona jakieś aminokwasy egzogenne. Wystarczy, że będzie przyjmować odpowiednią ilość białka, włókna oraz węglowodanów. Właściwie to krowa nie musi nawet spożywać dużej ilości białka - częścią pożywienia, które bakterie w jej żołądkach są w stanie przerobić na białko może być mocznik (źródło azotu dla bakterii do produkcji białka). Znane są przypadki w których dużą część diety krowy stanowiły trociny, mocznik (źródło azotu do syntezy białka przez bakterie) oraz lizawka melasowo-mikroelementowa. Taka dieta (mocznikowo-trocinowo-melasowa) wpływa jednak negatywnie na zdrowie krowy, smak mięsa i mleka.

Dlaczego krowa może spożywać żywność niezawierającą wszystkich aminokwasów egzogennych?
Ponieważ krowa stwarza w swoim żołądku warunki do rozwoju bakterii, których pożywienie może nie zawierać kompletu aminokwasów. Te bakterie są w stanie jednak wytwarzać wszystkie aminokwasy egzogenne. Gdy te się namnożą krowa po prostu je "zjada" przenosząc treść pokarmową do następnego żołądka.

Krowie odchody stanowią cenną choć tanią paszę dla świń.

Dlaczego odchody krowy mogą stanowić paszę dla świń?
Świnie są zwierzętami wszystkożernymi. Natura dała im zadanie bycia czyścicielem środowiska. Oprócz tego, że jedzą roślin i zwierzęta, to świnie spożywają z wielkim uznaniem odchody innych zwierząt. Krowi obornik składa się w sporej części z niestrawionych części roślin oraz z bakterii. Te ostatnie zaś tak jak już wcześniej wspomniałem zawierają wszystkie aminokwasy egzogenne. Mogą zatem stanowić cenny "koncentrat paszowy". Dodatkowo jeśli krowy(czy konie) żywione są ziarnem, to część ziarna przechodzi przez przewód pokarmowy krów właściwie niestrawiona. W normalnych warunkach tego typu produkt by się zmarnował.

Korzyści ze stosowania odchodów krowich w żywieniu świń.
Pierwszą, dość oczywistą korzyścią jest stosowanie odchodów krowich jako źródło energii dla świni, drugie to wspomniane wcześniej białko i aminokwasy egzogenne. Trzecią korzyścią żywienia świń odchodami krów to dostarczanie im mikroelementów oraz witamin, głównie z grupy B (również B12).

Jaki procent świńskiej diety mogą stanowić odchody krów?

FAO (agencja ONZ zajmująca się wyżywieniem i rolnictwem) opublikowała dane o eksperymencie przeprowadzonym na Mauritiusie w 1976 r. w którym świnie karmione były w 40% krowimi odchodami w 40% melasą i w 20% komercyjną mieszanką paszową. Świnie na takiej mieszance co prawda rosły wolniej niż w grupie kontrolnej, ale  hodowcy i tak osiągnęli dobre wyniki ekonomiczne z powodu niskiej ceny takiej mieszanki...
.
W zależności od kilku czynników:
  • wieku i diety krowy
  • jaką części diety świń mają stanowić odchody
  • wieku świń 
Jedna krowa może dostarczać pokarmu w formie odchodów dla od 3 do 17 świń.

Jak zintegrować możliwość odżywiania się świń odchodami krów w szerszym systemie permakulturowym?
Jeśli chcemy hodować świnie i krowy na permakulturową modłę mogę zasugerować tego typu rozwiązanie.
W pierwszym dniu na pastwisku wypasana jest krowa/krowy. Na drugi dzień na pastwisko wchodzą świnie - będą jadły korzonki i część runi pastwiskowej. Trzeciego dnia można na daną kwaterę pastwiska wysłać kury - zjedzą one sporą cześć pasożytów występujących w odchodach świń i kur. Dodatkowo rozgrzebią je czym przyspieszą ich rozkład i dostarczenie zawartych w nich substancji roślinom. W ten sposób wykorzystywane jest wiedza dotycząca holistycznego wypasu zwierzą dzięki czemu nie dojdzie do nadmiernego wypasu roślin na pastwisku oraz ilość niedojadów będzie mała.
Samo pastwisko może być np. rzadkim lasem pastwiskowym na którym rosną orzechy włoskie, kasztany hybrydowe lub drzewka owocowe czy inne drzewa paszowe. Ten system agroleśniczy powinien być osłonięty od wiatru odpowiednio wysokim i gęstym żywopłotem.


Czy w ten sposób można utuczyć świnię bez zakupu paszy z zewnątrz?
W chwili obecnej trudno powiedzieć czy samo pastwisko + odchody krowie są w stanie zapewnić pełnię wyżywienia dla świń. Jestem skłonny przypuszczać, że jeśli dodamy do diety tych zwierząt orzechy włoskie i kasztany hybrydowe to świnie będą rosły całkiem przyzwoicie a my będziemy mogli cieszyć się tym, że wiemy co jadło nasze jedzenie. Jeśli sprzedajemy tak żywione świnie warto względem klientów podkreślać np. fakt, że nie były żywione koncentratami paszowymi (jeśli to prawda) lub soją GMO. Stanowi to zatem alternatywny do posiadania certyfikatu ekologicznego sposób na wytworzenie wartości dodanej w gospodarstwie.

