poniedziałek, 21 grudnia 2009

Permakultura i opłacalność produkcji rolnej



Dzisiejszy post przerwie pasmo bardzo teoretycznych rozważań. Będzie dużo bardzo przyziemnych informacji - czyli o kasie:)

Zatem jak to jest z ta opłacalnością przy produkcji rolnej w permakulturze? Czy skoro plon główny jest niższy niż w uprawie konwencjonalnej, to automatycznie zysk jest mniejszy?

Niekoniecznie

Dlaczego niby "nie koniecznie" skoro mniej możemy sprzedać? Ponieważ minimalizujemy koszta. Jeśli sprytnie zaprojektujemy nasze gospodarstwo, to np odpadną nam koszty nawozów azotowych, których w zależności od rodzaju roślin uprawianych zużywa się do około 200kg na ha. Cena 1kg nawozu w przeliczeniu na czysty azot to 1,5 - 2 zł. Rocznie na ha daje to oszczędności rzędu 300-400 zł. Podobnie jest z wodą. Jeśli wykopiemy swale to nie będziemy musieli wydawać pieniędzy (lub zmniejszymy zapotrzebowanie)na nawadnianie naszych pól/sadów/lasów/pastwisk. Oprócz tego zmniejszy to erozję wodną, co dalej ograniczy potrzebę nawożenia.
Jeśli zadbamy o wzrost poziomu materii organicznej w glebie również polepszy się zaspokojenie potrzeb wodnych i odżywienie roślin (minerały będą utrzymywane przez humus). Wysoki poziom humusu to większa odporność gleby na ubicie, dzięki czemu nie musimy tak dużo orać - kolejne oszczędności, tym razem na paliwie i amortyzacji maszyn rolniczych. Zadbanie o to by było bogactwo różnych roślin dających nektar oraz o habitaty dla zwierząt sprawi, że różne owady, grzyby, zwierzęta będą działać jako chodzące selektywne pestycydy. Chemiczne pestycydy nie biorą się z powietrza - trzeba je kupić. To kolejna pozycja na której można zaoszczędzić prowadząc gospodarstwo permakulturowe.

Wymieniłem jak można zaoszczędzić pieniądze na pozyskiwaniu tylko jednego "plonu". Dodatkowy dochód można mieć ze zbierania ziół, produkcji miodu, drewna, usług turystyczne. Warte uwagi, jest to, że osoba, której posiadłość zaprojektowana jest zgodnie z zasadami permakultury może ubiegać się o certyfikat uprawy ekologicznej. Zazwyczaj taki rolnik dostaje trochę więcej pieniędzy za swoje produkty niż rolnik nie posiadający certyfikatu. Szkoda tylko, że to "trochę więcej" które dostaje rolnik nie przekłada się na "trochę droższy" produkt w sklepie. Zazwyczaj cena takich produktów w sklepie jest kilkadziesiąt do kilkuset procent wyższa. Krwiożerczy kapitaliści jedni ;)

Permakultura nawołuje do tego by nie uprawiać tylko jednego plonu - jest to rozsądne również ze względów ekonomicznych. W uprawach monokulturowych łatwo o bardzo szybkie namnożenie się szkodników naszej uprawy - w końcu jedzenia mają pod dostatkiem. Może się przydarzyć nam właśnie taka gradacja szkodników, albo późny przymrozek. Nigdy nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka...

Nawet jeśli rok jest idealny do uprawy danej rośliny jest to paradoksalnie niedobre. Ponieważ dla innych producentów danego produktu ten rok również mógł być idealny więc jest dużo produktu na rynku. Duża podaż to spadek cen, co może sprawić, że i tak nie wyjdziemy na plus. W sytuacji gdy mamy zdywersyfikowaną (różnorodną) produkcję to i szkodniki nam tak nie groźne (jak jedno się nie uda, to inne na pewno tak). Również jesteśmy bardziej odporni na klęski urodzaju.

Minusem jest to, że będziemy musieli posiąść dodatkową wiedzę (np. o produkcji dodatkowych roślin). Uprawa monokulturowa jest w jakimś sensie łatwiejsza. Permakultura w Polsce to ciągle wielka nowość.

Zdjęcie dzięki uprzejmości Wikipedii

Proszę zostaw komentarz, jestem ciekaw tego co myślisz, chętnie również odpowiem na Twoje pytanie.

1 komentarz:

Podziel się wiedzą ze znajomymi!