niedziela, 11 kwietnia 2010

Stan świata cz.1 - Ryby morskie i lingwistyka.

Amerykanie zwykli mawiać gdy chcą np. pocieszyć kolegę, że nie wyszło mu podrywanie jakiejś ładnej dziewczyny "there are plenty of fish in the sea" - po polsku idiom ten oznacza "tego kwiata jest pół świata". Kolega ma się zatem nie martwić, bo na świecie jest dużo ładnych kobiet. Którąś na pewno uda mu się "ściemnić" ;)
Jeśli chcemy przetłumaczyć to amerykańskie przysłowie dosłownie wyjdzie nam coś w stylu "jest wiele ryb w morzu"... Czyżby?

Według raportu FAO łowiska w 2007 roku były:

  • 19% łowisk było nadmiernie wykorzystywanych
  • 8% załamanych (wyczerpanych)
  • 1% regenerował się z wyczerpania
  • 52% maksymalnie trwale wykorzystywanych (bez uszczerbku dla przyszłego pogłowia ryb)
  • 20% umiarkowanie wykorzystywane z potencjalną możliwością niewielskiego zwiększenia produkcji
Wynika z tego, że 79% łowisk jest wykorzystywana maksymalnie jak to możliwe lub nawet bardziej. Nie ulega wątpliwości, że ten trend musi się odwrócić - inaczej w 2050 roku nie będziemy mieć nie tylko ryb morskich ale również owoców morza.

Brak ryb drapieżnych w morzach i oceanach doprowadza nawet do zmiany nawyków kulinarnych - zaczyna się łowić... meduzy. Meduzy namnażają się w dużej ilości korzystając z nisz ekologicznych zwolnionych przez ryby. Są zatem "chwastami" morskimi, które korzystają z okazji.

W połączeniu z rosnącą populacją ludzi - aktualnie 6,9 mld, w 2050 na Ziemi będzie żyło 9-11 mld ludzi, Peak Oil i skalą rocznej degradacji gleby nie napawa to optymizmem.

Pozornie pocieszający jest wzrost produkcji ryb pochodzących z hodowli. Dlaczego pozorny? Ponieważ duża część paszy dla tych ryb pochodzi z ryb karmowych złapanych w morzach i oceanach. Mączka rybna wykorzystywana jest również w produkcji zwierząt lądowych (kur, świń). Musimy zatem zacząć produkować ryby i zwierzęta w sposób który nie przyczynia się do degradacji mórz i gleby.

Ciągle nasuwa mi się pytanie ile ludzi może wyżywić Ziemia?

Polecam również przeczytać wpisy:
Permakultura i akwakultura cz.1
Ile ludzi może żyć na Ziemi?
Permakultura i maksymalne plony kalorii z ha
Krowy jedzą deser najpierw, czyli o tym jak zwiększyć wydajność pastwiska 5 krotnie.

A Ty co o tym myślisz?

5 komentarzy:

  1. w kuchni orientalnej meduzy zadomowily sie juz dawno, ja zreszta je uwielbiam :) - pod warunkiem, ze wlasciwie przyrzadzone.

    Co do tego, ile ludnosci moze wyzywic Ziemia.. obawiam sie, ze gdyby zywnosc produkowac w sposob permakulturowy i "sustainable" to niewiele.
    Ograniczanie rabunkowej eksploatacji to jedno, ale bez rownoczesnej globalnej kontroli urodzin nic to nie da...

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm,

    Jeśli więcej ludzi zajmowałoby się produkcją żywności, to nie mielibyśmy raczej problemu. Uprawa w ogrodzie przydomowym jest najwydajniejszą (jeżeli chodzi o ilość kalorii i ilość jedzenia z m2). Dobrze zarządzana działka konwencjonalna jest w stanie zapewnić owoce i warzywa dla rodziny przez większą część roku.

    Co do reszty całkowicie się zgadzam (no może poza meduzą, której jeszcze nie jadłem;)
    Nic nie da nawet czterokrotny wzrost wydajności jak ludzi będzie 5 razy tyle...