Dla nas koński kał to odchody - dla świni smaczne i odżywcze śniadanie/obiad/kolacja ;)
Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii
Czy świnie można karmić odchodami innych zwierząt roślinożernych?
Tak, świnie można karmić odchodami innych zwierząt roślinożernych np. takich jak koni, kóz, królików... Bardzo dobrym źródłem żywności dla świń są odchody końskie, gdyż konie trawią mniej wydajnie niż krowy, więc "końskie jabłka" zawierają więcej nasion itp. bardziej  kalorycznych elementów paszy. Oczywiście mniej wydajne z naszego punktu widzenia - konie przetrwały do naszych czasów i mają się całkiem nieźle. One zatem z tą "niewydajnością" radzą sobie całkiem nieźle.

czwartek, 12 sierpnia 2010

Co zrobić jeśli mamy ściek...rów melioracyjny w pobliżu naszej działki?

Wielu właścicieli nieruchomości zapewne ma tę "przyjemność", że ich działka graniczy z rolniczym rowem melioracyjnym których inna nazwa z racji jakości wody to ściek. Możliwe nawet, że taki rów przebiega przez część naszej działki. Zwykle stanowi tylko wylęgarnie komarów...

Rów melioracyjny może stanowić cenny zasób - trzeba tylko umieć go wykorzystać.

Co można znaleźć w rowie melioracyjnym?
Woda w wielu rowach melioracyjnych zwykle jest mocno zanieczyszczona. W tym miejscu warto przytoczyć definicję zanieczyszczenia stworzoną przez Billa Mollisona - twórcy pojęcia permakultura.

Zanieczyszczenie to surowiec znajdujący się w nieodpowiednim miejscu lub nieodpowiednim stężeniu

Jakie zanieczyszczenia zawiera zwykle woda w takim rowie melioracyjnym?
  • azotany i azot w innych formach
  • fosforany
  • mikroelementy
  • materię organiczną
  • drobnoustroje chorobotwórcze
  • środki ochrony roślin (ŚOR) i ich pozostałości (herbicydy, insektycydy, fungicydy...)

Skąd w wodzie z rowu biorą się te wszystkie substancje?
Zwykle są one pochodzenia rolniczego - w czasie intensywnych opadów deszczu duża część z użytego przez rolnika nawozu jest wymywana z gleby i trafia do wód gruntowych lub rowów melioracyjnych.Drobnoustroje chorobotwórcze najczęściej dostają się do ścieków rolniczych z używanych przez rolnika nawozów typu gnojówka, gnojowica lub obornik.

Jak wykorzystać obecność rowu melioracyjnego z zanieczyszczoną wodą na nasza korzyść?

Z tego koktajlu trudno wykorzystać tylko ten ostatni składnik (ŚOR). Pozostałe mogą być cennymi zasobami - wystarczy tylko ustawić odpowiednie elementy w odpowiednim miejscu, co właściwie jest istotą projektowania permakulturowego :)

Tymi odpowiednimi elementami będą rośliny, które mają duże zapotrzebowanie na biogeny (pierwiastki takie jak azot i fosfor)... Jedną z lepszych roślin do tego celu będzie wierzba - można będzie ją później przerobić na ściółkę, opał, pożywkę dla grzybów jadalnych czy materiał do ogrzewania kompostowego. W ten sposób spełniona zostanie permakulturowa zasada - niech każdy element pełni co najmniej dwie funkcje.

Innymi roślinami które możemy uprawiać w okolicach rowu melioracyjnego to żywokost lekarski i pokrzywa - można nimi karmić zwierzęta, stosować jako szybko rozkładającą się ściółkę lub robić z nich herbatki przeciwko szkodnikom.

Jadalne rośliny, które możemy uprawiać w pobliżu rowu melioracyjnego.


Jest kilka roślin jadalnych, które mają duże zapotrzebowanie pokarmowe:

  • bez czarny (plantacje bzu czarnego nawozi się nawozami azotowymi w ilości dochodzących do 300 kg na ha/rok)
  • śliwy
Obficie owocujący czarny bez rosnący w pobliżu rowu melioracyjnego. Zasłania młodego orzecha włoskiego.

Dodam również, że zaobserwowałem kilka razy rosnący nieopodal rowów melioracyjnych dziczki orzecha włoskiego. Duża ilość wody i biogenów wpłynie zapewne korzystnie na tempo wzrostu, jednak najprawdopodobniej orzech włoski nie będzie owocować obficie.

Czy pestycydy w ściekach są groźne dla zdrowia?

Kwestią na którą trzeba zwrócić uwagę są środki ochrony roślin (pestycydy) i ich pozostałości. Jakkolwiek występują one ściekach, to nie stanowią one bardzo dużego zagrożenia. Zdecydowana większość środków ochrony roślin (ŚOR) stosowanych w rolnictwie dostaje się do roślin poprzez liście i inne części asymilacyjne roślin a nie korzenie. Jeśli jednak chcesz Drogi Czytelniku "dmuchać na zimne" uprawiaj wzdłuż rowów melioracyjnych rośliny, których nie będziesz bezpośrednio konsumował (wierzbę, pokrzywę, żywokost czy czarny bez na jedzenie dla dzikich zwierząt)


Jak zwalczać drobnoustroje chorobotwórcze w ściekach?
Paradoksalnie specjalnie nie trzeba ich zwalczać - znikną one w konsekwencji zmniejszenia ilości biogenów i zwiększenia ilości tlenu w wodzie. Oznacza to, że jeśli chcemy oczyścić wodę musimy spożytkować substancje, które sprawiają, że rośliny dobrze rosną.

Jakich roślin nie sadzić wokół rowów melioracyjnych?
Wokół rowów melioracyjnych z zanieczyszczoną wodą należy unikać sadzenia roślin wiążących azot (np. oliwników, robinii akacjowej, olch...) - tego pierwiastka i tak jest zbyt dużo w zeutrofizowanej (przeżyźnionej) wodzie.

Podsumowując ściek to dobre miejsce do uprawy wielu roślin o dużych wymaganiach wodno-pokarmowych. Nie dość, że będą nam lepiej rosły, to sadząc je nieopodal rowów melioracyjnych przyczynimy się do oczyszczenia środowiska wodnego.

Tysiące zanieczyszczonych rowów melioracyjnych czeka na Was! Nie każcie im czekać;)

wtorek, 6 lipca 2010

Stabilność materii organicznej, tempo jej rozkładu i jak można to wykorzystać

Kilka razy już na blogu poruszałem kwestie tego jak ważna jest materia organiczna (M.O.) w glebie. Dziś poruszę ten temat ponownie z uwzględnieniem zastosowania tej wiedzy również w... architekturze.

Od dłuższego czasu czułem, że materia organiczna materii organicznej nie jest równa. Jest przecież obornik kurzy (bardzo bogaty w azot), jest słoma i jest również drewno (które są ubogie w azot). Wszystkie te produkty rozkładają się z różną szybkością. Właśnie o tym i konsekwencjach tego będzie ten wpis. Wszystkie informacje dotyczące materiałów będą dotyczyć materii organicznej naturalnego pochodzenia. Stosunek węgla(C) do azotu (N) podaje się w formie liczbowej - pierwsza liczba oznacza ilość węgla druga ilość azotu. Im mniej węgla przypada na jednostkę azotu tym bardziej bogata w azot dana substancja jest. Dla przypomnienia wkleję ponownie proporcje węgla ( C ) do azotu (N) w poszczególnych materiałach:

Proporcje węgla (C) do azotu (N) w poszczególnych materiałach
Materiały bogate w węgiel:
  • Karton 350:1
  • Łęty kukurydzy 75:1
  • Odpady od owoców 35:1
  • Liście 60:1
  • Gazety 175:1
  • Łupiny od orzeszków ziemnych 35:1
  • Igliwie sosen 80:1
  • Trociny 325:1
  • Słoma 75:1
  • Zrębki drzew 400:1

Materiały bogate w azot:
  • Mocz 0,8 :1
  • Lucerna 12:1
  • Koniczyna 23:1
  • Fusy kawy 20:1
  • Odpady kuchenne 20:1
  • Odpady ogrodnicze 30:1
  • Ścinki traw 20:1
  • Siano 25:1
  • Obornik 15:1
  • Wodorosty morskie 19:1
  • Resztki warzyw 25:1
  • Chwasty 30:1

Od czego zależy szybkość rozkładu materii organicznej?


Tempo rozkładu materii organicznej zależy w dużej mierze od zawartości w niej azotu a ściśle mówiąc od proporcji węgla do azotu. Można przyjąć, że materiały bogate w azot rozkładają się szybciej. Między innymi dlatego ciepłym, dobrym i naturalnym materiałem budulcowym jest słoma (C:N 1:75) a nie wykorzystuje się siana (C:N 1:25). Wykorzystuje się ja np. do budowy z glinosłomobeli (z ang. strawbale). Siano na pierwszy rzut oka jest materiałem bardzo podobnym, jednak wysoka zawartość białka (każde białko zawiera azot) w sianie sprawia, że jest ono dość łatwo i szybko rozkładane przez różne mikro i makroorganizmy.
Drewno jest przykładem ubogiego w azot materiału, będzie zatem rozkładać się stosunkowo długo. Przy okazji dostarczy pożywienia grzybom saprobiontycznym i mikoryzowym.

Innym tradycyjnym, ubogim w azot materiałem budulcowym jest trzcina, która wykorzystywana była (a w niektórych rejonach świata nadal jest) jako materiał do budowy dachu - strzechy. Ta sama trzcina  jeśli jednak rośnie w warunkach dużej ilości azotu (jak np. w przydomowych oczyszczalniach ścieków) sama zawiera większą ilość azotu co dyskwalifikuje ją jak materiał budowlany.

Kolejnym czynnikiem, który wpływa na tempo rozkładu materii organicznej to temperatura. Generalnie im wyższa temperatura tym szybciej materia organiczna się rozkłada. Jednak po przekroczeniu pewnej temperatury (najprawdopodobniej około 70 stopni C) organizmy rozkładające materię organiczną zaczynają wymierać (jak np. w kompoście) i proces kompostowania zwalnia, gdyż nadmiar ciepła ogranicza aktywność destruentów.
Niskie temperatury sprawiają, że rozkład materii organicznej jest spowolniony a zimą (zwłaszcza podczas srogiej zimy) ustaje on całkiem.