    To taki paradoks liberalny, że jeśli chcemy mieć wolność w przyszłości, to musimy popierać kontrolę urodzin. Inna sprawa, że to chodzi o kontrolę urodzin w odpowiednich miejscach. Osobiście uważam, że w Polsce powinno rodzić się więcej dzieci, bo populacja jaką mamy jest też "niezrównoważona".

    Swoją drogą tłumaczenie słowa sustanable na zrównoważony jakoś mi nie pasuje...

    OdpowiedzUsuń
  3. no bo sustainable to w zasadzie nie jest "zrownowazony"... google tak podaje, ale translator google pozostawia wiele do zyczenia :)

    w tym kontekscie sustainable znaczy odnawialny, podtrzymujacy ciagla egzystencje/zycie...
    nie ma niestety zgrabnego jednoslownego tlumaczenia na polski...

    Owszem, dobrze zarzadzana dzialka jest w stanie zapewnic owoce i warzywa przez wieksza czesc roku, ale skad wziac tyle ziemii, zeby kazdy mieszkaniec miasta mogl sobie uprawiac takie dzialki? Stanowi to nie lada problem zwlaszcza w krajach, ktore sa przeludnione a maja male arealy ziemi uprawnej.

    OdpowiedzUsuń
  4. W jednym z filmów widziałem, że Mollison zrobił kurs w slamsach. Szara woda, która wcześniej leciała do rowu i była miejscem rozmnażania komarów (i przyczyną malarii) była delikatnie ukierunkowywany by nawadniać przydomowy ogród, a raczej "przyruderowy". Miejsca tam naprawdę tyle co kot napłakał, ale uprawiali bardzo intensywnie. Następna sprawa, że można sadzić drzewa, które będą ponad domami - w krajach w których jest głód i bieda zwykle też jest gorąco.

    Niektóre kraje, które są przeludnione (arabskie) mają dużo ziemi na mieszkańca, tylko niewiele z tej ziemi jest ziemią uprawną. Nie jest uprawna dlatego, że została zdegradowana.
    Nie da się ukryć, ze miasto zwłaszcza to duże nie jest idealnym miejscem do produkcji żywności.

    Problemy lingwistyczne rzeczywiście są spore... Miejmy nadzieję, że w przeciągu kilku lat pojawi się wiele nowych, trafnych słów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach, zeby nie ta ludzka chciwosc!? Ogromna ilosc pozywienia jest marnowana w krajach tzw. wysoko cywilizowanych (gdyby wyrzucana zywnosc, marnowana przez glupie przepisy typu "ogorek musi byc prosty" itp.) nikt na ziemi nie bylby glodny. Mieszkam w Norwegii (niewyobrazalna ilosc pozywienia jest wyrzucana???) Inna sprawa, ze tak bogaty kraj serwuje swoim mieszkancom taki sam syf jak wszedzie (jogurty z kukurydza,syropem glukozowo-fruktozowym z kukurydzy GMO..) Hodowlane lososie "Cala prawda o rybach" you tube, zatruwaja potencjalnych konsumentow oraz niszcza ecosystem pieknych fiordow (Mieszkancow w Norwegii jest c. 5 mln, ryb w morzach ile dusza zapragnie) dla "mamony" niszcza! Nie kupisz prawdziwego mleka (rolnik ma zabronione sprzedac), nie kupisz ryby z kutra (zabronione), w sklepach warzywa i owoce "plastikowe", mieso hodowlane przemyslowo itd. Ratunkiem sa sklepy arabskie tylko tam mozna kupic swieze mieso jagniece, baranie, kozlece...bez chemii. Mozna - mozna.
    Naprawde czlowiekowi duzo nie potrzeba: domek z ogrodkim, kozka, kilka kurek, troche warzyw, owocow...Wszystko swoje, zdrowe. A to przyczyniloby sie do naszego zdrowia. Po 53 latach zycia, kiedy zachorowalam na RZS - zrozumialam, ze przyczyna naszych chorob jest zywnosc (95% zywnosci w sklepach jest szkodliwa). W ciagu 3 lat od zamiany diety choroba zniknela calkowicie. To WIELKIE KLAMSTWO, ze nie mozna wyzywic ludzkosci (jeden procent populacji ma prawie tyle pieniędzy, co... pozostałe 99 procent) tu tkwi problem!

    OdpowiedzUsuń

Podziel się wiedzą ze znajomymi!