Następny czynnik, który ma wpływ na stabilność materii organicznej to wilgotność. Jeżeli wilgotność jest niska, to i aktywność mikroorganizmów jest mniejsza (a to główni sprawcy rozkładu materii organicznej). Na suchych terenach praktycznie nie dochodzi do rozkładu materii organicznej przy udziale mikroorganizmów. Zatem jeżeli na tych obszarach nie ma wielkich przeżuwaczy (antylop, słoni, krów, bizonów...) które sprawią, że w materia organiczna rozłoży się w ich żołądkach (przy udziale mikroorganizmów zresztą) to uschnięte trawy czy krzewy w ogóle się nie rozkładają w procesie biologicznym a są utleniane w procesie chemicznym. Takie utlenienie trwa często wiele dziesięcioleci, co sprawia, że pierwiastki zawarte w tej uschniętej roślinie są w ekosystemie związane na kilkadziesiąt lat! Mocno spowalnia to obieg materii a to wpływa bezpośrednio na produktywność tych i tak stosunkowo małoproduktywnych terenów.
Poniekąd proces ten można zaobserwować czasami w (niektórych) polskich lasach prywatnych, zwłaszcza na plantacjach sosny na suchych stanowiskach. Jeśli właściciel zaniedba czyszczenia i trzebieże, to część drzew, które przegrało w walce o światło usycha*. Jeśli nie zostaną przerobione na ścinki czy trociny to wiążą w swojej biomasie stosunkowo dużo różnych pierwiastków, czasowo (kilkanaście - kilkadziesiąt lat?) zubażając ekosystem młodego lasu.
Z drugiej strony zwłaszcza w zimniejszym klimacie szczątki roślin czy zwierząt dobrze konserwowane są w torfowiskach (które charakteryzują się wysoką wilgotnością). Czasami da się nawet rozpoznać zawartość żołądka zwierząt, które zginęły kilka tysięcy lat temu. Wiąże się to jednak z małą ilością tlenu o czym napiszę dalej.

Następnym istotnym czynnikiem, który wpływa na tempo rozkładu materii organicznej jest jej wielkość cząstek tej M.O. Dużo szybciej rozłoży się tona sieczki niż 1 ważący tonę pień drzewa. Ma to związek ze zwiększeniem powierzchni na którą mogą działać mikro i makroorganizmy. Szerzej opisuję to we wpisie o efekcie brzegu.

Kwestia powierzchni rozkładu wiąże się również z odpowiednim napowietrzeniem gleby. Jedną z praktyk, które obniża poziom materii organicznej w glebie jest  oranie. Główną przyczyną jej utraty jest nadmierne natlenienie gleby (do którego oranie się przyczynia).

Zwykle również materia organiczna rozkłada się szybciej w glebach piaszczystych z racji ich lepszego napowietrzenia by nie rzec nadmiernego. Stąd trudniej podnieść poziom materii organicznej w glebie piaszczystej niż w ciężkiej, gliniastej.

*Martwe, stojące drzewa są istotną częścią ekosystemu lasu. Młode, uschnięte drzewa nie powinny jednak w lesie występować masowo, gdyż stanowią bardzo dobre paliwo w czasie pożaru.

Jak wykorzystać informacje o tempie rozkładu materii organicznej w praktyce?

Zastosowanie ww. informacji ma miejsce głównie w obszarach w których pracujemy z glebą i roślinami, ale również w wielu innych przypadkach.

Materiały bogate w azot (obornik, gnojówka, pokrzywy, żywokost...) szybciej się rozkładają, co sprawia, że mogą dać roślinom zastrzyk energii. To istotne zwłaszcza dla młodych roślin, które jeszcze rosną wegetatywnie(wzrost liści i gałęzi). Z drugiej strony szybko rozkładające się M.O. sprawia, że jej poziom w glebie również szybko spada. Materiały uboższe w azot (węgiel kamienny i drzewny, słoma, trociny, liście...) rozkładają się dłużej, łatwiej zatem doprowadzić do akumulacji (trwałego zwiększenia) poziomu materii organicznej w glebie przy ich pomocy. Nie oznacza to, że jedne materiały są lepsze a inne gorsze - różne formy materii organicznej mają po prostu różne zastosowanie. Te bogate w azot dadzą po prostu szybciej zauważalne efekty a te ubogie bardziej długofalowe.

Jest to jeden z głównych powodów dla którego konwencjonalnym działkowcom, nawet takim nie stosującym "chemii" poprawa gleby zajmuje bardzo dużo czasu (kilka, kilkanaście lat) a nie jak to jest możliwe jeden sezon. Wynika to z tego, że polegają oni na materiałach szybko działających typu obornik czy standardowy kompost. Jeśli są stosowane nawozy zielone (w celu podniesienia poziomu M.O.) to są one ścinane i przyorywane zanim roślina zakwitnie, czyli wtedy kiedy jest bogata w białko (azot). Wszystko to daje zwykle dobre, choć krótkotrwałe efekty.

Jak już wspomniałem wcześniej proporcje węgla do azotu zależą również od stadium w którym znajduje się dana roślina. Zwykle im młodsza tym więcej białka (a więc azotu) zawiera dana roślina. W czasie dojrzewania nasion roślin większość dostępnego w tej roślinie azotu jest przekazywana do produkcji nasion (które to są zwykle bogate w białko). To zaś sprawia, że masa rośliny jest bogata w celulozę i ligninę, czyli substancje "ciężkostrawne" (a więc dłużej pozostające w glebie) dla życia glebowego. Dobrym sposobem na zielony nawóz jest zastosowanie bobu - mamy smaczne, choć czasami antyspołeczne ;) pożywienie i dużą ilość zielonego nawozu, który do czasu aż zbierzemy nasiona zdąży już nieźle zdrewnieć.

Jeszcze innym zastosowaniem wiedzy na temat rozkładu materii organicznej jest unikanie sadzenia wysokich drzew w miejscach gdzie mamy pokryty dach drewnianym gontem. Wynika to z tego, że drzewa na jesień zrzucają liście, które potem mogą zostawać na dachu, gdzie będą zwiększać wilgotność drewna i przyspieszać jego rozkład.


Kolejny sposób w jaki możemy wykorzystać te informacje to produkcja ciepła z kompostu. Szerzej piszę o tym tutaj.

Dla osób, które chcą zgłębić temat materii organicznej w glebie polecam przeczytanie punktu 2.4 (zaczyna się na stronie 10) tej książki (dostęp darmowy).

środa, 16 czerwca 2010

Czy warto robić kompost?

Zapewne większość osób, które chce produkować zdrową, ekologiczną żywność w swoim własnym ogrodzie robi kompost.Całkiem możliwe, że w ten sposób niepotrzebnie traci się mnóstwo czasu i surowców!


Z żyznością gleby i kompostem jest jak z życiem - niekoniecznie ten który najwięcej "robi" ma najlepsze rezultaty.

Robienie kompostu to sposób na zmniejszenie objętości odpadów organicznych oraz (jeśli wykorzystamy kompost na miejscu) sposób na zamknięcie cyklu obiegu wielu pierwiastków. Kompost to również świetny produkt, który poprawia strukturę gleby.

Jak zatem można być przeciwko robieniu kompostu? To tak jakby było się przeciwko małym kotkom czy niewycinaniu pierwotnych puszczy.

Kompost wbrew pozorom ma również swoje ujemne strony. Dokładnie rzecz biorąc to nie sam kompost a proces jego tworzenia.
Po pierwsze proces kompostowania jest dość energochłonny- trzeba materiały na kompost przenieść na odpowiednie miejsce (kompostownik), potem jeszcze należy wszystko układać w odpowiednich proporcjach następnie od czasu do czasu wypadałoby taką pryzmę kompostową przerzucić. Na koniec trzeba gotowy kompost rozrzucić na grządki (czy tam gdzie jest potrzebny).
Konsekwencje zaniedbania (brak przerzucania) jest przeciągnięcie całego procesu kompostowania do roku a nawet dłużej i większe straty substancji nawozowych.

Jeśli natomiast  brak nam wiedzy dotyczącej odpowiedniego kompostowania to doprowadzamy do  nadmiernych strat różnych cennych substancji z kompostu (azot się ulatnia, fosfor jest wypłukiwany, a węgiel utleniany...) Sprawia to, że nasz kompost staje się gorszym nawozem. Przy okazji zanieczyszczamy wody gruntowe...

Zaniedbywanie i brak wiedzy dotyczące kompostowania to połączenie najgorsze. Niestety z moich obserwacji wynika, że również najbardziej popularne...

Jakie zatem są alternatywy?

Na skalę przydomowego leśnego ogrodu najlepiej jest wrzucić produkty, które normalnie byśmy chcieli kompostować na grządki, jako ściółka. W przypadku odpadów kuchennych najlepiej włożyć je pod ściółkę - w myśl przysłowia "co z oczu to z serca" (cienkie warstwy). Tego typu działanie ma dużo korzyści:
  • Ogranicza się nakład pracy - nie trzeba kompostu przerzucać, rozrzucać itp. Wystarczy raz położyć i już gotowe. 
  • Zwiększamy populację dżdżownic i innych pożytecznych organizmów na grządce (czyli tam gdzie są one naprawdę potrzebne) a nie 15 metrów dalej (na pryzmie kompostowej)
  • Nie dochodzi do strat substancji nawozowych - wszystko wykorzystywane jest od razu przez rośliny rosnące nieopodal.
  • Nie dochodzi do zanieczyszczenia wód gruntowych (z ww powodu).
  • Gleba i rośliny dostają substancje odżywcze stopniowo a nie dopiero wtedy gdy my będziemy mieć czas rozrzucić kompost na grządkach.
W niektórych sytuacjach kompostowania nie da się uniknąć i jest potrzebne przykładowo gdy:
  • potrzebujemy kompostu do wysiewania nasion/robienia sadzonek/aktywnie napowietrzanej herbatki kompostowej
  • dysponujemy dużą ilością odpadów o wysokiej zawartości azotu (np.odpady kochenne) przykładowo gdy odbieramy resztki kuchenne ze stołówek, internatów, sklepów...
  • chcemy zmniejszyć objętość obornika/odpadów (dużo łatwiej rozprowadzić 20 ton kompostu niż 40-50 ton obornika)
  • chcemy pozyskać energię z procesu kompostowania 
  • mamy toaletę kompostową
  • lubimy robić kompost i chcemy się odstresować
Czy jestem przeciwnikiem robienia kompostu? Nie, osobiście bardzo lubię to robić, jednak warto wiedzieć, że są inne mniej pracochłonne i nawet skuteczniejsze sposoby na zwiększenie żyzności gleby i wykorzystanie materii organicznej. Zwłaszcza jeśli nie mamy specjalnie chęci,  kondycji czy czasu by przerzucać pryzmę kompostową oraz nie wykorzystujemy kompostu czy procesu kompostowania do innych celów.

Masz może jeszcze inne spostrzeżenia na temat kompostu?

poniedziałek, 10 maja 2010

Woda po wielkopolsku

Woda to podstawa życia. Według aktualnego stanu wiedzy brak wody można utożsamiać z brakiem życia. Nasz kraj w przeliczeniu na  ilość wody na jednego mieszkańca jest krajem bardzo ubogim w wodę. Dlatego rozsądne jest jest racjonalne wykorzystanie. Bardzo ciekawym sposobem na zwiększenie naszych  zasobów wodnych jest zwiększenie ilości zadań, które woda ma do wykonania zanim opuści naszą posesję.
Jeśli wodzie dajemy do wykonania tylko jedno zadanie zanim opuści naszą posiadłość, to musimy zużyć jej rzeczywiście sporo. Jeśli jednak przydzielimy jej kilka funkcji, to jej zużycie możemy dość istotnie zmniejszyć. Oto kilka propozycji:

  • Jeśli wstępnie wypłuczemy brudne naczynia w wiadrze z wodą a potem pomyje dajemy świniom do wypicia to nasza woda nie spełni jednej a kilka funkcji - najpierw wstępnie oczyści nam naczynia, napoi i nakarmi świnie by w końcu mocz świni nawodnił sad, pastwisko, las czy słomę (którą wykorzystamy do produkcji ciepła z kompostu).
  • Wykorzystywanie szarej - zużytej wody z kuchni i łazienki (ale z wykluczeniem wody z toalety) do nawadniania ogrodu.
  • Po wypiciu wody wykorzystanie "zużytej" przez człowieka wody czyli moczu do nawadniania i nawożenia ogrodu.
  • Woda z intensywnie użytkowanego stawu rybnego (zawierającego sporo odchodów) jest dużo lepsza do nawadniania sadu czy warzywniaka niż woda czysta. Na tej zasadzie opiera się akwaponika
We wszystkich wyżej wymienionych przykładach woda z recyklingu jest dużo lepsza niż woda czysta Wynika to z tego, że wykonuje ona również inne funkcje niż woda czysta. Można nawet powiedzieć, że jeśli nie poddajemy wodzie recyklingowi, to przyczynia się to do zanieczyszczenia środowiska lub musimy ponosić wysokie nakłady na oczyszczenie tej wody.

Warto pamiętać, że:
Tempo wzrostu roślin czy może dokładniej plony roślin z powodu braku wody spadają na długo  zanim rośliny wyglądają na przywiędnięte.



Jeżeli przy temacie wody jesteśmy...Wrzuciłem na youtube film pokazujący efekty mojej pracy - wału ziemnego który został wykopany by pokazać jak można oszczędzać i magazynować wodę w ogrodzie.
Efekty są inne niż zakładałem, ale również dobre



Masz może inne pomysły jak sprawić by woda wykonała więcej pracy?

sobota, 17 kwietnia 2010

Zastosowanie moczu ludzkiego jako nawozu w ogrodzie.

Ostatnio duże zainteresowanie wśród Czytelników wzbudziło wykorzystywanie moczu jako nawozu.
Temat jest na tyle poważny ;), że postanowiłem poświęcić mu cały wpis.

Mocz w ogrodzie ekologicznym może pełnić wiele funkcji. Jedną z najważniejszych jest jego wartość nawozowa.

To w moczu zawarta jest większość biogenów (pierwiastków potrzebnych roślinom pobieranych z gleby w największych ilościach)wydzielanych przez człowieka. Średnio jeden człowiek dziennie w moczu wydala:
  • 8-11 g azotu
  • 2 g fosforu
  • 2 g potasu
Mocz zawiera również sporą ilość wapnia (2g) oraz dużą ilość innych mikro i makroelementów. Mocz jest bogatym w azot nawozem wieloskładnikowym.
Przykładowo nawóz płynny marki Florvit Eko uniwersalny zawiera w 1 kg:
  • 50g azotu
  • 14,1 g potasu
  • 16,6 g fosforu
Cena 1,5 kg opakowania tego "ekologicznego" nawozu to 8,20 zł. Zatem jeśli przez 7 dni będziemy sikami podlewać nasz ogród możemy zaoszczędzić tę sumę pieniędzy. Zamiast zanieczyszczać wodę pitną, obciążać środowisko i oczyszczalnie ścieków możemy tę wodę użyć do rozcieńczania moczu - będziemy podlewać i nawozić ogród zarazem. Takie rozwiązanie jest dużo bardziej "ekologiczne" niż nawet świetnie reklamowany "ekologiczny" nawóz komercyjny. Wykorzystanie moczu w ogrodzie stanowi zatem dość prostą i łatwą do zastosowania alternatywę dla toalety kompostowej.


Film o wykorzystaniu moczu w Afryce

Jak stosować mocz? 
Najlepiej rozcieńczony. Na jedną część moczu należy dawać od 5 do 10 części wody. Taka mikstura jest dobra do podlewania warzyw, roślin ozdobnych i trawnika. Drzewka (również te owocowe) można podlewać bezpośrednio, pod pień lub na ziemię pod drzewkiem.

Dawkowanie:
Na 1 ha przeciętnego sadu nawozi się azotem w ilości 100-200 kg (średnio) na rok. Na 1 m2 ogrodu przekłada się to zatem na dawkę 10-20 g azotu na m2. Dobrze jest rozłożyć całą ilość nawozu na kilka dawek.

W praktyce jeśli rozcieńczamy mocz w stosunku 1:5 to dziennie możemy wyprodukować około 7,5 - 10 litrów nawozu. Jeśli podlejemy takim roztworem tylko 1 m2 to możemy trochę przesadzić - część azotu zostanie wymyta. Dlatego lepiej jest podlać nim 5 m2. Wtedy jednorazowa dawka na m2 będzie wynosiła około 2g azotu, czyli nie za dużo. Jeśli nawożenie będziemy powtarzać w odstępie 2 tygodni możemy dostarczyć danemu fragmentowi sadu dostarczyć około 20 g azotu na m2. Nawożenie nawozami azotowymi (czyli np. moczem lub obornikiem) drzew i krzewów owocowych powinniśmy zakończyć pod koniec lipca by nie pobudzać nadmiernie wzrostu wegetatywnego drzew i krzewów późno w sezonie. Jeśli byśmy dalej kontynuowali nawożenie możemy sprawić, że część nowych gałęzi nie zdąży zdrewnieć przed zimą i stanie się podatne na uszkodzenia mrozowe. Od sierpnia można przeznaczać płynne złoto na trawniki, grządki z warzywami czy żywokostem.

Mocz 4 osobowej rodziny w sezonie wegetacyjnym w zupełności wystarczy do nawożenia 400 - 800m ogrodu. Jeśli dodatkowo posadzimy w ogrodzie rośliny wiążące azot nie bedziemy musieli się już więcej martwić (i kupować) o nawozy azotowe. Idealnie zatem wykorzystanie moczu wpisuje się w koncepcję samowystarczalnego, przydomowego leśnego ogrodu.

Jak aplikować mocz?



Sprawa jest najłatwiejsza w przypadku mężczyzn. Wystarczy butelka z odpowiednio grubym lejkiem. Najlepsze są plastikowe butelki po 5 l wodzie mineralnej. Po użyciu można ją odstawić w jakieś ustronne miejsce w toalecie.
Sam mieszkając przez dłuższy czas w domku jednorodzinnym z ogrodem ustawiałem butelkę w toalecie. Zwykle wieczorem gdy była już pełna po prostu szedłem do ogrodu i opróżniałem zawartość. Nie raz zdarzyło mi się wylać zawartość bezpośrednio na trawnik starając się "podlać" kilkanaście m2. Trawnik w miejscu w którym takie praktyki wykonywałem był niesamowicie zielony i odporniejszy na suszę.

Istnieje możliwość stosowania moczu w formie nawożenia dolistnego. Osobiście rozcieńczałem wtedy mocz z wodą w proporcjach 1:15. Efekty są (jak zwykle w przypadku nawożenia dolistnego) bardzo szybkie i w moim przypadku były bardzo dobre. Po 4 bezdeszczowych dniach od aplikacji na warzywa liściowe  i zioła nie wykrywa się żadnego zapachu czy smaku nawet bez mycia tych produktów. Okres karencji dla komercyjnego użycia jest jednak chyba trochę dłuższy;)

Od czego zależy skład moczu?


Zawartość składników nawozowych w moczu zależy przede wszystkim od naszej diety - im więcej w niej białka tym więcej mocznika (a zatem azotu) będzie posiadał nasz mocz. Jeśli nasza dieta bogata jest w produkty takie jak orzechy, pełne ziarna zbóż, nasiona, ryby, mięso, jajka  nasz mocz będzie bogatszy w fosfor. W przypadku przyjmowania leków typu antybiotyki nie powinniśmy się obawiać, że pojawią się one w naszych warzywach czy owocach. By mieć dodatkową pewność najlepiej nie uzywać moczu do nawożenia dolistnego w czasie choroby a aplikować go bezpośrednio na glebę.

Kwestie na które trzeba zwrócić uwagę:
Mocz zdrowego człowieka jest sterylny. W klimacie umiarkowanym nie ma żadnych chorób przenoszonych poprzez kontakt z moczem. Jeśli przyjmujemy leki typu antybiotyki nie powinniśmy się obawiać, że pojawią się one w naszych warzywach czy owocach.

Moczu lepiej nie przechowywać długo, bo zaczyna śmierdzieć - to oznaka ulatniania się amoniaku czyli strat azotu. Zużyć najlepiej w ciagu 24 godzin.

W przypadku choroby dróg moczowych, przyjmowania antybiotyków lub menstruacji lepiej nie stosować moczu do nawożenia dolistnego. Dużo bezpieczniej i higieniczniej użyć jest go wtedy do podlewania drzew i krzewów owocowych lub innych roślin, których jadalne części nie mają bezpośredniej styczności z ziemią.

Ostatecznie nie ma co panikować -  to nie są toksyczne ścieki tylko zwykłe siki...

A Ty co o tym myślisz? Stosujesz lub zamierzasz stosować mocz w swoim ogrodzie?

sobota, 3 kwietnia 2010

pH i permakultura cz.1

Jeden z Czytelników poprosił bym napisał coś o zmianie pH gleby. Najpierw krótkie wprowadzenie czym pH jest i dlaczego jest tak ważne.

Skala pH – ilościowa skala kwasowości i zasadowości roztworów wodnych związków chemicznych.
Wikipedia

Najniższe pH (0) ma kwas solny, najwyższe (14) ma wodorotlenek sodu. 7 to odczyn obojętny.

Większość roślin uprawnych czuje się najlepiej w pH o przedziale 6-7.
Zapewnienie odpowiedniego pH roślinom uprawnym jest istotne, gdyż:
  • rośliny gorzej rosną w glebie o nieodpowiednim pH a niektóre nawet nie rosną wcale
  • spada jakość i ilość plonów
  • mogą występować niedobory mikroelementów w roślinach
  • przy zbyt niskim pH zwiększa się absorpcja metali ciężkich (ołów, kadm...) oraz szkodliwego w dużych ilościach glinu
  • makroelementy są słabiej przyswajane
  • na glebach o niskim pH obniża się wydajność procesu wiązania azotu z powietrza przez bakterie brodawkowe


W Polsce większość gleb jest zakwaszona lub silnie zakwaszona. Składa się na to kilka czynników:
  1. Skała macierzysta na większości terenów naszego kraju ma naturalnie niski odczyn.
  2. Na wielu terenach Polski opady deszczu są większe niż potencjalne wyparowanie co przyczynia się do wypłukiwania łatwo wymywanych pierwiastków zasadotwórczych (wapnia, potasu, magnezu) .
  3. Nawożenie sztucznymi nawozami azotowymi przyczynia się do obniżenia pH
  4. Uprawa roślin, które przyczyniają się do zakwaszenia gleby (głównie sosny i inne iglaki) poprzez wytwarzanie zakwaszającej ściółki
  5. Uprawa roślin na sprzedaż wiąże się z eksportem zasadotwórczych (zwiększających pH) pierwiastków - wapnia, potasu i magnezu
Wiemy już, że pH w Polsce mamy z reguły za niskie. Naszym zadaniem jest zatem sprawić, że pH się podniesie, albo chociaż nie będzie się obniżać. Odniosę się do poszczególnych punktów i dodam kilka innych spostrzeżeń:

1.O ile to pierwsze jest niemożliwe do zmiany (no chyba, że zmienimy miejsce zamieszkania), to z innymi czynnikami możemy już "pracować".

2. Wymywanie pierwiastków zasadotwórczych możemy w dość łatwy sposób ograniczyć. Wystarczy sprawić, że woda nie będzie tak szybko przepływać przez naszą glebę. Pierwszym sposobem jest odpowiednie ukształtowanie terenu, by zatrzymać erozję wodną. Jednym z takich sposobów jest wykopanie swalea. Drugim sposobem jest jest zwiększenie poziomu materii organicznej w glebie. Dzięki temu woda dłużej będzie w warstwie dostępnej dla korzeni roślin więc mniej pierwiastków zasadotwórczych zostanie wymyte. By ten efekt zwiększyć jeszcze bardziej dobrze jest łączyć rośliny o płytkim i głębokim systemie korzeniowym - wtedy jeszcze mniej wody (z rozpuszczonymi w niej pierwiastkami) zostanie wymyte poza zasięg korzeni roślin. Mączka bazaltowa jest przydatna do wiązania wody na terenie piaszczystym. Sama ma delikatne działanie zasadotwórcze.

3. Sztucznych nawozów azotowych nie musimy stosować w gospodarstwie permakulturowym. Przeczytaj dlaczego są one niepolecane w gospodarstwie permakulturowym.

4.Powinniśmy bardzo uważać jaką ściółkę stosujemy. Jako regułę można uznać, że ściółka organiczna, która mimo rozdrobienia materiału przyczynia się do zakwaszenia gleby. Z reguły materiały te są również ubogie w azot oraz bogate w różnego rodzaju woski (które utrudniają rozkład).
Najlepszym przykładem są ściółki pochodzące z sosny: kora lub igliwie. Do ich rozkładu potrzebne są grzyby, które wytwarzają silne kwasy by rozłożyć te ubogie w azot a bogate w woski substancje... Czasami warto tą właściwość wykorzystać - można ściółkować borówki ścinkami z przycinania tuj i sosen.

5.Jeśli sprzedajemy rośliny na sprzedaż warto zastanowić się czy nie sprzedajemy czasami biomasy. Sprzedawanie biomasy roślin jest najbardziej "kosztownym" rodzajem produkcji jaki możemy prowadzić. Oczywiście rozpatrując eksport pierwiastków z gleby. Dobrym przykładem jest wierzba energetyczna. Dochód z plantacji bardzo umiarkowany (jeśli w ogóle), eksport mikro i makroelementów ogromy. Sprzedaż ziół, dżemów czy agroturystyka pod tym względem nie jest aż tak kosztowna. Dobrym przykładem są producenci wełny z alpaków. Produkują wyrób którego nie jest dużo na rynku, ale który jest odpowiednio drogi.

6.Warto wykorzystywać dynamiczne akumulatory, które gromadzą wapń. Jednym z nich jest żywokost lekarski. Spełnia on co najmniej dwie funkcje w dostarczaniu wapnia roślinom. Po pierwsze magazynuje wapń w sobie. Po drugie ma głęboki system korzeniowy co zapobiega...wymywaniu wapnia poza zasięg korzeni naszych roślin.
Podobnie robinia akacjowa ma głęboki system korzeniowy i jest dynamicznym akumulatorem. Marc Bonfils opisuje, że popiół z niej zawiera 75% tlenku wapnia (nie wiem czy dobrze przetłumaczyłem - chalk). Jako, że robinia to drzewo rosnące bardzo dobrze na glebach suchych i piaszczystych, wiąże azot atmosferyczny z powietrza (nawet do 250 kg na ha) jest używana do rekultywacji gleby. Dobrze nadaje się zatem na gleby VI klasy.

7. Dobrym rozwiązaniem dla osób, które się budują a mają piaszczystą glebę jest wykorzystanie gruzy budowlanego - ma zasadowe pH. Podobnie stary cement. Pudełka plastikowe i różne chemikalia budowlane lepiej odkładać na inną kupkę.

Dla największego efektu najlepiej łączyć wszystkie te strategie.